Wiecie gdzie jest Rypin? A wiecie z czego jest znany?

Już uchylam rąbka tajemnicy 🙂

Rypin. Kilkunastotysięczne miasto powiatowe w województwie kujawsko-pomorskim. Od kilku dni na ustach (prawie) całej Polski, a do tej nagłej sławy bez wątpienia przyczynił się nie kto inny jak tamtejszy Urząd Skarbowy.

Otóż z końcem października, jak już wielu z Was pewnie wie, tenże Urząd Skarbowy rozesłał do par młodych biorących ślub w 2016 roku pismo nazwane wezwaniem, zawierające listę 11 pytań odnośnie organizacji ich ślubu i wesela. Wśród pytań dotyczących filmowców, fotografów oraz dekoratorów, znalazły się także – a jakże! – pytania o salę weselną. Pierwsze 2 pytania brzmiały zatem następująco:

  1. Gdzie i kiedy odbyła się uroczystość weselna? Proszę o wskazanie dokładnej daty, nazwy, adresu wynajętej sali/domu weselnego.
  2. Jaką kwotę zapłacili Państwo za wynajem sali wraz z obsługą uroczystości? Czy otrzymali Państwo potwierdzenie zapłaty?

Młodzi dostali na odpowiedź 7 dni od daty otrzymania pisma.

I zapadła konsternacja.

No bo jak? Czy chodzi o to, żeby sprawdzić skąd Młoda Para miała środki na finansowanie wesela? Czy jednak o sprawdzenie kontrahentów? Jaki jest rygor takiego wezwania? Co się stanie, jeżeli go nie wykonamy?

To, że nie chodzi o sprawdzenie źródeł finansowania wesela przez Młodych, udowodnię Wam poniżej.

Jeżeli natomiast chodzi o rygor samego wezwania i skutki jego niewykonania, widząc to, spojrzałam najpierw na podstawę tego wezwania, wszak każde pismo z Urzędu Skarbowego już w pierwszym zdaniu powinno powoływać odpowiednią podstawę prawną.

Podstawa była i podobno był nią art. 155 Ordynacji podatkowej. Jak pokażę Wam jednak w dalszej części tego wpisu, szczerze mówiąc przeczytawszy wskazany przepis nieco powątpiewałam w to, aby znajdował on zastosowanie właśnie w takich sytuacjach. Zanim jednak przejdę do jego analizy i postaram się napisać Ci, do czego tak naprawdę może wezwać Cię urząd skarbowy i pod jakim rygorem, nie mogę pominąć tego, że szum medialny, wywołany przez to wezwanie, skłonił do wypowiedzenia się na ten temat Izbę Administracji Skarbowej w Bydgoszczy, pod nadzór której podlega Urząd Skarbowy w Rypinie.

Uzyskana odpowiedź jest zaś jak najbardziej uspokajająca. Zdaniem Izby wezwanie to wcale nie jest bowiem wezwaniem, a jedynie prośbą Urzędu Skarbowego o udzielenie konkretnych informacji. Co więcej, osoby które otrzymały takie pismo.. wcale nie muszą na nie odpowiadać, jest to zupełnie dobrowolne działanie.

To trochę tak, jakby Urząd Skarbowy chciał przypomnieć obywatelom, że każdy kto poweźmie informację o możliwym dokonaniu czynu zabronionego powinien zawiadomić właściwe organy. Co do adekwatności, proporcjonalności i formy tego przypomnienia.. pozostawiam to bez komentarza 😉

Ale Izba Skarbowa w Bydgoszczy potwierdza też w tym oświadczeniu wyraźnie, że chodzi właśnie o sprawdzenie podmiotów działających w branży weselnej.

 

Artykuł 155 Ordynacji podatkowej – czyli co może kontrola skarbowa.

Tak na przyszłość chciałabym jednak napisać Ci trochę o tym artykule 155 Ordynacji podatkowej, bo musisz wiedzieć że ten zryw Urzędu Skarbowego w Rypinie wcale nie był pierwszym, a podobne pomysły imały się już Urzędów Skarbowych w Zakopanem i Ostrowcu Świętokrzyskim, jedynie kwestią czasu jest zatem pewnie, aby kolejne urzędy podjęły próbę uzyskania podobnych informacji od nowożeńców. Zresztą zastosowanie tego artykułu może być dużo szersze i jak widać może zależeć tak naprawdę wyłącznie od inwencji urzędników.

Wiem, że może bardziej dotyczy to nawet Par Młodych i nowożeńców aniżeli Ciebie jako restauratora (o obowiązku udzielania wyjaśnień na żądanie podmiotów trzecich, który jak najbardziej dotyczy restauratorów pisałam chociażby we wpisie dotyczącym opłaty ZAIKS), ale wiem też na bloga zagląda także mnóstwo osób z tej drugiej strony, a więc klientów restauracji, którzy zastanawiają się chociażby czy powinni otrzymać zwrot wpłaconej zaliczki lub zadatku.

A i dla Ciebie myślę, że ta wiedza gdzieś, kiedyś może okazać się przydatna.

Rzadko powołuję na blogu konkretne przepisy, gdyż uważam, że od ich interpretacji jest prawnik, zaś dla Ciebie ciekawsza jest sama ta interpretacja niż cytowanie przepisów, ale dziś w drodze wyjątku przytoczę tu wspomniany już art. 155 Ordynacji podatkowej. A w zasadzie tylko jego 1 paragraf, bo to on ma tutaj zasadnicze znaczenie.

Organ podatkowy może wezwać stronę lub inne osoby do złożenia wyjaśnień, zeznań, przedłożenia dokumentów lub dokonania określonej czynności, osobiście lub przez pełnomocnika lub na piśmie, w tym także w formie dokumentu elektronicznego, jeżeli jest to niezbędne dla wyjaśnienia stanu faktycznego lub rozstrzygnięcia sprawy. 

Osoba, która nie zastosuje się do takiego wezwania musi liczyć się z tym, że organ ma prawo prowadzić w tym zakresie egzekucję administracyjną, w celu przymuszenia nakładając chociażby na osobę wzywaną grzywnę.

My wiemy jednak, że Para Młoda stroną żadnego postępowania podatkowego na pewno nie jest. Zwrot wyjaśnienie stanu faktycznego lub rozstrzygnięcie sprawy sugeruje nam zaś, że ten przepis znajduje zastosowanie wyłącznie już w toczącym się postępowaniu podatkowym. Trudno jednak uznać, aby w tej sytuacji toczyło się jakiekolwiek postępowanie podatkowe skoro w wezwaniu nie tylko nie oznaczono żadnej sygnatury toczącego się postępowania, nie wskazano jakiego podmiotu dotyczy, ale wręcz.. wyszczególniono podmioty z co najmniej kilku branż, co do których wzywano do udzielenia informacji i wyjaśnień.

Wydaje się więc, że Urząd Skarbowy w ogóle nie miał prawa na wskazanej podstawie żądać jakichkolwiek, nawet dobrowolnych informacji  od nowożeńców.

Ale, zgodnie z przepisami, art. 155 Ordynacji podatkowej stosuje się także do czynności sprawdzających, które polegają m.in. na sprawdzaniu terminowości oraz poprawności składanych deklaracji podatkowych, w tym ustalaniu stanu faktycznego czy weryfikacji uzyskanych przez podatnika przychodów. Szukamy więc dalej. Czy faktycznie w ramach tychże czynności właściwe wydaje się wzywanie do udzielenia informacji o podmiocie, który nie zostaje wskazany wyraźnie w wezwaniu z Urzędu Skarbowego, co więcej, jeżeli tych podmiotów ma być co najmniej kilka z co najmniej kilku branż, co jednoznacznie wskazuje na to, że żadne postępowanie ani czynności się jeszcze nie toczą?

Moim zdaniem, nie.

W mojej ocenie, jeżeli Urząd Skarbowy chciałby skorzystać z uprawnienia określonego w art. 155 Ordynacji podatkowej, czy to w ramach postępowania podatkowego czy czynności sprawdzających, musi wyraźnie określić w swoim wezwaniu, jakiego konkretnego podmiotu dotyczy wezwanie. Działania Urzędu Skarbowego są bowiem skierowane wobec konkretnego podmiotu, zaś uprawnienie Urzędu Skarbowego z art. 155 Ordynacji podatkowej nie służy temu, aby to Para Młoda ustalała listę osób do kontroli. Jeżeli konkretni  nowożeńcy mają podejrzenia, że podmiot świadczący na ich rzecz usługi działa w szarej strefie, mogą samodzielnie zawiadomić o takim działaniu fiskusa.

Czym innym jest jednak takie zawiadomienie czym innym zaś wykorzystywanie Par Młodych do tego, aby tworzyły swoistą „listę podmiotów do kontroli”.

Słusznie zatem w mojej ocenie, ostatecznie Izba Skarbowa w Bydgoszczy wskazała, że udzielenie na podstawie otrzymanego wezwania jakichkolwiek informacji ma charakter dobrowolny, a w przypadku nieskorzystania przez nowożeńców z tego „uprawnienia” nie mogą oni ponieść jakichkolwiek negatywnych konsekwencji prawnych.

Przepis prawa, na który powołuje się Urząd Skarbowy, a więc artykuł 155 Ordynacji podatkowej nie może bowiem służyć celom, do jakich próbowano go użyć.

No dobrze, ale jeżeli przy następnej takiej akcji fiskusa urzędnicy się w porę nie zreflektują i jednak będą żądali odpowiedzi? Jak powinieneś się zachować? Myślę, że na początek możesz nie robić nic, nie podejmować żadnych działań, a jeżeli wolisz jednak od razu wyjaśnić z fiskusem zakres swoich obowiązków, możesz odpisać im, powołując się m.in. na argumenty, o których piszę powyżej.

 

Akcja Stop szarej strefie

Mimo, iż sama dla siebie, ale także dla Was, przetrzepałam gruntownie ten art. 155 Ordynacji podatkowej, postanowiłam jednak poszperać trochę głębiej.. I tak weszłam na strony poszczególnych Izb Administracji Skarbowej i natrafiłam na komunikat z dnia 25 października 2018 roku informujący o tym, że prowadzone są działania kontrolne w obszarze prawidłowości ewidencjonowania obrotów za pomocą kas fiskalnych, wydawania paragonów i wystawiania faktur, a działania te dotyczą – i tu uwaga – branż szczególnie narażonych na występowanie szarej strefy, czyli – zdaniem skarbówki – budownictwa, mechaniki pojazdowej i … gastronomii.

Podobno – oficjalnie działania te są reakcją na oczekiwania przedsiębiorców, którzy rzetelnie wypełniają swe obowiązki podatkowe i oczekują ze strony Państwa wsparcia zasad uczciwej konkurencji. Cóż.. mam pewne obawy, że skarbówką mogą kierować również inne motywy i pobudki 😉 .., ale w sumie – czy sam powód kontroli jest ważny? Ostatecznie chyba ważniejsze jest to jak się do takiej kontroli przygotować, w końcu sprawdzane jest prawidłowe stosowanie obowiązujących przepisów prawa.

Pamiętaj, że na blogu znajdują się wpisy dotyczące obowiązku posiadania kasy fiskalnej oraz obowiązku wydawania paragonów fiskalnych. Pamiętaj również, że jak informuje komunikat KAS:

  1. Kontrole są prowadzone w sposób ciągły, także poza godzinami uznawanymi za tradycyjne godziny działania urzędów.
  2. W przypadku stwierdzenia nieprawidłowości, punkt sprzedaży sprawdzany będzie powtórnie, a jeżeli nieewidencjonowanie obrotów nadal będzie się powtarzało, wobec takiego przedsiębiorcy wyciągane będą konsekwencje prawne.

W dalszej części komunikatu czytamy również, iż urzędy skarbowe kontrolują również te podmioty, u których poziom deklarowanych obrotów jest nieadekwatny do rzeczywistych rozmiarów działalności. Tu jednak potrzebne będzie już wszczęcie kontroli podatkowej, a co najmniej zawiadomienie o zamiarze jej wszczęcia. Dlatego dopóki nic takiego nie miało miejsca, raczej nie znajdujesz się w szczęśliwym kręgu kontrolowanych. Jednocześnie, jak czytamy w komunikacie, kontrole w tym zakresie mają być poprzedzane odpowiednią analizą, która spowoduje, że będą one kierowane wyłącznie wobec tych podmiotów, które działają w szarej strefie, omijając i nie utrudniając prowadzenia działalności gospodarczej uczciwym przedsiębiorcom. Oby 😉

 

Ale, ale.. działania skarbówki to nie tylko kontrola. Urzędnicy prowadzą również akcję informacyjną, w ramach której wysyłane będą do przedsiębiorców listy zwracające uwagę na to, jak ważne jest rzetelne prowadzenie ewidencji podatkowej i nienarażanie się na konsekwencje działania niezgodnego z prawem.

Jeżeli zatem wyjmiesz ze skrzynki list ze skarbówki – spokojnie – to nie kontrola, to skierowana specjalnie do Ciebie informacja 🙂

***

Jak widać dzisiejszy wpis kieruję do Ciebie ku przestrodze, żebyś się nie zdziwił, ale i odpowiednio przygotował. A przede wszystkim abyś prawidłowo stosował przepisy dotyczące kas fiskalnych, wydawania paragonów oraz wystawiania faktur. Na blogu znajdują się już wpisy, podlinkowane wyżej, które Ci w tym pomogą.

A wracając do tematu, od którego zaczęliśmy, abstrahując już od konieczności udzielania odpowiedzi na „wezwanie” urzędu skarbowego, ciekawa jestem, jak częstą praktyką jest obecnie zawieranie umów na organizację wesela ustnie? Wydaje mi się, że jest to margines. Fakt, trafiają do mnie zazwyczaj złe albo nawet bardzo złe umowy, ale jednak pisemne. Mogą one nie regulować wielu kwestii, mogą być niewystarczające dla ochrony Twoich interesów, ale mimo wszystko stanowią dowód tego kto z kim się umawiał, na kiedy, w jakim miejscu i za jakie pieniądze. Te informacje zazwyczaj umowa bowiem zawiera.

Ale mam do Ciebie prośbę, daj mi znać w komentarzu, czy w swojej restauracji zawierasz ustne umowy lub – jeżeli brałaś/brałeś lub będziesz brała/brał dopiero ślub i czeka Cię organizacja wesela, czy w sali weselnej, którą wybraliście obowiązują ustne umowy. Będę Ci bardzo wdzięczna, bo naprawdę jestem ciekawa Waszych doświadczeń w tym zakresie 🙂

PS. A na koniec, mam dla Was specjalne zaproszenie! Otóż już w najbliższy piątek, 9 listopada, możemy spotkać się, poznać oraz porozmawiać na tematy prawne w gastronomii (i nie tylko) w Krakowie na targach HORECA/GASTROFOOD. Jestem tam na specjalne zaproszenie POSbistro jako jeden z ekspertów branży gastronomicznej. Jeżeli chciałbyś zarezerwować dla siebie mój czas, możesz to zrobić pod tym linkiem. Plany są takie żeby rozmawiać o RODO, regulaminie pracy, zakazie konkurencji i ochronie tajemnicy przedsiębiorstwa. To jak, z kim widzimy się już w piątek?

Pisałam Ci już ostatnio, we wpisie dotyczącym rozpowszechniania wizerunku naszych Gości, że jednym z najczęstszych problemów z jakim zgłaszają się do mnie ostatnio restauratorzy jest wynoszenie na zewnątrz restauracji jej tajemnic.

Ja sama wiem i miałam już okazję wielokrotnie na przykładach Klientów przekonać się jak ważna jest to kwestia w gastronomii, ale wiem też, że duża część z Was nie do końca jest jeszcze przekonana co do tego, że ochrona tajemnic Twojej restauracji wymaga podjęcia jakichś szczególnych działań po Twojej stronie. Dlatego dziś postaram się przekonać Cię, że jest zupełnie inaczej.

Zresztą, staram się o tym przekonywać Was także w realu, niejako w gratisie, dodając do przygotowywanych przeze mnie dokumentów na potrzeby wdrożenia RODO w Waszych restauracjach, właśnie zobowiązania do zachowania poufności informacji stanowiących tajemnicę Waszego przedsiębiorstwa, przy czym taka klauzula – jak się dowiesz poniżej – stanowi jedynie pewien element składający się na dobrą ochronę tajemnicy przedsiębiorstwa.

I taka klauzulę otrzymała też w pakiecie jedna z moich Klientek, Pani Mariola.

Po wdrożeniu RODO rozmawiałyśmy kilkukrotnie o tym, aby te klauzule rozszerzyć, aby w Regulaminie pracy dokładnie opisać co stanowi tajemnicę przedsiębiorstwa w jej restauracji, ale tak jakoś najpierw trwał sezon letni, potem obydwie miałyśmy zaplanowany urlop, a o tematu miałyśmy niedługo wrócić.

Wróciłyśmy do niego szybciej niż się spodziewałyśmy, kiedy jeden z kucharzy zatrudnionych w restauracji Pani Marioli postanowił pochwalić się na sekretnym sposobem przygotowywania flagowej potrawy restauracji na ogólnodostępnym forum, skupiającym osoby z branży gastronomicznej.

Sekret strzeżony od lat, co do którego niewątpliwie każdy kucharz po wielokroć był informowany, że jest absolutnie pod ochroną, nagle miał się stać dostępny tak naprawę dla nieograniczonej ilości osób w branży, w tym konkurentów Pani Marioli, którzy na ten moment czekali od lat..

Obowiązek zachowania poufności

Sekretowi jest blisko do tajemnicy, a tajemnicy do poufności.

Dlatego w pierwszej kolejności chciałabym napisać Ci kilka słów właśnie o możliwości zastrzeżenia klauzuli poufności. Mówiąc najprościej, polega ona na tym, że nasz obecny / były pracownik / zleceniobiorca zobowiązuje się do zachowania w poufności, nieujawniania i niewykorzystywania tajemnic Twojej restauracji, czyli tego, co stanowi Twoje know-how, Twoją przewagę konkurencyjną, Twój znak firmowy, rozpoznawczy.

Może to być autorski przepis, sposób przyrządzenia danej potrawy, kontakty do dostawców, sposób obsługi Klienta czy organizacji pracy – tak naprawdę to od Ciebie zależy, co zakwalifikujesz jako taką tajemnicę przedsiębiorstwa. Nie wymienię tu ich katalogu bo tych tajemnic może być nieskończenie wiele. Każda restauracja jest inna i czasem nawet przez myśl nam nie przejdzie, jaką to tajemniczą receptę na sukces ma nasz przeciwnik 😉

Tyle tylko, że ta możliwość własnego zdefiniowania tego, co stanowi tajemnicę naszego przedsiębiorstwa działa w dwie strony. Jest przywilejem, ale i obowiązkiem.

Zgodnie z samą definicją tajemnicy przedsiębiorstwa są to bowiem informacje techniczne, technologiczne, organizacyjne lub inne informacje posiadające wartość gospodarczą, które nie są powszechnie znane albo nie są łatwo dostępne, ale tylko o ile przedsiębiorca podjął odpowiednie środki, aby zachować je w tajemnicy.

Takimi odpowiednimi środkami z pewnością będzie zaś zdefiniowanie tego, co stanowi tajemnicę Twojej restauracji oraz odpowiednie zabezpieczenie tych informacji. Zabezpieczenie może oczywiście przybrać różną formę – możemy coś chronić za pomocą hasła, przy ograniczeniu dostępu szerszej liczby pracowników, powierzając dane informacje tylko wybranym osobom, ale bardzo ważnym elementem tej ochrony będzie z pewnością zdefiniowanie w aktach wewnętrznie obowiązujących w Twojej restauracji tego, co stanowi tajemnicę przedsiębiorstwa i zobowiązanie do jej zachowania przez Twoich pracowników i osób współpracujących z Tobą na innej podstawie prawnej aniżeli umowa o pracę.

Taka klauzula może znaleźć się w osobnej umowie, regulaminie pracy czy nawet samej umowie o pracę (poświęcamy jej po prostu jeden paragraf). Zwróć uwagę, że piszę tutaj głównie o pracownikach i zleceniobiorcach, ale oczywiście takie zapisy powinny pojawić się również w umowach  z kontrahentami, którzy do tych tajemnic mogą mieć dostęp (np. może się tak zdarzyć w sytuacji, w której współpracujesz z firmą cateringową, która stale świadczy dla Ciebie jakieś usługi i podczas tej współpracy takie tajemnice przedsiębiorstwa poznaje).

Obowiązek zachowania poufności może być zastrzeżony zarówno na czas obowiązywania umowy o pracę / umowy cywilnoprawnej, jak i na czas po jej zakończeniu (najczęściej są to 3 albo 5 lat).

Zastrzeżenie obowiązku zachowania poufności jest dla Ciebie bezkosztowe, nawet po zakończeniu umowy nie musisz wypłacać swoim byłym już pracownikom ani zleceniobiorcom ekwiwalentu za to, że nie zdradzą tajemnic Twojego przedsiębiorstwa, które uzyskali w trakcie współpracy z Twoją restauracją.

Zważywszy na to wszystko, co napisałam powyżej, jeżeli zapytasz mnie, czy warto wprowadzić takie klauzule poufności i w ogóle czy warto zdefiniować i chronić tajemnicę przedsiębiorstwa, bez wahania odpowiem Ci, że tak. Jak najbardziej warto.

Jeszcze dwie uwagi odnośnie obowiązku zachowania poufności:

Po pierwsze, nie będę dzisiaj opisywała co zrobić jak do naruszenia ochrony tajemnicy przedsiębiorstwa już dojdzie. Dzisiejszy wpis i tak jest obszerny, a ten temat zostawimy sobie na osobny post, choć jeżeli już teraz potrzebujesz jakichś informacji na ten temat, zajrzyj do wpisu odnośnie czynów nieuczciwej konkurencji, takie zachowanie jak najbardziej stanowi bowiem czyn nieuczciwej konkurencji. Dodaj do tego, karę z Kodeksu pracy i masz tak na szybko gotową receptę, jak postąpić w przypadku, kiedy okazało się, że Twój pracownik nie może bądź nie chce trzymać jednak języka za zębami 😉

Po drugie, tak , wiem – na 200% pod tym postem pojawią się pytania o typową ochronę przepisu kulinarnego, dlatego od razu kieruję Was do linka na blogu, gdzie możecie o tym przeczytać.

***

Zakaz konkurencji w gastronomii

Oprócz obowiązku zachowania poufności jest jednak jeszcze jeden sposób na ochronę tajemnic swojej restauracji, a jest nim zastrzeżenie zakazu konkurencji.

W wielkim skrócie, zakaz konkurencji polega na tym, iż nasz pracownik bądź zleceniobiorca nie może jeszcze w trakcie pracy w naszej restauracji czy też świadczenia na naszą rzecz usług podejmować działalności konkurencyjnej, otwierając własną restaurację, która będzie naszą konkurencją albo zatrudniając się u kogoś innego, ale prowadzącego działalność konkurencyjną w stosunku do naszej restauracji.

Co ważne – taki zakaz możesz zastrzec zarówno już w trakcie Twoje współpracy z danym pracownikiem albo dopiero po zakończeniu współpracy. Oczywiście, nie ma również przeszkód co do tego, aby zakaz obowiązywał w trakcie i po zakończeniu współpracy.

Jest jednak pewne ale..

o ile bowiem w trakcie współpracy z daną osobą, zakaz konkurencji możesz zastrzec bezkosztowo (nie musisz wtedy wypłacać na rzecz osoby, której zakaz dotyczy jakichkolwiek świadczeń), o tyle zakaz zastrzeżony na czas po rozwiązaniu umowy wiąże się z obowiązkiem wypłaty odpowiedniego odszkodowania przez cały czas jego obowiązywania.

Dlatego też, jeżeli zapytałbyś mnie, oczywiście tak ogólnie, bowiem w konkretnych przypadkach moja ocena mogłaby się nieco różnić, jak postrzegam pomysł zastrzeżenia klauzuli zakazu konkurencji w umowach z pracownikami bądź osobami współpracującymi na podstawie umów cywilnoprawnych, odpowiedziałabym Ci tak:

Uważam, że to bardzo dobry pomysł, ale na czas trwania umowy, kolokwialnie mówiąc, aby zabezpieczyć się przed tym, że nasz pracownik bądź zleceniobiorca „kombinuje coś na boku”, a przy tym nie dość że tworzy coś konkurencyjnego dla Ciebie, to jeszcze z pewnością nie dość skupia się na pracy u Ciebie. Nie oszukujmy się, zazwyczaj nie można robić dobrze, kilku rzeczy jednocześnie 😉

***

Jeżeli natomiast chodzi o czas po rozwiązaniu umowy, przede wszystkim ze względu na ewentualne obciążenia finansowe po Twojej stronie, ale także mając uwadze to, że w ten sposób blokujemy często takiej osobie w istotny sposób znalezienie nowej pracy, za każdym razem poważnie rozważyłabym wszystkie za i przeciw, zanim zaproponowałabym podpisanie takiej umowy mojemu współpracownikowi.

Oczywiście, mówimy tutaj o gastronomii, w innych branżach w których miałam okazję zastrzegać takie zakazy, sytuacja wygląda nieco inaczej, nas natomiast interesuje w tym momencie tylko branża gastronomiczna.

Jedna najważniejsza rzecz – zakaz konkurencji bezwzględnie musi zostać zastrzeżony na piśmie! Inaczej będzie nieważny!

***

Omawiając ten temat zapytasz mnie na pewno, co na to Kodeks pracy?

Przecież prawa i obowiązki Twojego pracownika są regulowane właśnie tym aktem prawnym i być może ta ochrona, o której ja tutaj piszę jest Ci zapewniona przez Kodeks pracy. Otóż nie. Ochrona ta jest fakultatywna, dodatkowa. Możesz ją wprowadzić, ale wcale nie musisz.

I tak właśnie stanowi też Kodeks pracy, możesz wprowadzić klauzulę zakazu konkurencji, jednak konieczne będą dodatkowe postanowienia i to koniecznie, pod rygorem nieważności, na piśmie. W zakresie ochrony tajemnicy Kodeks pracy nieśmiało odsyła do innych, przepisów szczególnych, w samym Kodeksie jedynie lakonicznie wspominając, że pracownik ma obowiązek zachować w tajemnicy informacje, których ujawnienie mogłoby narazić pracodawcę na szkodę.

***

A co dalej działo się w restauracji Pani Marioli?

Przez moment zrobiło się naprawdę niewesoło. Jednak można powiedzieć, że Pani Mariola miała potrójne szczęście.

  • szczęście nr 1 – w restauracji od lat przykładano dużą wagę do tego, aby personel miał świadomość, jakie informacje są chronione i nie powinny nigdy ujrzeć światła dziennego,
  • szczęście nr 2 – tajemnica, która „wyciekła” była na tyle rzucająca się w oczy, że wpisałam ją w klauzulę o zachowaniu poufności nawet bez dokładnego i szczegółowego analizowania, co w tej danej restauracji stanowi taką tajemnicę, po prostu nasunęła mi się ona na myśl w wyniku dotychczasowej współpracy, nie wszystkie jednak tajemnice Twojej restauracji są tak oczywiste dla osoby niejako z zewnątrz, nawet jeżeli to Wasz któryś wspólny projekt z rzędu,
  • szczęście nr 3 – nie tylko osoby przetwarzające dane osobowe, ale cały personel restauracji podpisały zobowiązanie do zachowania poufności.

Szczęśliwie skończyło się zatem na upomnieniu, wezwaniu do zaniechania naruszeń oraz usunięciu treści zawierających tajemnice przedsiębiorstwa z Internetu. Wszyscy mamy też nadzieję, że szybki czas reakcji pozwolił na to, że informacje te zobaczyła niewielka grupa osób, a przede wszystkim, że nie zdążyła ona dotrzeć do konkurencji.

***

Tak więc można powiedzieć, że tym razem szczęśliwie się skończyło. Mam jednak nadzieję, że to co napisałam powyżej, a przede wszystkim przypadek Pani Marioli przekonają Cię do tego, że ochrona tajemnic restauracji to wcale nie taka błaha sprawa i zbagatelizowanie tych kwestii może nie raz wyrządzić naprawdę wiele szkód w działalności Twojej restauracji.

Tym zaś, którzy się oburzą gdyż uważają, że pracownik czy zleceniobiorca przecież możesz korzystać z nabytego u nas doświadczenia, pracodawca nie ma prawa mu tego zakazywać, odpowiadam:

Oczywiście, pracownik może i zawsze wyniesie z pracy u nas swoje doświadczenie, którego wykorzystywania w przyszłości nie możemy mu zakazać. Ale musimy wyraźnie odróżnić korzystanie ze zdobytego doświadczenia od wykorzystywania dokładnie takich samych technik sprzedażowych, identycznych sposobów na przyciągnięcie klienta, proponowanie tożsamych dań, wykonanych według unikatowego sposobu ich przyrządzenia, często także kopiowanie samego wyglądu restauracji – słowem wykorzystywanie tego, co stanowi o naszej przewadze konkurencyjnej. Jeżeli ktoś odgadnie co jest w naszej marynacie bo ma taki dobry smak, jego zysk, ale jeżeli komuś w tajemnicy udostępnimy te informacje, a on wykorzysta je na zewnątrz, nie będzie to już korzystanie z nabytego doświadczenia.

Pamiętaj także, że obowiązek zachowania poufności i zakaz konkurencji to dwie odrębne instytucje i jedna nie wyklucza drugiej, zaś decyzja o tym czy w Twojej restauracji powinieneś zastrzec obie bądź tylko jedną z nich, a może żadną, których pracowników objąć zakazem konkurencji, a których nie, zawsze musi być podejmowana indywidualnie, choć nie ukrywam, że jestem gorącą zwolenniczką zastrzegania zasad poufności i w zdecydowanej większości przypadków zdarza mi się polecać i rekomendować to rozwiązanie, acz zawsze tylko i wyłącznie dla Twojego dobra 😉

Temat klauzul poufności  i zakazu konkurencji nie został oczywiście wyczerpany na tym wpisie. Na ten temat powstają nawet całe blogi, zatem na pewno będę o tym jeszcze pisać w kolejnych postach. Myślę jednak, że obszernością tego wpisu i tak na dziś Was już niemal zaspamowałam 🙂

 

PS. Już jutro listopad, mam nadzieję, że wiesz dokładnie jak rozliczyć czas pracy Twoich pracowników za czas listopadowego świętowania jednych i pracowania drugich. A jeżeli nie lub potrzebujesz odświeżenia, pod tym linkiem możesz zerknąć do zeszłorocznego wpisu w tym temacie. Czekam też na podpis Prezydenta RP pod ustawą o wolnym w dniu 12 listopada, żeby oficjalnie się do tej regulacji odnieść, ale jak pewnie się już spodziewasz, o ile dzień ten pewnie będzie wolny od handlu, o tyle gastronomia będzie pracowała na pełnych obrotach 😉

Oj dawno mnie tu nie było. To znaczy bywam codziennie, ale dawno nie miałam niestety czasu nic do Ciebie napisać. A tematów gorących i palących jest wiele, zwłaszcza tych, z którymi zwracają się do mnie w ostatnim czasie Restauratorzy. Na szczycie listy tematów, nad którymi intensywnie pracuję z moim Klientami znajdują się przede wszystkim umowa na organizację przyjęć okolicznościowych, naruszenie tajemnicy przedsiębiorstwa restauracji i … .

I temat, który od pewnego czasu czasu rozgrzewa Was do czerwoności.. A zwłaszcza od czasu wejścia w życie RODO 😉

Już kilku moich klientów w trakcie ostatnich miesięcy pisało do mnie:

Pani Mecenas, a co robimy z publikowanymi zdjęciami Gości restauracji? Przecież to też trzeba jakoś dostosować do tego RODO.

Tak, dokładnie, chodzi o rozpowszechnianie wizerunku naszych Gości.

Ma to szczególne znaczenie w dobie Internetu, kiedy w zasadzie każda restauracja ma własną stronę internetową, funpage na FB, a coraz częściej także konto na Instagramie. Czasem kusi nas, żeby w tym Internecie pokazać również naszych Gości – tych znanych, ale i tych nieznanych. Tych, którzy po prostu przyszli do nas kolację, jak i tych, którzy brali udział w jakimś organizowanym przez nas wydarzeniu.

Niestety w rozpowszechnianiu wizerunku naszych Gości nie tylko o RODO chodzi.

Choć oczywiście, jeżeli już ten wizerunek rozpowszechniamy, to jak najbardziej jako administrator danych musimy spełnić chociażby obowiązki informacyjne, które nakłada na nas RODO i skierować do osób, których wizerunek publikujemy klauzulę informacyjną, więc musimy również wypełnić obowiązki związane z RODO.

Prawo do publikowania wizerunku

Czym innym jest jednak samo posiadanie prawa do publikowania wizerunku, czym innym zaś ochrona danych osobowych. W RODO nie znajdziesz bowiem podstawy do publikowania wizerunku Gości. Samo opublikowanie wizerunku Gości i konieczność wypełnienia obowiązków związanych z RODO musi zatem poprzedzać posiadanie odpowiedniej podstawy – prawa do publikowania zdjęć naszych Gości.

Tej podstawy prawnej musisz szukać zaś raczej w przepisach regulujących prawa autorskie i prawa pokrewne aniżeli w przepisach RODO.

Jak już się domyślasz z tego co napisałam powyżej – nie w każdej sytuacji taka publikacja będzie możliwa, a często zależała będzie od spełnienia dodatkowych warunków po Twojej stronie, najczęściej uzyskania zgody osoby, której zdjęcie chcemy opublikować.

Zgodnie zatem z przepisami – co do zasady – rozpowszechnianie wizerunku wymaga zgody osoby na nim przedstawionej, przy czym mówimy tutaj o wizerunku – zatem czymś co daje możliwość rozpoznawalności. Jeżeli jakieś zdjęcie ma przedstawiać kawałek nogi lub ręki (które nie żaden sposób nie wskazują na to, kto jest ich właścicielem), z pewnością nie mamy wówczas do czynienia z rozpowszechnianiem wizerunku.

Ale są jeszcze 3 wyjątki, które pozwalają nam na publikowanie zdjęć bez uzyskiwania takiej zgody – możemy więc swobodnie publikować zdjęcia z naszej restauracji, nawet jeżeli przedstawiają one wizerunki osób, jeżeli:

  1. osoba, której zdjęcie chcemy opublikować otrzymała zapłatę za pozowanie, chyba że była pomiędzy nami jakaś dodatkowa wyraźna umowa, która by nam tego zakazywała,
  2. rozpowszechniamy wizerunek osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek ten utrwalono przy okazji pełnienia przez nią funkcji publicznych – politycznych, społecznych, zawodowych. Gościłeś lokalną drużynę siatkówki po zdobyciu przez nich mistrzostwa Polski na oficjalnej kolacji, pochwal się tym na stronie internetowej, ale jeżeli kilku siatkarzy odwiedziło Twoją restaurację wraz z rodzinami, aby zjeść prywatną kolację, aby wykorzystać i opublikować ich zdjęcia powinieneś uzyskać na to ich zgodę,
  3. dana osoba na tym publikowanym zdjęciu stanowi jedynie szczegół całości, takiej jak zgromadzenie, krajobraz, impreza publiczna – ta przesłanka jest na pewno najtrudniejsza do zastosowania. Powszechnie przyjmuje się, że powinieneś zrobić następujący test: zasłaniasz na zdjęciu daną osobę i oceniasz, czy to jakoś wpłynęło na obraz całości:
    – jeżeli tak  i okazuje się, że dana osoba była jednak postacią centralną i bez niej zdjęcie samo w sobie nie jest już tak atrakcyjne – powinieneś przed opublikowaniem zdjęcia poprosić ją o zgodę na taką publikację,
    – jeżeli nie i okazuje się, że nawet bez wizerunku tej osoby na zdjęciu tak naprawdę nic się nie zmieniło, usunięcie tej osoby w żaden sposób nie wpłynęłoby na obraz całości – możesz opublikować takie zdjęcie bez uzyskiwania zgody osoby, która jest na zdjęciu widoczna.

Musimy jednak w tym przypadku pamiętać o jednym – granica pomiędzy byciem nic nie znaczącym szczegółem a ważną postacią zdjęcia często stanowi bardzo cienką linię i może być tak, że mimo iż Ty uważasz że wizerunek danej osoby stanowi jedynie szczegół, osoba ta uważa zupełnie odwrotnie i zwraca się do Ciebie z żądaniem usunięcia zdjęcia, na którym się znajduje. Oczywiście roszczeń może być o wiele więcej, na razie zatrzymujemy się na tym najbardziej podstawowym, czyli żądaniu zaniechania naruszeń.

Co w takiej sytuacji?

To zależy tak naprawdę od Ciebie! Jeżeli naprawdę uważasz, że roszczenia osoby, którą widać na zdjęciu są niezasadne, że jest ona elementem całości i jej zgoda absolutnie nie była potrzebna, możesz jej to wszystko grzecznie powiedzieć lub napisać, a zdjęcie dalej niech sobie wisi w restauracji, na stronie www lub w mediach społecznościowych.

Jeżeli masz wątpliwości, zdjęcie nie jest takie do końca jednoznaczne, obawiasz, że nawet mimo wysłania umotywowanej odpowiedzi osobie, która zgłosiła swoje żądania usunięcia zdjęcia nie przekona jej to i prawdopodobnie ona dalej będzie walczyła o swoje, a w końcu nie jest to najważniejsze zdjęcie dla działalności restauracji w ogóle, możesz jej odpuścić, usunąć zdjęcie i zapomnieć o sprawie.

W takiej sytuacji zawsze potrzebne będzie indywidualne podejście do sprawy, rozważenie wszystkich za i przeciw i podjęcie decyzji. Jakie to w teorii proste. W praktyce trochę gorzej 😉

Wracając jednak do zgody.. jaka to ma być więc zgoda?

Wyraźna, nie dorozumiana. Konkretna i niewątpliwa – nie powinna to być zgoda ogólna, ale powinna jasno i konkretnie określać miejsce i charakter takiej publikacji. Jej forma nie jest określona przepisami prawa, ale pamiętaj że w przypadku jakichkolwiek wątpliwości będziesz musiał udowodnić, iż zgodę taką faktycznie uzyskałeś, dlatego w celach dowodowych zawsze mieć warto taką zgodę na piśmie. Co ważne – brak sprzeciwu nie oznacza zgody!

Zapytasz na pewno o zgodę udzielaną we wszelakich regulaminach (np. regulaminie restauracji) – to dość nieoczywiste zagadnienie. Powiem Ci tak: jest możliwe, aby zgodę taką wyrazić poprzez zaakceptowanie regulaminu, przy czym przynajmniej w mojej ocenie, akceptacja taka musi być świadoma i dobrowolna Jeżeli zatem organizujesz jakąś tematyczną kolację i chcesz opublikować zdjęcia z tego wydarzenia, publikujesz warunki uczestnictwa w takiej imprezie, mogą one zawierać punkt o tym, że uczestnik wyraża zgodę na publikowanie jego wizerunku – najwyżej nie weźmie udziału. Ale – jeżeli chcesz podobny punkt wpisać w regulamin restauracji zajmującej się organizacją wesel – trudno, aby zmuszać Gości weselnych do tego, żeby zgadzali się na publikację swoich zdjęć. Ja wiem, to tzw. dobrowolny przymus, ale moim zdaniem taki punkt w regulaminie może zostać dość łatwo zakwestionowany jako niezgodny z prawem.

***

Temat upubliczniania zdjęć jest to temat obszerny i wcale nie tak prosty, ale mam nadzieję, że po dzisiejszym wpisie wiesz już, że:

  1. najpierw musisz ustalić czy możesz upublicznić zdjęcie danej osoby bez jej zgody,
  2. jeżeli nie możesz – w kolejnym kroku musisz odebrać od tej osoby zgodę na przetwarzanie jej wizerunku,
  3. jeżeli masz podstawę do opublikowania zdjęcia albo zgodę, zdjęcie publikujesz i wypełniasz obowiązki informacyjne wynikające z RODO.

To tyle na początek. Do konkretnych stanów faktycznych, pewnie będziemy po wielokroć jeszcze wracali.

PS. Wiesz kiedy zaczęłam pisać ten artykuł? Jakoś tak w połowie sierpnia 😉 Zresztą, zobaczcie sami co napisałam we wpisie dotyczącym obalania mitów dotyczących kasy fiskalnej w gastronomii.

O tym, jak ważne jest posługiwanie się przy prowadzeniu swojej własnej gastronomii dobrymi wzorami umów przekonywałam Cię już wiele razy, chociażby we wpisie o dwóch ważnych słowach na literę U albo o tym jak ważna jest komparycja umowy.

Wiele razy pisałam również o prawie pracy i problemach związanych z pracownikami. W tych wpisach gdzieś tam ukradkiem pojawiał się również temat regulaminu pracy.

Od razu od kilku osób dostało mi się po głowie, no bo że niby po co, przecież restauracja zazwyczaj nie zatrudnia takiej liczby osób, aby konieczny był regulamin pracy, poza tym tworzymy w ten sposób nikomu niepotrzebną papierologię, że i tak nikt nie będzie tego stosował… i tak dalej i tak dalej.

To prawda, jeżeli nie zatrudniasz co najmniej 50 pracowników, nie musisz wprowadzać regulaminu pracy.

Niezależnie od tych krytycznych głosów, niezmiennie stoję jednak na stanowisku, że regulamin pracy to często bardzo przydatny instrument, który pozwala na tworzenie lepszej kultury pracy, a spisanie zasad obowiązujących pracowników w formie jednego regulaminu, który w przystępny sposób będzie opisywał ich prawa obowiązki raczej nie może zepsuć atmosfery na linii pracownik – pracodawca, ale wręcz przeciwnie – może tę atmosferę tylko polepszyć.

***

Mam nadzieję, że pracownicy gastronomii mnie za to nie znienawidzą, ale..

Stworzę teraz obraz trzech demonicznych pracowników, niech będą nimi Pan Maciek, Pani Agnieszka i Pani Kasia, a zatem..

Kojarzysz ten moment, kiedy podjeżdżasz do restauracji, idziesz na kuchnię.. pusto. Wychodzisz na podwórze od strony kuchni, a tam ploteczki, śmiechy.. i papierosy?

Kojarzysz ten moment, kiedy wchodzisz do kuchni, a tam nagminnie widzisz jak Pani Agnieszka korzysta ze sprzętu firmowego na własne potrzeby i to bez pytania. Albo rano zauważasz, że przynosi z domu sprzęt, który bez pytania sobie „pożyczyła”?

Kojarzysz ten moment kiedy mijasz Pana Maćka i przejść obojętnie nie możesz bo koło zapachu będącego pozostałością po wczorajszej imprezie przejść się nie da?

Kojarzysz ten moment, kiedy wchodzisz do restauracji, a Pani Agnieszka i Pani Kasia nie zwracają na Ciebie uwagi bo tak uważnie wpatrują się w swoje telefony komórkowe?

Kojarzysz jak bardzo jesteś wkurzony kiedy Pan Maciek nie usprawiedliwi swojej nieobecności w pracy albo dość długiego spóźnienia?

No dobra wystarczy.. wiem, że kojarzysz bo to są problemy, które pojawiają się w gastronomii nagminnie, niezależnie od tego, jak wielu wspaniałych pracowników codziennie w tej branży haruje do późnych nocnych godzin i zostawia serce na talerzu.

Problemy te jednak faktycznie istnieją, a samo zwracanie pracownikom uwagi często na niewiele się zda. Ale jak już coś jest na papierze.. to trochę co innego. Zwykle okazuje się, że jednak skutkuje. Wyrzucam poza margines oczywiście tych, którym na pracy nie zależy i wolą ją stracić niż stosować jakąkolwiek dyscyplinę pracy.

Dlatego właśnie, w przypadku takich nagminnie pojawiających się problemów, moim zdaniem warto, aby w restauracji wprowadzić regulamin pracy.

***

A jeżeli już zdecydujesz się na wprowadzenie u siebie regulaminu pracy, musisz wiedzieć, że przepisy obligują Cię, aby znalazły się w nim pewne konieczne zapisy, druga część postanowień które możesz zawrzeć w tym regulaminie jest natomiast dowolna, czyli powinna ona dotyczyć problemów związanych z organizacją i dyscypliną pracy, które u Ciebie w restauracji są kluczowe – nagminne, najpoważniejsze.. Trzeba po prostu zrobić rachunek sumienia i uregulować wszystko to, co najbardziej nas uwiera.

Do elementów obligatoryjnych będą należały takie kwestie jak:

  • określenie warunków przebywania na terenie restauracji – zarówno w czasie pracy, jak i po jej zakończeniu (tak na marginesie, może to dziwne, ale naprawdę wielu Klientów mówi mi o problemie z przebywaniem pracowników w restauracji po godzinach pracy),
  • wyposażenie pracowników, odzież, obuwie, środki ochrony indywidualnej i higieny osobistej,
  • systemy i rozkłady czasu pracy, a także przyjęty okres rozliczeniowy,
  • zasady wypłaty wynagrodzenia,
  • sposób potwierdzania przybycia i obecności w pracy i usprawiedliwiania nieobecności w pracy,
  • informacje o stosowaniu kar porządkowych.

Jak widzisz, całkiem sporo tych elementów, które koniecznie musi zawierać regulamin pracy. A dodatkowo jeszcze możesz w nim zawrzeć nieobowiązkowe elementy, takie jak:

  • kwestie badania trzeźwości pracowników,
  • kwestie dotyczące monitoringu,
  • kwestie dotyczące używania telefonów komórkowych i korzystania z Internetu,
  • kwestie posiłków dla pracowników,
  • kwestie przerw na wychodzenie na papierosa,
  • kwestie używania sprzętu firmowego dla celów prywatnych.

***

Jeżeli zdecydujesz się na wprowadzenie do swojej restauracji regulaminu pracy pamiętaj, że wchodzi on w życie po upływie 2 tygodni od dnia podania go do wiadomości pracownikom, a ponadto powinieneś również zapoznać z jego treścią każdego nowego pracownika, jeszcze przed dopuszczeniem go do pracy.

Jeżeli natomiast chodzi o sposób poinformowania obecnych pracowników, kodeks pracy mówi tylko tyle, że ma się to odbyć w sposób zwyczajowo przyjęty u danego pracodawcy. Oznacza to mniej więcej tyle, że powinieneś ich poinformować w taki sposób, w jaki informujesz o wprowadzeniu innych aktów, zarządzeń, itp.. czyli przykładowo poprzez wywieszenie go w miejscu, gdzie wszyscy pracownicy będą mieli do niego dostęp i będą mogli swobodnie się z nim zapoznać.

Oczywiście najlepiej, żeby zostało to odpowiednio udokumentowane w aktach pracowniczych.

***

Nie wiem, czy udało mi przekonać Cię, że regulamin pracy to dobra rzecz. Choć mam cichą nadzieję, że tak. I że wraz z uporządkowaniem organizacji pracy w Twojej restauracji, zniknie choć część Twoich pracowniczych problemów, albo nawet tylko jeden, nieważne czy to komórkowy, ubraniowy czy problem z trzeźwością czy nieobecnościami w pracy. Choć jeden. Ehhh.. a jest ich przecież tak wiele, prawda? 😉

 

PS. Nie zakładam tego, ale gdyby w Twojej restauracji działały związki zawodowe, musisz z nimi uzgodnić treść regulaminu pracy. Ci co zakładowe organizacje związkowe u siebie mają, a to czytają, wiedzą zapewne, że uzgodnienie regulaminu pracy to zaledwie wierzchołek góry lodowej, jeżeli chodzi o kwestię uzgodnień ze związkowcami 😉

Wróciłam. Dwa tygodnie beztroskiej, południowej laby szybko niestety dobiegły końca, a obowiązki nieubłaganie wzywały do ogarniętej prawdziwym babim latem Polski. W naszej pamięci  zostaną jednak piękne chwile na sycylijskiej ziemi. Niesamowita architektura włoskich miasteczek, pyszne włoskie jedzenie oraz piękne krajobrazy.

Na pierwszy powakacyjny wpis wybrałam dla Was.. podatki, a jakże! 🙂

O podatkach pisałam już nie raz nie dwa, gdyż niestety podatki w gastronomii to dość skomplikowany temat. A co istotniejsze i najważniejsze – Wy bardzo lubicie o podatkach czytać!

Pewnie pamiętacie wpis o opodatkowaniu kawy czy obowiązywaniu obniżonej 5% stawki podatku VAT.

Dziś natomiast zajmiemy się opodatkowaniem organizacji wesel i innych przyjęć okolicznościowych.

Nie natchnęło mnie na ten temat przypadkiem. Ostatnio sporządzam dla moich Klientów całkiem sporo umów o organizację tego typu przyjęć i na tym tle wyłania się ciekawy problem związany z opodatkowaniem takich imprez właśnie.

W umowach zazwyczaj znajduje się taki zapis:

Do wynagrodzenia umownego zostanie doliczony podatek VAT, według stawki obowiązującej w dniu wystawienia faktury VAT. 

Albo taki:

Strony ustalają, że cena menu za jednego uczestnika wynosi 250 złotych. (…) Wszystkie ceny podane w niniejszej umowie są cenami brutto.

Tak na marginesie, powinniśmy stosować zapis w takim kształcie jak  w drugim przykładzie. Jeżeli drugą stroną umowy jest konsument, zawsze powinien on mieć bowiem podaną całkowitą cenę usługi.  Nie jest rolą konsumenta zastanawiać się ani obliczać ile też podatku podatku VAT będzie musiał dopłacić.

I jeszcze jedna rzecz na marginesie – jeżeli boisz się, że zastosujesz zapis w kształcie podanym w drugim przykładzie, a między zawarciem umowy a organizacją przyjęcia zmienią się obowiązujące stawki podatku VAT, możesz zabezpieczyć się i na taką okoliczność – pisałam o tym w tym wpisie.

A wracając do meritum – niezależnie od tego, które z powyższych rozwiązań zastosujesz.. i tak nie unikniesz momentu, w którym trzeba będzie zdecydować.. jaką stawkę VAT zastosować 😉

Twój wybór polega w tym wypadku tylko na tym, że albo zrobisz to od razu – kalkulując cenę za ten symboliczny talerzyk albo też możesz odsunąć ten trudny proces decyzyjny w czasie i będziesz musiał podjąć ostateczną decyzję dopiero na etapie wystawiania faktury VAT.

Co zaś się tyczy samych stawek VAT – co do zasady – i o tym pewnie wszyscy wiemy – usługi gastronomiczne obciążone są 8% stawką podatku VAT i organizacja wszelakiego typu przyjęć nie jest tu wyjątkiem – wesela, chrzciny, komunie, urodziny..

Ale, ale.. a alkohol? A kawa? A napoje gazowane? Jak też pewnie wszyscy wiemy, ich sprzedaż opodatkowana jest już 23% podatkiem VAT.

Rozwiązanie tego problemu jest dość banalne. Wskazane wyżej różne stawki podatku VAT muszą bowiem znaleźć swoje odzwierciedlenie na wystawianej przez Ciebie fakturze VAT, na której muszą zostać ujęte co najmniej dwie pozycje:

  • usługa gastronomiczna (obejmująca w zasadzie wszystkie czynności składające się na organizację wesela czy innego przyjęcia okolicznościowego – od przygotowania jedzenia po obsługę i sprzątanie sali weselnej),
  • usługa polegająca na sprzedaży napojów objętych 23% stawką podatku VAT.

Swego czasu pojawiało się wiele indywidualnych interpretacji podatkowych w tym zakresie, można też znaleźć w tym temacie kilka wyroków sądowych. Obecnie wydaje się zaś, że sposób opodatkowania organizacji przyjęć okolicznościowych nie budzi w doktrynie ani orzecznictwie większych wątpliwości, a od dzisiejszego dnia zakładam, że jest  w pełni jasny również dla Was, którzy zaglądają na bloga! 🙂

A blog niedawno skończył już półtora roku. Ani się obejrzymy, a stuknie nam 2 lata 😉

Na koniec chciałabym odnieść się jeszcze do dwóch kwestii.

Po pierwsze, noclegi. Usługi krótkoterminowego zakwaterowania objęte są 8% stawką podatku VAT i taką właśnie stawkę za wynajem powinieneś stosować jeżeli oprócz organizacji przyjęcia zapewniasz również nocleg uczestnikom zabawy weselnej.

Po drugie, sam wynajem sali. Nietrudno sobie wyobrazić, że są sale weselne, które nie zapewniają wcale przygotowania jedzenia, obsługi czy udostępnienia zastawy stołowej. W takim przypadku mamy zatem do czynienia z klasycznym wynajmem. Dlatego też stosujemy wówczas 23% stawkę podatku VAT.

Oczywiście, czasem możliwe będzie skorzystanie również ze zwolnień podmiotowych w podatku VAT, ale zakładam, że Ciebie jako prężnie działającego przedsiębiorcę, w niewielkim stopniu będzie to zwolnienie dotyczyło.

PS. Miałam ostatnio niezwykłą przyjemność udzielić wywiadu na temat pracy adwokata, zakładania Kancelarii, konkurencji, bloga, Klientów i jeszcze kilku innych ciekawych tematów. Jeżeli chciałbyś posłuchać, zostawiam Ci linka i .. miłego słuchania!