Nie było mnie przez kilka dni. Dość już zmęczeni jesienną aurą postanowiliśmy ruszyć na weekendowy podbój Rzymu. Wyprawa była bardzo udana i trudno było w niedzielę wieczorem przyzwyczaić się z powrotem do panujących u nas temperatur, zwłaszcza że wiał silny wiatr, a w poniedziałek rano.. zrobiło się zupełnie biało. W każdym razie, gdybyście byli ciekawi kilku fotek z Wiecznego Miasta, którym jestem całkowicie zauroczona, mimo iż byłam już tam kolejny raz, zapraszam na mój profil na Instagramie (kliknij -> tutaj).

W tym czasie dotarł do mnie nowy numer miesięcznika Szef Kuchni Gastronomicznej, w którym ukazał się już 🙂 drugi artykuł mojego autorstwa. Po rozpatrzeniu plusów i minusów franczyzy z punktu widzenia franczyzobiorcy i franczyzodawcy, w kolejnym artykule postanowiłam opisać najważniejsze klauzule umowne, które powinny się znaleźć w umowie franczyzy albo takie, które z pewnością się znajdą choć czasem byśmy tego nie chcieli, jak kary umowne.

A o czym chcę Wam napisać dzisiaj?

Jeżeli jesteś moim stałym czytelnikiem wiesz już, że jestem zwolenniczką dobrze napisanych umów i dobrych ubezpieczeń. Jeżeli zaś dopiero się nim staniesz, z pewnością to zauważysz.

Ale ten wpis nie będzie o umowach czy ubezpieczeniach. No może trochę, ale tylko pośrednio 😉

Dzisiejszy wpis dotyczy bowiem etapu sprzed zawarcia umowy. Jeżeli decydujesz się na wybór konkretnego wykonawcy, dostawcy czy też przykładowo franczyzodawcy albo też masz na oku świetną nieruchomość, którą chcesz wynająć lub kupić, zanim popędzany namowami drugiej strony naprędce podpiszesz umowę, powiedz – sprawdzam!

Dzieje się tak zazwyczaj w przypadku, kiedy właściciel lub pośrednik próbują przekonać nas o tym, że za nami w kolejce czeka kilkunastu chętnych, którzy od ręki podpiszą z nim umowę. Słowem – jeżeli nie podejmiesz decyzji natychmiast – z pewnością wynajem przepadnie. Wszyscy wiemy, że w 99% przypadków, nawet jeżeli Twój proces decyzyjny nie będzie przebiegał lotem błyskawicy, nieruchomość dostępna będzie przez kolejnych kilka dni, a nawet tygodni czy miesięcy.

Za to Ty w tym czasie możesz na spokojnie sprawdzić stan nieruchomości oferowanej na sprzedaż lub wynajem. Albo też sprawdzić dane i sytuację finansową kontrahenta, zweryfikować krążące o nim opinie. A czasem jedno i drugie.

W dzisiejszych czasach mamy na to naprawdę wiele sposobów i choć zapewne nie uda się wyeliminować ryzyka do zera, można go za to znacząco zminimalizować.

Jak zatem w kilku prostych krokach zrealizować zasadę: sprawdzam!?

Sprawdzanie stanu prawnego nieruchomości

Tu zawsze najważniejsza będzie księga wieczysta. Jeżeli mamy jej numer, odpis księgi możemy sprawdzić online. Numer księgi wieczystej powinien zawsze podać Ci wynajmujący czy też sprzedający, jeżeli nie chce tego uczynić, może być to oznaką pierwszych kłopotów. Sprawdzając księgę wieczystą zdecydowanie najważniejsze będą dla nas działy III i IV, a więc obciążenie ograniczonymi prawami rzeczowymi oraz hipotekami. Ale warto również zwrócić uwagę na pierwsze działy, z których dowiemy się m.in. tego, czy nieruchomość nie jest przypadkiem oddana w użytkowanie wieczyste.

No dobrze, ale co dalej?

Warto również zapoznać się z tym co widnieje w ewidencji gruntów i budynków oraz poznać zapisy miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, w której dotychczas w lokalu nie była prowadzona działalność gastronomiczna – żeby po podpisaniu umowy nie okazało się, że nie jest możliwe prowadzenie w nim lokalu usługowego. Albo, że jest to co prawda lokal usługowy, ale nieprzeznaczony pod działalność gastronomiczną.

Sprawdzenie lokalu jest także niezwykle ważne pod kątem uzyskania zezwolenia na sprzedaż alkoholu – zwróć uwagę na jego położenie blisko szkoły czy kościoła, a także na to, kto ewentualnie będzie musiał wyrazić zgodę na uzyskanie takiego zezwolenia, czy będziesz miał możliwość otwarcia ogródka gastronomicznego.

Musisz również zwrócić uwagę na warunki techniczne lokalu, którego kupnem lub wynajmem jesteś zainteresowany. Sprawdź zatem jaka jest wysokość ścian, dostępność toalet, jak wielki nakład inwestycyjny będzie potrzebny do jego wyremontowania bądź przystosowania do Twojej działalności.

Ostatecznie, wybierz się również do sąsiadów. Sąsiedzi są czasem skarbnicą wiedzy, której nie dowiesz się z żadnych dokumentów 🙂

Sprawdzanie kontrahenta

Skoro już wiesz, jak prześwietlić nieruchomość, którą jesteś zainteresowany, kolej na kilka wskazówek odnoszących się do sprawdzenia wiarygodności kontrahenta.

Tak jak w przypadku nieruchomości najważniejsza jest księga wieczysta, tak w tym przypadku najważniejszy będzie odpis z KRS bądź CEIDG. W tychże rejestrach, udostępnionych także online, możesz zweryfikować podstawowe dane dotyczące drugiej strony umowy (takie jak np. NIP, wysokość kapitału zakładowego, osoby uprawnione do jego reprezentowania, ale także to czy spółka składa co roku sprawozdania finansowe).

Jeżeli dane KRS zamieszczone w Internecie nie są dla Ciebie wystarczające, możesz również zapoznać się z całością akt – w tym treścią sprawozdań finansowych – we właściwym ze względu na siedzibę spółki sądzie rejonowym, gdzie do udostępnienia Ci akt wystarczy tylko, że będziesz osobą pełnoletnią i pokażesz swój dowód osobisty.

Aby upewnić się, że kontrahent jest wypłacalny i nie ma zaległości podatkowych, powinien on również przedstawić Ci odpowiednie zaświadczenia z Urzędu Skarbowego oraz ZUS.

Z pewnością niezawodne również okaże się wpisanie nazwy czy nazwiska kontrahenta w wyszukiwarkę Google, ale o tym zapewne nie muszę Ci pisać. Dobrze, jeżeli zrobisz również osobisty rekonesans – może Twoi znajomi, inni kontrahenci, ktoś, coś, wie na temat osoby lub przedsiębiorcy, z którą zamierzasz zawrzeć umowę.

Jeszcze jedna ważna sprawa – mimo wykonaniu wszelkich wypisanych przeze mnie kroków, kiedy będziecie mieli więcej niż uzasadnione przekonanie, że zarówno nieruchomość, jak i kontrahent są w pełni wiarygodni i godni zainteresowania, warto wpisać w treść umowy stosowne oświadczenia. Zazwyczaj początkowe paragrafy umowy są poświęcone właśnie na oświadczenia stron. Niech zatem Twój kontrahent w treści umowy raz jeszcze oświadczy, że to wszystko co udało Ci się dowiedzieć o nim lub oferowanej przez niego nieruchomości jest prawdą. Do umowy możecie również dołączyć – w formie załączników – odpowiednie dokumenty, takie jak odpis z KRS.

Jak zatem mogłyby wyglądać takie przykładowe oświadczenia?

Sprzedawca/dostawca/wykonawca oświadcza iż:

  1. jest właścicielem nieruchomości / posiada tytuł prawny do lokalu (…),
  2. działy III i IV księgi wieczystej są wolne od wpisów i obciążeń,
  3. nie jest w stanie upadłości i nie zachodzą przesłanki do zgłoszenia wniosku o jego upadłość, nie jest w stanie likwidacji nie jest zagrożony niewypłacalnością (…),
  4. nie ma żadnych zaległości podatkowych oraz zaległości wobec Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

Jak widzisz dzisiejszy wpis nie jest skierowany tylko do branży gastronomicznej, ma on wymiar bardziej uniwersalny, zaś zasadę sprawdzania powinniśmy stosować nie tylko w naszej działalności zawodowej, ale także w życiu prywatnym. Oczywiście nie dotyczy on wszystkich umów. Przy umowie o niskiej wartości, kiedy wynagrodzenie sięga kilkuset złotych nie musisz oczywiście żądać zaświadczeń z US i ZUS, możesz poprzestać jedynie na oświadczeniach. Wszystko jak zwykle będzie kwestią indywidualnej oceny.

Z pewnością nie raz słyszałeś o tym, że któryś z restauratorów wynajął lokal pod swoją działalność, a po kilku tygodniach okazywało się, że jest on nie tylko zadłużony ale także że wynajmujący nie miał w ogóle tytułu prawnego do lokalu, który wynajął. Nie wspominając o sytuacjach, kiedy był przeznaczony do rozbiórki. Albo o tym, że trafił na nieuczciwego franczyzodawcę, co doprowadziło go na skraj bankructwa. Ja przynajmniej słyszałam ich wiele.

Dlatego – przezorny zawsze ubezpieczony. Albo jak kto woli lepiej dmuchać na zimne 🙂

PS. Na koniec chciałabym się podzielić z Tobą kilkoma rzymskimi spostrzeżeniami na tamtejszą sferę gastronomiczną. Choć uważa się, że Włosi jako standard doliczają do rachunku napiwki, jako tzw. opłata serwisowa, muszę Wam powiedzieć, że chyba nieco się u nich zmienia ta tradycja. Owszem, byłam w restauracjach, które takie opłaty doliczały, ale byłam również w ristorante, gdzie na rachunku nie było dodatkowo naliczanej opłaty za serwis, a napiwki zostawialiśmy po prostu co łaska. Pamiętam, że jeszcze kilka lat temu, wyglądało to trochę inaczej. Włosi mają też bardzo ładnie rozpisane karty menu – naprawdę z czystym sercem muszę ich pochwalić. Przy każdej potrawie dokładnie opisują, z jakich produktów dana potrawa powstaje, a ponadto szczegółowo wskazują na wszystkie alergeny, które mogą pojawić się w oferowanym daniu. Można więc powiedzieć, że rzymskie restauracje odrobiły lekcję z obowiązku podawania składu potraw i występujących w nim alergenów.

Ale żeby nie było, że tylko tam tak kolorowo – również włoskim kelnerom zamiast paragonu fiskalnego, zdarza się przynieść paragon kelnerski. Chciałam Wam nawet przywieźć jeden taki, żeby go pokazać, ale jak tylko rachunek opłaciliśmy, pani która nas obsługiwała, na naszych oczach szybko go porwała i wyrzuciła do kosza na śmieci..

Wiemy już jak jest we Włoszech, niedawno pisałam Wam równeż jak to wygląda na Bałkanach, mam nadzieję że całkiem niedługo będę miała okazję poobserwować także inne kraje europejskie bądź i nieeuropejskie 🙂

Muszę Ci wreszcie głośno przyznać – czas od końca wakacji do końca roku jest najintensywniejszym czasem pracy dla Kancelarii. Nie wiem czy jest to tylko moje subiektywne odczucie czy też może to potwierdzić większa grupa moich Koleżanek i Kolegów, ale od czasu kiedy byłam jeszcze na aplikacji to właśnie jesień sprzyja chęci domknięcia pewnych odkładanych spraw, wniesienia pozwów, które od dawna powinny leżeć już w Sądach, zawierania umów, które czekały na swoją kolej całkiem długi czas.

Po prostu, chyba przed Świętami sprzątamy nie tylko nasze mieszkania, ale także chcemy uprzątnąć jak najwięcej spraw „formalnych” wokół nas. I stąd ten nawał, choć nie myślcie, że to narzekanie, wręcz przeciwnie – każdy kolejny Klient jest źródłem kolejnej satysfakcji, a to jest akurat bardzo miłe i motywujące 🙂

W każdym razie, skoro już się wytłumaczyłam, dlaczego tak mało ostatnio dla Was piszę, już bardziej merytorycznie, chciałabym zająć się dziś bardzo popularnym ostatnio tematem, który może nie jest jeszcze w Polsce dość często praktykowany, a moim zdaniem to duży błąd – bo otwiera furtkę do wejścia na rynek wielu małych wykonawców, którzy nigdy nie będą posiadali kapitału umożliwiającego im otwarcie własnej cukierni. Tymczasem tworząc swoją małą cukiernię w zaciszu własnej kuchni mogą zacząć realizować swoje marzenia!

Korzyści z takiego rozwiązania będą zaś mieli nie tylko sami kucharze – cukiernicy mogący od tej pory w zaciszu własnej kuchni realizować swoje marzenia, ale także restauratorzy oraz klienci detaliczni – to dla nich tak naprawdę otwiera się dużo szerszy rynek, na którym mogą znaleźć wiele różnych nowych dostawców ciast, ciasteczek i tortów, a to zawsze wiąże się z korzyścią dla Klientów.

Wokół nas żyje wiele osób, które przejawiają ponadprzeciętny talent kulinarny, w tym szczególnie skierowany w stronę cukiernictwa właśnie. W chwili obecnej takie osoby mogą zacząć realizować swoje marzenia, stawiając swoje pierwsze profesjonalne kroki w.. swojej własnej kuchni!

Zalet takiego rozwiązania, zwłaszcza jak na początek prowadzenia własnego biznesu, każdy dostrzeże chyba bez liku. Przede wszystkim odpada konieczność wynajmowania czy też kupna lokalu, co znacznie zmniejsza koszty prowadzonej działalności, a te na początku w większości przypadków są jednak dość skrupulatnie liczone.

Po drugie, może być to idealne rozwiązanie dla osób, które przykładowo zamierzają łączyć pracę zawodową z wychowywaniem dziecka bądź opieką nad wnuczkami. Celowo piszę tu o wnuczkach bo wiem, że to rozwiązanie chętnie jest stosowane również przez osoby już dojrzałe, które przez wiele lat piekły fenomenalne ciasta ku uciesze rodziny i znajomych i przez nich zachęcone postanowiły w końcu spróbować swoich sił w zawodowym cukiernictwie.

Stworzenie swojej małej cukierni w domu ma też taką zaletę, iż tak naprawdę można zaoszczędzić sporo czasu, nie stracisz go na dojazdy, stanie w korkach, możesz elastycznie zaplanować swój dzień.

Wiem też, że sporo osób nie zamierza prowadzić działalności na jakąś niewyobrażalnie dużą skalę, dlatego dla takiego mini-rozwiązania, dla zaspokojenia własnych ambicji zawodowych oraz dorobienia sobie, również nie potrzebują „nie wiadomo jakiego zaplecza”.

To co napisałam Wam powyżej, wiele razy opowiadałam również swoim Klientkom, no bo umówmy się i nie będzie w tym cienia dyskryminacji – takie zajęcie to częściej jednak domena Pań niż Panów ;), które pytały mnie czy to w ogóle ma sens, czy jak już otwierać to nie lepiej iść od razu na całość, czy nie lepiej będzie jeżeli jednak zainwestujemy w połączenie zaplecza z cukiernią, wtedy mamy większą szansę na reklamę, unoszące się w powietrzu aromaty na pewno bowiem zachęcą kolejnych Klientów do spróbowania naszych wypieków – z pewnością tak będzie. Jednak dopiero kiedy znasz konkretną indywidualną sytuację – zawodową, finansową oraz osobistą – danej osoby, można ocenić, które rozwiązanie dla takiej osoby będzie po prostu lepsze.

Żeby nie było, że chciałabym wszystko przenieść do domu i jestem przeciwniczką małych, rzemieślniczych cukierni, które łączą ze sobą i kuchnię i sprzedaż i konsumpcję. Absolutnie nie, uważam po prostu, że zastosowanie danego rozwiązania zawsze musi być skrojone na miarę danej sytuacji.

Wracając już tylko do naszej mini-cukierni w warunkach domowych, jest jeden temat, który w rozmowie pojawi się zawsze.. co na to Sanepid?

Magiczne słowo. Naprawdę. Zawsze jak pada słowo Sanepid, w oczach pojawia się co najmniej strach, o ile nie przerażenie 😉 No więc pierwsza bardzo ważna informacja jest taka, że jeżeli spełnisz określone warunki, Sanepid się zgodzi.

Jakie warunki mogą okazać się/ z pewnością okażą się nie do przejścia?

Z dużą dozą prawdopodobieństwa można powiedzieć, że zwierzęta domowe – Sanepid nie wyrazi raczej zgody na pieczenie ciast w mieszkaniu, w którym jednym z mieszkańców będzie pies, kot lub inny zwierzak. Raczej nie przejdzie również kuchnia o wysokości mniejszej niż 2,5 m (pamiętaj, że w „normalnych lokalach gastronomicznych” wysokość ta powinna być większa niż 3 m, więc to i tak odstępstwo) albo kuchnia mikroskopijnych rozmiarów – jak to się mówi 2 na 2 czy popularny w nowym budownictwie aneks kuchenny (powinno to być pomieszczenie zamknięte).

Optymalnym rozwiązaniem byłoby zatem otwarcie takiej działalności w domu jednorodzinnym, gdzie z łatwością możemy wydzielić pomieszczenie, zazwyczaj pewnie większych niż w bloku mieszkalnym rozmiarów.

Ale nawet jeżeli dysponujesz tylko mieszkaniem w bloku, nie składaj broni!

Zadzwoń do lokalnego Sanepidu, podpytaj, będziesz wiedziała jakie panuje nastawienie do tego rodzaju działalności, a to bardzo ważne. Panie z Sanepidu mogą tak samo pomóc, jak i uprzykrzyć życie, niestety.

Musisz również założyć działalność gospodarczą oraz dysponować orzeczeniem o braku przeciwwskazań do pracy w gastronomii, bez tego ani rusz. Następnie składasz w Sanepidzie wniosek o rejestrację i zatwierdzenie i czekasz na kontrolę Sanepidu. Jeżeli w wyniku kontroli Sanepid odmówi Ci możliwości rozpoczęcia działalności to również nie oznacza, że sprawa jest już całkowicie przegrana – Sanepid musi bowiem dokładnie opisać w uzasadnieniu dlaczego Ci odmawia, a Ty możesz się od tej decyzji odwoływać.

Jeżeli chodzi o same wymagania, jakie musisz spełnić..

.. są one opisane we wspólnotowym rozporządzeniu w sprawie higieny środków spożywczych, a także na stronie Państwowej Inspekcji Sanitarnej.

A zatem w szczególności i w miarę potrzeby:

  1. muszą być dostępne odpowiednie urządzenia, aby utrzymać właściwą higienę personelu (włącznie ze sprzętem do higienicznego mycia i suszenia rąk, higienicznymi urządzeniami sanitarnymi i przebieralniami),

  2. powierzchnie w kontakcie z żywności muszą być w dobrym stanie, łatwe do czyszczenia i, w miarę potrzeby, dezynfekcji – będzie to wymagało stosowania gładkich, zmywalnych, odpornych na korozję i nietoksycznych materiałów, chyba że zapewnisz Sanepid, że inne użyte materiały są odpowiednie,

  3. należy zapewnić warunki do czyszczenia i, w miarę potrzeby, dezynfekcji narzędzi do pracy i sprzętu,

  4. należy ustanowić odpowiednie przepisy/zasady, dla środków spożywczych które będą czyszczone, aby dokonywać tego w sposób higieniczny,

  5. należy zapewnić odpowiednią ilość gorącej i/lub zimnej wody pitnej,

  6. należy zapewnić odpowiednie warunki i/lub udogodnienia dla higienicznego składowania i usuwania niebezpiecznych i/lub niejadalnych substancji i odpadów (zarówno płynnych, jak i stałych),

  7. należy zapewnić odpowiednie udogodnienia i/lub warunki dla utrzymywania i monitorowania właściwych warunków termicznych żywności,

  8. środki spożywcze muszą być tak umieszczone, aby unikać, na tyle, na ile jest to rozsądnie praktykowane, ryzyka zanieczyszczenia.

Co zatem oznacza to tak w wolnym tłumaczeniu?

Z pewnością musisz mieć 2 lodówki (jedną dla produktów, z których będziesz piec, drugą dla gotowych produktów), piekarnik, kuchenkę, łatwe do utrzymania w czystości i w odpowiedniej ilości blaty robocze, z pewnością musisz mieć również co najmniej kilka punktów wodnych, szafki kuchenne, które przeznaczone będą wyłącznie dla rzeczy używanych na potrzeby prowadzonej działalności.

A co z HACCP?

W przypadku produkcji na małą skalę, istnieje możliwość zastosowania tzw. elastycznego podejścia do wymagań higienicznych. Zawsze decyduje o tym jednak ocena ryzyka i skala zagrożeń. Pewnym minimum z pewnością będzie jednak posiadanie instrukcji GHP (Dobre Praktyki Higieniczne) i GMP (Dobre Praktyki Produkcyjne), ale ich opisanie zostawimy już sobie na inny wpis..

Pozostaje jeszcze transport.

Kwestię transportu musimy rozważyć z dwóch perspektyw – pierwsza – odbiór gotowych produktów – jest dość prosta. Najlepiej bowiem będzie, jeżeli po gotowy tort lub ciasto Klient przyjedzie sam, zapłaci, odbierze i dostarczy sobie na miejsce. Pozostaje jednak jeszcze kwestia dostarczenia kupionych produktów (zwłaszcza jajek czy śmietany), z których taki tort lub ciasto mają powstać do nas do domu. Tu możliwe do zastosowania są dwa rozwiązania: możesz zamówić wszystko w hurtowni spożywczej albo w supermarkecie, który ma w swojej ofercie dowóz zakupów do domu. Jeżeli jednak mieszkasz w miejscu, w którym takie dowozy są niemożliwe lub po prostu nieopłacalne, możesz spróbować starać się o zatwierdzenie Twojego prywatnego samochodu osobowego jako środka transportu wykorzystywanego w Twojej działalności. Sanepid – oczywiście po spełnieniu dodatkowych przesłanek – może, choć nie musi wyrazić na to zgody.

Mniej więcej tak, w wielkim skrócie, może wyglądać Twoja droga otwarcia własnej produkcji ciast w Twojej domowej kuchni. W wielkim skrócie, gdyż po przeczytaniu tego wpisu z pewnością zdajesz sobie sprawę z tego, że wiele rzeczy pozostało jeszcze do omówienia, ale dziś i tak już się rozpisałam aż za bardzo.. W większości przypadków sprawa nie pójdzie pewnie tak gładko, jakby się mogło wydać z samego opisu poszczególnych wymagań. Część Sanepidów próbuje stawiać opór takim nowatorskim rozwiązaniom. Niemniej naprawdę istnieją w Polsce osoby, którym się to udało. Dlaczego zatem nie miałoby się udać również Tobie? 🙂

PS. Pozdrawiam moją Klientkę, która zmobilizowała mnie do dokończenia tego wpisu, który zaczęłam pisać chyba z dwa miesiące temu, a później co rusz pojawiał się nowy, ważniejszy i dostający pierwszeństwo temat. Dopiero telefon z prośbą o poradę, natchnął mnie do tego, żeby wreszcie napisać Wam, a w zasadzie to zachęcić Was do podejmowania śmiałych inicjatyw i tworzenia jak największej liczby miejsc, w których dostępną będą oryginalne, pieczone z pasją, a nie hurtem, pyszne wypieki. No i do spełnienia marzeń oczywiście. Bo to najważniejsze! 🙂

Franczyza okiem franczyzodawcy.

Marta Kosecka22 listopada 2017Komentarze (0)

Uwaga, uwaga! Dziś wielki dzień chwalenia się! 🙂 Wczoraj światło dzienne ujrzał drugi z projektów, do którego zostałam zaproszona w związku z moją blogerską działalnością. A w zasadzie tak nie do końca wczoraj bo dystrybucja bieżącego numeru zaczęła się już jakiś czas temu, ale dopiero wczoraj pojawiło się jego e-wydanie 🙂

Zatem – w miesięczniku Szef Kuchni Gastronomicznej ukazał się artykuł autorstwa mojej skromnej osoby (link zaprowadzi Was wprost do artykułu!). Piszę w nim o tym, na co powinieneś zwrócić uwagę jako przyszły franczyzobiorca. Jest to początek cyklu artykułów i wpisów na temat różnych aspektów franczyzy, w którym postaram się m.in. przybliżyć Wam plusy i minusy franczyzy, zarówno ze strony franczyzobiorcy, jak i franczyzodawcy, a także omówić najważniejsze postanowienia umowy franczyzy.

Skoro w moim artykule pisałam o franczyzobiorcy, jak się pewnie słusznie domyślasz, w dzisiejszym wpisie skupię się na franczyzodawcy.

Tymczasem wyobraźmy sobie taką sytuację:

Asia i Piotrek, małżeństwo z Wrocławia z powodzeniem prowadzi lokalną sieć własnych restauracji, składającą się z 3 dobrze prosperujących kawiarni, działających pod wspólną marką. Mieli mnóstwo zadowolonych Gości, którzy często mawiali, że takiego dobrego domowego ciasta nie jedli nigdzie wcześniej i że bardzo żałują, iż w miejscu w którym mieszkają nie ma takiej kawiarni jak ta. Faktycznie, ciasta były pierwszorzędne i niespotykane – w swoich małych domowych cukierniach piekło je dla nich kilka Pań, które korzystały przy tym z receptur odnalezionych w zeszycie z przepisami na ciasta, który należał do babci Asi.

Pewnego dnia oprócz zachwytu Gości, pojawiła się także pewna propozycja. Basia i Karolina, przyjaciółki z Białegostoku, chciałyby bowiem skorzystać z ich pomysłu na prowadzenie kawiarni i na zasadzie franczyzy otworzyć identyczną również w swoim mieście, oczywiście za stosowną opłatą. Dziwią się również, że restauratorzy z Wrocławia nigdy nie zastanawiali się nad rozpowszechnianiem swojej marki i utworzeniem sieci franczyzowej.

Asia i Piotrek nie bardzo wiedzą, co odpowiedzieć. Zaczynają się zastanawiać jakie pułapki mogą czyhać w trakcie takiej współpracy na franczyzodawców i czy oni zawsze wychodzą z takiej współpracy na wygranej pozycji?

Zalety zaletami – wiadomo. Rozwój sieci franczyzowej z pewnością otworzy przed Tobą jako franczyzodawcą nowe rynki i kanały dystrybucji, sprawi, że Twoja marka będzie znacznie bardziej rozpoznawalna – a przy tym lokalnie nowych Klientów szukał będzie za Ciebie franczyzobiorca. Kiedy już sieć się trochę rozrośnie, gdy tylko otworzy się nowy punkt, Klienci będą zaś szli bez zastanowienia do znanej sobie marki, przyprowadzając ze sobą kolejnych stałych Klientów. Czym więcej punktów franczyzowych, tym bardziej zauważalna i prestiżowa staje się Twoja marka, ludzie zaczynają kojarzyć logo i znaki towarowe, a to z pewnością przyczynia się do pomnażania zysków franczyzodawcy 🙂

Co więcej, nie będziesz musiał kłopotać się zatrudnianiem personelu, kontrolą i zarządzaniem – to zrobi za Ciebie franczyzobiorca. To również franczyzobiorca bierze na siebie większą część odpowiedzialności – to on wynajmuje lokal, płaci podatki, załatwia wszelkiego rodzaju formalności urzędowe.

No dobrze, ale nie od dziś wiadomo, że każdy medal ma dwie strony. Dlatego Asia i Piotrek zastanawiają się również, z jakimi zagrożeniami może się wiązać dla nich taka współpraca?

Na pewno trzeba wspomnieć o trudnościach z kontrolowaniem franczyzobiorców i zarządzaniem siecią, czym większe rozproszenie geograficzne, tym trudniejszy nadzór. Wiadomo, zazwyczaj wyznacza się jakichś koordynatorów regionalnych itp., ale to nigdy nie to samo, co osobisty nadzór. Poza tym zawsze istnieje ryzyko, że nawet jeden nieuczciwy, a przede wszystkim nierzetelny, niechlujny (nie zawsze musi oszukiwać, czasem może robić coś od niechcenia, jakby mu nie zależało na dobrej opinii) franczyzobiorca, będzie psuł naszą dobrą opinię i wpływał na wizerunek marki. Powiesz mi, nie no.. przecież jeden punkt franczyzowy nie może zaważyć na opinii całej sieci, to niemożliwe. Niby tak.. ale pamiętaj o Internecie. W Internecie wszystko rozchodzi się lotem błyskawicy. Wszystko, nie tylko to co dobre, ale i to co złe.

Czasem może pojawić się również problem z samą standaryzacją, która w pewnych warunkach może być utrudniona. Przykładowo Górale, albo Kaszubi mogą mieć swój smak, którego my ze swoją siecią franczyzową nie zdołamy przebić. Może przykład Polski jest tu nieco na wyrost i zazwyczaj te problemy będą pojawiały się w przypadku międzynarodowych sieci franczyzowych, ale chodziło mi tylko o jego zasygnalizowanie i pokazanie na przykładzie.

Lojalność. Jako franczyzodawca możesz się również bać tego, że know-how które udostępniasz franczyzobiorcy na potrzeby prowadzonej działalności w ramach sieci franczyzowej zostanie przez niego wykorzystane również po zakończeniu Waszej współpracy. Cóż, niestety może tak być. Oczywiście, że w umowie zastrzega się klauzule zakazu konkurencji, ale nie są one w stanie uchronić Cię w 100% przed takim rozwojem wypadków. I to nie tylko ze względu na to, iż muszą one być ograniczone terminem obowiązywania. Nie – jeżeli ktoś będzie chciał Cię oszukać to zrobi to i tak, z zakazem czy bez. Oczywiście  nie powoduje to, że powinniśmy zrezygnować z zastrzegania zakazu konkurencji w umowach franczyzowych. Nie! Jeżeli bowiem taką klauzulę zastrzeżemy, mamy dużo więcej możliwości aniżeli bez takiej klauzuli umownej.

I zupełnie już na koniec – opłaty franczyzowe. Jeżeli opłaty franczyzowe będziesz liczył od obrotu bądź zysku, zawsze może pojawić się pokusa zaniżenia tych kwot, a tym samym zaniżenia samych opłat franczyzowych.

Jeżeli przeczytasz oba moje artykuły – ten o franczyzie z punktu widzenia franczyzodawcy i ten z punktu widzenia franczyzobiorcy zobaczysz, że o wiele więcej zagrożeń może jednak dotyczyć franczyzobiorców. Franczyzodawca jest stroną silniejszą tej umowy i tego stosunku prawnego, nie oszukujmy się, że jest inaczej 😉

Jednak i on nie powinien pozwolić uśpić swojej czujności. Nawet jeżeli biznes franczyzowy z powodzeniem prowadzi od kilku lub kilkunastu lat. Również na niego czyha bowiem kilka zagrożeń i tych obszarów swojej działalności, których one dotyczą franczyzodawca powinien dość dobrze pilnować.

Niezależnie od tego, że franczyza, zarówno z punktu widzenia franczyzodawcy, jak i franczyzobiorcy niesie za sobą wielorakie zagrożenia, niewątpliwie w wielu aspektach działalności jest to strzał w dziesiątkę i to dla obu stron umowy franczyzy. Często obie strony są bowiem w stanie dużo szybciej osiągnąć swoje biznesowe cele będąc częścią sieci franczyzowej aniżeli działając w pojedynkę.

Dlatego Asia i Piotrek powinni należycie zabezpieczyć swoją działalność, dokładnie wszystko przemyśleć i zaplanować, ale ostatecznie powinni zdecydować się na rozwój sieci franczyzowej. Jest to dla nich duża szansa na przeniesienie swojej działalności na zupełnie inny, wyższy poziom.

Najważniejsza w takiej współpracy będzie jednak.. umowa! Tak, tak, wiem, strasznie jestem nudna z tą umową 🙂

Jak zatem skonstruować umowę franczyzy żeby w ogóle opłacało się wchodzić w ten biznes? Jak sprawdzić franczyzodawcę przed podpisaniem umowy? Tego dowiesz się już wkrótce 🙂

Blogi są dobre na wszystko!

Marta Kosecka09 listopada 2017Komentarze (0)

Pewnie Was zdziwi mój dzisiejszy wpis. Będzie zupełnie niemerytoryczny 🙂

Nie wiem jak Ty, ale ja uważam, że blog prawniczy to doskonały sposób komunikacji prawnika z nieprawnikiem (a czasem nawet prawnika z prawnikiem 😉 ). Ponieważ przepisy prawne są na ogół skomplikowane, napisane trudnym do zrozumienia językiem, a co więcej rozrzucone po wielu aktach prawnych, bardzo ważne i pożyteczne jest to, że prawnicy próbują na tych swoich blogach tłumaczyć przepisy z polskiego na nasze.

A co jeszcze ciekawsze, w chwili obecnej prawnicy podejmują się próby tłumaczenia na blogach przepisów niemal we wszystkich dziedzinach życia.

Dlatego dzisiaj chciałabym Wam polecić blog mojego kolegi, mec. Kamila Wasilewskiego, który pisze o… prawie dla fitnessu. Naprawdę 🙂

A że nie samym prawem w gastronomii i nie samą gastronomią człowiek żyje, jeżeli lubicie po pracy pójść do klubu fitness lub na siłownię i chcielibyście wiedzieć jakie macie wtedy prawa i jakie obowiązki, jak takie kluby funkcjonują, itd. itp., koniecznie zajrzycie na:

http://prawodlafitnessu.pl/

Zaręczam, że będzie to ciekawa lektura! 🙂

Napiwki to jeden z najgorętszych tematów w gastronomii. Co jakiś czas przez różne gastronomiczne fora internetowe przetacza się dyskusja o tym, czy napiwki powinny być obowiązkowe czy też nie, czy podlegają opodatkowaniu czy wręcz przeciwnie.

Zdania zwykle są niezwykle podzielone.

Także ostatnio na jednej z grup gastronomicznych rozwinęła się ożywiona dyskusja na temat tego, w jaki sposób w poszczególnych restauracjach rozliczane są napiwki. Pojawiały się więc głosy, że są po prostu płacone bezpośrednio obsłudze i pracodawca nie na z  nimi nic wspólnego, ale także że są zbierane do wspólnej puli, a następnie dzielone pomiędzy pracowników, jedni pisali, że są obciążani podatkiem, inni że pracodawca wypłaca im napiwki i bierze podatki na siebie, a oni nie mają już nic więcej z tym wspólnego. Jak widać, ile ludzi, tyle zdań.

W Polsce w odróżnieniu od wielu innych krajów, takich jak na przykład Włochy czy Francja, standardowo do rachunku w restauracji nie dolicza się napiwków. Ale wiem też, że duża część z Was chciałaby ten zwyczaj zmienić. Ale czy to, że napiwki są standardowo doliczane do paragonu fiskalnego nie wpłynie w jakiś sposób na zasady ich opodatkowania? O tym poniżej.

Nie będę Wam pisała o tym czy napiwki powinny być czy też nie, bo to kwestia strategii oraz marketingu. Ale z napiwkami wiąże się co najmniej jedna kwestia prawnicza, która moim zdaniem wymaga wyjaśnienia.

Oczywiście, że podatki 🙂

Bo ja podatki bardzo lubię, o czym możecie przekonać się w artykułach o problematycznym opodatkowaniu kawy, obowiązywaniu obniżonej 5% stawki VAT czy słynnej już na blogu sprzedaży w zestawach. A i wpisy podatkowe są przez Was bardzo chętnie czytane.

Na pierwszy ogień pójdzie podatek VAT.

Czy zatem napiwek podlega opodatkowaniu podatkiem VAT? Odpowiem tak: jak to w podatkach bywa – to zależy.

A zależy od tego, czy napiwek stanowi opłatę za serwis, standardowo doliczaną w danej restauracji do rachunku, która stanowi osobną pozycję na paragonie fiskalnym czy też napiwek ma charakter zupełnie dobrowolnego świadczenia, które zadowolony z obsługi kelnerskiej Gość zostawia przy zapłacie rachunku.

W pierwszym przypadku, skoro napiwek stanowi osobną pozycję na paragonie kelnerskim, a więc jest elementem ceny, podlega on oczywiście opodatkowaniu podatkiem VAT na zasadach ogólnych.

Jeżeli zaś Twoi Goście zostawiają napiwek dla obsługi nie dlatego, że doliczasz im to do serwisu, ale dlatego, że chcą w ten sposób podziękować za miłą i dobrą obsługę, taki napiwek nie podlega opodatkowaniu podatkiem VAT.

Sytuacja z VAT-em wydaje się więc prosta i klarowna, a jak jest z podatkiem dochodowym?

Co do tego, że napiwki podlegają opodatkowaniu podatkiem dochodowym od osób fizycznych wątpliwości nie ma chyba nikt. Jednak ze względu na formę wręczenia napiwku, może on stanowić przychód z różnych źródeł.

Jeżeli zatem:

  1. napiwki są otrzymywane poprzez płatności kartą płatniczą, są wrzucane do wspólnej puli i następnie dzielone w równych częściach na wszystkich współpracowników lub też stanowią opłatę serwisową doliczoną do rachunku, a pracodawca jako pośrednik uczestniczy w podziale tych środków – stanowią one przychód ze stosunku pracy, o którym mowa w art. 12 ust. 1 ustawy o PIT,
  2. napiwki są wręczane przez Gości bezpośrednio do rąk obsługi, a pracodawca w żaden sposób nie pośredniczy w podziale tych środków – nie mogą one zostać uznane za przychód ze stosunku pracy i są kwalifikowane jako przychody z innych źródeł, o których mowa w art. 20 ust. 1 ustawy o PIT.

No dobrze, ale powiesz mi: „Jestem restauratorem, to nie mój problem, w jaki sposób moi pracownicy opodatkują sobie otrzymane napiwki”. Nie do końca tak jest. Również na Tobie jako pracodawcy ciążą określone obowiązki związane z prawidłowym rozliczeniem i opodatkowaniem napiwków. I tak:

  1. w przypadku napiwków zakwalifikowanych  jako przychód ze stosunku pracy, są one opodatkowane na takich samych zasadach jak wynagrodzenie – jako pracodawca masz obowiązek pobrania zaliczek i przekazywania pracownikom imiennych informacji PIT-11,
  2. w przypadku napiwków stanowiących przychody z innych źródeł – nie musisz pobierać podatku i wpłacać zaliczek, Twoim obowiązkiem jest jedynie wystawienie imiennej informacji PIT-8C o uzyskanych przez pracowników dochodach z innych źródeł (jeżeli napiwki w Twojej restauracji są ewidencjonowane, jeżeli natomiast napiwki wręczane bezpośrednio obsłudze nie są nigdzie spisywane, z powodu braku danych – nie będziesz mieć nawet fizycznej możliwości sporządzenia informacji PIT-8C).

Co więcej i co bardzo ważne – pamiętaj, że napiwki uznane za przychód ze stosunku pracy uwzględnia się w podstawie wymiaru składek na ZUS.

A co jeżeli jesteś kelnerem i też zaglądasz na bloga? Jakie są Twoje obowiązki?

Jeżeli w myśl powyższego napiwki stanowią dla Ciebie przychód ze stosunku pracy, obowiązek ich rozliczenia z fiskusem spada niejako na pracodawcę, a Ty nie musisz podejmować żadnych szczególnych czynności, jeżeli natomiast napiwki stanowią dla Ciebie przychody pochodzące z innych źródeł rozliczasz się sam, uwzględniając je w składanym rocznym zeznaniu podatkowym.

Takie są ogólne i aktualne zasady opodatkowania napiwków podatkiem VAT oraz podatkiem dochodowym w Polsce.

Podkreślam, że aktualne gdyż w podatkach nigdy nie wiadomo, kiedy interpretacja ulegnie zmianie 😉

PS. Mam nadzieję, że już zdążyliście odsłuchać moje i Kacpra Skoczylasa rozmowy na tematy prawne w gastronomii. Jeżeli nie, w dalszym ciągu gorąco Cię do tego zachęcam – myślę, że to nie będzie zmarnowany czas! 🙂