Marta Kosecka

adwokat

Prowadzę Kancelarię Adwokacką w Gdyni. Na co dzień doradzam przedsiębiorcom w zakresie szeroko pojętego prawa gospodarczego i handlowego, a także prawa pracy. Posiadam bogate doświadczenie w obsłudze podmiotów gospodarczych.
[Więcej >>>]

Współpraca Wzory i porady

Siła wyższa w ciągu niespełna ostatnich dwóch lat robi prawdziwą furorę. Łacińskie vis maior jest w Polsce odmieniane przez wszystkie przypadki. Tymczasem jeszcze dwa lata temu większość osób, dla których tworzyłam umowy najmu czy też umowy na organizację przyjęć okolicznościowych pukała się w głowę widząc w projekcie siłę wyższą. No bo po co komu zapisy na wypadek wojny czy też epidemii, która rzekomo miałaby sparaliżować wykonanie większości umów. Często musiałam gorąco namawiać Klientów żeby jednak tych zapisów nie usuwać. A czasem – powiem Ci tak szczerze – nawet ja miewałam wątpliwości, czy te dodatkowe pół strony w umowie to nie jest jednak nadgorliwość 😉

Jak się okazało całkiem niesłusznie. Kto na czas dobrze zastrzegł w umowie zapisy na wypadek wystąpienia siły wyższej mógł się czuć prawdziwym zwycięzcą.

Nie bez powodu używam w tym wypadku sformułowania dobrze. Bo zastrzec siłę wyższą to nie sztuka. Sztuka zrobić to dobrze, a więc tak, żeby w przypadku konieczności użycia tych zapisów odnieść z nich jakąkolwiek korzyść. Poprawić swoją sytuację prawną.

Tymczasem mimo iż obecnie siła wyższa wpisywana jest niemal do każdej umowy.. zapisy te zazwyczaj w żaden sposób nie zmieniają uregulowań kodeksowych. A więc niezależnie od tego czy znalazłyby się w umowie czy też nie, sytuacja stron wyglądałaby dokładnie tak samo.

Moja rada jest więc taka: jeżeli zastrzegasz w umowie zapisy na wypadek wystąpienia siły wyższej zrób to dobrze albo wcale. Bo powielanie zapisów kodeksowych, to rzeczywiście dodatkowe, zmarnowane pół kartki papieru 🙂

siła wyższa

Czym jest siła wyższa?

Co ciekawe, kodeks cywilny nie zawiera legalnej definicji siły wyższej. Legalnej, czyli takiej oficjalnej. Ogólnie jednak przyjmuje się, że jest to zdarzenie o charakterze przypadkowym bądź naturalnym nie do uniknięcia. Takie, nad którym człowiek nie jest w stanie zapanować.

Ja swoją, używaną w umowach, definicję siły wyższej w niezmienionym kształcie używam już od prawie 10 lat.

A brzmi ona tak:

Siła wyższa oznacza zdarzenie nagłe i nieprzewidywalne, niezależne od Strony, zewnętrzne, niemożliwe do przewidzenia i do zapobieżenia, które wystąpiło po zawarciu umowy, uniemożliwiające wykonanie przez Stronę obowiązków wynikających z umowy, nieobejmujące winy własnej Strony lub braku jej należytej staranności. Takie zdarzenia mogą obejmować w szczególności: katastrofy naturalne, wojny, rewolucje, epidemie, ogłoszone strajki generalne w odnośnych gałęziach przemysłu, blokady dróg, nałożone embarga, oficjalne decyzje organów władzy i administracji publicznej niewywołane działaniem Strony.

Zwróć uwagę, iż katalog sytuacji, które mogą być uznane za siłę wyższą jest w tej definicji otwarty. To ważne, wszak jak pisał Szekspir, są rzeczy na niebie i na ziemi, o których się filozofom nie śniło. Zatem i my nie możemy zamykać sobie drogi do zdefiniowania w trakcie wykonywania umowy jakiejś siły wyższej, która do tej pory nie była nam znana bądź nie była uznawana za siłę wyższą.

 

Co na to kodeks cywilny?

Czy jak Ci powiem, że przepisy kodeksowe regulujące skutki niewykonania umów w ogóle nie wspominają wprost o sile wyższej będziesz w stanie mi uwierzyć? Będziesz musiał bo tak właśnie jest 🙂

Na ponad 1.000 artykułów, które znajdują się w tym akcie prawnym, pojęcia siła wyższa kodeks cywilny używa zaledwie.. 4 razy. A dokładnie w przepisie dotyczącym biegu terminu przedawnienia i 3 przepisach dotyczących odpowiedzialności za wyrządzoną szkodę.

Siła wyższa w znaczeniu takim jak nas interesuje, czyli jako zdarzenie uniemożliwiające wykonanie jakiejś umowy kryje się w kodeksie cywilnym pod zupełnie innymi postaciami. A mianowicie, w przepisach odnoszących się do niemożliwości świadczenia, za którą odpowiedzialności nie ponosi żadna ze stron oraz przepisach dotyczących zadatku.

Są to jednocześnie 2 bardzo często cytowane przez ostatnie 2 lata na blogu przepisy, do których odnosi się wiele wpisów na blogu, jak chociażby ten o weselach w czerwonych strefach czy weselach w nowej, koronawirusowej rzeczywistości.

Skoro jednak zdążyliśmy już przywyknąć do życia, organizowania wesel oraz zawierania innych umów w nowej, koronawirusowej rzeczywistości, czas zabezpieczyć się na przyszłość. Aby kolejne ewentualne pandemie bądź inne zdarzenia mające charakter siły wyższej nie mogły zaskoczyć nas w przyszłości.

 

Siła wyższa – jak najczęściej się zabezpieczamy?

W momencie kiedy większość z nas przekonała się, że zapisy dotyczące siły wyższej w umowie to jednak nie przesada i dobrze byłoby je jednak w umowie zawrzeć, często te zapisy wyglądają tak:

Żadna ze Stron nie będzie odpowiedzialna za niewykonanie lub nienależyte wykonanie zobowiązań z powodu siły wyższej. W przypadku wystąpienia siły wyższej, każda ze stron może rozwiązać umowę ze skutkiem natychmiastowym/umowa ulega rozwiązaniu. W takim wypadku wpłacona zaliczka/zadatek podlega zwrotowi.

Dlaczego mam zastrzeżenia do takiego sposobu  sformułowania klauzuli umownej na wypadek wystąpienia siły wyższej?

Dlatego, że kodeks cywilny reguluje tę sytuację w dokładnie taki sam sposób. Wprowadzając do umowy zapisy w tym kształcie powielamy więc tylko rozwiązania kodeksowe..i nic w zamian nie zyskujemy.

W przypadku zadatku, zgodnie z art. 394 § 3 kodeksu cywilnego, gdy niewykonanie umowy nastąpiło wskutek okoliczności, za które żadna ze stron nie ponosi odpowiedzialności, zadatek powinien być zwrócony, a obowiązek zapłaty sumy dwukrotnie wyższej odpada.

W przypadku zaliczki, zgodnie z art. 495 § 1 kodeksu cywilnego, jeżeli jedno ze świadczeń wzajemnych stało się niemożliwe wskutek okoliczności, za które żadna ze stron odpowiedzialności nie ponosi, strona, która miała to świadczenie spełnić, nie może żądać świadczenia wzajemnego, a w wypadku, gdy je już otrzymała, obowiązana jest do zwrotu według przepisów o bezpodstawnym wzbogaceniu.

Po ostatnich wydarzeniach wiemy jednak, że zwrot kilkunastu czy kilkudziesięciu zadatków i zaliczek był dla wielu restauracji nie lada kłopotem.

 

Może nie rozwiązujmy od razu umowy.

Może zatem warto wprowadzić do umowy rozwiązania, które nie powodują automatycznego rozwiązania umowy. Czy też nie dają drugiej stronie automatycznie prawa do bezkosztowego rozwiązania umowy. Takie rozwiązania wynikają z powszechnie obowiązujących przepisów, nie ma potrzeby ich powielania. Jednocześnie, jak już mieliśmy się okazję przekonać, nie są one  specjalnie korzystne.dla restauratorów. Jak można zatem uregulować tę kwestię?

Moim zdaniem warto wprowadzić rozwiązanie, zgodnie z którym strony w pierwszej kolejności ustalą nowy termin organizacji przyjęcia. Stronom nie przysługuje w takim wypadku prawo do rozwiązania umowy i żądania zwrotu zadatku czy też zaliczki. Strony mają obowiązek ustalić w pierwszej kolejności nowy termin wykonania zobowiązania.

Jeżeli natomiast jedna ze stron nie wyrazi woli zmiany terminu przyjęcia, nie będzie miała prawa do bezkosztowego rozwiązania umowy. Restauracja będzie miała prawo zachować wtedy wpłacony zadatek/zaliczkę, w całości bądź choćby części. Najczęściej w umowach proponuję właśnie, aby była to część zaliczki bądź zadatku. Jako zachęta do zmiany terminu przyjęcia, ale też rozwiązanie niezbyt surowe dla drugiej strony.

Nie chodzi w tym rozwiązaniu o to, aby postawić drugą stronę w niekorzystnej sytuacji. Chodzi o to, aby dostosować zapisy dotyczące siły wyższej do rozwiązań najbardziej odpowiadających umowom na organizację przyjęcia weselnego. Nie wiem czy podzielisz moje zdanie, ale automatyczne rozwiązanie umowy i zwrot wszystkich wpłaconych kwot nie do końca odpowiada charakterowi tych umów. A przy tym interesom restauratorów.

siła wyższa

Podsumowując..

Pamiętaj, że zarówno przepisy dotyczące zadatku, jak i niemożliwości świadczenia są przepisami dyspozytywnymi. Obwiązują wtedy, kiedy strony nie umówią się inaczej. Skoro da się umówić inaczej, z korzyścią dla Ciebie jako restauratora, chyba warto aby z tej możliwości skorzystać.

Oczywiście, ostateczny kształt tych zapisów jakie zawieramy w umowie, zależy od wielu czynników. Między innymi od wzoru umowy, którym się posługujesz czy charakteru kwot jakie pobierasz na poczet jej wykonania bądź niewykonania (zadatki, zaliczki, kary umowne). Co więcej, klauzula ta wymaga uzupełnienia o zapisy dotyczące powołania się na siłę wyższą, jej uprawdopodobnienia, itd..

Niemniej jednak moim celem na dziś jest tylko zwrócenie Twojej uwagi na to, że umowy dają nam możliwość zastrzeżenia na Twoją rzecz korzystniejszych uprawnień niż przepisy kodeksowe. Co więcej, że nie ma sensu powielania w umowie przepisów kodeksowych. Bo wtedy rzeczywiście, mimo iż umowa puchnie od paragrafów, nijak nie poprawiają one Twojej sytuacji jako jednej ze stron umowy.

Mam nadzieję, że mi się to udało 🙂

PS. Odwołam się jeszcze do umowy najmu, bo w sumie odniosłam się do niej na początku wpisu. Przy najmie możemy przykładowo postanowić, że umowa nie może zostać bezkosztowo rozwiązana od razu. Dopiero  jeżeli umowa nie będzie mogła być wykonywana przez określony czas, strony rozważą celowość jej rozwiązania. A także zasady, na jakich ma do tego dojść. Po to, by nie okazało się, że siła wyższa potrwa tydzień lub dwa, a my automatycznie rozwiązujemy bezkosztowo umowę zawartą na 5 lub 10 lat.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 507 025 782e-mail: kontakt@adwokatkosecka.pl

Obniżka VAT na niektóre artykuły spożywcze, która weszła w życie począwszy od 1 lutego 2022 roku jest skutkiem tzw. Tarczy Antyinflacyjnej 2.0. Obniżka obowiązywać będzie od 1 lutego 2022 roku do końca lipca 2022 roku. W jej wyniku ustawodawca wprowadza zerową stawkę VAT dla podstawowych produktów spożywczych, takich jak:

  • mięso, ryby oraz przetwory z nich,
  • produkty mleczarskie,
  • warzywa i owoce oraz przetwory z nich,
  • zboża, produkty przemysłu młynarskiego, przetwory ze zbóż i wyroby piekarnicze,
  • niektóre napoje (m.in. napoje mleczne, mleka roślinne oraz napoje zawierające co najmniej 20% soku warzywnego lub owocowego).

Przepis wprowadzający stosowną obniżkę stanowi dodany do ustawy o VAT art. 146da. Z uzasadnieniem wprowadzenia omawianych przepisów możesz zapoznać się pod tym –> linkiem.

Oczywiście uzasadnienie wprowadzenia tychże przepisów wiąże się z dużą inflacją i potrzebą – przynajmniej czasowego – obniżenia cen zakupu podstawowych produktów spożywczych, jak mięso, warzywa czy pieczywo.

 

Podstawowe produkty spożywcze, czyli jakie?

Wszystkie produkty objęte obniżką wymienione zostały  w poz. 1-18 załącznika nr 10 do ustawy o VAT. Jak się słusznie domyślasz, nie obejmują one towarów luksusowych, do których od niedawna zaliczamy przykładowo owoce morza 🙂

Więcej na ten temat, możesz przeczytać w tym –> wpisie.

obniżka VAT

 

 

 

 

 

 

 

 

Obniżka VAT obejmuje więc tylko produkty, które do tej pory objęte były 5% stawką podatku VAT. Nie dotyczy jednocześnie towarów spożywczych sprzedawanych w ramach świadczenia usług związanych z wyżywieniem. Obniżka VAT nie dotyczy zatem dań sprzedawanych przez restauracje i inne punkty gastronomiczne (których sprzedaż co do zasady objęta jest 8% stawką podatku VAT).

Ustawodawca nie różnicuje jednocześnie stawki VAT w zależności od tego, kto dokonuje zakupu danego produktu spożywczego. Czy jest to Kowalska bądź Nowak czy też restaurator korzystający następnie z tych produktów do przygotowania dań oferowanych w swojej restauracji. Podatek VAT, a zatem i ceny dla każdego kupującego będą takie same. Nie ma znaczenia, czy jesteś konsumentem czy przedsiębiorcą.

Co więcej, Ty jako restaurator nadal będziesz stosował 8% stawkę VAT do opodatkowywania świadczonych przez siebie usług. To, że niektóre produkty kupisz po obniżonej stawce VAT, co do zasady nie wpływa na ceny w Twojej restauracji.

Można by zatem pomyśleć, że nowe przepisy pozostają bez jakiegokolwiek wpływu na działalność branży gastronomicznej. Czy aby na pewno?

 

Obniżka VAT a branża gastronomiczna.

Na licznych grupach gastronomicznych, których jestem członkiem tuż po wprowadzeniu nowych przepisów wywiązała się jednak dyskusja o tym, że w istocie restauratorzy na tej zmianie stracą. No bo przecież, VAT należny (w związku z prowadzoną sprzedażą) będzie niezmienny, zaś VAT naliczony będzie mniejszy.. A skoro tak, to znaczy, że ostatecznie podatek VAT do zapłaty za dany miesiąc będzie wyższy. Niby tak 🙂

Ale nie możesz pomijać faktu, że jednak zakupy, które Ty zrobisz, będą tańsze. Jeżeli kupisz na 0% VAT, to co prawda zapłacisz więcej VAT-u, ale na początku wydasz mniej pieniędzy na towar. Finalnie zatem wprowadzona zmiana będzie dla Ciebie zupełnie obojętna.

Przykładowo:

Twój miesięczny obrót netto w styczniu i lutym był tak sam. Kształtował się na poziomie 50.000 złotych. Podatek VAT należny wynosił zatem 4.000 złotych.

W styczniu koszt zakupu produktów spożywczych wyniósł 25.000 złotych netto + podatek VAT 1.250 złotych. Do zapłaty miałeś 2.750 złotych podatku VAT.

W lutym przy tym samym koszcie zakupu produktów spożywczych VAT wyniesie 0.00 złotych. Rzeczywiście, do zapłaty masz 4.000 złotych VAT-u. Ale na zakupach zaoszczędziłeś 1.250 złotych VAT-u- Ostatecznie więc ani nie zyskujesz, ani nie tracisz.

Oczywiście, powyższy przykład jest mocno uproszczony. VAT, który podlega odliczeniu to nie tylko VAT doliczany do kosztów zakupu produktów spożywczych. To także najem, leasing i wiele innych składników.

Po drugie, nie wszystkie produkty są opodatkowane 0% VAT, więc te rozliczenia nie są takie proste. Po trzecie wreszcie, liczby którymi się posłużyłam są wzięte całkowicie z powietrza 🙂 Chodzi mi jednak o to, by pokazać mechanizm. Skoro nastąpiła obniżka VAT, a Ty kupujesz tańsze produkty, to nie zapłacisz więcej podatku VAT.

 

Czym jest podatek VAT?

Całe zamieszanie bierze się moim zdaniem stąd, że wiele osób nie rozumie czym w istocie jest podatek VAT. Mamy pokusę, aby traktować VAT jako część naszego przychodu. A tym samym czujemy się pokrzywdzeni, jeżeli raptem będziemy płacili więcej VAT-u. Nawet jeżeli jednocześnie zapłacimy mniej podatku w kupowanych produktach. A więc więcej pieniędzy zostanie w naszej kieszeni.

Przepisy prawa zobowiązują Cię, w zależności od rodzaju prowadzonej działalności gospodarczej, do stosowania określonej stawki VAT przy dokonywaniu sprzedaży swoich towarów lub usług. Kwota podatku VAT zawsze jest jednak tylko doliczona do ceny, po której sprzedajesz dany produkt lub usługę. To, co Klient płaci w ramach podatku VAT, nie staje się przychodem Twojej restauracji. Przeciwnie, to kwota, którą musisz oddać urzędowi skarbowemu. Jest to tzw. VAT należy. Ten, który Ty musisz oddać do budżetu Państwa. Kwota uzyskana z VAT, to zatem takie pieniądze, którymi obracasz, ale one w zasadzie nie są Twoje 😉

Jednocześnie, skoro w ramach prowadzonej działalności gospodarczej dokonujesz zakupów związanych z osiąganiem przez Ciebie przychodu, chociażby w postaci zakupu towarów spożywczych, jako kupujący również zobowiązany jesteś do zapłaty podatku VAT. Jest to tzw. VAT naliczony. Zostaje on naliczony Tobie przy okazji kupna określonych towarów lub usług.

Aby uniknąć nakładania się podatku, do urzędu skarbowego nie wpłacamy całego podatku VAT należnego w danym miesiącu, ale jedynie różnicę pomiędzy podatkiem należnym a naliczonym, a więc tym który otrzymaliśmy od Klientów a tym, który zapłaciliśmy w cenie kupowanych towarów i usług.

Ostatecznie, VAT jest jednak podatkiem neutralnym – Ty jako podatnik VAT nie ponosisz faktycznego ciężaru tego podatku. Jest on przerzucony na Twoich Klientów. Ty zaś jest w zasadzie jedynie jego płatnikiem.

 

Obniżka VAT – nie wszystko złoto, co się świeci.

Oczywiście, to co w teorii wygląda tak pięknie, prosto i zrozumiale, niekoniecznie przekłada się na rzeczywistość. Tak jak wielu przedsiębiorców nie rozumie, że VAT nie stanowi przychodu z działalności, tak i wielu Klientów nie rozumie, że określoną część ceny (w przypadku restauratorów najczęściej 8%) musisz tak po prostu oddać.. do urzędu skarbowego 😉 I że nie cała zapłacona Ci kwota, jest rzeczywiście Twoja. Najboleśniej można odczuć to w przypadku 23% stawki podatku VAT, kiedy Twoje usługi czy sprzedaż stają się droższe niemal o 1/4. Tak jak w przypadku usług prawniczych 😉 Wydaje się, że jedyny wpływ jaki mamy na taki stan rzeczy to edukacja społeczeństwa. Zniesienia obowiązku płacenia VAT-u raczej nie przewiduję..

Nie możemy niestety w Polsce, wzorem np. USA, operować w stosunku do konsumentów cenami netto. Choć szczerze tego żałuję. Zaraz obok płacenia składek emerytalno-rynkowych przez pracodawcę, a nie pracownika 😉

Po drugie, oczywiście, że tzw. Tarcza antyinflacyjna w cudowny sposób nie rozwiąże aktualnych problemów rosnących cen. Już docierają do nas informacje, że pomimo obniżki stawki VAT do 0%, niektóre produkty zamiast potanieć.. podrożały. Tarcza antyinflacyjna nie zakazuje jednak podnoszenia cen, zwłaszcza jeżeli koszty produkcji określonych produktów ciągle szybują w górę. Nie powoduje ona również, że nie pojawi się pewna grupa przedsiębiorców, która chytrze będzie chciała na tym zmianach skorzystać i sztucznie podniesie dopiero co obniżone ceny.

Niemniej jednak, co do zasady, wśród wielu obciążających podatników, w tym restauratorów, ostatnich pomysłów rządzących, ten akurat nie tylko nie jest dla restauratora kolejnym obciążeniem, ale wręcz przeciwnie,  ma zupełnie neutralny wpływ na prowadzoną przez Ciebie działalność.

 

PS. Wiem, że to co napisałam wyżej, to nie doktorat z prawa, a wręcz przeciwnie – łopatologiczny sposób na wyjaśnienie mechanizmu działania podatku VAT. Mam jednak nadzieję, że zrozumiały. Jeżeli tak, to cel został osiągnięty 🙂

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 507 025 782e-mail: kontakt@adwokatkosecka.pl

Z czego powinno się składać dobre menu Twojej restauracji? Czy wystarczą tylko dobre dania, kuszące zdjęcia i finezyjne opisy potraw? A może potrzeba czegoś więcej?

Może, aby menu było dobre oprócz tych 3 niewątpliwie bardzo ważnych elementów musi się w nim znaleźć jeszcze kilka innych. Elementy te spowodują, iż menu nie tylko będzie cieszyć oko Twoich Gości i zachęcać do spróbowania dań oferowanych przez Twoją restaurację, ale będzie także dla nich pożyteczne, a dla Ciebie będzie również miało walor ochronny.

Jednocześnie takie menu zgodne będzie z wszelkimi wymogami prawnymi. Zaś dla Twoich Gości będzie miało dużą – i na pewno przez nich docenianą – rolę informacyjną.

Jakie są zatem składniki na dobre menu Twojej restauracji? Już podaję 🙂

Obowiązkowe składniki menu

O tych składnikach w większości pisałam na blogu już dawno. Są to elementy, które powinny być zamieszczone w menu obowiązkowo.

Od czasu opublikowania przeze mnie poprzednich wpisów nic się w zasadzie w tej materii nie zmieniło więc pozwól, że odeślę Cię do tamtych wpisów. A są to wpisy dotyczące obowiązku wskazywania w menu:

  1. składu potraw -> link,
  2. wykazu alergenów -> link,
  3. gramatury potraw -> link.

W tym miejscu chciałabym poczynić jedynie dwie uwagi.

Gramatura potraw raz jeszcze..

Pierwsza, dotyczy obowiązku podawania gramatury potraw.

Tak, wiem, że zdania co do tego czy podawanie gramatury potraw jest obowiązkowe są podzielone. Są prawnicy, którzy uważają, że wystarczy jak wskażesz w menu, że widoczna tam cena dotyczy 1 kotleta czy 1 talerza zupy.

Swoje zdanie wywodzą z tego, że zgodnie z rozporządzeniem Ministra Finansów z dnia 10 czerwca 2002 roku w sprawie szczegółowych zasad uwidaczniania cen towarów i usług oraz sposobu oznaczania ceną towarów przeznaczonych do sprzedaży:

Cennik powinien zawierać aktualne informacje dodatkowe umożliwiające łatwą identyfikację ceny z towarem, w szczególności: (…) określenie ilości nominalnej potrawy lub wyrobu, wyrażonej w legalnej jednostce miary zawartej w jednej porcji, w tym zwłaszcza ilości głównego składnika (mięsa, drobiu, ryb), dodatków uzupełniających (przystawek, deserów) i napojów.

To rozporządzenie, począwszy od 1 stycznia 2016 roku zostało zastąpione rozporządzeniem Ministerstwa Rozwoju z dnia 9 grudnia 2015 roku w sprawie uwidaczniania cen towarów i usług, zgodnie z którym:

Cennik zawiera także aktualne informacje umożliwiające konsumentom identyfikację ceny z potrawą lub wyrobem, w szczególności: (…) określenie ilości potrawy lub wyrobu, do których się odnosi.

Zdaniem części prawników samo usunięcie zwrotu „wyrażonej w legalnej jednostce miary” i zastąpienie go zwrotem „określenie ilości potrawy lub wyrobu, do których się odnosi” powoduje zniesienie obowiązku podawania gramatury potraw w menu.

Zdaniem pozostałych, do których i ja się zaliczam, absolutnie tak nie jest. Sama zmiana treści przepisu nie powoduje zniesienia obowiązku podawania gramatury potraw. Użycie sformułowania “określenie ilości potrawy, do której się odnosi” jednoznacznie wynika , że chodzi o podanie gramatury oferowanej potrawy.

Dlaczego?

Słownikowo ilość to wielkość określająca objętość lub masę.

Nie można mylić ilości z liczbą. A poprzez wskazanie, że cena odnosi się do 1 talerza zupy czy 1 kotleta operowalibyśmy właśnie liczbą a nie ilością.

Tyle jeżeli chodzi o wykładnię językową. I na tym mogłabym zakończyć.

Ale.. obowiązek podawania gramatury potraw wynika moim zdaniem również z wykładni funkcjonalnej czy celowościowej wskazanego powyżej przepisu. Chociażby dlatego, że trudno przyjąć aby:

  • ustawodawcy chodziło o wskazanie w menu, że za daną cenę oferujemy określoną liczbę kotletów czy talerzy zupy. Jest to po prostu nielogiczne, aby właśnie tego dotyczył ten zapis, bo jest oczywiste, że nikt nie wpisuje w menu, ile kosztują 2 albo 3 talerze zupy, tylko zawsze 1,
  • w świetle rozwoju świadomości konsumentów. Gości restauracji, ilości przepisów na ich korzyść, które systematycznie wprowadzane są do naszego porządku prawnego, chroniących ich prawa, pozwalających im na świadome dokonywanie zakupów, przyjęcie założenia, że przepisy z 2002 roku były bardziej prokonsumenckie niż te 2016 roku wydaje się nieprawdopodobne.

Z tych wszystkich powodów, w mojej ocenie, powinniśmy podawać w menu gramaturę poszczególnych potraw.

Wiem, że w zasadzie już o tym pisałam, w osobnym wpisie i komentarzach do niego. Niemniej jednak z uwagi na ilość kontrowersji (czy wiesz, że wpis dotyczący gramatury potraw jest najpopularniejszym wpisem na blogu? 🙂 ), które budzi to zagadnienie i moje stanowisko chciałam jeszcze raz wyjaśnić, skąd to moje zdanie się bierze.

Dalej nieprzekonanych zachęcić mogę jedynie do dyskusji z PIH. Oni też uważają, że podawanie gramatury jest obowiązkowe 🙂

Zamienniki produktów

Druga kwestia, którą chciałabym szczegółowo poruszyć w dzisiejszym wpisie dotyczy wykazu składników.

A dokładnie obowiązku używania w kuchni dokładnie tych produktów, które wskazane są w menu.

Jeżeli już mówimy o PIH.. W każdym raporcie z kontroli publikowanym przez PIH wykrywane są nieprawidłowości polegające na zidentyfikowaniu w zamawianych potrawach innych składników niż wymienione w menu.

Najczęściej oczywiście chodzi o oszczędność.

Tak więc w menu oferujemy pizzę z mozzarellą, a finalnie na talerzu ląduje zwykły żółty ser sprzedawany w bloku. Znane są przypadki sprzedawania plamiaka jako dorsza i nektaru jako soku.

Takie działanie jest niestety niezgodne z prawem. Wprowadza ono Gości restauracji w błąd. Może być podstawą złożenia reklamacji. A jeżeli zostanie wykryte przez PIH zapewne spotka się z reakcją w postaci kary pieniężnej.

Dlatego warto, aby wykaz składników rzeczywiście odzwierciedlał to, co kryje się w daniu 🙂

Drugim przewinieniem, które zdarza się popełniać restauratorom przy wypisywaniu składników potraw, ale też przy ich nazywaniu czy reklamowaniu, jest operowanie tradycyjnymi, chwytliwymi nazwami potraw. Takimi, które mają przyciągnąć Gości restauracji.

Sałatka grecka z fetą

Grillowany oscypek

Tradycyjny śląski krupniok

Pamiętaj, że niektóre produkty wpisane zostały przez Komisję Europejską do Rejestru Chronionych Nazw Pochodzenia i Chronionych Oznaczeń Geograficznych lub do Rejestru Gwarantowanych Tradycyjnych Specjalności. W rejestrze znajdują się 44 polskie produkty, m.in. oscypek, bryndza podhalańska, rogale świętomarcińskie, truskawka kaszubska czy śląski krupniok. Z całą listą możesz zapoznać się tu.

Dlatego też, jeżeli w menu wskazujemy, że danie zawiera ser feta bądź śląski krupniok, nie można użyć do jego przygotowania seru sałatkowego Favita bądź pierwszej lepszej kaszanki.

Co istotne, niezgodne z prawem są w tym wypadku wszelkie praktyki, które mogą wprowadzić w błąd naszych Gości co do prawdziwego pochodzenia produktu.

Nawet jeżeli w menu pojawia się tylko aluzja, luźne nawiązanie do produktu oryginalnego, przykładowo poprzez użycie sformułowania „w stylu”, „produkowane tak jak”, takie menu należy uznać za wprowadzające Gości w błąd.

Jakie mogą być konsekwencje używania nazw składników, których w rzeczywistości w daniach nie ma? Uznanie takiego działania za czyn nieuczciwej konkurencji bądź nieuczciwą praktykę rynkową. Więcej na ten temat znajdziesz w tym wpisie  -> link.

Nieobowiązkowe składniki menu

Oprócz tych elementów obowiązkowych, które wymieniłam wyżej, jest jednak wiele składników dodatkowych. Co prawda nie muszą znaleźć się w menu obowiązkowo, ale z jakiegoś względu dobrze byłoby gdyby się w nim jednak znalazły.

Mogą to być przykładowo:

  • informacja o pobieraniu opłaty za serwis kelnerski,
  • prośba o przekazanie informacji o rozdzieleniu rachunku przed złożeniem zamówienia,
  • wymagania dotyczące stroju Gości restauracji (o tym problemie pisałam -> tu),
  • informacja o tym, że menu nie stanowi oferty handlowej.

Ponieważ dzisiejszy wpis i tak będzie bardzo długi obiecuję, że o tym o co chodzi z tą ofertą w kontekście Twojego menu, napiszę w osobnym wpisie. Bo to dla Ciebie na pewno przydatna wiedza.

Menu to nie regulamin restauracji

Jednocześnie musisz pamiętać, że menu to nie to samo co regulamin restauracji. Czy menu jest odpowiednim miejscem, aby zamieszczać w nim informacje odnośnie zasad rezerwacji stolików, składania reklamacji czy możliwości przyprowadzania do restauracji zwierząt? Raczej nie 😉

Choć oczywiście nie ma w tym zakresie żadnych zakazów.

Wydaje się jednak, że równie ważne jest posiadanie w restauracji obu tych dokumentów.

Menu po to, aby dokładnie opisać co można w naszej restauracji zjeść. Regulamin zaś po to, aby dokładnie opisać jakie są zasady świadczenia usług w Twoje restauracji i przebywania na jej terenie.

Jakie elementy powinien zatem zawierać regulamin?

A chociażby zasady:

  • sprzedaży alkoholu,
  • palenia tytoniu,
  • dokonywania rezerwacji,
  • zwrotu rzeczy pozostawionych w restauracji,
  • odpowiedzialności restauracji – ale zgodne z przepisami 😉
  • dotyczące reklamacji,
  • dotyczące ubioru Gości restauracji – choć akurat ta informacja, zwłaszcza w przypadku restauracji nadmorskich, często znajduje się również w menu restauracji.

Więcej o regulaminie restauracji pisałam we wpisie, do którego tutaj zostawiam -> link. Pisałam tam zwłaszcza o tym, jakich postanowień lepiej w regulaminie nie zawierać. Głównie dlatego, że są one niezgodne z prawem.

A jeżeli chciałbyś się wyposażyć we wzór takiego regulaminu, to znajdzie go w moim sklepie online, pod tym -> linkiem.

Strona internetowa i profile w mediach społecznościowych

Przy okazji, odpowiadając na często pojawiające się w tym zakresie pytania. Nie, nie ma obowiązku, aby menu umieszczone zostało na Twojej stronie internetowej bądź na profilach w mediach społecznościowych. Jest taka możliwość, jednak taki obowiązek nie wynika z przepisów prawa.

Na profilu w mediach społecznościowych i stronie internetowej na pewno powinieneś jednak umieścić:

  • klauzulę RODO – jeżeli poprzez ten profil bądź stronę www pozyskujesz jakiekolwiek dane osobowe Gości, np. poprzez system rezerwacji. Zestaw klauzul RODO dla Gości restauracji możesz kupić -> tu.
  • regulamin konkursu – jeżeli oczywiście organizujesz konkurs. O konkursach szczegółowo pisałam -> tu.

Jeżeli masz regulamin restauracji, dobrze byłoby umieścić go także na stronie internetowej i profilach w mediach społecznościowych. Choć nie jest to obowiązkowe .

***

Mam nadzieję, że tym zbiorczym wpisem, którym przypominałam tak naprawdę wiele wpisów, które już znajdują się na blogu pomogę Ci usystematyzować Twoją wiedzę na temat menu restauracji, regulaminu restauracji oraz innych dokumentów, których posiadanie w restauracji jest obowiązkowe bądź pożądane.

Przy okazji – czy wiesz ile merytorycznych wpisów znajduje się aktualnie na blogu? 🙂

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 507 025 782e-mail: kontakt@adwokatkosecka.pl

Ukryte opłaty. Czy rzeczywiście?

Marta Kosecka27 sierpnia 20212 komentarze

Dodatkowe opłaty, Ukryte opłaty – co to takiego. Odczarujmy te pojęcia! Czy rzeczywiście każda opłata, której nie ma w umowie na organizację przyjęcia weselnego czy innego przyjęcia okolicznościowego, a organizator będzie musiał ją zapłacić jest opłatą ukrytą?

W ostatnim wpisie obiecałam, że kolejny poświęcony będzie właśnie ukrytym opłatom. Prześledźmy więc na kilku przykładach, jak to z tymi ukrytymi opłatami wygląda. Jak wszystko inne bowiem, również dodatkowe, „ukryte” opłaty mają różny charakter. Niektóre rzeczywiście wydają się bowiem mocno przesadzone, inne natomiast wydają się jednak być uzasadnione.

Przygotowując ten wpis posiłkowałam się  nie tylko moim własnym doświadczeniem (jeżeli ktoś ze mną pracował nad umową, to nie spotykają go raczej zarzuty o to, że jakieś opłaty są ukryte 🙂 ), ale również głosami płynącymi z wielu weselnych grup.

Jakie zatem zarzuty o ukryte opłaty pojawiają się najczęściej. Spójrzmy na kilka z nich.

ja np. teraz dowiedziałam się, że jak biorę słodkości z innego źródła to muszę zapłacić 5 zł za obsługę

my się dowiedzieliśmy, że będziemy musieli dopłacić 100 zł za fotobudkę

nas obciążono śmiesznymi opłatami typu korkowe czy opłata ZAIKS

my płaciliśmy za mycie szklanek po barmanie

nam kazano zapłacić dodatkową opłatę za agregat prądotwórczy i klimatyzację

Uściślijmy jednak dwa pojęcia. Czym innym są dla mnie bowiem opłaty ukryte, a czym innym opłaty dodatkowe.

Umowa na organizację przyjęcia okolicznościowego jest umową dość szczególną. Restauracja, za określoną cenę, zobowiązuje się do kompleksowej organizacji przyjęcia okolicznościowego.

Co oznacza w tym przypadku słowo kompleksowej? Zazwyczaj ustalona cena obejmuje:

  • wynajem sali, w której odbędzie się przyjęcie,
  • przygotowanie uzgodnionego pomiędzy stronami menu,
  • przygotowanie nakrycia stołów (obrusy, zastawa stołowa, rzadziej dekoracje kwiatowe),
  • zapewnienie obsługi kelnerskiej,
  • udostępnienie toalet,
  • sprzątanie pomieszczeń, w których odbędzie się przyjęcie,
  • koszty mediów – wody i energii elektrycznej,
  • parking dla gości.,
  • apartament dla nowożeńców,
  • przywitanie chlebem i solą oraz kieliszek wina musującego dla każdego gościa weselnego na powitanie

Są to dość typowe elementy usługi organizacji przyjęcia weselnego. Powiem szczerze, rzadko się spotyka, aby za te elementy któraś z restauracji pobierała dodatkowe opłaty. Jeżeli pobiera.. no cóż. Bez komentarza 🙂

Wszystkie te elementy powinny być wliczone w cenę za tzw. talerzyk. Ta zaś przemnożona przez ilość gości weselnych da nam podstawową cenę organizacji przyjęcia okolicznościowego.

Cała reszta usług, jaką oferuje restauracja to w pewnym sensie usługi dodatkowe. Za które często należy się dodatkowa opłata. Ciasto, alkohol, wiejski czy słodki stół – mogą być przecież zamówione bezpośrednio w restauracji, ale równie dobrze mogą być zamówione od zewnętrznego dostawcy. Dodatkowa dekoracja – pokrowce na krzesła, okrągłe stoły, ścianka za parą młodą, wyszukane dekoracje kwiatowe, świeczniki – od ich być albo nie być, ani od ich wyglądu nie zależy czy wesele się odbędzie. Dlatego łatwo mi zrozumieć, że restauracja w podstawowej cenie oferuje pewien standard, a jeżeli organizator chce skorzystać z jakichś usług dodatkowych, powinien za nie dodatkowo zapłacić.

Czy oferowana cena za tzw. talerzyk mogłaby być wyższa, a przynajmniej część wymienionych wyżej opłat – przykładowo cena za udostępnienie i pranie pokrowców na krzesła – wliczona w tę cenę? Oczywiście. Ale tu działa już zwykły marketing i zasady rynku. Dopóki sala nie pobiera dodatkowych opłat za korzystanie z toalety, obsługę kelnerską czy zużytą energię elektryczną – czyli zupełnie podstawowe elementy, bez których przyjęcie po prostu się nie odbędzie – nie ma w tym nic złego. Od tego jest umowa żeby wszystko szczegółowo regulowała.

Co więcej, większość tych usług ma to do siebie, że restauracja zapewnia je we własnym zakresie (a zatem sama może dodatkowo zarobić) bądź organizator może skorzystać z usług zewnętrznego dostawcy. Czy zatem nieuzasadnioną opłatą dodatkową jest to, że skoro restauracja zgadza się, aby zamówić ciasta i tort od zewnętrznego dostawcy, nalicza sobie dodatkowo opłatę za przygotowanie go do serwisu, serwis, obsługę kelnerską, szkło, sprzątanie? Czy, aby na  pewno mieści się to w katalogu czynności składających się na kompleksową organizację przyjęcia, który wymieniałam wyżej? Moim zdaniem nie.

Oczywiście, być może marketingowo byłoby lepiej, aby dodatkowych opłat nie pobierać. Ale my piszemy tutaj o prawie, nie marketingu. Z punktu widzenia zobowiązań umownych, nie ma w tym moim zdaniem nic nagannego 😉

 

Kolejną grupę usług stanowią te, które w zasadzie zawsze świadczone są przez zewnętrznych usługodawców. Zespół muzyczny, barman, fotobudka, dmuchańce dla dzieci. Każdy z nas wymieniłby na pewno jeszcze kilka. Czy naliczenie w tej sytuacji dodatkowej opłaty za energię elektryczną to fanaberia? Niekoniecznie bo koszty energii elektrycznej stale rosną, pary młode zamawiają zaś coraz więcej tego typu atrakcji, a więc rosną także koszta restauracji. Czy taka opłata powinna być wliczona w cenę za talerzyk? Nie widzę powodu. Dlaczego pary młode, które decydują się na tradycyjne wesele, bez dodatkowych atrakcji dla gości, miałyby ponosić każdorazowo koszty tej opłaty?

 

Zwróć uwagę, że cały czas piszę o usługach dodatkowych. Słowem nie wspomniałam do tej pory o ukrytych opłatach. Ale wrócę teraz do rozróżnienia opłat dodatkowych i opłat ukrytych.

Opłaty dodatkowe to zatem te, które organizator ponosi za jakieś dodatkowe usługi świadczone na jego rzecz przez restaurację. Opłaty ukryte to zaś te, o których restauracja celowo nie informuje ani nie zapisuje ich w umowie. Zaczyna doliczać jej dopiero na etapie wykonania umowy, najczęściej na kilka dni przed terminem organizacji przyjęcia. Wszystkie opłaty dodatkowe, oprócz ceny za tzw. talerzyk powinny być wpisane w umowie, choć nie zawsze muszą. Czasem okazuje się, że są opłatami ukrytymi, a czasem słusznie okazuje się, że restauracja może je naliczyć.

Przykład?

Jeżeli jako restaurator nie informujesz pary młodej, że obowiązuje dodatkowa opłata za pokrowce na krzesła, nie wpisujecie tego do umowy, choć z góry wiadomo, że para młoda chce skorzystać z pokrowców na krzesła, a następnie na kilka dni przed lub tuż po dniu przyjęcia doliczasz 7 złotych za każdego gościa weselnego, to rzeczywiście jest to opłata ukryta. Para młoda nie ma obowiązku jej zapłaty, bo najnormalniej w świecie nie umówiliście się na jej zapłatę.

Podobnie w sytuacji, w której w umowie jest postanowienie, że jedzenie pozostałe po zakończeniu przyjęcia zostanie zapakowane w opakowania jednorazowe i wydane parze młodej. Jeżeli jako restaurator nie dopisałeś w umowie, że każde takie opakowanie będzie dodatkowo płatne, nie powinieneś po zakończeniu przyjęcia domagać się za nie zapłaty. Taka opłata będzie ukrytą opłatą.

Jeżeli natomiast w umowie wpisano, że para młoda zapewni opakowania i naczynia do zapakowania tego jedzenia, a nagle w dniu organizacji przyjęcia okazało się, że nie wywiązała się z tego obowiązku i Ty sam ratując sytuację pakujesz wszystko w jednorazowe opakowania i chcesz doliczyć za to opłatę, trudno mówić, aby była to opłata ukryta. Wynika ona wyłącznie z niefrasobliwości pary młodej. Do wpisu o problemach z jedzeniem pozostałym po zakończeniu przyjęcia zapraszam pod ten -> link.

Podobnie w sytuacji, w której w umowie ani w Twojej ofercie nie ma słowa zapewnienia na temat tego, że wszyscy usługodawcy mogą świadczyć swoje usługi w trakcie przyjęcia bez żadnych dodatkowych opłat, para młoda w dniu podpisywania umowy nie wspominała o tym, iż zamierzają skorzystać z usług barmana, fotobudki i dmuchanców dla dzieci i informuje Cię o zamiarze skorzystania z ich usług dopiero tuż przed dniem organizacji przyjęcia. Nie widzę przeszkód – ni to prawnych, nie moralnych by w takiej sytuacji restaurator nie mógł się domagać dodatkowej opłaty.

 

Poniżej fragment mojej odpowiedzi do Pani Pauliny, która na miesiąc przed weselem wpadła na pomysł zorganizowania słodkiego stołu we własnym zakresie. Restaurator oczywiście się zgodził jednak zaproponował poniesienie dodatkowej opłaty w wysokości 250 złotych. W umowie nie było na ten temat ani słowa:

jeżeli we umowie nie zagwarantowano zleceniodawcy, że może zorganizować słodki stół we własnym zakresie i nie będzie się to wiązało z dodatkową opłatą dla restauracji, to musimy uznać, że kwestia ta nie została uregulowana w umowie.

Jeżeli już po podpisaniu umowy zleceniodawca zechce zorganizować dla swoich gości taką dodatkową atrakcję z wykorzystaniem firmy zewnętrznej, to są to dodatkowe ustalenia umowne. Teraz negocjowane.Jak najbardziej można w takiej sytuacji umówić się na dodatkowe wynagrodzenie.

 

Oczywiście, operuję tutaj tylko kilkoma przykładami. Opłat i sytuacji faktycznych, w których są one naliczane jest natomiast nieskończenie wiele. Nie jest w stanie opisać tu każdej opłaty i każdej sytuacji. Pamiętaj! Od tego jest umowa, dobra umowa, żeby Cię zabezpieczała. Przed odmową zapłaty dodatkowych opłat (jeżeli jesteś restauratorem) bądź przed żądaniem zapłaty dodatkowych opłat (jeżeli jesteś przyszłą parą młodą).

***

Z powyższego, dla mnie, ale mam nadzieję, że i dla Cienie również, wynika co najmniej kilka morałów:

  1. opłaty dodatkowe to zupełnie coś innego niż opłaty ukryte,
  2. nie da się jednoznacznie bez analizy konkretnego przypadku określić czy opłata za daną usługę będzie tylko zwykłą opłatą dodatkową czy też opłatą ukrytą,
  3. opłaty dodatkowe nie są niczym złym i pary młode bądź inni organizatorzy są zobowiązani do ich zapłaty, ALE powinny one bezwzględnie zostać umieszczone w umowie bądź aneksach do umowy,
  4. czasem zdarzy się tak, że opłata nie została uwzględniona w pierwotnej umowie, a jest zasadna i jako restaurator masz prawo jej żądać i nie jest ona żadną ukrytą opłatą, ale po prostu opłatą dodatkową, wszystko zależy od analizy konkretnego przypadku, zawsze jednak powinna zostać wprowadzona do umowy aneksem,
  5. po piąte – najważniejsze – napiszę dokładnie to samo co na końcu ostatniego wpisu:

nie ma lepszej inwestycji niż inwestycja w dobrze napisaną umowę

I to nieważne, czy jesteś restauratorem czy przyszłą parą młodą. W każdym przypadku  koszty zainwestowane w umowę będą bowiem niewspółmiernie niższe niż korzyści, które możesz osiągnąć ! 🙂

PS. Dobra umowa na organizację przyjęć okolicznościowych ma około 10 stron. Tam naprawdę można zawrzeć wiele chroniących Cię zapisów. Nieważne, którą strony umowy jesteś 😉

A o tym jak długa powinna być umowa pisałam już na blogu prawie dokładnie dwa lata temu. Tu zostawiam link.

 

PS nr 2. Jeżeli dowiedziałeś się z tego wpisu czegoś nowego o ukrytych i dodatkowych opłatach organizacji przyjęcia weselnego, jeżeli Twoim zdaniem jest on w stanie co nieco uporządkować w tej materii, kliknij proszę poniżej przycisk „Udostępnij”. Niech i inni mają szansę się dowiedzieć! 🙂

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 507 025 782e-mail: kontakt@adwokatkosecka.pl

Jedzenie, które pozostało..

Marta Kosecka20 sierpnia 2021Komentarze (0)

No właśnie.. jedzenie, które pozostało po zakończeniu wesela bądź innego przyjęcia okolicznościowego.. Co powinno się z nim stać? Czy powinno zostać wydane Parze Młodej? A może jest ono własnością restauracji?

Po obserwacji, a nawet udziale w jednej z licznych dyskusji na weselnych grupach widzę, że panuje w tym temacie ogromne niezrozumienie.

I to zarówno wśród restauratorów, jak i par młodych.

Śledząc ślubne grupy raz na jakiś czas wraca problem jedzenia, które pozostało po zakończeniu przyjęcia weselnego. W jednym z ostatnich wątków oburzona Pani Asia pytała przykładowo, czy to normalne, że restauracja nie wydała jej jedzenia pozostałego po zakończeniu przyjęcia. Przecież jedzenie, które pozostaje jest jej własnością, zostało przez nią zapłacone i w całości powinno jej zostać zwrócone po zakończeniu przyjęcia.

Normalnie złodziejstwo 😉

Z drugiej strony część komentujących broniła restauracji, dopytując się czy Pani Asia  zamawiała jakąś konkretną ilość jedzenia. Jeżeli ilość każdego dania nie została szczegółowo określona, skąd więc jej oczekiwanie co do tego, że restauracja coś wyda jej do domu po zakończeniu przyjęcia.

 

W końcu słusznie ktoś z komentujących dopytał, jak kwestia ta została uregulowana w umowie.

Jak się domyślasz, nie została wcale.. 🙂

W każdym razie, tu jest właśnie pies pogrzebany.

Bo kwestia ilości jedzenia i tego co się z nim stanie po zakończeniu przyjęcia weselnego to kwestia wybitnie umowna. Przeważnie wynika zaś ona z modelu organizacji takich przyjęć przez samą restaurację.

I od strony prawnej tak to właśnie wygląda – będzie tak, jak się restaurator umówi z organizatorem – przyszłą parą młodą.

 

W restauracjach i umowach na organizację przyjęć stosowane są zazwyczaj 3 opcje. A więc organizator:

  1. zabiera całość jedzenia, które pozostało po zakończeniu przyjęcia,
  2. zabiera tylko to jedzenie, które w trakcie przyjęcia zostało wyserwowane na salę – takie jedzenie przez co najmniej kilka godzin leżało na sali, było dotykane przez różne osoby – restauracja i tak ponownie go już nie zaserwuje na innym przyjęciu,
  3. nie zabiera ze sobą żadnego jedzenia, które pozostało po zakończeniu przyjęcia.

Z czego wynika, która z opcji będzie miała zastosowanie w konkretnym przypadku?

Najczęściej właśnie z modelu działalności restauracji.

 

Zazwyczaj nie zabiera się jedzenia pozostałego po zakończeniu przyjęcia w dużych restauracjach dysponujących kilkoma salami, hotelach, które prowadzą również restaurację – w miejscach gdzie przyjęcia odbywają się codziennie lub nawet kilka jednego dnia bądź gdzie działalność gastronomiczna jest prowadzona w trybie ciągłym.

Takie restauracje nie przygotowują bowiem jedzenia tylko pod jedno konkretne przyjęcie. Jeżeli przygotowują jedzenie na kilka przyjęć jednocześnie wiadomo zaś, że menu – nawet jeżeli nie identyczne – na pewno jest zbliżone. Jednocześnie restauracja nie zobowiązuje się zaserwować w takim przypadku konkretnej ilości ziemniaków, surówki, sera czy szynki. Organizator oczekuje zaś jedynie, że jedzenia ma nie zabraknąć.

W takim wypadku organizator zamawia usługę – zorganizowania przyjęcia, dla określonej ilości osób, z określonym menu, a nie konkretną ilość jedzenia. Stąd trudno wywodzić, że jakaś konkretna ilość jedzenia stanowi własność organizatora i powinno mu ono zostać wydane po zakończeniu przyjęcia.

 

Czy zdarza się, że jest inaczej?

Oczywiście. Zwłaszcza w przypadku tych przyjęć, gdzie restauracja jest typowym domem weselnym. Wówczas najczęściej restauracja przygotowuje jedzenie pod jedno konkretne przyjęcie. Kupuje ilość jedzenia, która jak zakłada ma wystarczyć dla ilości uczestników tego konkretnego przyjęcia. W takim przypadku jedzenie, które pozostaje po jego zakończeniu rzeczywiście najczęściej jest wydawane organizatorom po jego zakończeniu.

Jest tak najczęściej. Ale to co opisałam Ci powyżej to tylko pewne modele biznesowe. Tak zazwyczaj wygląda kwestia wydawania jedzenia pozostałego po zakończeniu przyjęcia. Jak zaś będzie wyglądała w każdym konkretnym przypadku – tak jak będzie to regulowała zawarta umowa na organizację przyjęć okolicznościowych.

Jeżeli w umowie nie ma nawet pół zdania na temat tego, że jakiekolwiek jedzenie zostanie wydane organizatorowi po zakończeniu przyjęcia.. Cóż, raczej wydane mu nie zostanie 🙂

 

I nie obarczałabym w tym przypadku winą restauracji. To wina organizatora, że nie dopytał, nie zadbał, aby kwestia ta została uregulowana w umowie.

Czy można w takim przypadku jeszcze jakoś negocjować żeby jedzenie zostało jednak zwrócone? Oczywiście, że można. Jeżeli umowa milczy, argumenty na obronę stanowiska, że jedzenie powinno zostać wydane zawsze na pewno jakieś się znajdą. Ale na pewno nie jest to taka oczywista kwestia jak się niektórym wydaje.

Z punktu widzenia restauratora jest to zaś na pewno kwestia, która może być mocno konfliktowa. Może prowadzić do negatywnych opinii i to mimo tego, że obiektywnie rzecz ujmując, jako restaurator, będziesz miał rację. Dlatego również z Twojego punktu widzenia warto, aby kwestia tego co stanie się z jedzeniem pozostałym po zakończeniu przyjęcia została jasno i precyzyjnie opisana w umowie.

I w tym miejscu doszliśmy do co najmniej kilku kolejnych kwestii, które powinny zostać uregulowane w umowie.

Kiedy i w jakich godzinach można odebrać jedzenie, które ma być wydane organizatorowi? Czy należy je odebrać bezpośrednio po zakończeniu przyjęcia? Czy można następnego dnia?

W co zostanie zapakowane jedzenie, które ma być wydane organizatorowi? Czy powinien on dostarczyć własne opakowania? A może restauracja dysponuje opakowaniami zwrotnymi? Bądź jedzenie zostanie zapakowane w jednorazowe opakowania.. dodatkowo płatne?

 

Jeżeli informacji tych zabraknie w umowie, są to kolejne częste punkty sporne pomiędzy restauracją a organizatorami przyjęcia na tle jedzenia pozostałego po zakończeniu przyjęcia. Co więcej zaś, jeżeli nagle okaże się, że jednorazowe opakowania są dodatkowo płatne, organizatorzy uważają często iż są to dodatkowe ukryte opłaty .

Czy rzeczywiście nimi są?

Jeżeli w umowie nie zostało uregulowane czyje będą pojemniki, dlaczego to restaurator ma je zapewnić? Lub pokryć ich koszt? Przecież nie zobowiązał się do tego w umowie. Stąd trudno w tym wypadku moim zdaniem mówić o opłatach ukrytych.

A swoją drogą.. temat ukrytych – często rzeczywiście, a często tylko rzekomo opłat jest moim zdaniem bardzo ciekawy. Postaram się poświęcić mu kolejny wpis na blogu!

***

Tymczasem, podsumowując dzisiejszy wpis, raz jeszcze powtórzę – to co stanie się z jedzeniem po zakończeniu przyjęcia jest kwestią umówienia się stron. Dlatego też od zawsze powtarzam i zawsze będę powtarzać:

nie ma lepszej inwestycji niż inwestycja w dobrze napisaną umowę

I to nieważne, czy jesteś restauratorem czy przyszłą parą młodą. W każdym przypadku  koszty zainwestowane w umowę będą bowiem niewspółmiernie niższe niż korzyści, które możesz osiągnąć ! 🙂

 

PS. W nawiązaniu do tej inwestycji, zostawiam Ci link do wpisu, w którym odpowiadam na pytanie czy sprawdzenie umowy przez prawnika to faktycznie ostatnia deska ratunku -> link.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 507 025 782e-mail: kontakt@adwokatkosecka.pl