Bardzo fantazyjny tytuł, wiem 🙂

A tak na poważnie, to postanowiłam dzisiejszy wpis nazwać jak najprościej, tak żebyś od razu wiedział o co chodzi i żeby w łatwy sposób zwracał on Twoją uwagę.

Nieubłaganie mija bowiem powoli coroczny termin na składanie oświadczeń o wartości sprzedaży napojów alkoholowych w roku poprzednim oraz zbliża się czas wnoszenia opłat za korzystanie z zezwolenia na sprzedaż alkoholu w roku następnym.

Większość z Was pewnie z tego obowiązku zdaje sobie sprawę, przypominam Wam więc tylko, gdyby w tej codziennej bieganinie umknął Wam ten obowiązek.

Być może są tu jednak osoby, które dopiero planują rozpocząć swoją przygodę z gastronomią, w tym ze sprzedażą napojów alkoholowych i są zainteresowane dowiedzeniem się, z jakimi obowiązkami po stronie restauratorów wiąże się posiadanie zezwolenia na  sprzedaż alkoholu. I to właśnie również dla Was jest dzisiejszy wpis.

Dobra, bo coś bez końca przeciągam wstęp.

Informacja dnia jest taka – jeżeli posiadasz zezwolenie na sprzedaż alkoholu, do środy 31 stycznia 2018 roku powinieneś złożyć w swoim Urzędzie Miasta lub Gminy oświadczenie o wartości sprzedaży napojów alkoholowych w roku poprzednim, przy czym wartość tę należy obliczać odrębnie dla każdego z rodzajów napojów alkoholowych.

Dlaczego? Dlatego, że wyróżniamy 3 rodzaje zezwoleń i tak dla każdego z nich regulacja jest odrębna i liczymy też odrębnie.

Pamiętaj również, że wartość sprzedaży to kwota należna sprzedawcy za sprzedane napoje alkoholowe, z uwzględnieniem podatku VAT oraz podatku akcyzowego.

Od wartości wskazanych w oświadczeniu zależała zaś będzie opłata roczna, którą będziesz zobowiązany wnieść w zamian za możliwość korzystania z zezwolenia. W jaki jednak sposób obrót wpływa na wartość opłaty?

Jeżeli roczna sprzedaż w roku poprzednim przekroczyła:

  1. 37.500 zł dla napojów alkoholowych o zawartości do 4,5% alkoholu oraz piwa – opłata stanowi 1,4% ogólnej wartości sprzedaży,
  2. 37.500 zł dla napojów alkoholowych o zawartości powyżej 4,5% do 18% (z wyjątkiem piwa) – opłata stanowi 1,4% ogólnej wartości sprzedaży,
  3. 77.000 zł dla napojów alkoholowych o zawartości powyżej 18% alkoholu – opłata stanowi 2,7% ogólnej wartości sprzedaży.

Jeżeli wartości tych nie przekroczysz, wnosisz tylko opłatę podstawową w wysokości:

  1. 525 zł za sprzedaż napojów zawierających do 4,5% alkoholu oraz piwa.
  2. 525  zł za sprzedaż napojów zawierających powyżej 4,5 % do 18% alkoholu (z wyjątkiem piwa),
  3. 2.100 zł za sprzedaż napojów zawierających powyżej 18% alkoholu.

Wiesz już, ile musisz zapłacić. Ale w jakim terminie?

Jeżeli Twoje zezwolenie na sprzedaż alkoholu będzie ważne przez cały rok kalendarzowy, masz wybór – możesz wnieść opłatę jednorazowo (do 31. stycznia) bądź w trzech równych ratach (płatnych do 31. stycznia, 30. maja i 30 września).

Jeżeli natomiast Twoje zezwolenie na sprzedaż alkoholu straci ważność w ciągu roku kalendarzowego, powinieneś wnieść opłatę jednorazowo – do 31. stycznia – w wysokości proporcjonalnej do okresu ważności zezwolenia.

A co jeżeli nie zdążę? Albo zapomnę o złożeniu oświadczenia bądź wpłacie kolejnej raty?

Sama pamiętam jak jedna z moich Klientek z przerażeniem odkryła na początku lutego, że na śmierć zapomniała o złożeniu oświadczenia.

Spokojnie, możesz jeszcze naprawić swój błąd. Wystarczy, że w terminie kolejnych 30 dni – odpowiednio – złożysz oświadczenie i wniesiesz należną opłatę lub wniesiesz kolejną ratę opłaty, przy czy w każdym tym przypadku musisz powiększyć opłatę czy też ratę o 30% w stosunku do jej podstawowej wysokości. Taka mała sankcja dla spóźnialskich 😉 Jeżeli natomiast tego nie zrobisz Twoje zezwolenie na sprzedaż alkoholu wygaśnie, a kolejny wniosek o jego wydanie będziesz mógł złożyć dopiero po upływie 6 miesięcy od dnia wydania decyzji o wygaśnięciu zezwolenia.

Gdyby natomiast kusiło Cię zaniżenie wartości sprzedaży i przedstawienie w oświadczeniu danych nieprawdziwych, musisz liczyć się z tym, że jeżeli prawda wyjdzie na jaw (a w przypadku ewentualnej kontroli jej wykrycie nie będzie specjalnie trudne), Twoje zezwolenie zostanie cofnięte, a kolejny wniosek o jego wydanie będziesz mógł złożyć dopiero po upływie 3 lat od dnia wydania decyzji o jego cofnięciu.

Trochę na koniec postraszyłam. Ale to wyłącznie dla Waszego dobra, bo kombinowanie na wartości sprzedanego alkoholu, rzadko okazuje się opłacalne, o wiele częściej zaś przynosi katastrofalne wręcz skutki. Także – szczerze nie polecam takiego rozwiązania 🙂

PS. A dodatkowo odsyłam Cię dziś, do kolejnego artykułu mojego autorstwa, który ukazał się w ubiegłym tygodniu w miesięczniku Szef Kuchni Gastronomicznej. Po franczyzie, przyszła kolej na opisanie funkcjonowania w gastronomii prawa do reklamacji. Zostawiam Wam tutaj link i zachęcam żebyście zerknęli w wolnej chwili. Wiadomo, że warto 😉

Na jednym z forów gastronomicznych rozgorzała kilka dni temu wzburzona dyskusja na temat tego, czy restauratorzy mają obowiązek umieszczać w menu nie tylko skład, wykaz alergenów, ale i gramaturę serwowanych potraw i czy jest to uregulowane prawnie.

Całkiem przewrotnie powiem tak – niewiele rzeczy w dzisiejszym świecie nie jest regulowanie prawnie 🙂

Abstrahując zupełnie od tego czy to dobre czy też nie.

Tak jak i wiele innych kwestii, również obowiązek podawania w menu gramatury potraw jest zatem uregulowany prawnie. O składzie potraw i alergenach już pisałam, więc wiecie że i one obowiązkowo muszą być podane do wiadomości naszych Gości.

Wbrew wielu innym bezsensownym regulacjom, ta ma jednak swoje racjonalne uzasadnienie. I nie chodzi tu bynajmniej o to, czego można się było dowiedzieć z dyskusji na forum, że wraca stare.. i komunizm puka do drzwi coraz śmielej.. Bynajmniej 🙂

Podawanie gramatury potraw nie ma dla mnie nic z komunizmem, a raczej z… nowoczesnością. No tak, to nowoczesne, świadome społeczeństwo chce bowiem nie tylko wiedzieć co je, ale także jaką otrzyma porcję. Czy zestaw obiadowy składa się głównie z ziemniaków bądź frytek (najlepszy zapychacz na talerzu 😉 ) czy też faktycznie można liczyć na solidną porcję mięsa. Czy osoba drobnej postury, która jada zwykle niewielkie porcje powinna płacić za danie, którego nie zje nawet połowy? Albo nawet taki burger z food truck’u – przecież może być baaardzo duży albo też taki, po którym rosły mężczyzna pomyśli tylko o tym, gdzie i co jeszcze podjeść.

Czy wiesz już dlaczego obowiązek podawania gramatury potraw w menu jest taki ważny?

Jeżeli tak, to musisz także wiedzieć, że w gastronomii udostępniany Gościom cennik lub menu powinny zawierać informacje pozwalające na identyfikację ceny z potrawą, czyli nazwę potrawy wraz z wskazaniem ilości potrawy, do której ta cena się odnosi.

Możesz to zrobić w dwojaki sposób:

  • poprzez wskazanie gramatury potrawy, która jest oferowana w menu za konkretną cenę, czyli np. sprzedawany przez Ciebie burger zawiera mięcho które każdorazowo waży 180 g, jego waga i cena są stałe i zawsze burger będzie kosztował 15,00 złotych,
  • poprzez wskazanie ceny za określoną ilość potrawy – np. 100 g ryby kosztuje w Twojej restauracji tyle i tyle.. a ostateczna cena całej potrawy będzie uzależniona od wagi ryby, którą otrzyma Gość.

Na mocy tych samych przepisów, jesteś również zobowiązany zapewnić Twoim Gościom wystarczającą liczbę kart menu, zawierających oferowane potrawy i napoje oraz udostępniać je im przed przyjęciem zamówienia.

Jeżeli zaś oprócz albo obok kart menu w Twojej restauracji znajduje się również ogólnodostępny cennik, powinien on być wywieszony w miejscu ogólnodostępnym wewnątrz lub na zewnątrz restauracji.

Jak widzisz, kwestia treści oraz zasad udostępniania menu Gościom jest dość dobrze uregulowana prawnie.

Ale czy to źle? Chyba wręcz przeciwnie. Widzę w tym korzyść zarówno dla Gości, jak i Restauratorów. Jeżeli w menu zawrzesz gramaturę potrawy, nie musisz przynajmniej obawiać się późniejszych zarzutów, że porcje niewielkie albo że za duże. A i Twoi Goście z pewnością będą zadowoleni, jeżeli już przy wyborze dań uzyskają pełną i wyczerpującą informację na temat tego, co zamawiają 🙂

Jak już wiecie, a Ci z Was którzy są tu po raz pierwszy niebawem to zapewne odkryją, jestem fanką wszelkich forumowych sporów prawnych 😉

Nie dlatego, że lubię czytać jak ludzie się kłócą, albo też nawzajem wprowadzają w błąd, absolutnie! Po prostu takie forumowe spory stanowią kopalnię blogowych tematów. Uwierzcie mi, że co tydzień zapisuję po kilka tematów, które koniecznie muszę poruszyć na blogu (wszystkie cierpliwie czekają na swoją kolej) i zdecydowana większość z nich pochodzi właśnie z różnych forów gastronomicznych.

Jeden z najbardziej rozgorzałych sporów dotyczył zaś ostatnio tego, czy.. pracownika można ukarać karą pieniężną. Skoro zaś temat ten był w stanie rozgrzać forum do czerwoności, uznałam, że to temat społecznie istotny i warty poruszenia w pierwszej kolejności 🙂

Poza tym, skoro wiesz już jak to jest z pracą w święta i zwolnieniem chorującego pracownika, pewnie chciałbyś również wiedzieć jak jest z jego ukaraniem.

Na początek, kilka ogólnych uwag.

Z Kodeksu pracy jasno wynika, kiedy możemy zastosować karę upomnienia i karę nagany, kiedy zaś możemy wymierzyć pracownikowi karę pieniężną. I tak, z art. 108 Kodeksu pracy wynika, iż:

Karę upomnienia i karę nagany możesz zastosować, w razie gdy pracownik nie przestrzega ustalonej organizacji i porządku w procesie pracy (przykładowo nie wykonuje poleceń służbowych), przepisów bezpieczeństwa i higieny pracy, przepisów przeciwpożarowych oraz przyjętego sposobu potwierdzania przybycia i obecności w pracy oraz usprawiedliwiania i nieobecności w pracy;

Możesz również zastosować karę pieniężną, jednak tylko w przypadku nieprzestrzegania przez pracownika przepisów bezpieczeństwa i higieny pracy, przepisów przeciwpożarowych, opuszczenia pracy bez usprawiedliwienia, stawienia się do pracy w stanie nietrzeźwości lub spożywania alkoholu w czasie pracy.

Co ważne, mimo iż kodeks pracy przy karze pieniężnej używa słowa „również”, nie jest możliwe karanie za jedno przewinienie jedną niż więcej karą. Zatem – jedno przewinienie, jedna kara!

Nie musisz również stosować kar „po kolei”. To Ty decydujesz czy na początek ukarzesz pracownika karą łagodniejszą, a więc karą upomnienia, czy od razu tą ostrzejszą, a więc karą nagany, przy czym powinieneś pamiętać, aby w żaden sposób nie dyskryminować pracowników. Jeżeli przewinienie popełniło kilku pracowników, ukarani powinni zostać wszyscy. Jeżeli jeden z pracowników popełnił dane przewinienie i został ukarany karą upomnienia, drugi w takiej samej sytuacji nie powinien zostać ukarany karą nagany.

Czym zatem powinieneś się kierować wymierzając pracownikowi karę?

Na to pytanie odpowiada sam kodeks pracy – przy stosowaniu kary bierze się pod uwagę w szczególności rodzaj naruszenia obowiązków pracowniczych, stopień winy pracownika oraz jego dotychczasowy stosunek do pracy.

Co oznacza to w praktyce?

Nie ma chyba wątpliwości, że czym innym będzie stawienie się w pracy pod wpływem narkotyków, czym innym zapalenie papierosa w miejscu do tego nieprzeznaczonym, czym innym zaś nieprawidłowe wypełnienie listy obecności w pracy, nawet jeżeli Twojemu pracownikowi zdarzyło się wpisać 9.00, zamiast 9.09..

Inaczej podejdziesz również do ukarania pracownika, który od dłuższego czasu przejawia lekceważący stosunek do pracy, a inaczej do pracownika, który dotychczas był wzorem pracowniczych cnót.

Jeżeli kara okaże się nieproporcjonalna/niewspółmierna w stosunku do winy pracownika, może być to przyczyną jej późniejszego uchylenia. W mojej ocenie – i to zawsze rekomenduję swoim Klientom – warto dobrze przemyśleć nakładanie kar. Nie warto, aby nakładać je pochopnie i narażać się na ich uchylenie – z różnych powodów, czy to formalnych czy merytorycznych. Wrócę jeszcze do tego zagadnienia w kolejnym poście, ale ta rada pozostanie niezmienna –  w tym wypadku mniej znaczy lepiej. Jeżeli nałożysz choćby jedną słuszną i uzasadnioną karę i nie będzie podstaw do jej wzruszenia, będzie to skuteczniejsze – zarówno wobec ukaranego pracownika, jak i pozostałych członków załogi, aniżeli kilka kar, które następnie uchylono!

Wysokość kary pieniężnej

Również wysokość kary została określona przepisami. I tak, jednorazowa kara pieniężna nie może być wyższa od jednodniowego wynagrodzenia pracownika, zaś w skali miesiąca kary pieniężne nie mogą przekroczyć 1/10 wynagrodzenia (przypadającego pracownikowi do wypłaty po ewentualnym dokonaniu potrąceń komorniczych).

Nie jest również tak, że środki pochodzące z takich kar pieniężnych możesz dowolnie wykorzystać. Ustawodawca jasno określa, na co możesz przeznaczyć zebrane w ten sposób pieniądze – mają one wspomóc poprawę warunków bezpieczeństwa i higieny pracy w Twojej restauracji.

Pamiętaj jednak, że wymieniony powyżej katalog kar, jest katalogiem zamkniętym. W żadnym razie nie możesz zatem dodatkowo karać pracownika karami znanymi tylko sobie, przykładowo – wywiesić na kuchni lub za barem zdjęcie pracownika, który Ci podpadł, gdyż takie zachowanie stanowi wykroczenie przeciwko prawom pracownika.

Wszystko to, o czym pisałam powyżej, dotyczy rzecz jasna wyłącznie pracowników w sensie ścisłym, a więc osób zatrudnionych w oparciu o umowę o pracę. Jeżeli zaś współpracujesz z kimś na podstawie umowy cywilnoprawnej, do Twojej dyspozycji tak naprawdę pozostaje jedynie możliwość zastrzeżenia w takiej umowie kar umownych na wypadek konkretnych przewinień czy też uchybień wykonawcy.

Pozostała jeszcze procedura. Kodeks pracy przewiduje bowiem określoną procedurę nakładania kar porządkowych. Wysłuchanie, pisemne zawiadomienie, sprzeciw.. Ale o tym.. już w kolejnym poście! 🙂

Oto i jest. Nadszedł wreszcie długo wyczekiwany, najważniejszy dzień w roku.

I najpiękniejsze Święta.

Łamiąc się opłatkiem, wszystkim z serca życzę Wam..

Świąt pachnących choinką, spędzonych w ciepłej rodzinnej atmosferze, z dala od trosk i problemów codzienności.

Świąt dających radość, odpoczynek oraz nadzieję na Nowy Rok, żeby był jeszcze lepszy niż ten co właśnie mija.

Niech to będą naprawdę najpiękniejsze dni w roku! 🙂

Nie było mnie przez kilka dni. Dość już zmęczeni jesienną aurą postanowiliśmy ruszyć na weekendowy podbój Rzymu. Wyprawa była bardzo udana i trudno było w niedzielę wieczorem przyzwyczaić się z powrotem do panujących u nas temperatur, zwłaszcza że wiał silny wiatr, a w poniedziałek rano.. zrobiło się zupełnie biało. W każdym razie, gdybyście byli ciekawi kilku fotek z Wiecznego Miasta, którym jestem całkowicie zauroczona, mimo iż byłam już tam kolejny raz, zapraszam na mój profil na Instagramie (kliknij -> tutaj).

W tym czasie dotarł do mnie nowy numer miesięcznika Szef Kuchni Gastronomicznej, w którym ukazał się już 🙂 drugi artykuł mojego autorstwa. Po rozpatrzeniu plusów i minusów franczyzy z punktu widzenia franczyzobiorcy i franczyzodawcy, w kolejnym artykule postanowiłam opisać najważniejsze klauzule umowne, które powinny się znaleźć w umowie franczyzy albo takie, które z pewnością się znajdą choć czasem byśmy tego nie chcieli, jak kary umowne.

A o czym chcę Wam napisać dzisiaj?

Jeżeli jesteś moim stałym czytelnikiem wiesz już, że jestem zwolenniczką dobrze napisanych umów i dobrych ubezpieczeń. Jeżeli zaś dopiero się nim staniesz, z pewnością to zauważysz.

Ale ten wpis nie będzie o umowach czy ubezpieczeniach. No może trochę, ale tylko pośrednio 😉

Dzisiejszy wpis dotyczy bowiem etapu sprzed zawarcia umowy. Jeżeli decydujesz się na wybór konkretnego wykonawcy, dostawcy czy też przykładowo franczyzodawcy albo też masz na oku świetną nieruchomość, którą chcesz wynająć lub kupić, zanim popędzany namowami drugiej strony naprędce podpiszesz umowę, powiedz – sprawdzam!

Dzieje się tak zazwyczaj w przypadku, kiedy właściciel lub pośrednik próbują przekonać nas o tym, że za nami w kolejce czeka kilkunastu chętnych, którzy od ręki podpiszą z nim umowę. Słowem – jeżeli nie podejmiesz decyzji natychmiast – z pewnością wynajem przepadnie. Wszyscy wiemy, że w 99% przypadków, nawet jeżeli Twój proces decyzyjny nie będzie przebiegał lotem błyskawicy, nieruchomość dostępna będzie przez kolejnych kilka dni, a nawet tygodni czy miesięcy.

Za to Ty w tym czasie możesz na spokojnie sprawdzić stan nieruchomości oferowanej na sprzedaż lub wynajem. Albo też sprawdzić dane i sytuację finansową kontrahenta, zweryfikować krążące o nim opinie. A czasem jedno i drugie.

W dzisiejszych czasach mamy na to naprawdę wiele sposobów i choć zapewne nie uda się wyeliminować ryzyka do zera, można go za to znacząco zminimalizować.

Jak zatem w kilku prostych krokach zrealizować zasadę: sprawdzam!?

Sprawdzanie stanu prawnego nieruchomości

Tu zawsze najważniejsza będzie księga wieczysta. Jeżeli mamy jej numer, odpis księgi możemy sprawdzić online. Numer księgi wieczystej powinien zawsze podać Ci wynajmujący czy też sprzedający, jeżeli nie chce tego uczynić, może być to oznaką pierwszych kłopotów. Sprawdzając księgę wieczystą zdecydowanie najważniejsze będą dla nas działy III i IV, a więc obciążenie ograniczonymi prawami rzeczowymi oraz hipotekami. Ale warto również zwrócić uwagę na pierwsze działy, z których dowiemy się m.in. tego, czy nieruchomość nie jest przypadkiem oddana w użytkowanie wieczyste.

No dobrze, ale co dalej?

Warto również zapoznać się z tym co widnieje w ewidencji gruntów i budynków oraz poznać zapisy miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, w której dotychczas w lokalu nie była prowadzona działalność gastronomiczna – żeby po podpisaniu umowy nie okazało się, że nie jest możliwe prowadzenie w nim lokalu usługowego. Albo, że jest to co prawda lokal usługowy, ale nieprzeznaczony pod działalność gastronomiczną.

Sprawdzenie lokalu jest także niezwykle ważne pod kątem uzyskania zezwolenia na sprzedaż alkoholu – zwróć uwagę na jego położenie blisko szkoły czy kościoła, a także na to, kto ewentualnie będzie musiał wyrazić zgodę na uzyskanie takiego zezwolenia, czy będziesz miał możliwość otwarcia ogródka gastronomicznego.

Musisz również zwrócić uwagę na warunki techniczne lokalu, którego kupnem lub wynajmem jesteś zainteresowany. Sprawdź zatem jaka jest wysokość ścian, dostępność toalet, jak wielki nakład inwestycyjny będzie potrzebny do jego wyremontowania bądź przystosowania do Twojej działalności.

Ostatecznie, wybierz się również do sąsiadów. Sąsiedzi są czasem skarbnicą wiedzy, której nie dowiesz się z żadnych dokumentów 🙂

Sprawdzanie kontrahenta

Skoro już wiesz, jak prześwietlić nieruchomość, którą jesteś zainteresowany, kolej na kilka wskazówek odnoszących się do sprawdzenia wiarygodności kontrahenta.

Tak jak w przypadku nieruchomości najważniejsza jest księga wieczysta, tak w tym przypadku najważniejszy będzie odpis z KRS bądź CEIDG. W tychże rejestrach, udostępnionych także online, możesz zweryfikować podstawowe dane dotyczące drugiej strony umowy (takie jak np. NIP, wysokość kapitału zakładowego, osoby uprawnione do jego reprezentowania, ale także to czy spółka składa co roku sprawozdania finansowe).

Jeżeli dane KRS zamieszczone w Internecie nie są dla Ciebie wystarczające, możesz również zapoznać się z całością akt – w tym treścią sprawozdań finansowych – we właściwym ze względu na siedzibę spółki sądzie rejonowym, gdzie do udostępnienia Ci akt wystarczy tylko, że będziesz osobą pełnoletnią i pokażesz swój dowód osobisty.

Aby upewnić się, że kontrahent jest wypłacalny i nie ma zaległości podatkowych, powinien on również przedstawić Ci odpowiednie zaświadczenia z Urzędu Skarbowego oraz ZUS.

Z pewnością niezawodne również okaże się wpisanie nazwy czy nazwiska kontrahenta w wyszukiwarkę Google, ale o tym zapewne nie muszę Ci pisać. Dobrze, jeżeli zrobisz również osobisty rekonesans – może Twoi znajomi, inni kontrahenci, ktoś, coś, wie na temat osoby lub przedsiębiorcy, z którą zamierzasz zawrzeć umowę.

Jeszcze jedna ważna sprawa – mimo wykonaniu wszelkich wypisanych przeze mnie kroków, kiedy będziecie mieli więcej niż uzasadnione przekonanie, że zarówno nieruchomość, jak i kontrahent są w pełni wiarygodni i godni zainteresowania, warto wpisać w treść umowy stosowne oświadczenia. Zazwyczaj początkowe paragrafy umowy są poświęcone właśnie na oświadczenia stron. Niech zatem Twój kontrahent w treści umowy raz jeszcze oświadczy, że to wszystko co udało Ci się dowiedzieć o nim lub oferowanej przez niego nieruchomości jest prawdą. Do umowy możecie również dołączyć – w formie załączników – odpowiednie dokumenty, takie jak odpis z KRS.

Jak zatem mogłyby wyglądać takie przykładowe oświadczenia?

Sprzedawca/dostawca/wykonawca oświadcza iż:

  1. jest właścicielem nieruchomości / posiada tytuł prawny do lokalu (…),
  2. działy III i IV księgi wieczystej są wolne od wpisów i obciążeń,
  3. nie jest w stanie upadłości i nie zachodzą przesłanki do zgłoszenia wniosku o jego upadłość, nie jest w stanie likwidacji nie jest zagrożony niewypłacalnością (…),
  4. nie ma żadnych zaległości podatkowych oraz zaległości wobec Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

Jak widzisz dzisiejszy wpis nie jest skierowany tylko do branży gastronomicznej, ma on wymiar bardziej uniwersalny, zaś zasadę sprawdzania powinniśmy stosować nie tylko w naszej działalności zawodowej, ale także w życiu prywatnym. Oczywiście nie dotyczy on wszystkich umów. Przy umowie o niskiej wartości, kiedy wynagrodzenie sięga kilkuset złotych nie musisz oczywiście żądać zaświadczeń z US i ZUS, możesz poprzestać jedynie na oświadczeniach. Wszystko jak zwykle będzie kwestią indywidualnej oceny.

Z pewnością nie raz słyszałeś o tym, że któryś z restauratorów wynajął lokal pod swoją działalność, a po kilku tygodniach okazywało się, że jest on nie tylko zadłużony ale także że wynajmujący nie miał w ogóle tytułu prawnego do lokalu, który wynajął. Nie wspominając o sytuacjach, kiedy był przeznaczony do rozbiórki. Albo o tym, że trafił na nieuczciwego franczyzodawcę, co doprowadziło go na skraj bankructwa. Ja przynajmniej słyszałam ich wiele.

Dlatego – przezorny zawsze ubezpieczony. Albo jak kto woli lepiej dmuchać na zimne 🙂

PS. Na koniec chciałabym się podzielić z Tobą kilkoma rzymskimi spostrzeżeniami na tamtejszą sferę gastronomiczną. Choć uważa się, że Włosi jako standard doliczają do rachunku napiwki, jako tzw. opłata serwisowa, muszę Wam powiedzieć, że chyba nieco się u nich zmienia ta tradycja. Owszem, byłam w restauracjach, które takie opłaty doliczały, ale byłam również w ristorante, gdzie na rachunku nie było dodatkowo naliczanej opłaty za serwis, a napiwki zostawialiśmy po prostu co łaska. Pamiętam, że jeszcze kilka lat temu, wyglądało to trochę inaczej. Włosi mają też bardzo ładnie rozpisane karty menu – naprawdę z czystym sercem muszę ich pochwalić. Przy każdej potrawie dokładnie opisują, z jakich produktów dana potrawa powstaje, a ponadto szczegółowo wskazują na wszystkie alergeny, które mogą pojawić się w oferowanym daniu. Można więc powiedzieć, że rzymskie restauracje odrobiły lekcję z obowiązku podawania składu potraw i występujących w nim alergenów.

Ale żeby nie było, że tylko tam tak kolorowo – również włoskim kelnerom zamiast paragonu fiskalnego, zdarza się przynieść paragon kelnerski. Chciałam Wam nawet przywieźć jeden taki, żeby go pokazać, ale jak tylko rachunek opłaciliśmy, pani która nas obsługiwała, na naszych oczach szybko go porwała i wyrzuciła do kosza na śmieci..

Wiemy już jak jest we Włoszech, niedawno pisałam Wam równeż jak to wygląda na Bałkanach, mam nadzieję że całkiem niedługo będę miała okazję poobserwować także inne kraje europejskie bądź i nieeuropejskie 🙂