Marta Kosecka

adwokat

Prowadzę Kancelarię Adwokacką w Gdyni. Na co dzień doradzam przedsiębiorcom w zakresie szeroko pojętego prawa gospodarczego i handlowego, a także prawa pracy. Posiadam bogate doświadczenie w obsłudze podmiotów gospodarczych.
[Więcej >>>]

Współpraca Wzory i porady

Z czego powinno się składać dobre menu Twojej restauracji? Czy wystarczą tylko dobre dania, kuszące zdjęcia i finezyjne opisy potraw? A może potrzeba czegoś więcej?

Może, aby menu było dobre oprócz tych 3 niewątpliwie bardzo ważnych elementów musi się w nim znaleźć jeszcze kilka innych. Elementy te spowodują, iż menu nie tylko będzie cieszyć oko Twoich Gości i zachęcać do spróbowania dań oferowanych przez Twoją restaurację, ale będzie także dla nich pożyteczne, a dla Ciebie będzie również miało walor ochronny.

Jednocześnie takie menu zgodne będzie z wszelkimi wymogami prawnymi. Zaś dla Twoich Gości będzie miało dużą – i na pewno przez nich docenianą – rolę informacyjną.

Jakie są zatem składniki na dobre menu Twojej restauracji? Już podaję 🙂

Obowiązkowe składniki menu

O tych składnikach w większości pisałam na blogu już dawno. Są to elementy, które powinny być zamieszczone w menu obowiązkowo.

Od czasu opublikowania przeze mnie poprzednich wpisów nic się w zasadzie w tej materii nie zmieniło więc pozwól, że odeślę Cię do tamtych wpisów. A są to wpisy dotyczące obowiązku wskazywania w menu:

  1. składu potraw -> link,
  2. wykazu alergenów -> link,
  3. gramatury potraw -> link.

W tym miejscu chciałabym poczynić jedynie dwie uwagi.

Gramatura potraw raz jeszcze..

Pierwsza, dotyczy obowiązku podawania gramatury potraw.

Tak, wiem, że zdania co do tego czy podawanie gramatury potraw jest obowiązkowe są podzielone. Są prawnicy, którzy uważają, że wystarczy jak wskażesz w menu, że widoczna tam cena dotyczy 1 kotleta czy 1 talerza zupy.

Swoje zdanie wywodzą z tego, że zgodnie z rozporządzeniem Ministra Finansów z dnia 10 czerwca 2002 roku w sprawie szczegółowych zasad uwidaczniania cen towarów i usług oraz sposobu oznaczania ceną towarów przeznaczonych do sprzedaży:

Cennik powinien zawierać aktualne informacje dodatkowe umożliwiające łatwą identyfikację ceny z towarem, w szczególności: (…) określenie ilości nominalnej potrawy lub wyrobu, wyrażonej w legalnej jednostce miary zawartej w jednej porcji, w tym zwłaszcza ilości głównego składnika (mięsa, drobiu, ryb), dodatków uzupełniających (przystawek, deserów) i napojów.

To rozporządzenie, począwszy od 1 stycznia 2016 roku zostało zastąpione rozporządzeniem Ministerstwa Rozwoju z dnia 9 grudnia 2015 roku w sprawie uwidaczniania cen towarów i usług, zgodnie z którym:

Cennik zawiera także aktualne informacje umożliwiające konsumentom identyfikację ceny z potrawą lub wyrobem, w szczególności: (…) określenie ilości potrawy lub wyrobu, do których się odnosi.

Zdaniem części prawników samo usunięcie zwrotu „wyrażonej w legalnej jednostce miary” i zastąpienie go zwrotem „określenie ilości potrawy lub wyrobu, do których się odnosi” powoduje zniesienie obowiązku podawania gramatury potraw w menu.

Zdaniem pozostałych, do których i ja się zaliczam, absolutnie tak nie jest. Sama zmiana treści przepisu nie powoduje zniesienia obowiązku podawania gramatury potraw. Użycie sformułowania “określenie ilości potrawy, do której się odnosi” jednoznacznie wynika , że chodzi o podanie gramatury oferowanej potrawy.

Dlaczego?

Słownikowo ilość to wielkość określająca objętość lub masę.

Nie można mylić ilości z liczbą. A poprzez wskazanie, że cena odnosi się do 1 talerza zupy czy 1 kotleta operowalibyśmy właśnie liczbą a nie ilością.

Tyle jeżeli chodzi o wykładnię językową. I na tym mogłabym zakończyć.

Ale.. obowiązek podawania gramatury potraw wynika moim zdaniem również z wykładni funkcjonalnej czy celowościowej wskazanego powyżej przepisu. Chociażby dlatego, że trudno przyjąć aby:

  • ustawodawcy chodziło o wskazanie w menu, że za daną cenę oferujemy określoną liczbę kotletów czy talerzy zupy. Jest to po prostu nielogiczne, aby właśnie tego dotyczył ten zapis, bo jest oczywiste, że nikt nie wpisuje w menu, ile kosztują 2 albo 3 talerze zupy, tylko zawsze 1,
  • w świetle rozwoju świadomości konsumentów. Gości restauracji, ilości przepisów na ich korzyść, które systematycznie wprowadzane są do naszego porządku prawnego, chroniących ich prawa, pozwalających im na świadome dokonywanie zakupów, przyjęcie założenia, że przepisy z 2002 roku były bardziej prokonsumenckie niż te 2016 roku wydaje się nieprawdopodobne.

Z tych wszystkich powodów, w mojej ocenie, powinniśmy podawać w menu gramaturę poszczególnych potraw.

Wiem, że w zasadzie już o tym pisałam, w osobnym wpisie i komentarzach do niego. Niemniej jednak z uwagi na ilość kontrowersji (czy wiesz, że wpis dotyczący gramatury potraw jest najpopularniejszym wpisem na blogu? 🙂 ), które budzi to zagadnienie i moje stanowisko chciałam jeszcze raz wyjaśnić, skąd to moje zdanie się bierze.

Dalej nieprzekonanych zachęcić mogę jedynie do dyskusji z PIH. Oni też uważają, że podawanie gramatury jest obowiązkowe 🙂

Zamienniki produktów

Druga kwestia, którą chciałabym szczegółowo poruszyć w dzisiejszym wpisie dotyczy wykazu składników.

A dokładnie obowiązku używania w kuchni dokładnie tych produktów, które wskazane są w menu.

Jeżeli już mówimy o PIH.. W każdym raporcie z kontroli publikowanym przez PIH wykrywane są nieprawidłowości polegające na zidentyfikowaniu w zamawianych potrawach innych składników niż wymienione w menu.

Najczęściej oczywiście chodzi o oszczędność.

Tak więc w menu oferujemy pizzę z mozzarellą, a finalnie na talerzu ląduje zwykły żółty ser sprzedawany w bloku. Znane są przypadki sprzedawania plamiaka jako dorsza i nektaru jako soku.

Takie działanie jest niestety niezgodne z prawem. Wprowadza ono Gości restauracji w błąd. Może być podstawą złożenia reklamacji. A jeżeli zostanie wykryte przez PIH zapewne spotka się z reakcją w postaci kary pieniężnej.

Dlatego warto, aby wykaz składników rzeczywiście odzwierciedlał to, co kryje się w daniu 🙂

Drugim przewinieniem, które zdarza się popełniać restauratorom przy wypisywaniu składników potraw, ale też przy ich nazywaniu czy reklamowaniu, jest operowanie tradycyjnymi, chwytliwymi nazwami potraw. Takimi, które mają przyciągnąć Gości restauracji.

Sałatka grecka z fetą

Grillowany oscypek

Tradycyjny śląski krupniok

Pamiętaj, że niektóre produkty wpisane zostały przez Komisję Europejską do Rejestru Chronionych Nazw Pochodzenia i Chronionych Oznaczeń Geograficznych lub do Rejestru Gwarantowanych Tradycyjnych Specjalności. W rejestrze znajdują się 44 polskie produkty, m.in. oscypek, bryndza podhalańska, rogale świętomarcińskie, truskawka kaszubska czy śląski krupniok. Z całą listą możesz zapoznać się tu.

Dlatego też, jeżeli w menu wskazujemy, że danie zawiera ser feta bądź śląski krupniok, nie można użyć do jego przygotowania seru sałatkowego Favita bądź pierwszej lepszej kaszanki.

Co istotne, niezgodne z prawem są w tym wypadku wszelkie praktyki, które mogą wprowadzić w błąd naszych Gości co do prawdziwego pochodzenia produktu.

Nawet jeżeli w menu pojawia się tylko aluzja, luźne nawiązanie do produktu oryginalnego, przykładowo poprzez użycie sformułowania „w stylu”, „produkowane tak jak”, takie menu należy uznać za wprowadzające Gości w błąd.

Jakie mogą być konsekwencje używania nazw składników, których w rzeczywistości w daniach nie ma? Uznanie takiego działania za czyn nieuczciwej konkurencji bądź nieuczciwą praktykę rynkową. Więcej na ten temat znajdziesz w tym wpisie  -> link.

Nieobowiązkowe składniki menu

Oprócz tych elementów obowiązkowych, które wymieniłam wyżej, jest jednak wiele składników dodatkowych. Co prawda nie muszą znaleźć się w menu obowiązkowo, ale z jakiegoś względu dobrze byłoby gdyby się w nim jednak znalazły.

Mogą to być przykładowo:

  • informacja o pobieraniu opłaty za serwis kelnerski,
  • prośba o przekazanie informacji o rozdzieleniu rachunku przed złożeniem zamówienia,
  • wymagania dotyczące stroju Gości restauracji (o tym problemie pisałam -> tu),
  • informacja o tym, że menu nie stanowi oferty handlowej.

Ponieważ dzisiejszy wpis i tak będzie bardzo długi obiecuję, że o tym o co chodzi z tą ofertą w kontekście Twojego menu, napiszę w osobnym wpisie. Bo to dla Ciebie na pewno przydatna wiedza.

Menu to nie regulamin restauracji

Jednocześnie musisz pamiętać, że menu to nie to samo co regulamin restauracji. Czy menu jest odpowiednim miejscem, aby zamieszczać w nim informacje odnośnie zasad rezerwacji stolików, składania reklamacji czy możliwości przyprowadzania do restauracji zwierząt? Raczej nie 😉

Choć oczywiście nie ma w tym zakresie żadnych zakazów.

Wydaje się jednak, że równie ważne jest posiadanie w restauracji obu tych dokumentów.

Menu po to, aby dokładnie opisać co można w naszej restauracji zjeść. Regulamin zaś po to, aby dokładnie opisać jakie są zasady świadczenia usług w Twoje restauracji i przebywania na jej terenie.

Jakie elementy powinien zatem zawierać regulamin?

A chociażby zasady:

  • sprzedaży alkoholu,
  • palenia tytoniu,
  • dokonywania rezerwacji,
  • zwrotu rzeczy pozostawionych w restauracji,
  • odpowiedzialności restauracji – ale zgodne z przepisami 😉
  • dotyczące reklamacji,
  • dotyczące ubioru Gości restauracji – choć akurat ta informacja, zwłaszcza w przypadku restauracji nadmorskich, często znajduje się również w menu restauracji.

Więcej o regulaminie restauracji pisałam we wpisie, do którego tutaj zostawiam -> link. Pisałam tam zwłaszcza o tym, jakich postanowień lepiej w regulaminie nie zawierać. Głównie dlatego, że są one niezgodne z prawem.

A jeżeli chciałbyś się wyposażyć we wzór takiego regulaminu, to znajdzie go w moim sklepie online, pod tym -> linkiem.

Strona internetowa i profile w mediach społecznościowych

Przy okazji, odpowiadając na często pojawiające się w tym zakresie pytania. Nie, nie ma obowiązku, aby menu umieszczone zostało na Twojej stronie internetowej bądź na profilach w mediach społecznościowych. Jest taka możliwość, jednak taki obowiązek nie wynika z przepisów prawa.

Na profilu w mediach społecznościowych i stronie internetowej na pewno powinieneś jednak umieścić:

  • klauzulę RODO – jeżeli poprzez ten profil bądź stronę www pozyskujesz jakiekolwiek dane osobowe Gości, np. poprzez system rezerwacji. Zestaw klauzul RODO dla Gości restauracji możesz kupić -> tu.
  • regulamin konkursu – jeżeli oczywiście organizujesz konkurs. O konkursach szczegółowo pisałam -> tu.

Jeżeli masz regulamin restauracji, dobrze byłoby umieścić go także na stronie internetowej i profilach w mediach społecznościowych. Choć nie jest to obowiązkowe .

***

Mam nadzieję, że tym zbiorczym wpisem, którym przypominałam tak naprawdę wiele wpisów, które już znajdują się na blogu pomogę Ci usystematyzować Twoją wiedzę na temat menu restauracji, regulaminu restauracji oraz innych dokumentów, których posiadanie w restauracji jest obowiązkowe bądź pożądane.

Przy okazji – czy wiesz ile merytorycznych wpisów znajduje się aktualnie na blogu? 🙂

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 507 025 782e-mail: kontakt@adwokatkosecka.pl

Ukryte opłaty. Czy rzeczywiście?

Marta Kosecka27 sierpnia 20212 komentarze

Dodatkowe opłaty, Ukryte opłaty – co to takiego. Odczarujmy te pojęcia! Czy rzeczywiście każda opłata, której nie ma w umowie na organizację przyjęcia weselnego czy innego przyjęcia okolicznościowego, a organizator będzie musiał ją zapłacić jest opłatą ukrytą?

W ostatnim wpisie obiecałam, że kolejny poświęcony będzie właśnie ukrytym opłatom. Prześledźmy więc na kilku przykładach, jak to z tymi ukrytymi opłatami wygląda. Jak wszystko inne bowiem, również dodatkowe, „ukryte” opłaty mają różny charakter. Niektóre rzeczywiście wydają się bowiem mocno przesadzone, inne natomiast wydają się jednak być uzasadnione.

Przygotowując ten wpis posiłkowałam się  nie tylko moim własnym doświadczeniem (jeżeli ktoś ze mną pracował nad umową, to nie spotykają go raczej zarzuty o to, że jakieś opłaty są ukryte 🙂 ), ale również głosami płynącymi z wielu weselnych grup.

Jakie zatem zarzuty o ukryte opłaty pojawiają się najczęściej. Spójrzmy na kilka z nich.

ja np. teraz dowiedziałam się, że jak biorę słodkości z innego źródła to muszę zapłacić 5 zł za obsługę

my się dowiedzieliśmy, że będziemy musieli dopłacić 100 zł za fotobudkę

nas obciążono śmiesznymi opłatami typu korkowe czy opłata ZAIKS

my płaciliśmy za mycie szklanek po barmanie

nam kazano zapłacić dodatkową opłatę za agregat prądotwórczy i klimatyzację

Uściślijmy jednak dwa pojęcia. Czym innym są dla mnie bowiem opłaty ukryte, a czym innym opłaty dodatkowe.

Umowa na organizację przyjęcia okolicznościowego jest umową dość szczególną. Restauracja, za określoną cenę, zobowiązuje się do kompleksowej organizacji przyjęcia okolicznościowego.

Co oznacza w tym przypadku słowo kompleksowej? Zazwyczaj ustalona cena obejmuje:

  • wynajem sali, w której odbędzie się przyjęcie,
  • przygotowanie uzgodnionego pomiędzy stronami menu,
  • przygotowanie nakrycia stołów (obrusy, zastawa stołowa, rzadziej dekoracje kwiatowe),
  • zapewnienie obsługi kelnerskiej,
  • udostępnienie toalet,
  • sprzątanie pomieszczeń, w których odbędzie się przyjęcie,
  • koszty mediów – wody i energii elektrycznej,
  • parking dla gości.,
  • apartament dla nowożeńców,
  • przywitanie chlebem i solą oraz kieliszek wina musującego dla każdego gościa weselnego na powitanie

Są to dość typowe elementy usługi organizacji przyjęcia weselnego. Powiem szczerze, rzadko się spotyka, aby za te elementy któraś z restauracji pobierała dodatkowe opłaty. Jeżeli pobiera.. no cóż. Bez komentarza 🙂

Wszystkie te elementy powinny być wliczone w cenę za tzw. talerzyk. Ta zaś przemnożona przez ilość gości weselnych da nam podstawową cenę organizacji przyjęcia okolicznościowego.

Cała reszta usług, jaką oferuje restauracja to w pewnym sensie usługi dodatkowe. Za które często należy się dodatkowa opłata. Ciasto, alkohol, wiejski czy słodki stół – mogą być przecież zamówione bezpośrednio w restauracji, ale równie dobrze mogą być zamówione od zewnętrznego dostawcy. Dodatkowa dekoracja – pokrowce na krzesła, okrągłe stoły, ścianka za parą młodą, wyszukane dekoracje kwiatowe, świeczniki – od ich być albo nie być, ani od ich wyglądu nie zależy czy wesele się odbędzie. Dlatego łatwo mi zrozumieć, że restauracja w podstawowej cenie oferuje pewien standard, a jeżeli organizator chce skorzystać z jakichś usług dodatkowych, powinien za nie dodatkowo zapłacić.

Czy oferowana cena za tzw. talerzyk mogłaby być wyższa, a przynajmniej część wymienionych wyżej opłat – przykładowo cena za udostępnienie i pranie pokrowców na krzesła – wliczona w tę cenę? Oczywiście. Ale tu działa już zwykły marketing i zasady rynku. Dopóki sala nie pobiera dodatkowych opłat za korzystanie z toalety, obsługę kelnerską czy zużytą energię elektryczną – czyli zupełnie podstawowe elementy, bez których przyjęcie po prostu się nie odbędzie – nie ma w tym nic złego. Od tego jest umowa żeby wszystko szczegółowo regulowała.

Co więcej, większość tych usług ma to do siebie, że restauracja zapewnia je we własnym zakresie (a zatem sama może dodatkowo zarobić) bądź organizator może skorzystać z usług zewnętrznego dostawcy. Czy zatem nieuzasadnioną opłatą dodatkową jest to, że skoro restauracja zgadza się, aby zamówić ciasta i tort od zewnętrznego dostawcy, nalicza sobie dodatkowo opłatę za przygotowanie go do serwisu, serwis, obsługę kelnerską, szkło, sprzątanie? Czy, aby na  pewno mieści się to w katalogu czynności składających się na kompleksową organizację przyjęcia, który wymieniałam wyżej? Moim zdaniem nie.

Oczywiście, być może marketingowo byłoby lepiej, aby dodatkowych opłat nie pobierać. Ale my piszemy tutaj o prawie, nie marketingu. Z punktu widzenia zobowiązań umownych, nie ma w tym moim zdaniem nic nagannego 😉

 

Kolejną grupę usług stanowią te, które w zasadzie zawsze świadczone są przez zewnętrznych usługodawców. Zespół muzyczny, barman, fotobudka, dmuchańce dla dzieci. Każdy z nas wymieniłby na pewno jeszcze kilka. Czy naliczenie w tej sytuacji dodatkowej opłaty za energię elektryczną to fanaberia? Niekoniecznie bo koszty energii elektrycznej stale rosną, pary młode zamawiają zaś coraz więcej tego typu atrakcji, a więc rosną także koszta restauracji. Czy taka opłata powinna być wliczona w cenę za talerzyk? Nie widzę powodu. Dlaczego pary młode, które decydują się na tradycyjne wesele, bez dodatkowych atrakcji dla gości, miałyby ponosić każdorazowo koszty tej opłaty?

 

Zwróć uwagę, że cały czas piszę o usługach dodatkowych. Słowem nie wspomniałam do tej pory o ukrytych opłatach. Ale wrócę teraz do rozróżnienia opłat dodatkowych i opłat ukrytych.

Opłaty dodatkowe to zatem te, które organizator ponosi za jakieś dodatkowe usługi świadczone na jego rzecz przez restaurację. Opłaty ukryte to zaś te, o których restauracja celowo nie informuje ani nie zapisuje ich w umowie. Zaczyna doliczać jej dopiero na etapie wykonania umowy, najczęściej na kilka dni przed terminem organizacji przyjęcia. Wszystkie opłaty dodatkowe, oprócz ceny za tzw. talerzyk powinny być wpisane w umowie, choć nie zawsze muszą. Czasem okazuje się, że są opłatami ukrytymi, a czasem słusznie okazuje się, że restauracja może je naliczyć.

Przykład?

Jeżeli jako restaurator nie informujesz pary młodej, że obowiązuje dodatkowa opłata za pokrowce na krzesła, nie wpisujecie tego do umowy, choć z góry wiadomo, że para młoda chce skorzystać z pokrowców na krzesła, a następnie na kilka dni przed lub tuż po dniu przyjęcia doliczasz 7 złotych za każdego gościa weselnego, to rzeczywiście jest to opłata ukryta. Para młoda nie ma obowiązku jej zapłaty, bo najnormalniej w świecie nie umówiliście się na jej zapłatę.

Podobnie w sytuacji, w której w umowie jest postanowienie, że jedzenie pozostałe po zakończeniu przyjęcia zostanie zapakowane w opakowania jednorazowe i wydane parze młodej. Jeżeli jako restaurator nie dopisałeś w umowie, że każde takie opakowanie będzie dodatkowo płatne, nie powinieneś po zakończeniu przyjęcia domagać się za nie zapłaty. Taka opłata będzie ukrytą opłatą.

Jeżeli natomiast w umowie wpisano, że para młoda zapewni opakowania i naczynia do zapakowania tego jedzenia, a nagle w dniu organizacji przyjęcia okazało się, że nie wywiązała się z tego obowiązku i Ty sam ratując sytuację pakujesz wszystko w jednorazowe opakowania i chcesz doliczyć za to opłatę, trudno mówić, aby była to opłata ukryta. Wynika ona wyłącznie z niefrasobliwości pary młodej. Do wpisu o problemach z jedzeniem pozostałym po zakończeniu przyjęcia zapraszam pod ten -> link.

Podobnie w sytuacji, w której w umowie ani w Twojej ofercie nie ma słowa zapewnienia na temat tego, że wszyscy usługodawcy mogą świadczyć swoje usługi w trakcie przyjęcia bez żadnych dodatkowych opłat, para młoda w dniu podpisywania umowy nie wspominała o tym, iż zamierzają skorzystać z usług barmana, fotobudki i dmuchanców dla dzieci i informuje Cię o zamiarze skorzystania z ich usług dopiero tuż przed dniem organizacji przyjęcia. Nie widzę przeszkód – ni to prawnych, nie moralnych by w takiej sytuacji restaurator nie mógł się domagać dodatkowej opłaty.

 

Poniżej fragment mojej odpowiedzi do Pani Pauliny, która na miesiąc przed weselem wpadła na pomysł zorganizowania słodkiego stołu we własnym zakresie. Restaurator oczywiście się zgodził jednak zaproponował poniesienie dodatkowej opłaty w wysokości 250 złotych. W umowie nie było na ten temat ani słowa:

jeżeli we umowie nie zagwarantowano zleceniodawcy, że może zorganizować słodki stół we własnym zakresie i nie będzie się to wiązało z dodatkową opłatą dla restauracji, to musimy uznać, że kwestia ta nie została uregulowana w umowie.

Jeżeli już po podpisaniu umowy zleceniodawca zechce zorganizować dla swoich gości taką dodatkową atrakcję z wykorzystaniem firmy zewnętrznej, to są to dodatkowe ustalenia umowne. Teraz negocjowane.Jak najbardziej można w takiej sytuacji umówić się na dodatkowe wynagrodzenie.

 

Oczywiście, operuję tutaj tylko kilkoma przykładami. Opłat i sytuacji faktycznych, w których są one naliczane jest natomiast nieskończenie wiele. Nie jest w stanie opisać tu każdej opłaty i każdej sytuacji. Pamiętaj! Od tego jest umowa, dobra umowa, żeby Cię zabezpieczała. Przed odmową zapłaty dodatkowych opłat (jeżeli jesteś restauratorem) bądź przed żądaniem zapłaty dodatkowych opłat (jeżeli jesteś przyszłą parą młodą).

***

Z powyższego, dla mnie, ale mam nadzieję, że i dla Cienie również, wynika co najmniej kilka morałów:

  1. opłaty dodatkowe to zupełnie coś innego niż opłaty ukryte,
  2. nie da się jednoznacznie bez analizy konkretnego przypadku określić czy opłata za daną usługę będzie tylko zwykłą opłatą dodatkową czy też opłatą ukrytą,
  3. opłaty dodatkowe nie są niczym złym i pary młode bądź inni organizatorzy są zobowiązani do ich zapłaty, ALE powinny one bezwzględnie zostać umieszczone w umowie bądź aneksach do umowy,
  4. czasem zdarzy się tak, że opłata nie została uwzględniona w pierwotnej umowie, a jest zasadna i jako restaurator masz prawo jej żądać i nie jest ona żadną ukrytą opłatą, ale po prostu opłatą dodatkową, wszystko zależy od analizy konkretnego przypadku, zawsze jednak powinna zostać wprowadzona do umowy aneksem,
  5. po piąte – najważniejsze – napiszę dokładnie to samo co na końcu ostatniego wpisu:

nie ma lepszej inwestycji niż inwestycja w dobrze napisaną umowę

I to nieważne, czy jesteś restauratorem czy przyszłą parą młodą. W każdym przypadku  koszty zainwestowane w umowę będą bowiem niewspółmiernie niższe niż korzyści, które możesz osiągnąć ! 🙂

PS. Dobra umowa na organizację przyjęć okolicznościowych ma około 10 stron. Tam naprawdę można zawrzeć wiele chroniących Cię zapisów. Nieważne, którą strony umowy jesteś 😉

A o tym jak długa powinna być umowa pisałam już na blogu prawie dokładnie dwa lata temu. Tu zostawiam link.

 

PS nr 2. Jeżeli dowiedziałeś się z tego wpisu czegoś nowego o ukrytych i dodatkowych opłatach organizacji przyjęcia weselnego, jeżeli Twoim zdaniem jest on w stanie co nieco uporządkować w tej materii, kliknij proszę poniżej przycisk „Udostępnij”. Niech i inni mają szansę się dowiedzieć! 🙂

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 507 025 782e-mail: kontakt@adwokatkosecka.pl

Jedzenie, które pozostało..

Marta Kosecka20 sierpnia 2021Komentarze (0)

No właśnie.. jedzenie, które pozostało po zakończeniu wesela bądź innego przyjęcia okolicznościowego.. Co powinno się z nim stać? Czy powinno zostać wydane Parze Młodej? A może jest ono własnością restauracji?

Po obserwacji, a nawet udziale w jednej z licznych dyskusji na weselnych grupach widzę, że panuje w tym temacie ogromne niezrozumienie.

I to zarówno wśród restauratorów, jak i par młodych.

Śledząc ślubne grupy raz na jakiś czas wraca problem jedzenia, które pozostało po zakończeniu przyjęcia weselnego. W jednym z ostatnich wątków oburzona Pani Asia pytała przykładowo, czy to normalne, że restauracja nie wydała jej jedzenia pozostałego po zakończeniu przyjęcia. Przecież jedzenie, które pozostaje jest jej własnością, zostało przez nią zapłacone i w całości powinno jej zostać zwrócone po zakończeniu przyjęcia.

Normalnie złodziejstwo 😉

Z drugiej strony część komentujących broniła restauracji, dopytując się czy Pani Asia  zamawiała jakąś konkretną ilość jedzenia. Jeżeli ilość każdego dania nie została szczegółowo określona, skąd więc jej oczekiwanie co do tego, że restauracja coś wyda jej do domu po zakończeniu przyjęcia.

 

W końcu słusznie ktoś z komentujących dopytał, jak kwestia ta została uregulowana w umowie.

Jak się domyślasz, nie została wcale.. 🙂

W każdym razie, tu jest właśnie pies pogrzebany.

Bo kwestia ilości jedzenia i tego co się z nim stanie po zakończeniu przyjęcia weselnego to kwestia wybitnie umowna. Przeważnie wynika zaś ona z modelu organizacji takich przyjęć przez samą restaurację.

I od strony prawnej tak to właśnie wygląda – będzie tak, jak się restaurator umówi z organizatorem – przyszłą parą młodą.

 

W restauracjach i umowach na organizację przyjęć stosowane są zazwyczaj 3 opcje. A więc organizator:

  1. zabiera całość jedzenia, które pozostało po zakończeniu przyjęcia,
  2. zabiera tylko to jedzenie, które w trakcie przyjęcia zostało wyserwowane na salę – takie jedzenie przez co najmniej kilka godzin leżało na sali, było dotykane przez różne osoby – restauracja i tak ponownie go już nie zaserwuje na innym przyjęciu,
  3. nie zabiera ze sobą żadnego jedzenia, które pozostało po zakończeniu przyjęcia.

Z czego wynika, która z opcji będzie miała zastosowanie w konkretnym przypadku?

Najczęściej właśnie z modelu działalności restauracji.

 

Zazwyczaj nie zabiera się jedzenia pozostałego po zakończeniu przyjęcia w dużych restauracjach dysponujących kilkoma salami, hotelach, które prowadzą również restaurację – w miejscach gdzie przyjęcia odbywają się codziennie lub nawet kilka jednego dnia bądź gdzie działalność gastronomiczna jest prowadzona w trybie ciągłym.

Takie restauracje nie przygotowują bowiem jedzenia tylko pod jedno konkretne przyjęcie. Jeżeli przygotowują jedzenie na kilka przyjęć jednocześnie wiadomo zaś, że menu – nawet jeżeli nie identyczne – na pewno jest zbliżone. Jednocześnie restauracja nie zobowiązuje się zaserwować w takim przypadku konkretnej ilości ziemniaków, surówki, sera czy szynki. Organizator oczekuje zaś jedynie, że jedzenia ma nie zabraknąć.

W takim wypadku organizator zamawia usługę – zorganizowania przyjęcia, dla określonej ilości osób, z określonym menu, a nie konkretną ilość jedzenia. Stąd trudno wywodzić, że jakaś konkretna ilość jedzenia stanowi własność organizatora i powinno mu ono zostać wydane po zakończeniu przyjęcia.

 

Czy zdarza się, że jest inaczej?

Oczywiście. Zwłaszcza w przypadku tych przyjęć, gdzie restauracja jest typowym domem weselnym. Wówczas najczęściej restauracja przygotowuje jedzenie pod jedno konkretne przyjęcie. Kupuje ilość jedzenia, która jak zakłada ma wystarczyć dla ilości uczestników tego konkretnego przyjęcia. W takim przypadku jedzenie, które pozostaje po jego zakończeniu rzeczywiście najczęściej jest wydawane organizatorom po jego zakończeniu.

Jest tak najczęściej. Ale to co opisałam Ci powyżej to tylko pewne modele biznesowe. Tak zazwyczaj wygląda kwestia wydawania jedzenia pozostałego po zakończeniu przyjęcia. Jak zaś będzie wyglądała w każdym konkretnym przypadku – tak jak będzie to regulowała zawarta umowa na organizację przyjęć okolicznościowych.

Jeżeli w umowie nie ma nawet pół zdania na temat tego, że jakiekolwiek jedzenie zostanie wydane organizatorowi po zakończeniu przyjęcia.. Cóż, raczej wydane mu nie zostanie 🙂

 

I nie obarczałabym w tym przypadku winą restauracji. To wina organizatora, że nie dopytał, nie zadbał, aby kwestia ta została uregulowana w umowie.

Czy można w takim przypadku jeszcze jakoś negocjować żeby jedzenie zostało jednak zwrócone? Oczywiście, że można. Jeżeli umowa milczy, argumenty na obronę stanowiska, że jedzenie powinno zostać wydane zawsze na pewno jakieś się znajdą. Ale na pewno nie jest to taka oczywista kwestia jak się niektórym wydaje.

Z punktu widzenia restauratora jest to zaś na pewno kwestia, która może być mocno konfliktowa. Może prowadzić do negatywnych opinii i to mimo tego, że obiektywnie rzecz ujmując, jako restaurator, będziesz miał rację. Dlatego również z Twojego punktu widzenia warto, aby kwestia tego co stanie się z jedzeniem pozostałym po zakończeniu przyjęcia została jasno i precyzyjnie opisana w umowie.

I w tym miejscu doszliśmy do co najmniej kilku kolejnych kwestii, które powinny zostać uregulowane w umowie.

Kiedy i w jakich godzinach można odebrać jedzenie, które ma być wydane organizatorowi? Czy należy je odebrać bezpośrednio po zakończeniu przyjęcia? Czy można następnego dnia?

W co zostanie zapakowane jedzenie, które ma być wydane organizatorowi? Czy powinien on dostarczyć własne opakowania? A może restauracja dysponuje opakowaniami zwrotnymi? Bądź jedzenie zostanie zapakowane w jednorazowe opakowania.. dodatkowo płatne?

 

Jeżeli informacji tych zabraknie w umowie, są to kolejne częste punkty sporne pomiędzy restauracją a organizatorami przyjęcia na tle jedzenia pozostałego po zakończeniu przyjęcia. Co więcej zaś, jeżeli nagle okaże się, że jednorazowe opakowania są dodatkowo płatne, organizatorzy uważają często iż są to dodatkowe ukryte opłaty .

Czy rzeczywiście nimi są?

Jeżeli w umowie nie zostało uregulowane czyje będą pojemniki, dlaczego to restaurator ma je zapewnić? Lub pokryć ich koszt? Przecież nie zobowiązał się do tego w umowie. Stąd trudno w tym wypadku moim zdaniem mówić o opłatach ukrytych.

A swoją drogą.. temat ukrytych – często rzeczywiście, a często tylko rzekomo opłat jest moim zdaniem bardzo ciekawy. Postaram się poświęcić mu kolejny wpis na blogu!

***

Tymczasem, podsumowując dzisiejszy wpis, raz jeszcze powtórzę – to co stanie się z jedzeniem po zakończeniu przyjęcia jest kwestią umówienia się stron. Dlatego też od zawsze powtarzam i zawsze będę powtarzać:

nie ma lepszej inwestycji niż inwestycja w dobrze napisaną umowę

I to nieważne, czy jesteś restauratorem czy przyszłą parą młodą. W każdym przypadku  koszty zainwestowane w umowę będą bowiem niewspółmiernie niższe niż korzyści, które możesz osiągnąć ! 🙂

 

PS. W nawiązaniu do tej inwestycji, zostawiam Ci link do wpisu, w którym odpowiadam na pytanie czy sprawdzenie umowy przez prawnika to faktycznie ostatnia deska ratunku -> link.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 507 025 782e-mail: kontakt@adwokatkosecka.pl

Począwszy od 1 lipca 2020 roku owoce morza opodatkowane są 23% stawką podatku VAT.

Dlaczego piszę o tym na blogu dopiero teraz? Po upływie ponad roku od wejścia w życie tych przepisów?

Dlatego, że w każdym kolejnym tygodniu ponownie przekonuję się, że wielu z Was nadal nie wie jak stosować te przepisy. A więc mój wpis nie jest spóźniony, przeciwnie – nadal wydaje bardzo potrzebny!

Zacznijmy od genezy.

Skąd zatem zmiana wysokości opodatkowania?

Formalnie jest ona oczywiście związana z wprowadzeniem w ubiegłym roku nowej matrycy VAT.

Jej głównym celem było ujednolicenie stawek VAT. O dziwo, część z nich została nawet obniżona. Ale nie obyło się oczywiście bez podwyższenia stawek podatku VAT.

Taki właśnie los spotkał właśnie słynne już owoce morza.

Merytorycznie natomiast.. nasz ustawodawca uznał, że owoce morza stanowią towar luksusowy i powinny zostać opodatkowane najwyższą stosowaną w Polsce stawką VAT.

Niezależnie od tego jak bardzo absurdalnie to brzmi u progu trzeciej dekady XXI wieku, wobec aktualnego rozwoju społeczeństwa i gastronomii w Polsce, tak właśnie było.

Gastronomii nie pozostaje zatem nic innego jak bezwzględne stosowanie nowych przepisów. I nie bez powodu używam słowa „bezwzględne” 😉

Opodatkowanie dań z owocami morza 23% stawką podatku VAT

Wiem bowiem, że wielu z Was uważa – i takie zasady stosuje w swojej restauracji – iż jeżeli gramatura owoców morza nie przekroczy w daniu określonego udziału procentowego, nadal do tego typu dań stosuje 8% stawkę podatku VAT.

Niektórzy przyjmują, że owoce morza nie mogą stanowić więcej niż 10% gramatury dania, inni że więcej niż 20%.

Problem w tym, iż z obowiązujących przepisów prawa jasno wynika, iż niezależnie od procentowego udziału owoców morza w gramaturze dań – choćby znalazła się w nim jedna krewetka, kalmar czy ostryga, jeżeli tylko nasze danie zawiera owoce morza – nieważne czy stanowią one 1% czy 99% gramatury dania, automatycznie musi ono zostać opodatkowane 23% stawką podatku VAT.

 

Trudno doszukiwać się innej interpretacji obowiązujących przepisów prawa.

A naprawdę próbowałam szukać 🙂 Nie dawało mi bowiem spokoju to, że tak wiele restauracji takie zasady stosuje.

Myślałam sobie, że przecież takie śmiałe interpretacje muszą powstawać na podstawie jakiejś, jakiejkolwiek znalezionej interpretacji przepisów.

Jedyne co znalazłam, to podobne rozróżnienie obowiązujące w odniesieniu do.. soków owocowych 😉 Te, które zawierają 20% lub mniej wkładu owocowego opodatkowane są stawką 23%, zaś pozostałe faktycznie stawką 5%.

Niemniej jednak chyba się ze mną zgodzisz, iż trudno na zasadach analogii stosować tę regulację do owoców morza.

Podsumowując, jeżeli o owoce morza chodzi, regulacja jest dość prosta. Jeżeli serwujesz w swojej restauracji danie, które zawiera owoce morza (nieważne ile), musisz do takich dań stosować 23% podatek VAT. Nie ma zmiłuj niestety..

Nie tylko owoce morza..

Z owocami morza, jak sam przyznasz, sprawa jest dość prosta. Ale ubiegłoroczne zmiany dotyczyły nie tylko owoców morza.

Wydaje się, że udało się wreszcie dość jasno i czytelnie uregulować zasady związane z opodatkowaniem usług związanych z wyżywieniem. A wszystko to zasługa nowo dodanego do ustawy o podatku VAT przepisu art. 41 ust. 12f.

Aktualnie zatem, z wyłączeniem kilku wyjątków wymienionych we wskazanym przepisie, takich jak owoce morza czy napoje gazowane,  do dostawy towarów i świadczenia usług klasyfikowanych według Polskiej Klasyfikacji Wyrobów i Usług w grupowaniu usługi związane z wyżywieniem (PKWiU 56) stosuje się zatem 8% stawkę podatku VAT.

Jak było kiedyś?

Większość za Was pamięta jednak na pewno, że nie zawsze tak było. Co więcej, swego czasu powstało na tym tle niemałe zamieszanie.

Dosyć szczegółowo opisywałam go zresztą tutaj na blogu. Między innymi we wpisie, w którym zastanawiałam się kogo obowiązuje obniżona 5% stawka podatku VAT. Tutaj zostawiam link.

W wielkim skrócie chodziło o to, czy restauratorzy świadczący swoje usługi na wynos i w dowozie mogli stosować preferencyjną 5% stawkę podatku VAT czy też powinni stosować podstawową 8% stawkę podatku VAT.

A także o to, że zmiana praktyki w tym zakresie, która nastąpiła w 2016 roku nie wynikała ze zmiany obowiązujących przepisów prawa, ale wyłącznie ogólnej interpretacji prawa podatkowego, wydanej przez Ministra Finansów.

Zgodnie z tą nową interpretacją, wymogi stosowania 5% stawki podatku VAT spełniała wyłącznie klasa PKWiU 10.85. Klasa obejmująca gotowe posiłki i dania, do których zdaniem Ministerstwa nie można było zaliczyć dań sprzedawanych w dowozie lub na wynos.

W ocenie Ministerstwa gotowe posiłki i dania to takie, które nie są przeznaczone do bezpośredniej konsumpcji. Są zamrożone lub pakowane próżniowo i etykietowane na sprzedaż.

Doprowadziło to do wielu sporów sądowych. Restauratorzy nie zgadzali się bowiem z wynikami przeprowadzonych u nich kontroli oraz negowali wydawane na ich rzecz indywidualne interpretacje.  Wynikało z nich, że sprzedając dania na wynos czy w dowozie nie mogą stosować preferencyjnej 5% stawki podatku VAT.

Wyrok TSUE

W końcu, na kanwie tych sporów, Naczelny Sąd Administracyjny zdecydował się skierować pytanie prejudycjalne do TSUE. Ten z kolei w wyroku z dnia 22 kwietnia 2021 roku wskazał, iż:

Sprzedaż dań w lokalach gastronomicznych szybkiej obsługi, które kupujący zamierza wziąć na wynos, podlegała w czasie, którego dotyczyła sprawa 5% stawce podatku VAT. Taki zakup nie jest usługą restauracyjną, ponieważ klient rezygnuje z korzystania z infrastruktury lokalu.
Usługa gastronomiczna i dostawa gotowych posiłków i dań to nie to samo.

TSUE wyraźnie przyznał zatem rację polskim podatnikom, a nie Ministerstwu Finansów.

Historyczny wyrok = pyrrusowe zwycięstwo?

Czy zatem wyrok TSUE z dnia 22 kwietnia 2021 roku ma znaczenie jedynie symboliczne?

Nie do końca. Postępowania wszczęte pomiędzy 24 czerwca 2016 roku a 30 czerwca 2020 roku, które zawieszono do czasu wydania przez TSUE wyroku, mają teraz bowiem szansę zakończyć się pomyślnie dla restauratorów.

Jeżeli natomiast chodzi o obowiązujący stan prawny, to ustawodawca rzeczywiście naprawił swoje błędy. I zmienił obowiązujące przepisy w taki sposób, aby wykładnia dokonana przez Ministerstwo Finansów okazała się  słuszna.

Tym samym, począwszy od 1 lipca 2020 roku, wszelkie usługi związane z wyżywieniem – czy to stanowiące dostawę towarów czy świadczenie usług podlegają opodatkowaniu 8% stawką podatku VAT, o ile tylko są klasyfikowane według Polskiej Klasyfikacji Wyrobów i Usług w grupowaniu „usługi związane z wyżywieniem (PKWiU 56)”.

Oczywiście, nowelizacja przepisów okazała się być niekorzystna dla restauratorów. Jedynym pocieszeniem jest fakt, iż teraz obowiązujące reguły wynikają chociaż wprost z przepisów.

Nie zmusza się zaś restauratorów do stosowania wykładni Ministra Finansów, która odzwierciedlenia w obowiązujących przepisach prawa nie miała.

 

PS. Chciałabym móc w tym miejscu napisać jednocześnie, że teraz wszystko jest już jasne i pewne. I że przez długi czas nie będzie ulegało żadnym zmianom.

Jeżeli funkcjonujesz już jednak od jakiegoś czasu w polskiej rzeczywistości wiesz, że napisać tego nie mogę. Bo nie wiadomo kiedy ustawodawca postanowi jeszcze głębiej sięgnąć do kieszeni podatników.

Choć teraz coraz częściej to podobno dodatkowe opłaty. Żadne tam podatki 😉

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 507 025 782e-mail: kontakt@adwokatkosecka.pl

Afera o weryfikowanie osób zaszczepionych trwa w Polsce mniej więcej o jakiegoś tygodnia.

To wówczas, w połowie mojego cypryjskiego tygodnia najpierw zadzwonił do mnie mój stały Klient, Pan Piotr z Krakowa, a później dziennikarka jednego z ogólnopolskich dzienników. Obydwoje mieli to samo pytanie:

Czy restauratorzy mają prawo legitymować osoby zaszczepione?

Wyrwana do odpowiedzi gdzieś w głębi gór Troodos, instynktownie odpowiedziałam, że tak.

Że skoro osoby zaszczepione mają nie wliczać się w obowiązujące limity, to restauratorzy w jakiś sposób muszą przecież w stanie być to sprawdzić. Tutaj zostawiam Ci link, do całości artykułu.

Weryfikowanie osób zaszczepionych.

Już wtedy wiedziałam jednak, że moja instynktowna odpowiedź to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Bo co z tego, że mówię Ci, że możesz weryfikować kody QR. Skoro Ty od razu zadajesz mi drugie pytanie. I to jakże celne. Jak przeprowadzić to prawidłowo od strony technicznej?

Czy możesz żądać okazania kodu QR od każdego kto przychodzi do Twojej restauracji? Czy tylko od Gości, którzy chcą wejść ponad obowiązujący limit Gości restauracji? A może możesz weryfikować kody QR tylko tych Gości, którzy sami z siebie zechcą Ci je okazać?

Wiem, że wiele zapytań w tym temacie kierowano do Premiera RP i Ministerstwa Zdrowia. Póki co bez skutku.

Dziś za to pojawiła się interpretacja Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych na temat wyłączenia zaszczepionych z limitu osób na imprezach. Całość komunikatu pod tym linkiem.

Oczywiście pozwolę sobie w tym wpisie nie do końca zgodzić się z PUODO 🙂 Zaraz Ci wytłumaczę dlaczego.

Co ważne, PUODO odniósł się tylko do imprez. Pomijając działalność gastronomii w ogóle. Dlaczego? Nie mam pojęcia.

Ale generalnie szkoda, bo moim zdaniem ten problem dotyczy głównie właśnie gastronomii działającej na co dzień, a nie imprez okolicznościowych. Jeżeli czytasz mój blog od dawna, wiesz już pewnie dlaczego 😉

Ale po kolei.

Najpierw przytoczę stanowisko PUODO – w skrócie:

Przepisy rozporządzenia Rady Ministrów z 6 maja 2021 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii nie uprawniają podmiotów zobowiązanych do przestrzegania określonego tymi przepisami limitu osób do żądania od nich udostępnienia informacji o zaszczepieniu przeciwko COVID-19.

Ewentualne okazywanie dowodów potwierdzających fakt zaszczepienia może się odbywać z inicjatywy samej osoby zainteresowanej skorzystaniem z usług takiego podmiotu.

Wynika z tego jednoznacznie, iż restaurator nie może żądać okazania dowodu zaszczepienia. Nasz Gość musi okazać taki dowód zaszczepienia z własnej inicjatywy. Zatem weryfikowanie osób zaszczepionych – tak. Ale dobrowolne.

Uprzedzę kolejne pytanie – czy można stworzyć przestrzeń tylko dla zaszczepionych? Raczej nie 😉 Mogłoby to wywołać uzasadnione wątpliwości co do dyskryminacji osób, które szczepić się nie chcą. Wszak szczepienia przeciwko COVID-19 są dobrowolne.

Jak zatem zastosować te zasady w prawdziwym życiu?

Przyjęcia okolicznościowe

Moim zdaniem (pisałam już o tym na początku maja, dokładnie w tym wpisie -> link) weryfikowanie osób zaszczepionych nie musi ani nie powinno być obowiązkiem restauratora.

Organizatorem przyjęcia okolicznościowego nie jest restaurator i to nie on powinien weryfikować który z Gości jest zaszczepiony, a który nie. Przecież weryfikacja limitów nie będzie następowała na sali weselnej.

A jeżeli tak miałoby być – jak miałoby to wyglądać? Część Gości, wystrojona i gotowa do zabawy miałaby zostać odprawiona z kwitkiem?

Dlatego osobiście uważam, że zweryfikowanie listy Gości należy do Pary Młodej. Bądź innego organizatora w przypadku innych przyjęć niż wesela. Na pewno nie do restauracji.

A to rozwiązuje wszystkie problemy związane z ewentualnym przetwarzaniem danych osobowych. Dlaczego? Dlatego, że RODO nie obowiązuje w stosunkach pomiędzy osobami fizycznymi.

Jeżeli zapytasz kuzynki czy jest osobą zaszczepioną przeciwko COVID albo Twój przyszły mąż zapyta o to swojego stryja, nie musicie przecież mieć do tego podstawy prawnej.

Zresztą – dziwią mnie trochę zadawane mi czasem pytania:

Ale Pani Mecenas, to mam pytać swoich Gości czy są zaszczepieni?

To pytanie brzmi jakby na Twoje wesele zaproszonych było 200 obcych osób.

Przecież mówimy tu o Twojej mamie, tacie, babci, bracie, najbliższej przyjaciółce – listę osób  zaszczepionych często częściowo będziesz w stanie stworzyć sama i ocenić ile osób ponad limit 150 będzie mogło wziąć udział w Twoim przyjęciu. Nie musisz przecież pytać wszystkich.

Obecnie wiele przyjęć weselnych nawet nie zbliża się do limitu 150 osób.

Podsumowując – tak jak pisałam w tym wpisie -> link – w przypadku przyjęć okolicznościowych lista Gości powinna być zweryfikowana i zamknięta przez ich organizatorów (Parę Młodą, jubilatów, solenizantów itd. – choć realnie ten problem dotyka prawie wyłącznie wesel) zanim przyjęcie się rozpocznie.

Chwila pierwszego toastu za Parę Młodą to nie jest dobry moment tak na zastanawianie się czy mieścimy się w limicie Gości, jak i na weryfikowanie osób zaszczepionych ! 🙂

W tym sensie nie zgadzam się zatem z PUODO. Nie zgadzam się z tym, że to restaurator powinien w tym wypadku dokonywać weryfikacji osób zaszczepionych.

Co może zrobić restaurator żeby spać w tym przypadku całkiem spokojnie? Pisałam o tym we wpisie, do którego wyżej podałam Ci link.

Gastronomia na co dzień

Zupełnie inaczej przedstawia się sytuacja kiedy przyjmujesz w swojej restauracji indywidualnych Gości. Natomiast i w tym wypadku weryfikowanie osób zaszczepionych nie wydaje mi się być dużym problemem. Dlaczego?

Załóżmy, że możesz przyjąć u siebie w restauracji jednocześnie 60 Gości. Czyli zgodnie z limitem obowiązującym od soboty, 26 czerwca, jednorazowo możesz przyjąć 45 osób. Nieważne czy są to osoby zaszczepione czy nie.

Jeżeli będziesz chciał natomiast ugościć 46  i 47 osobę, faktycznie muszą to być osoby zaszczepione.

Ale w każdym momencie na sali może znajdować się 45 osób, których w ogóle nie musisz pytać o kwestię szczepienia. Nie musisz w ogóle zaprzątać sobie tym głowy.

Dopiero kiedy w drzwiach pojawi się 46 osoba i będzie chciała wejść – masz prawo, a w zasadzie musisz jej zakomunikować, że limit miejsc jest wyczerpany. Może wejść tylko osoba zaszczepiona.

Wówczas ta 46 osoba może albo ze swojej inicjatywy pokazać Ci dowód zaszczepienia albo też może poczekać aż ktoś z restauracji wyjdzie. Ostatecznie może oczywiście również zmienić lokal, ale takiej sytuacji nie zakładamy 🙂

Czy takie rozwiązanie będzie zgodne z przepisami i stanowiskiem PUODO?
Moim zdaniem tak.

W żadnym wypadku nie żądasz bowiem okazania dowodu zaszczepienia. Jego okazanie jest swobodną decyzją Twojego Gościa.

Ja wiem, że przy dużej rotacji Gości upilnowanie tej kwestii może graniczyć z cudem. Tutaj trzeba jednak znaleźć jakiś dobry sposób organizacji. Wierzę, że każdy restaurator będzie w stanie wypracować u siebie najlepszy i optymalny model.

Ważne!

Wystarczy, że Twój Gość okaże Ci dowód zaszczepienia. Nie masz prawa kserować go, skanować, robić zdjęcia, spisywać danych osób, które okazały dowód zaszczepienia.

Tymczasem mam szczerą nadzieję, że udało mi się w prosty i przejrzysty sposób podpowiedzieć Ci, w jaki sposób można działać zgodnie z przepisami prawa i jednocześnie przyjmować w swojej restauracji jak największą liczbę Gości! 🙂

PS. A o tym kto w ogóle zgodnie z prawem może być traktowany jako osoba zaszczepiona pisałam -> tu.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 507 025 782e-mail: kontakt@adwokatkosecka.pl