Marta Kosecka

adwokat

Prowadzę Kancelarię Adwokacką w Gdyni. Na co dzień doradzam przedsiębiorcom w zakresie szeroko pojętego prawa gospodarczego i handlowego, a także prawa pracy. Posiadam bogate doświadczenie w obsłudze podmiotów gospodarczych.
[Więcej >>>]

Współpraca Wzory i porady

Gramatura dań w menu? Czy jest regulowana prawnie?” – to tytuł wpisu, który pojawił się na blogu dokładnie 8 stycznia 2018 roku, a więc prawie dokładnie 4,5 roku temu. Od tego czasu jest najchętniej czytanym wpisem na blogu. Tak, najchętniej. Wyprzedził nawet maksymalną cenę detaliczną na papierosy, zaliczkę i zadatek w umowach na organizację przyjęć, a także (!) książeczkę sanepidowską.

Pod wpisem znajduje się ponad 30 komentarzy. Część z nich zarzuca mi, że pisząc o obowiązku podawania gramatury dania w menu wprowadzam Cię w błąd bo obowiązek taki rzekomo nie istnieje. Inna część (pochodząca w zdecydowanej mierze od Gości restauracji) twierdzi, że gramatura dań jest ważna. Pomaga bowiem utrzymywać dietę czy podjąć decyzję co do wyboru potrawy.

Mając na względzie ten znaczny upływ czasu od opublikowania wpisu, ale także obie grupy zamieszczonych pod nim komentarzy pomyślałam, że zarówno dla Ciebie, jak i dla mnie niezwykle cenne będzie jeżeli jeszcze raz podsumuję to, co odnosi się do obowiązku podawania gramatury dań w menu restauracji.

Zaczynamy?

 

Gramatura dań – przepis prawa

 

W komentarzach prosisz często o podanie podstawy prawnej obowiązku umieszczania w menu gramatury dań. W odpowiedzi kilkukrotnie podawałam już tam podstawę prawną tego obowiązku, ale dla porządku muszę przytoczyć ją i tu:

A zatem, zgodnie z § 9 ust. 1 i 2 rozporządzenia Ministra Rozwoju z dnia 9 grudnia 2015 roku w sprawie uwidaczniania cen towarów i usług (Dz. U. z 2015 roku, poz. 2121):

  1. Przedsiębiorca prowadzący działalność usługową w zakresie gastronomii lub hotelarstwa uwidacznia ceny oferowanych potraw, wyrobów, noclegów, wyżywienia i innych oferowanych usług w cenniku.
  2. Cennik, o którym mowa w ust. 1, zawiera także aktualne informacje umożliwiające konsumentom identyfikację ceny z potrawą lub wyrobem, w szczególności pełną nazwę potrawy lub wyrobu, pod którą jest on sprzedawany, oraz określenie ilości potrawy lub wyrobu, do których się odnosi.

Clue problemu, którego dotykamy odnosi się zatem do tego czy w menu powinniśmy napisać: 1 kotlet schabowy czy kotlet schabowy (140 g). Czy powinniśmy napisać talerz zupy pomidorowej czy zupa pomidorowa (300 ml).

Ponieważ zaś cytowane rozporządzenie nie określa tego dość precyzyjnie, nieprzerwanie od 2015 roku trwa spór o to czy wystarczy podać ilość sztuk, do których odnosi się cena czy też podać należy oferowaną gramaturę dania. Część osób uważa bowiem, że skoro rozporządzenie nie wymienia wprost wagi ani pojemności to nie trzeba sobie zawracać głowy podawaniem gramatury potraw.

gramatura dań

Wykładnia prawa – ważna sprawa

 

Co robi zatem prawnik jeżeli po pierwszym, piątym i dziesiątym przeczytaniu jakiegoś sformułowania nie jest do końca pewien jak go interpretować? Dokonuje wykładni prawa. Tego, czego uczył się na studiach i uczy się codziennie przez wiele lat w swojej pracy. Nie chcę zanudzać Cię szczegółami dokonywania wykładni prawa, bo byłby to wykład akademicki, musisz jednak widzieć, że w sytuacji, w której nie jesteśmy w stanie zinterpretować jakiegoś przepisu posiłkujemy się w jego zrozumieniu wykładnią:

  • językową, czyli próbujemy ustalić właściwe znaczenie tekstu prawnego z punktu widzenia języka, w jakim tekst ten jest sformułowany,
  • systemową, czyli próbujemy zinterpretować przepis odnosząc się do jego usytuowania wśród innych przepisów prawa,
  • celowościową, czyli zmierzamy do ustalenia treści przepisu ze względu na cel, któremu ten przepis służy.

I tak, dokonując w tym przypadku wykładni językowej odnosimy się do pojęcia ilości potrawy. Zgodnie ze słownikiem języka polskiego ilość oznacza wielkość tego co może być mierzone lub ważone (tak: słownik języka polskiego PWN). Ilość to zatem nic innego jak określenie objętości i masy.

Nasz błąd w mojej ocenie polega na tym, że w języku potocznym zamiennie używamy słów ilość i liczba. I oczywiście w mowie potocznej jest to dopuszczalne. Ale kiedy czytamy akt prawny to powinniśmy jednak stawać się na ten czas purystami językowymi 🙂

Dlatego nie możemy przeoczyć, że ilość odnosi się do rzeczowników niepoliczalnych, zaś liczba jedynie do rzeczowników policzalnych. Stąd liczba kotletów (1) i ilość kotleta (140 g) to dwie różne kwestie. Tak samo z zupą pomidorową – nie da się określić liczby zupy, aby podać jej ilość musimy ją zmierzyć lub zważyć.

Podam Ci jeszcze kilka innych przykładów: liczba kawałków ciasta to nie to samo co ilość ciasta w 1 kawałku, a liczba butelek wody to nie to samo co ilość wody. A frytki? Jak określić ich ilość jeżeli mamy – jak chcą niektórzy – odwoływać się do liczb. Poprzez dokładne określenie ilości frytek? No chyba nie 🙂

*

Nieprzypadkowo przecież omawiany przepis odnosi się wyłącznie do gastronomii, a nie sprzedaży detalicznej, w wypadku której co do zasady podawać musimy aż 2 ceny – cenę sprzedaży oraz cenę jednostkową. Ustawodawca dla restauratorów i hotelarzy przygotował bowiem przepisy szczególne, które regulują tylko i wyłącznie sposób określenia ceny i uwidocznienia jej w cenniku w tych 2 branżach.

Nie przyjmowałabym jednak w takim wypadku, że w stosunku do restauratorów wymagania odnośnie uwidaczniania cen zostały obniżone. Gdybyśmy tak uważali musielibyśmy założyć, że właściciel sklepu musi podawać oprócz ceny sprzedaży również cenę jednostkową, zaś restauratorowi wystarczy napisać w menu tylko 1 kotlet schabowy bądź talerz zupy pomidorowej. Moim zdaniem, wymagania dotyczące restauratorów z założenia mają nie być inne, ale po prostu dostosowane do specyfiki branży gastronomicznej. Klient sklepu czy Gość restauracji niezmiennie zaś ma być informowany o tym ile jedzenia kupuje za określoną cenę.

Do takich właśnie wniosków prowadzi nas wykładnia systemowa.

*

W przypadku gramatury dań, za przyjęciem obowiązku ich podawania, przemawia jednak również wykładnia celowościowa. Wiąże się ona zarówno z wykładnią systemową, jak i ogólnym trendem wypełniania szeregu obowiązków informacyjnych względem naszego Gościa, który jest przecież konsumentem. W dobie tak szeroko zakrojonych obowiązków informacyjnych nawet w branży gastronomicznej – mamy przecież obowiązek podawania składu potraw czy wykazu alergenów – nie powinno nas dziwić, że nasi Goście chcą, a ustawodawca im to zapewnia, aby znana im była gramatura dań, które zamierzają zamówić.

Dlatego też celem omawianego przepisu z pewnością było, aby Gościom restauracji znana była dokładna ilość zamawianych dań, a nie liczba kotletów czy talerzy zupy pomidorowej, którą mogą zamówić. Komentarze pod wpisem dotyczącym gramatury dań potwierdzają zaś, że Gościom dokładnie o to chodzi i są z takiego rozwiązania bardzo zadowoleni.

 

Gramatura dań – kontrowersje.

 

Szczerze ufam, że mój powyższy wywód przekonał Cię, że istnieje w obowiązujących przepisach obowiązek podawania w menu gramatury dania. Wiem jednocześnie, że nie wszyscy ten pogląd podzielają. A rozbieżności istnieją nawet wśród prawników.

Jeżeli jednak będziesz czytał opinie tych, którzy negują istnienie obowiązku podawania gramatury dań w menu, zwróć uwagę jak kończą oni swoje wpisy. Zazwyczaj bowiem.. zachęcają do podawania gramatury dań w menu 🙂 Ich zdaniem, przyjęcie ostrożnościowego stanowiska wymaga bowiem jednak takiej rekomendacji.

Z tym akurat w pełni się zgadzam – rolą adwokata jest między innymi, a może przede wszystkim to,  aby informować Cię o istniejących zagrożeniach i ryzykach. A niezależnie od poczynionej przeze mnie wykładni prawa i mojego oglądu na tę kwestię, podawanie gramatury dań podlega przecież kontroli PIH.

 

Kontrola PIH.

 

Kontrola PIH zaś – tak się dziwnie składa – również uważa, że gramatura dań powinna być podawana w menu 🙂

A za nieprzestrzeganie tego obowiązku, nakłada kary pieniężne. Mogą one wynieść aż 20.000 złotych, a czasem nawet 40.000 złotych.

Jak możemy dowiedzieć się z jednego z raportów pokontrolnych:

Kontrola przeprowadzona przez PIH w sezonie turystycznym w 2021 roku wykazała , iż w 152 placówkach  wykryto nieprawidłowości polegające na nieprzestrzeganiu przepisów dotyczących uwidaczniania cen.  W menu tych placówek nie określono bowiem ilości potraw i napojów oferowanych do sprzedaży, do których odnosi się cena.

W związku ze stwierdzonymi nieprawidłowościami wydano aż 128 decyzji w przedmiocie wymierzenia kary pieniężnej z art. 6 ust. 1 ustawy o informowaniu o cenach towarów i usług na łączną kwotę 70.426 złotych.

Pełen raport możesz pobrać pod tym linkiem.

A jeżeli chcesz dowiedzieć się na co PIH zwraca uwagę i jakie praktyki piętnuje, zajrzyj do tego wpisu na blogu.

gramatura dań

źródło: UOKiK

***

 

Skoro już tyle się napisałam, czas na podsumowanie 🙂

A zatem:

  1. niewątpliwie istnieją kontrowersje co do tego, czy podawanie gramatury dań jest obowiązkowe,
  2. mój pogląd znasz,  jego uzasadnienie też,
  3. nawet jeżeli moje rozumienie omawianego przepisu Cię nie przekonuje, tak czy inaczej, nawet gdybym uważała inaczej, jako prawnik zawsze rekomendowałabym Ci umieszczenie w menu gramatury potraw. Bo inna rekomendacja nie uwzględniałaby ryzyka nałożenia kary przez PIH w razie kontroli. A gdybyś taką karę dostał, a ja bym Ci takiej rekomendacji nie udzieliła.. No cóż.. Wtedy rzeczywiście mógłbyś powiedzieć, że to moje doradzanie nie jest warte nawet złamanego grosza 🙂

 

PS nr 1. Pisałam już o tym w jednej z odpowiedzi do komentarza pod poprzednim wpisem. Restauracja to nie apteka, nie chodzi to o odmierzanie co do grama. Niemniej jednak trudno uznać za złe to, że istnieje jakakolwiek kontrola na wydawanie przez nieuczciwych restauratorów mikroskopijnych porcji. A to się przecież zdarza nagminnie. Co dobitnie pokazują kontrole PIH. Ja wiem, że to nie Ty. Ale nie wszyscy niestety są tacy jak Ty 🙂

PS nr 2. Ponieważ inne wymienione na wstępie wpisy również pochodzą sprzed kilku lat, możesz spodziewać się w najbliższym czasie wpisów odnoszących się i aktualizujących również te wpisy.  I uprzedzam, że nie w każdym przypadku wniosek będzie taki, że nic się nie zmieniło 🙂

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 507 025 782e-mail: kontakt@adwokatkosecka.pl

Podwyżki, drożyzna, inflacja..

Marta Kosecka21 czerwca 2022Komentarze (0)

Podwyżki, drożyzna, inflacja.. – to ostatnio słowa odmieniane przez wszystkie przypadki przez wiele osób. Jest to bolączka zarówno restauratorów, jak i ich Klientów. Dlatego w tym pierwszym po tak długiej przerwie wpisie, postanowiłam odnieść się w kilku słowach właśnie do zachodzących dość gwałtownie w ostatnim czasie zmian na rynku. I udzielić Ci kilku podpowiedzi jak można lepiej sobie z nimi poradzić.

Swoją drogą, czuję, że muszę się usprawiedliwić za moje długie milczenie. Musisz mi uwierzyć na słowo, naprawdę nie miałam czasu przygotować nic nowego na blogu. Intensywnie jednak pracowałam w tym czasie z wieloma z Was, aby rozwiązać Wasze problemy i sprawić, że prowadzenie restauracji będzie odtąd prostsze. Konstruowałam zatem umowy, oświadczenia, pisma wzywające do zapłaty, walczyłam ze STOART, a nawet z niedozwolonymi klauzulami umownymi. Z tego wszystkiego mam w głowie chyba kilkanaście tematów, które chciałabym poruszyć tu na blogu. Wystarczy mi ich chyba do końca roku 😉 Ale po kolei.

Temat podwyżek jest jednym z nich i póki co, skupimy się właśnie na nim.

Zaczynamy?

 

Umowa i zastrzeżenie możliwości podwyżek cen

Pierwszą i podstawową kwestią jeżeli mówimy o zmianach cen powinno być zagwarantowanie sobie w umowie na organizację przyjęć możliwości podwyższenia ceny w okresie pomiędzy zawarciem umowy a dniem organizacji przyjęcia.

Pisałam już o tym zresztą na blogu dawno, dawno temu.. w kwietniu 2017 roku. Tutaj zostawiam link do tamtego wpisu.

Podpowiem tutaj jedynie krótko: pamiętaj, aby w umowie określić jaka jest maksymalna wysokość podwyżki oraz z jakiego powodu podwyżka może nastąpić. Podwyżka musi być bowiem uzasadniona realnym wzrostem kosztów. Mogą to być koszty zakupu jedzenia, koszty pracownicze, wzrost podatków – takie, które powodują znaczący wzrost kosztów organizacji przyjęcia.

 

Wysokość podwyżki

Wiesz już, że aby móc dokonać podwyżki wynagrodzenia umownego, możliwość taka powinna wynikać z umowy. W drugiej kolejności zastanawiasz się jednak z pewnością, jak taką podwyżkę określić. Tak jak pisałam już poprzednio, maksymalny pułap, o który mogą wzrosnąć stawki wynagrodzenia, może być procentowy lub kwotowy.

Ostatnio spotkałam się również z pomysłem, aby waloryzować wynagrodzenie o coroczny wskaźnik inflacji.wesele, inflacja, podwyżka

Dlaczego uważam, że nie jest to najlepszy pomysł?

Po pierwsze inflacja jest zazwyczaj jednak bardzo niska i nie oddaje faktycznego wzrostu cen. Tworząc wzór umowy, który ma obowiązywać całe lata nie możemy brać pod uwagę, że inflacja w roku 2022 roku wynosi kilkanaście procent. Znajdujemy się w środku kryzysu gospodarczego i sytuacja z inflacją w Polsce jest precedensowa. Ani w poprzednich, ani w kolejnych latach nie osiągnie ona zapewne takiego pułapu, mimo iż ceny nadal – szybciej bądź wolniej – ale będą rosnąć.

Po drugie, wszyscy wiemy chyba, że rządzący robią wszystko, aby inflacja była jak najniższa. Koszyk produktów, które wybierane są do określania inflacji dobierany jest tak, aby przekonać nas wszystkich, że siła nabywcza pieniądza wcale nie maleje. Dlatego Ciebie jako restauratora zdecydowanie taka taktyka nie ratuje. Nie odzwierciedla ona bowiem faktycznych podwyżek cen produktów spożywczych, energii elektrycznej, gazu czy innych ponoszonych przez Ciebie kosztów.

Przykładowo: inflacja za 2021 rok kształtowała się na poziomie 5,1%. Tymczasem, zgodnie z danymi GUS, średni wzrost cen mięsa w kwietniu 2022 roku w porównaniu do kwietnia 2021 roku wyniósł: 56,1% dla wołowiny, 30,9% dla wieprzowiny i aż 54,45% dla drobiu. Średnio cena mięsa i innych produktów spożywczych wzrosła zatem o ok. 50%. Wszystkie dane GUS, znajdziesz na tej stronie -> link.

Dlatego też proponowałabym raczej, aby inflację zostawić dla umów najmu, a w tym przypadku podpierać się realnym wzrostem cen.

 

Brak zastrzeżenia w umowie możliwości wprowadzenia podwyżki

Dobrze – zapytasz mnie – a co w sytuacji, w której moja umowa jest krótka, taka napisana przeze mnie własnoręcznie i nie przewidziałem w niej możliwości wprowadzenia podwyżki ceny.

Cóż, niedobrze się stało.

Na przyszłość proponuję, popracować nad treścią umowy. Skoro nie było w niej możliwości wprowadzenia podwyżki cen, prawdopodobnie wymaga ona uzupełnienia jeszcze w kilku innych punktach. W razie czego, odezwij się, mogę pomóc 🙂

Jakie masz jednak wyjście na już? W przypadku przyjęć, dla których umowy zostały już zawarte?

Po pierwsze, to że możliwości wprowadzenia podwyżki nie ma w umowie nie oznacza oczywiście, że wprowadzić jej nie możemy. Wymaga to jednak uzyskania zgody drugiej strony umowy. Po drugie, w sytuacji, w której druga strony takiej zgody nie wyrazi dalej możesz próbować podwyższyć umówione wynagrodzenie. Jeżeli jednak druga strona nie będzie chciała nowego, wyższego wynagrodzenia zaakceptować, powinieneś umożliwić jej bezkosztowe rozwiązanie umowy. Skoro podwyżka wynagrodzenia musi bowiem w takiej sytuacji wynikać ze zgodnej woli stron, trudno abyśmy w sytuacji, w której druga strona na podwyżkę nie wyraża zgody mogli ukarać ją finansowo za rozwiązanie umowy. Byłby to z naszej taki mini szantaż. A tego nam stosować nie wolno.

 

Nie powoduje to jednocześnie, iż zważywszy na aktualne wzrosty cen, powinieneś z takiej podwyżki zrezygnować. Przeciwnie, z doświadczenia i relacji moich Klientów wiem, że wiele Par Młodych doskonale rozumie otaczającą nas sytuację i godzi się na wprowadzenie podwyżek cen, mimo iż taka możliwość nie została zapisana w umowie. Co więcej, godzą się na to, aby podwyżka ceny była wyższa niż maksymalny pułap zapisany w umowie. Chcą bowiem być pewni, że organizacja ich wesela będzie stała na najwyższym poziomie.

 

Wszystko jest kwestią dobrej argumentacji

Jak zatem sprawić, aby operacja pod tytułem „podwyżka wynagrodzenia” była udana? By za bardzo nie bulwersowała i nie doprowadziła do konfliktu z Parą Młodą? Postawić na siłę argumentacji. Podeprzeć się konkretnymi wskaźnikami wzrostu cen. Przede wszystkim żywności, ale nie tylko. Wzrost cen dotyczy bowiem również energii elektrycznej, gazu, kosztów pracowniczych. Im więcej i dokładniejszych danych przekażesz Parze Młodej tym większa szansa, iż przekonasz ich, że podwyżka jest konieczna. I to niezależnie od tego czy prawo do wprowadzenia podwyżki wynika z umowy czy też nie.

 

Jeżeli chcesz właśnie wprowadzić w swojej restauracji/domu weselnym podwyżkę ceny menu, ale nie wiesz jak zawiadomić o tym swoich Klientów, obawiając się o ich reakcję, przygotowałam dla Ciebie wzór pisma informującego o wprowadzanej podwyżce. Jego treść nie tylko informuje o wprowadzanej podwyżce, ale też uzasadnia dlaczego taka podwyżka jest konieczna. Jako dodatek do wzoru pisma przygotowałam aż 10 załączników, które pokazują realny wzrost cen w ostatnim czasie oraz uzasadniają wprowadzaną podwyżkę.

Wzór pisma dostępny jest do kupienia w moim sklepie online, pod tym -> linkiem.

***

Tymczasem życzę Ci jak najmniejszych wzrostów cen i najniższej inflacji oraz jak najwięcej Klientów, którzy rozumieją otaczającą nas obecnie sytuację i zgodzą się z użytymi przez Ciebie argumentami dowodzącymi, iż  podwyżka cen jest konieczna.

Jednocześnie obiecuję, że na kolejny wpis nie będziesz musiał czekać ponad 4 miesiące, ale że w kolejnych tygodniach pojawi się tu co najmniej kilka nowych wpisów 🙂

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 507 025 782e-mail: kontakt@adwokatkosecka.pl

Siła wyższa w ciągu niespełna ostatnich dwóch lat robi prawdziwą furorę. Łacińskie vis maior jest w Polsce odmieniane przez wszystkie przypadki. Tymczasem jeszcze dwa lata temu większość osób, dla których tworzyłam umowy najmu czy też umowy na organizację przyjęć okolicznościowych pukała się w głowę widząc w projekcie siłę wyższą. No bo po co komu zapisy na wypadek wojny czy też epidemii, która rzekomo miałaby sparaliżować wykonanie większości umów. Często musiałam gorąco namawiać Klientów żeby jednak tych zapisów nie usuwać. A czasem – powiem Ci tak szczerze – nawet ja miewałam wątpliwości, czy te dodatkowe pół strony w umowie to nie jest jednak nadgorliwość 😉

Jak się okazało całkiem niesłusznie. Kto na czas dobrze zastrzegł w umowie zapisy na wypadek wystąpienia siły wyższej mógł się czuć prawdziwym zwycięzcą.

Nie bez powodu używam w tym wypadku sformułowania dobrze. Bo zastrzec siłę wyższą to nie sztuka. Sztuka zrobić to dobrze, a więc tak, żeby w przypadku konieczności użycia tych zapisów odnieść z nich jakąkolwiek korzyść. Poprawić swoją sytuację prawną.

Tymczasem mimo iż obecnie siła wyższa wpisywana jest niemal do każdej umowy.. zapisy te zazwyczaj w żaden sposób nie zmieniają uregulowań kodeksowych. A więc niezależnie od tego czy znalazłyby się w umowie czy też nie, sytuacja stron wyglądałaby dokładnie tak samo.

Moja rada jest więc taka: jeżeli zastrzegasz w umowie zapisy na wypadek wystąpienia siły wyższej zrób to dobrze albo wcale. Bo powielanie zapisów kodeksowych, to rzeczywiście dodatkowe, zmarnowane pół kartki papieru 🙂

siła wyższa

Czym jest siła wyższa?

Co ciekawe, kodeks cywilny nie zawiera legalnej definicji siły wyższej. Legalnej, czyli takiej oficjalnej. Ogólnie jednak przyjmuje się, że jest to zdarzenie o charakterze przypadkowym bądź naturalnym nie do uniknięcia. Takie, nad którym człowiek nie jest w stanie zapanować.

Ja swoją, używaną w umowach, definicję siły wyższej w niezmienionym kształcie używam już od prawie 10 lat.

A brzmi ona tak:

Siła wyższa oznacza zdarzenie nagłe i nieprzewidywalne, niezależne od Strony, zewnętrzne, niemożliwe do przewidzenia i do zapobieżenia, które wystąpiło po zawarciu umowy, uniemożliwiające wykonanie przez Stronę obowiązków wynikających z umowy, nieobejmujące winy własnej Strony lub braku jej należytej staranności. Takie zdarzenia mogą obejmować w szczególności: katastrofy naturalne, wojny, rewolucje, epidemie, ogłoszone strajki generalne w odnośnych gałęziach przemysłu, blokady dróg, nałożone embarga, oficjalne decyzje organów władzy i administracji publicznej niewywołane działaniem Strony.

Zwróć uwagę, iż katalog sytuacji, które mogą być uznane za siłę wyższą jest w tej definicji otwarty. To ważne, wszak jak pisał Szekspir, są rzeczy na niebie i na ziemi, o których się filozofom nie śniło. Zatem i my nie możemy zamykać sobie drogi do zdefiniowania w trakcie wykonywania umowy jakiejś siły wyższej, która do tej pory nie była nam znana bądź nie była uznawana za siłę wyższą.

 

Co na to kodeks cywilny?

Czy jak Ci powiem, że przepisy kodeksowe regulujące skutki niewykonania umów w ogóle nie wspominają wprost o sile wyższej będziesz w stanie mi uwierzyć? Będziesz musiał bo tak właśnie jest 🙂

Na ponad 1.000 artykułów, które znajdują się w tym akcie prawnym, pojęcia siła wyższa kodeks cywilny używa zaledwie.. 4 razy. A dokładnie w przepisie dotyczącym biegu terminu przedawnienia i 3 przepisach dotyczących odpowiedzialności za wyrządzoną szkodę.

Siła wyższa w znaczeniu takim jak nas interesuje, czyli jako zdarzenie uniemożliwiające wykonanie jakiejś umowy kryje się w kodeksie cywilnym pod zupełnie innymi postaciami. A mianowicie, w przepisach odnoszących się do niemożliwości świadczenia, za którą odpowiedzialności nie ponosi żadna ze stron oraz przepisach dotyczących zadatku.

Są to jednocześnie 2 bardzo często cytowane przez ostatnie 2 lata na blogu przepisy, do których odnosi się wiele wpisów na blogu, jak chociażby ten o weselach w czerwonych strefach czy weselach w nowej, koronawirusowej rzeczywistości.

Skoro jednak zdążyliśmy już przywyknąć do życia, organizowania wesel oraz zawierania innych umów w nowej, koronawirusowej rzeczywistości, czas zabezpieczyć się na przyszłość. Aby kolejne ewentualne pandemie bądź inne zdarzenia mające charakter siły wyższej nie mogły zaskoczyć nas w przyszłości.

 

Siła wyższa – jak najczęściej się zabezpieczamy?

W momencie kiedy większość z nas przekonała się, że zapisy dotyczące siły wyższej w umowie to jednak nie przesada i dobrze byłoby je jednak w umowie zawrzeć, często te zapisy wyglądają tak:

Żadna ze Stron nie będzie odpowiedzialna za niewykonanie lub nienależyte wykonanie zobowiązań z powodu siły wyższej. W przypadku wystąpienia siły wyższej, każda ze stron może rozwiązać umowę ze skutkiem natychmiastowym/umowa ulega rozwiązaniu. W takim wypadku wpłacona zaliczka/zadatek podlega zwrotowi.

Dlaczego mam zastrzeżenia do takiego sposobu  sformułowania klauzuli umownej na wypadek wystąpienia siły wyższej?

Dlatego, że kodeks cywilny reguluje tę sytuację w dokładnie taki sam sposób. Wprowadzając do umowy zapisy w tym kształcie powielamy więc tylko rozwiązania kodeksowe..i nic w zamian nie zyskujemy.

W przypadku zadatku, zgodnie z art. 394 § 3 kodeksu cywilnego, gdy niewykonanie umowy nastąpiło wskutek okoliczności, za które żadna ze stron nie ponosi odpowiedzialności, zadatek powinien być zwrócony, a obowiązek zapłaty sumy dwukrotnie wyższej odpada.

W przypadku zaliczki, zgodnie z art. 495 § 1 kodeksu cywilnego, jeżeli jedno ze świadczeń wzajemnych stało się niemożliwe wskutek okoliczności, za które żadna ze stron odpowiedzialności nie ponosi, strona, która miała to świadczenie spełnić, nie może żądać świadczenia wzajemnego, a w wypadku, gdy je już otrzymała, obowiązana jest do zwrotu według przepisów o bezpodstawnym wzbogaceniu.

Po ostatnich wydarzeniach wiemy jednak, że zwrot kilkunastu czy kilkudziesięciu zadatków i zaliczek był dla wielu restauracji nie lada kłopotem.

 

Może nie rozwiązujmy od razu umowy.

Może zatem warto wprowadzić do umowy rozwiązania, które nie powodują automatycznego rozwiązania umowy. Czy też nie dają drugiej stronie automatycznie prawa do bezkosztowego rozwiązania umowy. Takie rozwiązania wynikają z powszechnie obowiązujących przepisów, nie ma potrzeby ich powielania. Jednocześnie, jak już mieliśmy się okazję przekonać, nie są one  specjalnie korzystne.dla restauratorów. Jak można zatem uregulować tę kwestię?

Moim zdaniem warto wprowadzić rozwiązanie, zgodnie z którym strony w pierwszej kolejności ustalą nowy termin organizacji przyjęcia. Stronom nie przysługuje w takim wypadku prawo do rozwiązania umowy i żądania zwrotu zadatku czy też zaliczki. Strony mają obowiązek ustalić w pierwszej kolejności nowy termin wykonania zobowiązania.

Jeżeli natomiast jedna ze stron nie wyrazi woli zmiany terminu przyjęcia, nie będzie miała prawa do bezkosztowego rozwiązania umowy. Restauracja będzie miała prawo zachować wtedy wpłacony zadatek/zaliczkę, w całości bądź choćby części. Najczęściej w umowach proponuję właśnie, aby była to część zaliczki bądź zadatku. Jako zachęta do zmiany terminu przyjęcia, ale też rozwiązanie niezbyt surowe dla drugiej strony.

Nie chodzi w tym rozwiązaniu o to, aby postawić drugą stronę w niekorzystnej sytuacji. Chodzi o to, aby dostosować zapisy dotyczące siły wyższej do rozwiązań najbardziej odpowiadających umowom na organizację przyjęcia weselnego. Nie wiem czy podzielisz moje zdanie, ale automatyczne rozwiązanie umowy i zwrot wszystkich wpłaconych kwot nie do końca odpowiada charakterowi tych umów. A przy tym interesom restauratorów.

siła wyższa

Podsumowując..

Pamiętaj, że zarówno przepisy dotyczące zadatku, jak i niemożliwości świadczenia są przepisami dyspozytywnymi. Obwiązują wtedy, kiedy strony nie umówią się inaczej. Skoro da się umówić inaczej, z korzyścią dla Ciebie jako restauratora, chyba warto aby z tej możliwości skorzystać.

Oczywiście, ostateczny kształt tych zapisów jakie zawieramy w umowie, zależy od wielu czynników. Między innymi od wzoru umowy, którym się posługujesz czy charakteru kwot jakie pobierasz na poczet jej wykonania bądź niewykonania (zadatki, zaliczki, kary umowne). Co więcej, klauzula ta wymaga uzupełnienia o zapisy dotyczące powołania się na siłę wyższą, jej uprawdopodobnienia, itd..

Niemniej jednak moim celem na dziś jest tylko zwrócenie Twojej uwagi na to, że umowy dają nam możliwość zastrzeżenia na Twoją rzecz korzystniejszych uprawnień niż przepisy kodeksowe. Co więcej, że nie ma sensu powielania w umowie przepisów kodeksowych. Bo wtedy rzeczywiście, mimo iż umowa puchnie od paragrafów, nijak nie poprawiają one Twojej sytuacji jako jednej ze stron umowy.

Mam nadzieję, że mi się to udało 🙂

PS. Odwołam się jeszcze do umowy najmu, bo w sumie odniosłam się do niej na początku wpisu. Przy najmie możemy przykładowo postanowić, że umowa nie może zostać bezkosztowo rozwiązana od razu. Dopiero  jeżeli umowa nie będzie mogła być wykonywana przez określony czas, strony rozważą celowość jej rozwiązania. A także zasady, na jakich ma do tego dojść. Po to, by nie okazało się, że siła wyższa potrwa tydzień lub dwa, a my automatycznie rozwiązujemy bezkosztowo umowę zawartą na 5 lub 10 lat.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 507 025 782e-mail: kontakt@adwokatkosecka.pl

Obniżka VAT na niektóre artykuły spożywcze, która weszła w życie począwszy od 1 lutego 2022 roku jest skutkiem tzw. Tarczy Antyinflacyjnej 2.0. Obniżka obowiązywać będzie od 1 lutego 2022 roku do końca lipca 2022 roku. W jej wyniku ustawodawca wprowadza zerową stawkę VAT dla podstawowych produktów spożywczych, takich jak:

  • mięso, ryby oraz przetwory z nich,
  • produkty mleczarskie,
  • warzywa i owoce oraz przetwory z nich,
  • zboża, produkty przemysłu młynarskiego, przetwory ze zbóż i wyroby piekarnicze,
  • niektóre napoje (m.in. napoje mleczne, mleka roślinne oraz napoje zawierające co najmniej 20% soku warzywnego lub owocowego).

Przepis wprowadzający stosowną obniżkę stanowi dodany do ustawy o VAT art. 146da. Z uzasadnieniem wprowadzenia omawianych przepisów możesz zapoznać się pod tym –> linkiem.

Oczywiście uzasadnienie wprowadzenia tychże przepisów wiąże się z dużą inflacją i potrzebą – przynajmniej czasowego – obniżenia cen zakupu podstawowych produktów spożywczych, jak mięso, warzywa czy pieczywo.

 

Podstawowe produkty spożywcze, czyli jakie?

Wszystkie produkty objęte obniżką wymienione zostały  w poz. 1-18 załącznika nr 10 do ustawy o VAT. Jak się słusznie domyślasz, nie obejmują one towarów luksusowych, do których od niedawna zaliczamy przykładowo owoce morza 🙂

Więcej na ten temat, możesz przeczytać w tym –> wpisie.

obniżka VAT

 

 

 

 

 

 

 

 

Obniżka VAT obejmuje więc tylko produkty, które do tej pory objęte były 5% stawką podatku VAT. Nie dotyczy jednocześnie towarów spożywczych sprzedawanych w ramach świadczenia usług związanych z wyżywieniem. Obniżka VAT nie dotyczy zatem dań sprzedawanych przez restauracje i inne punkty gastronomiczne (których sprzedaż co do zasady objęta jest 8% stawką podatku VAT).

Ustawodawca nie różnicuje jednocześnie stawki VAT w zależności od tego, kto dokonuje zakupu danego produktu spożywczego. Czy jest to Kowalska bądź Nowak czy też restaurator korzystający następnie z tych produktów do przygotowania dań oferowanych w swojej restauracji. Podatek VAT, a zatem i ceny dla każdego kupującego będą takie same. Nie ma znaczenia, czy jesteś konsumentem czy przedsiębiorcą.

Co więcej, Ty jako restaurator nadal będziesz stosował 8% stawkę VAT do opodatkowywania świadczonych przez siebie usług. To, że niektóre produkty kupisz po obniżonej stawce VAT, co do zasady nie wpływa na ceny w Twojej restauracji.

Można by zatem pomyśleć, że nowe przepisy pozostają bez jakiegokolwiek wpływu na działalność branży gastronomicznej. Czy aby na pewno?

 

Obniżka VAT a branża gastronomiczna.

Na licznych grupach gastronomicznych, których jestem członkiem tuż po wprowadzeniu nowych przepisów wywiązała się jednak dyskusja o tym, że w istocie restauratorzy na tej zmianie stracą. No bo przecież, VAT należny (w związku z prowadzoną sprzedażą) będzie niezmienny, zaś VAT naliczony będzie mniejszy.. A skoro tak, to znaczy, że ostatecznie podatek VAT do zapłaty za dany miesiąc będzie wyższy. Niby tak 🙂

Ale nie możesz pomijać faktu, że jednak zakupy, które Ty zrobisz, będą tańsze. Jeżeli kupisz na 0% VAT, to co prawda zapłacisz więcej VAT-u, ale na początku wydasz mniej pieniędzy na towar. Finalnie zatem wprowadzona zmiana będzie dla Ciebie zupełnie obojętna.

Przykładowo:

Twój miesięczny obrót netto w styczniu i lutym był tak sam. Kształtował się na poziomie 50.000 złotych. Podatek VAT należny wynosił zatem 4.000 złotych.

W styczniu koszt zakupu produktów spożywczych wyniósł 25.000 złotych netto + podatek VAT 1.250 złotych. Do zapłaty miałeś 2.750 złotych podatku VAT.

W lutym przy tym samym koszcie zakupu produktów spożywczych VAT wyniesie 0.00 złotych. Rzeczywiście, do zapłaty masz 4.000 złotych VAT-u. Ale na zakupach zaoszczędziłeś 1.250 złotych VAT-u- Ostatecznie więc ani nie zyskujesz, ani nie tracisz.

Oczywiście, powyższy przykład jest mocno uproszczony. VAT, który podlega odliczeniu to nie tylko VAT doliczany do kosztów zakupu produktów spożywczych. To także najem, leasing i wiele innych składników.

Po drugie, nie wszystkie produkty są opodatkowane 0% VAT, więc te rozliczenia nie są takie proste. Po trzecie wreszcie, liczby którymi się posłużyłam są wzięte całkowicie z powietrza 🙂 Chodzi mi jednak o to, by pokazać mechanizm. Skoro nastąpiła obniżka VAT, a Ty kupujesz tańsze produkty, to nie zapłacisz więcej podatku VAT.

 

Czym jest podatek VAT?

Całe zamieszanie bierze się moim zdaniem stąd, że wiele osób nie rozumie czym w istocie jest podatek VAT. Mamy pokusę, aby traktować VAT jako część naszego przychodu. A tym samym czujemy się pokrzywdzeni, jeżeli raptem będziemy płacili więcej VAT-u. Nawet jeżeli jednocześnie zapłacimy mniej podatku w kupowanych produktach. A więc więcej pieniędzy zostanie w naszej kieszeni.

Przepisy prawa zobowiązują Cię, w zależności od rodzaju prowadzonej działalności gospodarczej, do stosowania określonej stawki VAT przy dokonywaniu sprzedaży swoich towarów lub usług. Kwota podatku VAT zawsze jest jednak tylko doliczona do ceny, po której sprzedajesz dany produkt lub usługę. To, co Klient płaci w ramach podatku VAT, nie staje się przychodem Twojej restauracji. Przeciwnie, to kwota, którą musisz oddać urzędowi skarbowemu. Jest to tzw. VAT należy. Ten, który Ty musisz oddać do budżetu Państwa. Kwota uzyskana z VAT, to zatem takie pieniądze, którymi obracasz, ale one w zasadzie nie są Twoje 😉

Jednocześnie, skoro w ramach prowadzonej działalności gospodarczej dokonujesz zakupów związanych z osiąganiem przez Ciebie przychodu, chociażby w postaci zakupu towarów spożywczych, jako kupujący również zobowiązany jesteś do zapłaty podatku VAT. Jest to tzw. VAT naliczony. Zostaje on naliczony Tobie przy okazji kupna określonych towarów lub usług.

Aby uniknąć nakładania się podatku, do urzędu skarbowego nie wpłacamy całego podatku VAT należnego w danym miesiącu, ale jedynie różnicę pomiędzy podatkiem należnym a naliczonym, a więc tym który otrzymaliśmy od Klientów a tym, który zapłaciliśmy w cenie kupowanych towarów i usług.

Ostatecznie, VAT jest jednak podatkiem neutralnym – Ty jako podatnik VAT nie ponosisz faktycznego ciężaru tego podatku. Jest on przerzucony na Twoich Klientów. Ty zaś jest w zasadzie jedynie jego płatnikiem.

 

Obniżka VAT – nie wszystko złoto, co się świeci.

Oczywiście, to co w teorii wygląda tak pięknie, prosto i zrozumiale, niekoniecznie przekłada się na rzeczywistość. Tak jak wielu przedsiębiorców nie rozumie, że VAT nie stanowi przychodu z działalności, tak i wielu Klientów nie rozumie, że określoną część ceny (w przypadku restauratorów najczęściej 8%) musisz tak po prostu oddać.. do urzędu skarbowego 😉 I że nie cała zapłacona Ci kwota, jest rzeczywiście Twoja. Najboleśniej można odczuć to w przypadku 23% stawki podatku VAT, kiedy Twoje usługi czy sprzedaż stają się droższe niemal o 1/4. Tak jak w przypadku usług prawniczych 😉 Wydaje się, że jedyny wpływ jaki mamy na taki stan rzeczy to edukacja społeczeństwa. Zniesienia obowiązku płacenia VAT-u raczej nie przewiduję..

Nie możemy niestety w Polsce, wzorem np. USA, operować w stosunku do konsumentów cenami netto. Choć szczerze tego żałuję. Zaraz obok płacenia składek emerytalno-rynkowych przez pracodawcę, a nie pracownika 😉

Po drugie, oczywiście, że tzw. Tarcza antyinflacyjna w cudowny sposób nie rozwiąże aktualnych problemów rosnących cen. Już docierają do nas informacje, że pomimo obniżki stawki VAT do 0%, niektóre produkty zamiast potanieć.. podrożały. Tarcza antyinflacyjna nie zakazuje jednak podnoszenia cen, zwłaszcza jeżeli koszty produkcji określonych produktów ciągle szybują w górę. Nie powoduje ona również, że nie pojawi się pewna grupa przedsiębiorców, która chytrze będzie chciała na tym zmianach skorzystać i sztucznie podniesie dopiero co obniżone ceny.

Niemniej jednak, co do zasady, wśród wielu obciążających podatników, w tym restauratorów, ostatnich pomysłów rządzących, ten akurat nie tylko nie jest dla restauratora kolejnym obciążeniem, ale wręcz przeciwnie,  ma zupełnie neutralny wpływ na prowadzoną przez Ciebie działalność.

 

PS. Wiem, że to co napisałam wyżej, to nie doktorat z prawa, a wręcz przeciwnie – łopatologiczny sposób na wyjaśnienie mechanizmu działania podatku VAT. Mam jednak nadzieję, że zrozumiały. Jeżeli tak, to cel został osiągnięty 🙂

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 507 025 782e-mail: kontakt@adwokatkosecka.pl

Z czego powinno się składać dobre menu Twojej restauracji? Czy wystarczą tylko dobre dania, kuszące zdjęcia i finezyjne opisy potraw? A może potrzeba czegoś więcej?

Może, aby menu było dobre oprócz tych 3 niewątpliwie bardzo ważnych elementów musi się w nim znaleźć jeszcze kilka innych. Elementy te spowodują, iż menu nie tylko będzie cieszyć oko Twoich Gości i zachęcać do spróbowania dań oferowanych przez Twoją restaurację, ale będzie także dla nich pożyteczne, a dla Ciebie będzie również miało walor ochronny.

Jednocześnie takie menu zgodne będzie z wszelkimi wymogami prawnymi. Zaś dla Twoich Gości będzie miało dużą – i na pewno przez nich docenianą – rolę informacyjną.

Jakie są zatem składniki na dobre menu Twojej restauracji? Już podaję 🙂

Obowiązkowe składniki menu

O tych składnikach w większości pisałam na blogu już dawno. Są to elementy, które powinny być zamieszczone w menu obowiązkowo.

Od czasu opublikowania przeze mnie poprzednich wpisów nic się w zasadzie w tej materii nie zmieniło więc pozwól, że odeślę Cię do tamtych wpisów. A są to wpisy dotyczące obowiązku wskazywania w menu:

  1. składu potraw -> link,
  2. wykazu alergenów -> link,
  3. gramatury potraw -> link.

W tym miejscu chciałabym poczynić jedynie dwie uwagi.

Gramatura potraw raz jeszcze..

Pierwsza, dotyczy obowiązku podawania gramatury potraw.

Tak, wiem, że zdania co do tego czy podawanie gramatury potraw jest obowiązkowe są podzielone. Są prawnicy, którzy uważają, że wystarczy jak wskażesz w menu, że widoczna tam cena dotyczy 1 kotleta czy 1 talerza zupy.

Swoje zdanie wywodzą z tego, że zgodnie z rozporządzeniem Ministra Finansów z dnia 10 czerwca 2002 roku w sprawie szczegółowych zasad uwidaczniania cen towarów i usług oraz sposobu oznaczania ceną towarów przeznaczonych do sprzedaży:

Cennik powinien zawierać aktualne informacje dodatkowe umożliwiające łatwą identyfikację ceny z towarem, w szczególności: (…) określenie ilości nominalnej potrawy lub wyrobu, wyrażonej w legalnej jednostce miary zawartej w jednej porcji, w tym zwłaszcza ilości głównego składnika (mięsa, drobiu, ryb), dodatków uzupełniających (przystawek, deserów) i napojów.

To rozporządzenie, począwszy od 1 stycznia 2016 roku zostało zastąpione rozporządzeniem Ministerstwa Rozwoju z dnia 9 grudnia 2015 roku w sprawie uwidaczniania cen towarów i usług, zgodnie z którym:

Cennik zawiera także aktualne informacje umożliwiające konsumentom identyfikację ceny z potrawą lub wyrobem, w szczególności: (…) określenie ilości potrawy lub wyrobu, do których się odnosi.

Zdaniem części prawników samo usunięcie zwrotu „wyrażonej w legalnej jednostce miary” i zastąpienie go zwrotem „określenie ilości potrawy lub wyrobu, do których się odnosi” powoduje zniesienie obowiązku podawania gramatury potraw w menu.

Zdaniem pozostałych, do których i ja się zaliczam, absolutnie tak nie jest. Sama zmiana treści przepisu nie powoduje zniesienia obowiązku podawania gramatury potraw. Użycie sformułowania “określenie ilości potrawy, do której się odnosi” jednoznacznie wynika , że chodzi o podanie gramatury oferowanej potrawy.

Dlaczego?

Słownikowo ilość to wielkość określająca objętość lub masę.

Nie można mylić ilości z liczbą. A poprzez wskazanie, że cena odnosi się do 1 talerza zupy czy 1 kotleta operowalibyśmy właśnie liczbą a nie ilością.

Tyle jeżeli chodzi o wykładnię językową. I na tym mogłabym zakończyć.

Ale.. obowiązek podawania gramatury potraw wynika moim zdaniem również z wykładni funkcjonalnej czy celowościowej wskazanego powyżej przepisu. Chociażby dlatego, że trudno przyjąć aby:

  • ustawodawcy chodziło o wskazanie w menu, że za daną cenę oferujemy określoną liczbę kotletów czy talerzy zupy. Jest to po prostu nielogiczne, aby właśnie tego dotyczył ten zapis, bo jest oczywiste, że nikt nie wpisuje w menu, ile kosztują 2 albo 3 talerze zupy, tylko zawsze 1,
  • w świetle rozwoju świadomości konsumentów. Gości restauracji, ilości przepisów na ich korzyść, które systematycznie wprowadzane są do naszego porządku prawnego, chroniących ich prawa, pozwalających im na świadome dokonywanie zakupów, przyjęcie założenia, że przepisy z 2002 roku były bardziej prokonsumenckie niż te 2016 roku wydaje się nieprawdopodobne.

Z tych wszystkich powodów, w mojej ocenie, powinniśmy podawać w menu gramaturę poszczególnych potraw.

Wiem, że w zasadzie już o tym pisałam, w osobnym wpisie i komentarzach do niego. Niemniej jednak z uwagi na ilość kontrowersji (czy wiesz, że wpis dotyczący gramatury potraw jest najpopularniejszym wpisem na blogu? 🙂 ), które budzi to zagadnienie i moje stanowisko chciałam jeszcze raz wyjaśnić, skąd to moje zdanie się bierze.

Dalej nieprzekonanych zachęcić mogę jedynie do dyskusji z PIH. Oni też uważają, że podawanie gramatury jest obowiązkowe 🙂

Zamienniki produktów

Druga kwestia, którą chciałabym szczegółowo poruszyć w dzisiejszym wpisie dotyczy wykazu składników.

A dokładnie obowiązku używania w kuchni dokładnie tych produktów, które wskazane są w menu.

Jeżeli już mówimy o PIH.. W każdym raporcie z kontroli publikowanym przez PIH wykrywane są nieprawidłowości polegające na zidentyfikowaniu w zamawianych potrawach innych składników niż wymienione w menu.

Najczęściej oczywiście chodzi o oszczędność.

Tak więc w menu oferujemy pizzę z mozzarellą, a finalnie na talerzu ląduje zwykły żółty ser sprzedawany w bloku. Znane są przypadki sprzedawania plamiaka jako dorsza i nektaru jako soku.

Takie działanie jest niestety niezgodne z prawem. Wprowadza ono Gości restauracji w błąd. Może być podstawą złożenia reklamacji. A jeżeli zostanie wykryte przez PIH zapewne spotka się z reakcją w postaci kary pieniężnej.

Dlatego warto, aby wykaz składników rzeczywiście odzwierciedlał to, co kryje się w daniu 🙂

Drugim przewinieniem, które zdarza się popełniać restauratorom przy wypisywaniu składników potraw, ale też przy ich nazywaniu czy reklamowaniu, jest operowanie tradycyjnymi, chwytliwymi nazwami potraw. Takimi, które mają przyciągnąć Gości restauracji.

Sałatka grecka z fetą

Grillowany oscypek

Tradycyjny śląski krupniok

Pamiętaj, że niektóre produkty wpisane zostały przez Komisję Europejską do Rejestru Chronionych Nazw Pochodzenia i Chronionych Oznaczeń Geograficznych lub do Rejestru Gwarantowanych Tradycyjnych Specjalności. W rejestrze znajdują się 44 polskie produkty, m.in. oscypek, bryndza podhalańska, rogale świętomarcińskie, truskawka kaszubska czy śląski krupniok. Z całą listą możesz zapoznać się tu.

Dlatego też, jeżeli w menu wskazujemy, że danie zawiera ser feta bądź śląski krupniok, nie można użyć do jego przygotowania seru sałatkowego Favita bądź pierwszej lepszej kaszanki.

Co istotne, niezgodne z prawem są w tym wypadku wszelkie praktyki, które mogą wprowadzić w błąd naszych Gości co do prawdziwego pochodzenia produktu.

Nawet jeżeli w menu pojawia się tylko aluzja, luźne nawiązanie do produktu oryginalnego, przykładowo poprzez użycie sformułowania „w stylu”, „produkowane tak jak”, takie menu należy uznać za wprowadzające Gości w błąd.

Jakie mogą być konsekwencje używania nazw składników, których w rzeczywistości w daniach nie ma? Uznanie takiego działania za czyn nieuczciwej konkurencji bądź nieuczciwą praktykę rynkową. Więcej na ten temat znajdziesz w tym wpisie  -> link.

Nieobowiązkowe składniki menu

Oprócz tych elementów obowiązkowych, które wymieniłam wyżej, jest jednak wiele składników dodatkowych. Co prawda nie muszą znaleźć się w menu obowiązkowo, ale z jakiegoś względu dobrze byłoby gdyby się w nim jednak znalazły.

Mogą to być przykładowo:

  • informacja o pobieraniu opłaty za serwis kelnerski,
  • prośba o przekazanie informacji o rozdzieleniu rachunku przed złożeniem zamówienia,
  • wymagania dotyczące stroju Gości restauracji (o tym problemie pisałam -> tu),
  • informacja o tym, że menu nie stanowi oferty handlowej.

Ponieważ dzisiejszy wpis i tak będzie bardzo długi obiecuję, że o tym o co chodzi z tą ofertą w kontekście Twojego menu, napiszę w osobnym wpisie. Bo to dla Ciebie na pewno przydatna wiedza.

Menu to nie regulamin restauracji

Jednocześnie musisz pamiętać, że menu to nie to samo co regulamin restauracji. Czy menu jest odpowiednim miejscem, aby zamieszczać w nim informacje odnośnie zasad rezerwacji stolików, składania reklamacji czy możliwości przyprowadzania do restauracji zwierząt? Raczej nie 😉

Choć oczywiście nie ma w tym zakresie żadnych zakazów.

Wydaje się jednak, że równie ważne jest posiadanie w restauracji obu tych dokumentów.

Menu po to, aby dokładnie opisać co można w naszej restauracji zjeść. Regulamin zaś po to, aby dokładnie opisać jakie są zasady świadczenia usług w Twoje restauracji i przebywania na jej terenie.

Jakie elementy powinien zatem zawierać regulamin?

A chociażby zasady:

  • sprzedaży alkoholu,
  • palenia tytoniu,
  • dokonywania rezerwacji,
  • zwrotu rzeczy pozostawionych w restauracji,
  • odpowiedzialności restauracji – ale zgodne z przepisami ?
  • dotyczące reklamacji,
  • dotyczące ubioru Gości restauracji – choć akurat ta informacja, zwłaszcza w przypadku restauracji nadmorskich, często znajduje się również w menu restauracji.

Więcej o regulaminie restauracji pisałam we wpisie, do którego tutaj zostawiam -> link. Pisałam tam zwłaszcza o tym, jakich postanowień lepiej w regulaminie nie zawierać. Głównie dlatego, że są one niezgodne z prawem.

A jeżeli chciałbyś się wyposażyć we wzór takiego regulaminu, to znajdzie go w moim sklepie online, pod tym -> linkiem.

Strona internetowa i profile w mediach społecznościowych

Przy okazji, odpowiadając na często pojawiające się w tym zakresie pytania. Nie, nie ma obowiązku, aby menu umieszczone zostało na Twojej stronie internetowej bądź na profilach w mediach społecznościowych. Jest taka możliwość, jednak taki obowiązek nie wynika z przepisów prawa.

Na profilu w mediach społecznościowych i stronie internetowej na pewno powinieneś jednak umieścić:

  • klauzulę RODO – jeżeli poprzez ten profil bądź stronę www pozyskujesz jakiekolwiek dane osobowe Gości, np. poprzez system rezerwacji. Zestaw klauzul RODO dla Gości restauracji możesz kupić -> tu.
  • regulamin konkursu – jeżeli oczywiście organizujesz konkurs. O konkursach szczegółowo pisałam -> tu.

Jeżeli masz regulamin restauracji, dobrze byłoby umieścić go także na stronie internetowej i profilach w mediach społecznościowych. Choć nie jest to obowiązkowe .

***

Mam nadzieję, że tym zbiorczym wpisem, którym przypominałam tak naprawdę wiele wpisów, które już znajdują się na blogu pomogę Ci usystematyzować Twoją wiedzę na temat menu restauracji, regulaminu restauracji oraz innych dokumentów, których posiadanie w restauracji jest obowiązkowe bądź pożądane.

Przy okazji – czy wiesz ile merytorycznych wpisów znajduje się aktualnie na blogu? 🙂

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 507 025 782e-mail: kontakt@adwokatkosecka.pl