Sezon wakacyjny w pełni, więc postanowiłam że i dzisiejszy wpis będzie nieco podpasowany pod Wasze wakacyjne problemy. Kiedy bowiem wszystkie restauracje, smażalnie, a zwłaszcza te w miejscowościach turystycznych zapełniają się po brzegi, wśród wielu zadowolonych Klientów zdarzają się i tacy, którzy zadowoleni nie są.. albo są zadowoleni, ale tak nie do końca 😉

Zajmiemy się dziś prawem do reklamacji w restauracji.

Miałam ten temat na swoje blogowej liście już dawno, a do przesunięcia go nieco w kolejce skłoniły mnie ostatnie wydarzenia w jednym z popularnych browarów rzemieślniczych i niemiły (żeby nie użyć słów dosadniejszych) komentarz właściciela browaru w odpowiedzi na ocenę podanego w restauracji jedzenia przez jednego z Gości, czyli tzw. tatargate. Zresztą, z tego co pamiętam to nie pierwsza związana z tatarem afera na naszym podwórku restauracyjnym. Jakiś ten tatar pechowy 😉

Rynek gastronomiczny w Polsce – zwłaszcza w ostatnich latach – bardzo się zmienia. Zmienia się też wiedza, świadomość oraz wymagania naszych Gości, nie tylko jeżeli chodzi o skład podawanych przez nas dań, ale także ich świeżość czy jakość, o czym zresztą pisałam kilka miesięcy temu w artykule do miesięcznika Szef Kuchni Gastronomicznej.

To już nie tylko ten słynny włos czy mucha w zupie będą powodowały, iż nasz Gość zwróci się do nas reklamacją wydanego mu dania. Często również może zdarzyć się tak, że nie zgłosi on swoich zastrzeżeń od razu – na miejscu – ale następnie niestety opisze całą sytuację w Internecie, przykładowo na naszym profilu na FB.

Zresztą, ta druga sytuacja jest chyba dla Ciebie jako Restauratora zdecydowanie gorsza – zawsze bowiem lepiej załatwić sprawę „na żywo” niż tłumaczyć się w Internecie z opinii, która i tak na długo tam pozostanie i będą ją mogli przeczytać wszyscy, którzy dopiero chcą do nas zajrzeć, ale najpierw poszukują opinii o danym miejscu. Sprawa jest tym gorsza, że zawsze w takiej sytuacji powinniśmy potrafić utrzymać nerwy na wodzy, a nasza odpowiedź powinna być rozsądna i wyważona. Wiem, łatwo powiedzieć.. ale na pewno powinniśmy się starać, aby zawsze tak było 😉

To wszystko co napisałam powyżej może nie jest stricte prawne, ale na pewno byłoby częścią porady prawnej, gdybyś jako mój Klient zapytał się mnie, jak poradzić sobie zarówno z reklamacją, jak i samą negatywną opinią na temat swojej restauracji zamieszczoną w Internecie..

Co się zaś tyczy wywodu prawnego w tym temacie..

Reklamacja przysługuje, jeżeli podane przez nas danie jest niezgodne z zawartą przez nas umową. Tak samo jak szewc zapewnia bowiem o solidności, jakości i niezawodności wykonania naprawianych przez siebie butów, tak samo my jako restauratorzy zawierając umowę na wykonanie konkretnego dania zapewniamy, że zostanie ono przez nas przygotowane ze starannie dobranych, świeżych składników, że jest przygotowane na miejscu, a menu rzetelnie informuje o samym składzie potraw i występujących w nim alergenach.

To, że umowa pomiędzy restauracją a Klientem jest ustna niczego tutaj nie zmienia. Umowa to umowa. Oczywiście, również w przypadku umów zawieranych na piśmie – a i takie w restauracji nierzadko są zawierane, jak chociażby umowy na organizację przyjęć okolicznościowych, nasz Gość ma prawo do złożenia reklamacji. Forma umowy nie ma w tym przypadku żadnego znaczenia.

Jakie zatem przewinienia mogą stać się podstawą złożenia reklamacji?

  • podanie starego, nieświeżego jedzenia,
  • podanie dań mrożonych bądź używanie mrożonych półproduktów (np. ryb), jeżeli nie jest to wyraźnie zaznaczone w menu,
  • używanie do przygotowania potrawy składników niewymienionych w opisie potrawy lub obecność w nich alergenów, o których nasz Gość nie został poinformowany,
  • obecność w potrawach włosów, owadów, gwoździ, plastiku i innych..,
  • zaserwowanie Gościom surowego mięsa bądź zimnej zupy,
  • zbyt mała gramatura podanego dania w stosunku do ilości określonej w menu,
  • zbyt długie oczekiwanie na podanie dania, jeżeli Goście nie zostali poinformowani o wydłużonym czasie oczekiwania.

Powyższa wyliczanka ma rzecz jasna charakter otwarty, a zawarte w niej wyliczenie jedynie przykładowy charakter. Trudno byłoby wymienić wszystkie przypadki, kiedy możemy mieć do czynienia z uzasadnioną reklamacją. Myślę wręcz, że w zasadzie jest to niemożliwe. Ale może Wy – w komentarzu lub wiadomości prywatnej – podpowiecie mi, co jeszcze koniecznie powinno zostać ujęte powyżej.

***

Gdy reklamacja jest uzasadniona

Jeżeli reklamacja okaże się jednak uzasadniona, mamy tak naprawdę dwa wyjścia:

  1. możemy zaproponować naszym Gościom wydanie nowej potrawy w zmian tej reklamowanej.
    Ale uwaga – jeżeli reklamacja dotyczy tego, że ryba była surowa – nie próbujmy dosmażyć tej, która wróciła z sali – kiedy taka ryba z powrotem wróci na salę, naprawdę wiadomo, że już się gdzieś kiedyś widzieliśmy 😉 Chodzi więc o to, żeby faktycznie było to danie nowe;
  2. możemy zwrócić zapłaconą przez Gościa cenę albo nie pobierać jej przy regulowaniu rachunku;

Słowo uzasadniona nie pojawiło się jednak powyżej przypadkowo. Nie chodzi bowiem o to, że nasi Goście mogą reklamować absolutnie wszystko, a my musimy takie reklamacje akceptować. Jeżeli zatem Gość reklamuje sam smak potrawy, która przygotowana została zgodnie z opisem menu, a reklamacja wynika tylko i wyłącznie stąd, że Gość myślał, że będzie ona inaczej smakowała, nasz personel powinien potrafić grzecznie uświadomić takiego delikwenta co reklamacji podlega, a co nie..

Podobnie powinniśmy zareagować w przypadku, kiedy naszemu Gościowi nagle po pewnym czasie, przykładowo jakimś tygodniu, przypomniałoby się że jadł w naszej restauracji nieświeżą potrawę. Również wówczas możemy grzecznie poinformować, ze reklamacja powinna zostać zgłoszona niezwłocznie, a po takim czasie Ty nie jesteś niestety w stanie zweryfikować jej zasadności, chyba że nasz Gość dysponuje jakimiś dowodami na potwierdzenie swoich twierdzeń.

Co zatem w przypadku, kiedy nie uznamy reklamacji?

Jeżeli nasz Gość składa ustną reklamację, a my jej nie uwzględnimy, ma on prawo złożyć ją na piśmie, a wówczas jesteśmy zobowiązani udzielić również pisemnej odpowiedzi w terminie 14 dni od dnia otrzymania takiej pisemnej reklamacji.

Jeżeli powtórnie nie uwzględnimy reklamacji, to nasz Gość ma teraz dwa wyjścia:

  1. może zwrócić się o pomoc do Miejskiego bądź Powiatowego Rzecznika Praw Konsumentów – ta droga jest dla naszego Klienta bezpłatna, dlatego konsumenci dość często z niej korzystają, zazwyczaj wówczas taki rzecznik przysyła do nas pismo z prośbą o wyjaśnienie i ustosunkowanie się do zaistniałej sytuacji i w drodze takich pisemnych negocjacji zazwyczaj dochodzi się do jakiegoś konsensusu,
  2. może złożyć przeciwko nam pozew do Sądu z żądaniem uznania reklamacji i przyznania mu stosownej rekompensaty, przy czym jest to mało prawdopodobne z co najmniej kilku powodów:
  • roszczenie przed Sądem trzeba udowodnić – dowodami mogą być zdjęcia, filmy, zeznania świadków – jednak będąc w restauracji Goście często nie myślą o tym, aby zabezpieczać potencjalne dowody na okoliczność sprawy sądowej, choć obecnie zdarza się to pewnie coraz częściej,
  • postępowanie sądowe kosztuje – co prawda w przypadku wygranej koszty te co do zasady zostaną powodowi zwrócone, ale to nigdy nie kalkuluje się tak całkowicie do 0 – trzeba dojechać do Sądu, a więc pokryć koszty paliwa, dodatkowo wziąć wolne w pracy, pokryć koszty korespondencji itd., nie licząc już naszego cennego czasu i energii,
  • roszczenie opiewa zazwyczaj na niewielką kwotę i większości osób po prostu nie chce się walczyć o tak niskie kwoty w Sądzie. Choć uwaga – widziałam już pozwy i osobiście uczestniczyłam w postępowaniach o 10 czy 30 złotych – dlatego, mając pecha i o taką kwotę może toczyć się sprawa sądowa..

Niestety z reklamacji, zwłaszcza w przypadku organizacji umów okolicznościowych (ale nie tylko), może także wyniknąć całkiem poważna sprawa sądowa. Jeżeli ktoś zje u nas nieświeżą potrawę i się zatruje albo pojawi się u niego reakcja alergiczna (a danego alergenu nie uwzględniono w karcie). Takie sprawy kończą się często wypłatą na rzecz poszkodowanych stosownego odszkodowania i zadośćuczynienia, czy to zasądzonego na drodze postępowania sądowego czy też ustalonego polubownie. Wtedy też dopiero można docenić siłę ubezpieczenia w gastronomii 🙂

A co jeżeli negatywna opinia pojawi się dopiero w Internecie?

Wiesz już, że Goście powinni składać reklamacje bezpośrednio na miejscu, żeby reklamacja mogła zostać uwzględniona faktycznie powinniśmy mieć możliwość zweryfikowania czy pretensje zgłaszane pod adresem wydanej potrawy są słuszne. Jak jednak zareagować, kiedy nasz Klient tę bezpośrednią ścieżkę reklamacji postanowi ominąć? Albo jego negatywna opinia jest pokłosiem nieuznania przez nas złożonej reklamacji?

Jeżeli reklamacja nie była wcześniej składana – mimo, iż nie musimy tego robić, w dobrym tonie jest jednak zaproponowanie jakiegoś rabatu przy okazji kolejnej wizyty bądź w ogóle zaproponowanie darmowego posiłku. Choć jeżeli napiszesz tylko, że dziękujesz za komentarz i na pewno weźmiesz go sobie do serca, to od strony prawnej też wszystko będzie OK.

Jeżeli pisze to osoba, która wcześniej składała reklamację, a ta nie została uznana – nic już raczej nie poprawi naszej pozycji w oczach takiego Gościa, więc nie uznając reklamacji musimy się po prostu liczyć z tego typu konsekwencjami. Dlatego też warto dokładnie przemyśleć naszą politykę reklamacyjną. Restauratorzy często niechętnie „przyznają się” do winy i wychodzą z założenia, że skoro powiemy, że coś było nie tak, nasi Goście stracą do nas zaufanie i nadszarpnie to nasz wizerunek. Często jednak okazuje się, że jest zupełnie na odwrót. Goście cenią to, że potrafimy przyznać się do błędu, który naprawimy i postaramy się, aby nigdy więcej się nie powtórzył. Potknięcia zdarzają się przecież nawet najlepszym! Dlatego często nawet z marketingowego punktu widzenia zalecane jest honorowe przyznanie się do błędu, zamiast nieudolnego udawania, że żadne błędy po naszej stronie nie miały miejsca. Często strata w postaci dwukrotnie wydanego dania  lub wydania go za darmo jest bowiem niczym w porównaniu z internetową burzą na naszym profilu lub stronie internetowej. Ale to już zwykła rada, bardziej marketingowa aniżeli prawna.

A wynika ona tylko i wyłącznie z tego, że – tak jak pisałam powyżej – najczęściej to nie postępowania sądowe są najdotkliwszym skutkiem złej polityki reklamacyjnej.

Oczywiście, jeżeli opinia zamieszczona w Internecie jest całkowicie niesłuszna, kłamliwa, co więcej – jeżeli tych opinii jest więcej, a nawet masz podejrzenie, że ten negatywny PR może pochodzić od Twojej konkurencji mamy środki prawne, aby temu zaradzić. Możemy walczyć o swoje dobre imię, najpierw próbując polubownie załatwić sprawę z taką osobą, a jeżeli to nie przyniesie odpowiedniego skutku, walczyć również o swoje dobre imię przed Sądem.

Zresztą takie opinie nie muszą być wygłaszane tylko w Internecie, również poczta pantoflowa może w takim przypadku wyrządzić wiele zła.. Miałam Klienta, który w Internecie zbierał same pozytywne opinie, zaś znalazła się osoba „w realu”, która mając dostęp do dużej grupy słuchaczy, konsekwentnie i regularnie szkalowała dobre imię restauracji, nie mając ku temu żadnych podstaw ani dowodów.

Takie zachowanie może stanowić czyn nieuczciwej konkurencji, może stanowić nieuczciwą praktykę rynkową, a wreszcie może także naruszać nasze dobra osobiste bądź stanowić przestępstwo zniesławienia określone w Kodeksie karnym. Jak zwykle wszystko w takim przypadku będzie zależało od szczegółów danej sprawy – a więc tego, jak dokładnie wygląda stan faktyczny, czy po drugiej stronie mamy konsumenta czy przedsiębiorcę i wielu innych czynników. Może opiszę Wam również niedługo dokładnie na czym w przypadku branży gastronomicznej mogą polegać czyny nieuczciwej konkurencji oraz jakie zachowania mogą stanowić nieuczciwą praktykę rynkową, ale to już może innym razem 😉

Zaczęłam pisać o reklamacji, a skończyłam na szkalowaniu naszego dobrego imienia.. Czy to się w ogóle łączy? 🙂 Moim zdaniem jednak tak, gdyż nie każda reklamacja będzie uzasadniona. A wtedy droga pomiędzy opinią w Internecie a niesłusznym pomówieniem jest już bardzo krótka.

Nie jest dla nikogo tajemnicą, iż od pewnego czasu pracownicy spoza Polski zalewają wręcz nasz rodzimy rynek pracy. Mam tu na myśli Ukraińców, ale nie tylko. Są to też obywatele Mołdawii, Armenii, Białorusi, Rosji czy Gruzji.

Trend ten nie ominął również branży gastronomicznej. W sumie czemu miałby ominąć..

Ciekawa jestem ilu z Was zatrudnia albo zatrudniało pracowników będących obywatelami innych krajów niż Polska, a ilu mniej lub bardziej intensywnie o tym myśli.  Gdybyśmy byli na Instagramie, zrobiłoby się ankietę 😉

Zatrudnienie cudzoziemców i związane z tym problemy praktyczne to oczywiście niemalże temat na osobnego bloga, ale postaram się choć w kilku wpisach pomóc Wam przebrnąć przez te najbardziej częste problemy. Chyba, że sami dostarczycie mi pytań – wtedy również  te problemy spróbujemy rozwiązać na blogu 🙂

Zacznijmy jednak od początku – czyli kto może być naszym pracownikiem, na jakiej podstawie, na jak długo?

Kto to jest cudzoziemiec?

Nie każdy nie-Polak  będzie bowiem cudzoziemcem, do którego stosowali będziemy przepisy o zatrudnieniu cudzoziemców. Przepisów tych nie stosujemy zatem do: obywateli UE, EOG (UE + Islandia,  Lichtenstein, Norwegia) i Szwajcarii.

Czy wszystkich cudzoziemców obowiązują te same przepisy?

Okazuje się, że nie. Istnieje bowiem procedura uproszczona – opierająca się na oświadczeniach (o czym jeszcze niżej), która zakłada, że obywatele niektórych państw – Armenii, Białorusi, Gruzji, Mołdawii, Rosji i Ukrainy – mogą uniknąć konieczności uzyskiwania zezwolenia na pracę.

Co ciekawe, na stronach gdyńskiego urzędu pracy można się dowiedzieć, że przykładowo w roku 2016 na terenie Gdyni i Sopotu znajdowali zatrudnienie wyłącznie cudzoziemcy z tych.. 6 krajów. Ale wiem też z własnego doświadczenia, że obecnie na terenie Gdyni zatrudnienie znajdują również przedstawiciele innych państw, choćby przykładowo Wietnamu.

Jakie przepisy regulują zatrudnianie cudzoziemców?

Teoretycznie są tylko 2 ustawy (o cudzoziemcach oraz o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy), ale.. jest także kilka rozporządzeń, które te ustawowe przepisy uszczegóławiają. Jak się już domyślasz, tu pojawia się  cała trudność (nie licząc oczywiście często odmiennych interpretacji obowiązujących przepisów), skoro bowiem przepisy są rozsiane, trudno ogarnąć je wszystkie razem i odpowiednio zastosować. Ale w tym akurat zamierzam Ci pomóc 😉

Na jakiej podstawie cudzoziemiec może pracować w Polsce?

Istnieje kilka rodzajów dokumentów uprawniających cudzoziemców do pracy w Polsce. Oto one:

  • jednolite zezwolenie na pobyt czasowy i pracę – wydaje je wojewoda na wniosek cudzoziemca, jak sama nazwa wskazuje uprawnia zarówno do pobytu w Polsce, jak i świadczenia pracy,
  • zezwolenie na pracę – wydawane przez starostę – wyróżniamy 5 typów: A (gdy cudzoziemiec zatrudniony jest przez polskiego pracodawcę, wydawane na wniosek pracodawcy), B (dotyczy cudzoziemca, który pełni funkcje w zarządzie bądź  działa jako komplementariusz lub prokurent), C, D i E (dotycząc delegowania cudzoziemca na terytorium Polski),
  • zezwolenie na pracę sezonową – typ S – nowy instrument, funkcjonujący dopiero od 1 stycznia tego roku, wydaje go starosta (powiatowy urząd pracy) na wniosek pracodawcy, uprawnia jedynie do  pracy w branżach czy też podklasach uznanych za sezonowe, przez 9 miesięcy w roku kalendarzowym,
  • oświadczenie o powierzeniu wykonywania pracy cudzoziemcowi – dotyczy wyłącznie pracy niesezonowej, oświadczenie to podlega rejestracji w powiatowym urzędzie pracy, którego powinien dokonać pracodawca. Na podstawie takiego oświadczenia pracownicy z wymienionych wyżej 6  krajów mogą pracować bez zezwolenia na pracę przez  okres 6 miesięcy w kolejnych 12 miesiącach.

Od razu dodam, że restauracje i pozostałe placówki gastronomiczne, w tym ruchome placówki gastronomiczne, należą do podklas działalności wg PKD, w których wydawane są zezwolenia na pracę sezonową.

Jeżeli więc chodzi o branżę gastronomiczną to właśnie ten typ zezwolenia będzie miał najczęstsze praktyczne zastosowanie i to jemu na blogu poświęcimy najwięcej czasu i uwagi.

Zapytasz mnie zatem, co nam po tej procedurze uproszczonej, opartej na oświadczeniach, skoro do pracy w restauracji i tak potrzebne jest zezwolenie na pracę sezonową?

I tu ważna informacja – oprócz oświadczeń, ustawodawca przygotował bowiem szereg innych ułatwień dla pracowników z krajów „6” byłego ZSRR, w tym dotyczących pracowników objętych obowiązkiem uzyskania zezwolenia na pracę sezonową.

I tak:

  • zwolnienie z tzw. testu rynku pracy –  co do zasady, ubiegając się o wydanie zezwolenia typu S (chyba będę tak pisała w zamian za tę dłuższą nazwę, będzie prościej), trzeba przedstawić informację starosty  o braku możliwości zaspokojenia potrzeb kadrowych (wydawana jest ona w oparciu o rejestry bezrobotnych i poszukujących pracy) lub negatywnym wyniku przeprowadzonej przez nas rekrutacji, w tym przypadku jesteśmy zwolnieni z tego obowiązku,
  • w trakcie ważności posiadanego zezwolenia typu S pracodawca ma prawo powierzyć pracownikowi inną pracę niż sezonowa, na okres nie dłuższy niż  30 dni, bez potrzeby  występowania o wydanie odrębnego zezwolenia na pracę (i tu dwie uwagi – 1. nie dotyczy to pracowników tymczasowych, 2. musimy zapewnić takiemu pracownikowi wynagrodzenie co najmniej na dotychczasowym poziomie),
  • w odniesieniu do tychże osób możliwe będzie wydawanie tzw. wpisu wielosezonowego (do 3 lat).

Oczywiście, w każdym wypadku musimy również pamiętać o tym, iż poza zezwoleniem jednolitym – nasz pracownik musi posiadać ważny dokument uprawniający go do pobytu w Polsce – zezwolenia typu A, B, C, D, E i S, a także oświadczenia uprawniają go bowiem jedynie do pracy na terenie naszego kraju, a nie do samego przebywania na jego terytorium.

Ale o tym może w kolejnym wpisie.. i o terminie jego ważności, procedurze uzyskiwania takiego zezwolenia, jego przedłużania, opłatach i kilku innych rzeczach.

Tak jak pisałam Ci już na wstępie, ten wpis to zaledwie wierzchołek góry lodowej, choć i tak wydaje mi się, że może jak na jeden raz podałam Ci dziś aż nadto informacji. I na pewno będę serwowanie  tej wiedzy kontynuowała 🙂

Ale długo mnie tu nie  było 🙂 Uwierzcie mi jednak, że naprawdę nie miałam czasu.. A to bardzo niedobrze bo mam co najmniej kilka pomysłów na wpisy, które chciałabym poruszyć na już!

Widać to było zresztą nawet po komentarzach, na które nie dałam rady odpisywać na bieżąco. Dopiero kilka dni temu udało mi się odpisać na większość z nich. A że są one bardzo merytoryczne, to i czasu trochę na to potrzeba. Ale staram się jakoś sukcesywnie wszystkim Wam odpisać 😉

Wbrew pozorom, RODOszaleństwo dalej trwa, choć nie – przeszło ono metamorfozę i bardziej zamieniło się w RODOrozsądek. Kolejne restauracje bez pośpiechu wdrażają potrzebne rozwiązania u siebie, na szczęście po panice nie zostało już prawie śladu. A czy to RODO jest w ogóle ważne to najlepiej potrafili by się wypowiedzieć Ci z restauratorów, których Klienci wprost zapytali, w jaki sposób są przetwarzane ich dane osobowe. Serio, takie pytania pojawiają się nie tylko w placówkach medycznych, ale także w restauracjach. Przynajmniej tak uprzejmie donoszą mi Klienci 😉 A Ty? Ile kroków już za Tobą, a ile jeszcze przed?

Wracając jednak do dawno obiecanego monitoringu. Jak już Ci wspominałam, jeżeli o monitoring chodzi weszły ostatnio w życie ważne zmiany. Nowa ustawa o ochronie danych osobowych oprócz przepisów stricte dotyczących danych osobowych zawiera bowiem również ważną nowelizację przepisów prawa pracy.

Jest ona tym ważniejsza, iż do tej pory – o czym pisałam Ci już wcześniej – w polskim prawodawstwie w zasadzie brak  było jakiejkolwiek podstawy prawnej do stosowania monitoringu. Oczywiście to, że takiej podstawy nie było nie powodowało, iż restauracje (jak i inne miejsca pracy) nie stosowały monitoringu. Latami przyjmowało się bowiem, że w momencie kiedy jego stosowanie jest wymagane względami bezpieczeństwa, możemy taki środek zastosować. Jednocześnie przyjmowało się, że nagrywani – czy to Goście czy pracownicy – powinni bezwzględnie zostać o nagrywaniu poinformowani.

I wprowadzona właśnie nowelizacja przepisów w zasadzie potwierdza obowiązujące dotąd zasady. Nowelizacja dotyczy co prawda pracowników, ale szerzej możemy ją odnieść – tak jak dotychczas – również do naszych Gości oraz innych osób przebywających na terenie restauracji.

Jakie zasady utwierdza więc ta nowelizacja, a jakie wprowadza?

  1. cel stosowania monitoringu – tu w zasadzie mamy potwierdzenie tego, co wiedzieliśmy już dotychczas –   monitoring może być stosowany wobec pracowników  w celu zapewnienia bezpieczeństwa, ochrony mienia, kontroli produkcji lub zachowania w tajemnicy informacji,  których ujawnienie mogłoby narazić pracodawcę na szkodę – jednym słowem cele te wychodzą naprzeciwko interesom pracodawcy,
  2. wyłączenia ze stosowania monitoringu –  to też w sumie wiedzieliśmy już  wcześniej, a  teraz ustawodawca wyraźnie nam to potwierdził – nie możemy monitorować pomieszczeń sanitarnych – łazienek, szatni pracowniczych, stołówek pracowniczych,  palarni oraz pomieszczeń udostępnionych organizacjom związkowym, choć ustawodawca przewidział tu jeden wyjątek. Można bowiem zastosować monitoring również w tych pomieszczeniach, o ile jest to niezbędne do wypełnienia wskazanych wyżej celów i nie narusza to godności oraz innych dóbr osobistych pracowników oraz zasady wolności i niezależności związków zawodowych. Ustawodawca sugeruje jednak, aby jednocześnie zastosować techniki uniemożliwiające rozpoznanie osób przebywających w tych pomieszczeniach. Pytaniem retorycznym pozostaje,  na ile taki monitoring, uniemożliwiający rozpoznanie nagrywanych osób w ogóle będzie skuteczny.. Można sobie wyobrazić co prawda, że jego celem byłoby odstraszenie osób, które miałby świadomość samego faktu monitorowania  danego pomieszczenia, no ale hmm.. nietrudno będzie takim osobom dowiedzieć się, że można będzie udowodnić im co najwyżej fakt wejścia i wyjścia z danego pomieszczenia, zaś samo zachowanie wewnątrz i tak pozostanie tajemnicą. Jak  zwykle zatem to dopiero rzeczywistość zweryfikuje  sensowność i praktyczność tego typu zapisów 😉
  3. określenie maksymalnego czasu przechowywania takich nagrań – a tu akurat nowość – dotąd żadne przepisy nie precyzowały, jak długo możemy przechowywać takie nagrania. Obecnie ustawodawca wprost mówi, że nagranie możemy przechowywać nie dłużej niż 3 miesiące od daty nagrania, chyba że.. No właśnie jest jeden wyjątek. Jeżeli zatem takie nagranie stanowi bądź może stanowić dowód w postępowaniu sądowym lub administracyjnym, okres jego przechowywania ulega przedłużeniu do czasu zakończenia tego postępowania;
  4. obowiązki informacyjne – pracownicy powinni zostać poinformowani, że stosujemy wobec nich monitoring, przy czym powinniśmy zastosować zarówno oznaczenia graficzne monitorowanych pomieszczeń, jak i zasady stosowania monitoringu powinny zawierać odpowiednie wewnętrzne akty prawne (układ zbiorowy pracy, regulamin pracy lub stosowne obwieszczenie – w zależności od tego, jaki akt obowiązuje u danego pracodawcy).

Czy wszystkie te zasady powinniśmy odpowiednio stosować do naszych Gości?

Co do zasady tak. Powinniśmy więc:

  1. określić cel stosowania monitoringu – przy czym raczej będzie to cel zbieżny ze stosowaniem monitoringu wobec pracowników. Z monitoringu korzystamy  zatem celem zapewnienia bezpieczeństwa naszych Gości, pracowników, ale także mienia restauracji;
  2. nie nagrywać obrazu z łazienek bądź innych miejsc, w których monitoring może stanowić zbytnie wkraczanie w prywatność naszych Gości – zgodnie z punktem 2 powyżej;
  3. przechowywać nagranie z monitoringu nie dłużej niż 3 miesiące od dnia nagrania (dotąd okres ten określał sam administrator, powołując się na swoje uzasadnione interesy – kształtował się on różnie – od miesiąca do nawet sześciu miesięcy i co do zasady mogłoby dalej tak być, gdybyśmy byli w stanie oddzielić nagranie, na którym widać pracownika od tego nagrania, na którym widać tylko Gości – zazwyczaj nie będzie to możliwe, więc bezpiecznie jest przyjąć, że wszelkie nagrania przechowujemy nie dłużej niż 3 miesiące), oczywiście z tym wyjątkiem o którym pisałam wyżej. Pojawiają się głosy, że 3 miesiące to mało, w mojej ocenie wcale tak nie jest. Jeżeli ktoś chce skorzystać z nagrania, trzy miesiące powinny mu spokojnie na to wystarczyć;
  4. poinformować naszych Gości – zarówno w formie graficznej, jak i w formie pisemnej informacji – o tym, że stosujemy monitoring. Musimy pamiętać, że stosując monitoring przetwarzamy dane osobowe, osoby które są na nagraniach muszą więc zostać poinformowane o tym, kto jest administratorem tych danych, jak długo dane będą przechowywane, jakie przysługują im prawa itp. itd. – słowem – RODO się kłania 🙂

Jak widzicie – zmieniło się wiele i niewiele. W zależności od tego, jak na to patrzeć. Zmieniło się wiele bo stosowanie monitoringu wreszcie ma wyraźną podstawę prawną, jeżeli trafi się nam zbuntowany pracownik, który burzy się przeciwko nagrywaniu go w miejscu pracy, nie musimy się już zbytnio tłumaczyć, wystarczy że odeślemy go do kodeksu pracy. Jednocześnie tak naprawdę nie zmieniło się aż tak wiele – zasady, które stosowaliśmy do tej pory w większości pozostają aktualne. Dlatego tak naprawdę bez problemu możecie w dalszym ciągu stosować wskazówki, o których pisałam w poprzednim wpisie dotyczącym monitoringu, z tym oczywiście zastrzeżeniami, o których pisałam dzisiaj.

PS. To jak będzie z tym Mundialem? Polacy w domu, Niemcy też? Komu teraz kibicujemy? Ja wiernie pozostanę przy Hiszpanii 🙂

Czyżby to mundialowo-blogowa klęska urodzaju? Na to wygląda 😉

Nie dalej jak wczoraj pisałam Ci o charakterze opłaty abonamentowej RTV i ewentualnych kontrolach braku posiadania licencji TVP. Niemniej jednak od wczorajszego dnia nastąpił nieoczekiwany obrót sytuacji – otóż TVP wznowiła możliwość wysyłania formularzy zgłoszeniowych. Jak dowiedziałam się od miłego Pana w TVP, telefony się urywały, a TVP poczuło że powinno ponownie umożliwić zgłaszanie się podmiotów chętnych na pokazywanie mundialowych rozgrywek.

W chwili obecnej zatem nie ma już właściwie limitu czasowego – możesz się zgłosić dziś, jutro albo w piątek. Przy czym zastrzegam, że żadna oficjalna informacja w tym zakresie nie widnieje na stronie TVP (a przynajmniej nie widniała w chwili publikacji mojego wpisu) – we wszystkich zakładkach, w których była informacja o ostatecznym terminie składania zgłoszeń nadal widnieje 8 czerwca 2018 roku. Zgodnie z informacjami udzielonymi przez  TVP – wysyłanie zgłoszeń zostało otwarte bezterminowo – ale czy na pewno będzie je można wysyłać faktycznie przez cały czas trwania Mundialu – tego niestety nie wiem. Dlatego być może, jeżeli jesteś zainteresowany wysłaniem zgłoszenia, należałoby to zrobić wcześniej aniżeli później 🙂

To było mundialowe ogłoszenie parafialne numer 1.

Ale to nie wszystko. Pisząc wczorajszy post i przeglądając  ostatnie komentarze odnośnie pytań o wyświetlanie rozgrywek mundialowych w  miejscach pracy, postanowiłam zwrócić się do TVP o oficjalny komentarz.

Zrobiłam to ponieważ dostawałam ostatnio mnóstwo tego typu zapytań i tak szczerze to czułam, że z tymi meczami w miejscu pracy to tak na dwoje babka wróżyła.. Zgodnie z art. 23 ust. 2 Prawa autorskiego (…), na własny użytek możemy bowiem oglądać mecze tylko w kręgu osób pozostających w związku osobistym – w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego. Pracownicy (co do zasady) nie pozostają raczej w stosunku pokrewieństwa czy powinowactwa. Pozostawała więc furtka stosunku towarzyskiego. Ale.. w kilku komentarzach udało mi się przeczytać, że współpracownicy co do zasady nie pozostają również w stosunku towarzyskim, to znaczy może się tak zdarzyć, ale nie działa to automatycznie i każdą taką sytuację należałoby rozważyć indywidualnie, gdyż takie stosunki mogą się co prawda między współpracownikami nawiązać, ale nie możemy z góry przyjąć, iż jest tak w każdym przypadku.

Dlatego mimo iż chciałam odpowiedzieć pozytywnie na wszystkie Wasze komentarze i wiadomości – tak, to był ten moment kiedy mój rozum i serce oddzieliły się od siebie 🙂 – ostatecznie postanowiłam jednak sięgnąć do źródła i poprosić o oficjalny komentarz w tej sprawie.

I taki oficjalny komentarz, pochodzący od prawnika TVP uzyskałam. A brzmi on dokładnie tak:

Kwestia rozbija się o kwalifikacje takiego pokazu: jako publicznego, czy prywatnego. W naszej ocenie więzy łączące pracowników – miedzy nimi samymi, oraz pracowników i pracodawce nie maja charakteru prywatnego, dlatego tez nie ma dostatecznych podstaw by móc mówić o takim pokazie jako pokazie prywatnym. Taki charakter ma np. wspólne oglądanie meczu z przyjaciółmi w mieszkaniu, lub wspólne oglądanie meczu z rodziną. Oczywiście możemy mieć do czynienia z przypadkiem gdy więzy rodzinne i przyjacielskie i rodzinne nakładają się na relacje pracownicze, wtedy też prymat bierze cecha prywatności relacji.

Dlatego no.. rozsądek niestety miał rację. Co do zasady nie możemy bowiem automatycznie przyjąć, iż wszyscy współpracownicy złączeni są prywatną relacją, ale zawsze ta relacja powinna uprzednio podlegać indywidualnej ocenie.

Dodatkowo, nawet bez przyznania relacjom między  współpracownikami cech prywatności, o pewien wyjątek można by się pokusić jeżeli chodzi o mecze reprezentacji Polski – jak pisałam Wam wczoraj – pokazywanie takich meczy wynika z misji publicznej TVP..

Jutro mecz otwarcia. Myślicie, że to koniec mundialowych nowości i wpisów? Nie wiem, zobaczymy. Dziś tak koło południa nie miałam nawet najmniejszego pojęcia, że mundialowe wpisy ukażą się dzień po dniu 🙂

Wiem, wiem że obiecałam iż kolejny wpis dotyczył będzie monitoringu w restauracji. I w dodatku miał pojawić się jeszcze w maju. A tu nie dość, że maj już dawno minął, to jeszcze już z samego tytułu widać, że o monitoringu dziś będzie raczej niewiele. Wszystko to prawda 🙂

Przyznaję jednak, że pomiędzy jedną a drugą falą RODO udałam się na małe wagary, a ponieważ w ubiegły piątek minął termin składania zgłoszeń (EDIT: a właśnie, że wcale jeszcze nie minął – czytaj tu) na uzyskanie licencji na publiczne pokazywanie Mundialu 2018, postanowiłam zmienić trochę kolejność.

Chcę napisać Ci dzisiaj o konsekwencjach braku posiadania licencji na publiczne odtwarzanie meczy (mundialowych i nie tylko), ale najpierw chciałabym się odnieść do pewnej kwestii, która często pojawiała się ostatnio w Waszych pytaniach.

Kilka osób jak mantrę ostatnio powtarzało mi bowiem mniej więcej tak:

Pani Mecenas przecież płacę abonament RTV. Dlaczego zatem miałbym nie mieć prawa pokazywać w swoim pubie meczów piłki nożnej?

A Ty jak myślisz? Czy sam abonament powoduje, że TVP nie może pobierać od Ciebie żadnych dodatkowych opłat? A zastanawiałeś się w ogóle kiedyś nad tym czym jest ta opłata abonamentowa – to znaczy na jakie cele jest przeznaczana i za co tak naprawdę płacisz uiszczając właśnie tę opłatę.

Wiem, że pewnie znajdzie się grono osób, dzięki którym na moją głowę po tym wpisie posypią się gromy, ale..

Rzadko to robię gdyż uważam, że niepotrzebne jest na blogu cytowanie przepisów, niemniej dziś uczynię wyjątek i przytoczę Wam dwa przepisy, od których w zasadzie zaczyna się ustawa o abonamencie, z których wynika że:

  • opłaty abonamentowe pobiera się w celu umożliwienia realizacji misji publicznej, której definicję zawiera ustawa o radiofonii i telewizji – ustawodawca wyraźnie wskazuje więc, jak powinniśmy ten termin rozumieć (art. 1),
  • za używanie odbiorników radiofonicznych oraz telewizyjnych pobiera się opłaty abonamentowe (art. 2).

Z tych pierwszych artykułów dowiadujemy się już więc, że abonament pobiera się za używanie odbiornika, a wpływy z tego tytułu przeznaczane są na realizowanie misji publicznej.

Przez realizację misji publicznej  rozumie się zaś obowiązek oferowania przez publiczną telewizję i radiofonię zróżnicowanych programów i innych usług w zakresie informacji, publicystyki, kultury, rozrywki, edukacji i sportu, cechujących się m.in. pluralizmem, bezstronnością, wyważeniem i niezależnością.

Jeżeli chodzi o wydarzenia sportowe przez tę misję publiczną rozumie się natomiast transmisje i relacje wydarzeń sportowych o ważnym znaczeniu narodowym i międzynarodowym. Do takich wydarzeń z pewnością zalicza się kilka mundialowych meczy – mecze reprezentacji Polski, mecz otwarcia czy zamknięcia.

Na pewno jednak trudno do takich meczy zaliczyć mecze grupowe, jak chociażby mecz pierwszej kolejki grupy A pomiędzy Urugwajem a Egiptem…

Nie jest więc tak jak się często uważa, że abonament RTV jest czymś w rodzaju opłaty za oglądanie Telewizji Publicznej. Często mówi się, że Polsatowi czy CANAL+ płaci się abonament miesięczny (być może myląca jest tu nazwa), a TVP  nic się nie płaci bo przecież już zapłaciliśmy im abonament. Nie jest to prawdą również z tego powodu, iż nie tylko TVP1 czy TVP2 możemy oglądać za darmo. Równie dobrze możemy oglądać Polsat czy TVN – wystarczy antena i nie musimy zawierać żadnej umowy i ponosić jakichkolwiek innych opłat.

Abonament nie stanowi więc wynagrodzenia TVP za świadczone usługi w postaci nadawania programów telewizyjnych, w tym rozgrywek sportowych. Abonament jest jedynie quasi podatkiem, kolejną nałożoną na nas daniną publiczną, przy czym jest to wydatek celowy – bo musi zostać wydatkowany na z góry określony przez ustawodawcę cel. Nie możemy zatem postawić znaku równości pomiędzy płaceniem abonamentu a wymaganiem od TVP świadczenia określonego rodzaju usług.

Abonament od lat pozostaje kwestią dyskusyjną i ma co najmniej tylu przeciwników co zwolenników, a może nawet szala w tym wypadku przechyla się na określoną stronę 😉 Nie chcąc zabierać głosu w tej gorącej debacie, napisałam Wam tylko wyżej, jaki faktycznie charakter prawny ma abonament i za co tak naprawdę płacisz uiszczając abonament. Wydaje mi się bowiem, że duża część społeczeństwa pozostaje nieświadoma tego, czym w istocie jest opłata abonamentowa.

A jeżeli o chodzi o kontrole i ewentualne kary..

Pierwsze i najbanalniejsze stwierdzenie to takie, że korzystanie z legalnej licencji na publiczne odtwarzanie meczy może być kontrolowane. Kontrolę taką mogą przeprowadzać upoważnieni przedstawiciele producenta/nadawcy/dystrybutora oraz Policja.

Odpowiedzialność karna

Pierwszy rodzaj odpowiedzialności, z którym może wiązać się publiczne pokazywanie meczy mundialowych bez uzyskania licencji to odpowiedzialność karna. Może powinnam zacząć od cywilnej, bo jednak mieć sprawę karną jest chyba bez porównania gorzej niż sprawę cywilną (tak mi się przynajmniej wydaje), ale w sumie – zacznijmy od karnej, czym dalej będzie lżej.

Jeżeli zatem, będziesz nadawał publicznie mecz bez licencji lub wbrew warunkom określonym w uzyskanej licencji (pamiętasz pisałam Ci w tych poprzednich mundialowych wpisach, że uzyskując licencję będziesz miał obowiązek stosowania określonych zasad korzystania z licencji), Sąd może ukarać Cię karą grzywny, karą ograniczenia wolności, a nawet karą pozbawienia wolności do lat 2 (a w przypadku czerpania korzyści majątkowych z takiego działania – do lat 3).

Oczywiście, żeby nie było, że straszę, Sąd raczej nie wymierzy od razu kary pozbawienia wolności, ale skoro już o tym piszę to dla poprawności wspominam również, iż Sąd w ostateczności ma w ręku również takie narzędzie.

Ale z odpowiedzialnością karną może wiązać się nie tylko publiczne odtwarzanie Mundialu bez licencji. Konsekwencje prawnokarne mogą nas również spotkać w przypadku, w którym będziemy uniemożliwiali lub utrudniali przeprowadzenie kontroli w naszym lokalu. Kary te same, z tym że pobawienie wolności zostało w tym przypadku ograniczone do roku.

Odpowiedzialność cywilna

Ale oprócz odpowiedzialności karnej, ciąży nad nami jeszcze widmo odpowiedzialności cywilnej. W tym przypadku uprawniony, którego prawa autorskie zostały naruszone ma prawo kierować w stosunku do nas m.in. następujące żądania:

  • żądanie zaniechania naruszenia / usunięcia skutków naruszenia – znaczenie tej przesłanki jest raczej jasne i nie wymaga komentarza, może należy tylko wspomnieć, iż jego zastosowanie w praktyce może być trudne – Mundial zapewne zdąży się skończyć, zanim Sąd zajmie się rozpatrywaniem kierowanego do nas roszczenia,
  • żądanie naprawienia wyrządzonej szkody – na zasadach ogólnych (z ustalaniem faktycznej wysokości poniesionej szkody) lub w zryczałtowanej wysokości odpowiadającej dwukrotności, a w przypadku gdy naruszenie jest zawinione trzykrotności wynagrodzenia, które w chwili jego dochodzenia byłoby należne tytułem udzielenia przez uprawnionego zgody na korzystanie z utworu – tu zarówno ustalenie należnego wynagrodzenia, jak i wysokości żądania nie nastręczałoby już poważnych kłopotów,
  • żądanie wydania uzyskanych korzyści – co z pewnością wymagałoby przeprowadzenia stosownego postępowania dowodowego,
  • żądanie wydania odpowiedniego oświadczenia w prasie lub podania wyroku do publicznej wiadomości – co wiązałoby się ze stratami głównie wizerunkowymi.

Podobne regulacje odnoszą się również do podmiotów zbiorowych (osób prawnych i innych jednostek, a także osób fizycznych działających w imieniu lub interesie takiego podmiotu).

Jak widzicie nie jest do końca tak – jak usiłowało mnie w ostatnim czasie kilka osób przekonać, że TVP nic nie może.  Oczywiście, najpewniej w pierwszej kolejności kontrolerzy będą proponowali zawarcie umowy licencyjnej, całkiem prawdopodobne że w ogóle nie zostaną wyciągnięte konsekwencje karnoprawne czy też cywilnoprawne, ale czasem dobrze wiedzieć – nawet na zapas – jakie mogą być nawet te mało prawdopodobne skutki naszego działania. Najgorsze podejście to chyba takie, z którym kilkukrotnie spotkałam się w ciągu ostatnich dni:

Pani Mecenas, a niech sobie przychodzą! I tak mi nic nie zrobią..

Jeżeli się spóźniliśmy z wykupieniem licencji, jeżeli nie mieliśmy świadomości że musimy ją mieć albo nawet mieliśmy co do tego wątpliwości, a ostatecznie – niezależnie od przyczyn – zdecydowaliśmy się o nią nie występować, zawsze chyba warto kontroli nie utrudniać i przygotować sobie na zapas racjonalne argumenty, które mogą trafić do kontrolerów, a następnie ewentualnie również do organów prowadzących dalsze postępowanie, oczywiście o ile będzie ono miało miejsce. Takie przynajmniej jest moje zdanie 🙂

Oprócz wyżej wymienionych są jeszcze kontrole organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, ale to temat na inny wpis, który całościowo będzie omawiał kwestię współpracy z tego typu organizacjami, do którego zbieram się już od dłuższego czasu i mam nadzieję, że wreszcie uda mi się go dla Was stworzyć.

Mam nadzieję, że znajdę w najbliższym okresie trochę więcej czasu na pisanie bo mam w głowie co najmniej kilka pomysłów na ciekawe i ważne dla naszej branży wpisy. Ale po kolei. Najpierw monitoring. Tym, którzy czekają na ten wpis obiecuję, że teraz już na pewno pojawi się jako następny 🙂