Pamiętasz jak kilka tygodni temu obalaliśmy tu mit związany z książeczką sanepidowską? Ale to oczywiście był tylko jeden z wielu mitów, które ciągle pokutują w branży gastronomicznej.

Kiedy pisałam Ci o tym, że aktualnie nie ma już potrzeby posiadania przez pracowników książeczki do celów sanitarno-epidemiologicznych w komentarzach pisaliście, że nadal często pierwszą czynnością Sanepidu w trakcie kontroli jest żądanie okazania książeczek sanepidowskich.

Dlatego tak ważne jest, żeby z wszelkimi mitami walczyć. Nawet, jeżeli czasem ma się wrażenie, że to walka z wiatrakami 🙂 Warto choćby nawet po jednym takim artykule tylko jeden urzędnik zweryfikował swoją wiedzę na ten temat, a przede wszystkim dlatego żebyś to Ty przekonał się, że w tej nierównej walce to jednak Ty masz rację.

Tak więc przyszła dzisiaj pora żeby rozprawić się z kolejnym mitem, który powtarzany jest nie tylko w branży gastronomicznej, ale także w języku potocznym właściwie od kiedy tylko pamiętam.

Tak, tak.. – mowa tu o koncesji na alkohol.

Żeby nie być gołosłownym, sprawdziłam jakie najczęściej hasła wyszukiwane są przez osoby zainteresowane tematem sprzedaży alkoholu w sklepie czy restauracji.

I co się okazało? „koncesja na alkohol cena„, „koncesja na alkohol przedłużenie„, „koncesja na alkohol 2017„, „koncesja na alkohol w lokalu gastronomicznym” – a to tylko kilka przykładowych haseł.

Ale dobrze, powie ktoś – czepia się 😉 Wujek google przecież wie, o co nam chodzi więc możemy wpisać nazwę potoczną i bez problemu znajdziemy to, czego szukamy. I ja jestem skłonna się z takim zdaniem się zgodzić.

Ale i Ty chyba zgodzisz się ze mną, że jeżeli ktoś od kilkunastu już lat zajmuje się w urzędzie miasta X wydawaniem odpowiednich zgód, prowadzi profesjonalną działalność w zakresie doradzania właścicielom restauracji jak krok po kroku rozkręcić własny biznes lub pisze w Internecie profesjonalne artykuły na temat tego, w jaki sposób można uzyskać zgodę na prowadzenie sprzedaży alkoholu, opierając się na konkretnych przepisach ustawowych, pisze o koncesji na alkohol – aż bolą mnie oczy 😉

Tymczasem tylko na pierwszej stronie wyników wyszukiwarki można znaleźć takie tytuły jak: „Koncesja na alkohol. Jakie warunki trzeba spełnić i ile zapłacić„, „Koncesja na sprzedaż alkoholu – warto wiedzieć„, „Ile kosztuje koncesja na alkohol?„, „Koncesja na alkohol – jak ubiegać się o jej wydanie” i wreszcie mój ulubiony – „Jak dostać pozwolenie (koncesję) na sprzedaż alkoholu w 2017 roku?

Tu jak widać autor nie mógł się do końca zdecydować – czy ma to być koncesja czy też pozwolenie.

Niestety, obydwie użyte przez niego nazwy są błędne.

Jeżeli zatem chcesz podawać gościom w swojej restauracji, pubie czy kawiarence alkohol, niezbędne będzie uzyskanie zezwolenia na sprzedaż alkoholu.

Wniosek o jego wydanie powinieneś złożyć w urzędzie gminy lub miasta właściwym ze względu na położenie Twojej restauracji. Wniosek taki musi zostać pozytywnie zaopiniowany przez Alkoholówkę, czyli Gminną Komisję Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, która bada czy lokalizacja Twojej restauracji jest zgodna z odpowiednimi uchwałami rady gminy/rady miasta.

Pamiętaj jednak, że rozpatrzenie Twojego wniosku o wydanie zezwolenia na sprzedaż i podawanie napojów alkoholowych jako zezwolenie szczególnego rodzaju nie korzysta z dobrodziejstwa milczącego wydania zezwolenia – nie możesz zatem rozpocząć sprzedaży alkoholu nawet jeżeli organ spóźnia się z rozpatrzeniem złożonego przez Ciebie wniosku!

Zezwolenia są terminowe – co do zasady dla wszystkich placówek gastronomicznych minimalny termin na jaki może być wydane zezwolenie  to 4 lata. Jedyny wyjątek przewidziano dla przedsiębiorców, których działalność polega na organizacji przyjęć – zezwolenia wydaje im się na okres do 2 lat.

Zezwolenia na sprzedaż i podawanie napojów alkoholowych są również odpłatne, ale o tym napiszę Ci już innym razem.

Co istotne, zezwolenia wydaje się odrębnie na każdy rodzaj alkoholu, dlatego jeżeli zamierzasz mieć w ofercie sprzedaży zarówno cydr, jak i piwo, ale także wino oraz wódkę – musisz uzyskać trzy zezwolenia:

  • zezwolenie na sprzedaż i podawanie napojów alkoholowych zawierających do 4,5% alkoholu oraz piwo,
  • zezwolenie na sprzedaż i podawanie napojów alkoholowych zawierających od 4,5 % do 18% alkoholu, z wyjątkiem piwa,
  • zezwolenie na sprzedaż i podawanie napojów alkoholowych zawierających powyżej 18% alkoholu.

To oczywiście tylko garść podstawowych informacji na temat uzyskiwania zezwolenia na sprzedaż alkoholu. Do tematu tego zapewne będę wracała jeszcze niejednokrotnie bo wiąże się z nim wiele ciekawych zagadnień.

Główne przesłanie na dziś brzmi jednak – nie ma koncesji na sprzedaż alkoholu. Jest za to zezwolenie. Koncesję zostawmy sobie dla lotnisk, kopalni czy stacji paliw 🙂

Wszelkie grupy i fora gastronomiczne to prawdziwa kopalnia gastronomicznych problemów prawnych. Odpowiadając na pytanie forumowicza, pisałam już kiedyś o problematycznym opodatkowaniu kawy, ostatnio zaś na jednej z grup gastronomicznych jeden z właścicieli restauracji zastanawiał się czy może sprzedawać papierosy za cenę wyższą niż wskazana na paczce czy też jest to zakazane. Internet nie potrafił dać mu jednoznacznej odpowiedzi w tej kwestii.

Niestety nie pomogli mu za bardzo również członkowie grupy – opinii było mniej więcej tyle, ilu odpowiadających 😉 Pojawiały się więc odpowiedzi, że „może„, albo że „nie może„, a także że „może, ale …” – i tych odpowiedzi było rzecz jasna najwięcej.

Dlatego postanowiłam przyjść z pomocą 🙂

Jeżeli chodzi o alkohol, nikt nie ma wątpliwości. Ba, wszyscy po prostu wiedzą – zarówno właściciele restauracji, jak i sami konsumenci, że alkohol kupowany na miejscu kosztuje po prostu więcej niż alkohol kupiony w sklepie. Związane jest to przede wszystkim z obsługą kelnerską czy też barmańską, koniecznością użycia odpowiedniego szkła czy też rozłożeniem sobie przez właściciela kosztów opłat związanych z uzyskaniem pozwolenia na sprzedaż alkoholu. To wiedza powszechna i nikogo nie bulwersuje.

Ale też na butelce wódki czy piwa zazwyczaj nie ma umieszczonej nawet ceny sugerowanej, a co dopiero ceny sztywnej. W przypadku papierosów jest inaczej – na paczce jest wskazana cena i brak jest dopisku, aby była to cena sugerowana.

A skoro jest inaczej – to można czy nie można sprzedawać po cenie wyższej niż wskazana na paczce ?

Od czasu istnienia zakazu palenia w pubach, restauracjach i innych punktach gastronomicznych, problem ten wydaje się co prawda mniej palący bo też kupowanie i sprzedawanie papierosów w takich miejscach stało się – co zrozumiałe – mniej popularne. Ale jednak takie pytania się pojawiają.

Zarówno ze strony właścicieli, jak i Klientów.

W Internecie można znaleźć zapytania kierowane w tej sprawie do Rzecznika Praw Konsumentów. Rzecznik zajął dość jednoznaczne stanowisko, iż cena na paczce jest ceną maksymalną i wszelkie próby jej podwyższenia powinny być traktowane jako obejście prawa.

Czy jednak należy zgodzić się w 100% procentach z jego opinią?

W mojej ocenie – nie.

Co prawda z ustawy o podatku akcyzowym wprost wynika, iż za maksymalną cenę detaliczną przyjmuje się cenę wyznaczoną i wyprodukowaną przez producenta lub inne podmioty wskazane w ustawie, ale wbrew pozorom wcale nie oznacza to, że cena wskazana na paczce jest ostateczna i definitywnie nie może zostać podwyższona 🙂

Owszem, może.

Jeżeli jednak sprzedajesz papierosy po cenie z paczki, to od tej maksymalnej ceny określonej na pojedynczym opakowaniu papierosów akcyza po prostu odprowadzona zostaje przez producenta lub dystrybutora wyrobów tytoniowych, a Ty – jeżeli nie zamierzasz podwyższać ceny papierosów ponad maksymalną cenę detaliczną wskazaną na paczce, nie musisz zawracać już sobie głowy podatkiem akcyzowym.

Jeżeli natomiast chcesz sprzedawać papierosy po cenie wyższej niż maksymalna cena oznaczona na paczce, ustawodawca przewidział dla Ciebie dodatkowy obowiązek zapłaty sankcyjnej stawki akcyzy w wysokości 70% maksymalnej ceny detalicznej wydrukowanej na opakowaniu jednostkowym. W takiej sytuacji stajesz się zobowiązany do rejestracji jako podatnika podatku akcyzowego oraz zapłaty należnego podatku akcyzowego.

Od razu uprzedzę pojawiające się w tym momencie naturalnie pytanie – sankcyjna stawka podatku będzie miała zastosowanie również wówczas, gdy połączysz sprzedaż papierosów z innym towarem (przykładowo zapalniczką) lub usługą gastronomiczną (gdy otworzysz Klientowi zakupioną paczkę papierosów), a także gdy taka droższa sprzedaż będzie wiązała się z jednoczesnym przyznaniem Klientowi nieodpłatnej premii, choćby w postaci zapałek.

Odpowiadając zatem na pytanie – czy cena na paczce papierosów jest maksymalną ceną za jaką możesz sprzedawać papierosy w Twojej restauracji czy pubie – nie, ale w takiej sytuacji musisz liczyć się z koniecznością zapłaty dodatkowego, sankcyjnego podatku akcyzowego.

Podobnych przepisów trudno szukać w regulacjach innych państw członkowskich UE, na tle których nasza krajowa regulacja wydaje się niestety nieco przeregulowana 😉

Wiosna to nie tylko sezon na ogródki restauracyjne. Wraz z nadejściem wiosny rozpoczyna się także sezon weselny.

Za niecały miesiąc wybieramy się więc na wesele do naszych przyjaciół. Piękne miejsce. Przyszłe pary młode nieomal biją się o jego zarezerwowanie. Wszystkie umowy o organizację wesela zawarte są z co najmniej rocznym wyprzedzeniem.

Nagle, miesiąc temu okazało się jednak, że zapisana w umowie cena za menu dla jednej osoby uległa znacznemu podwyższeniu. Właściciele argumentują, że tamte cenniki były stare, że menu ubiegłoroczne się zmieniło i już nie obowiązuje. Niestety, zastrzeżenia o podwyższeniu ceny nie ma w umowie, a wszelkie jej zmiany muszą być akceptowane przez obie strony.

I kto ma w tym sporze rację?

Wydaje się, że jednak Klienci. W takiej sytuacji, jako właściciel – nawet gdyby koszty faktycznie wzrosły – nie masz niestety prawa wymagać zapłaty dodatkowego wynagrodzenia umownego.

Stawianie pary młodej, nieprzygotowanej wobec treści zawartej umowy na dodatkowe wydatki, mimo iż mają ich już do poniesienia co nie miara – wszak wszyscy wiemy, że wesele dzisiaj to jak kupno dobrego samochodu 😉 – w takiej sytuacji wydaje się nie być najfortunniejszym rozwiązaniem.

Tym bardziej, że taka para młoda na pewno wyrobi sobie opinię na temat restauracji i jej właścicieli, a co więcej – za pomocą różnych portali z łatwością może puścić tę opinię w świat.

No dobrze, ale wszyscy wiemy, że czasem faktycznie jest tak, iż umowy są podpisywane dużo wcześniej i może pojawić się potrzeba podwyższenia cen menu.

Jako właściciel restauracji z pewnością zapytasz mnie, czy możesz jakoś zabezpieczyć się przed taką sytuacją?

Oczywiście, że tak.

Kluczowe znaczenie ma tutaj umowa. Niezwykle ważne jest, aby to właśnie umowa precyzyjnie określała, w jakiej sytuacji masz prawo do wprowadzenia podwyżki cen. Jeżeli przyszli nowożeńcy takie warunki zaakceptują już na etapie podpisania umowy, jesteś w pełni uprawniony do podwyższenia ceny i nie narazi Cię to konflikt z Klientami.

Jeżeli zatem boisz się, że na przestrzeni roku lub dwóch zaistnieje konieczność zmiany ceny zaoferowanego menu, możesz w umowie zawrzeć następujący zapis:

W przypadku zmiany stawek podatkowych bądź wzrostu cen rynkowych na poszczególne grupy produktów mających wpływ na koszt świadczonych usług, Wykonawca zastrzega sobie prawo do podwyżki ceny menu, maksymalnie o … %.

Zapis ten może być rzecz jasna modyfikowany. Możesz przykładowo wprowadzić limit kwotowy, zamiast procentowego.

To jedno zaproponowane przeze mnie zdanie może skutecznie ochronić Cię przed ewentualnymi przepychankami słownymi z narzeczonymi, negatywnymi opiniami w Internecie czy też nieotrzymaniem części wynagrodzenia za wykonaną usługę.

Dlatego w mojej ocenie warto, aby zapis taki znalazł się w umowie 🙂

Domowe piwo w Twojej restauracji?

Marta Kosecka20 kwietnia 2017Komentarze (0)

Dzisiejsza historia też będzie z życia wzięta. Z mojego osobistego doświadczenia. Co więcej, historia świetnie wpisuje się w wiosenny klimat, który zapoczątkowaliśmy na blogu postem o ogródkach letnich.

Jak już wiesz (a jeśli nie wiesz – niedługo na pewno się o tym dowiesz  – gdyż planuję nieco przybliżyć na blogu ten temat), wspólnie z mężem, w chwilach wolnych od pracy interesujemy się piwowarstwem rzemieślniczym oraz warzymy własne, domowe piwo – no dobrze, warzeniem może nieco bardziej zajmuje się mój mąż, ja bardziej degustacją 😉

Wypakowywane raz po raz z auta kegi oraz fermentory, zaciekawiły w końcu naszego sąsiada, jak się okazało, właściciela jednej z gdańskich kawiarni.

Jego zaciekawienie zaowocowało niezwykle interesującą propozycją z jego strony. Zadeklarował, że chciałby złożyć u nas zamówienie na piwo domowej roboty, twierdząc, że byłoby to świetnym rozwiązaniem dla obu stron – on miałby ciekawe piwo w swojej knajpce, my zaś doskonałą promocję dla naszego piwa.

Jak myślisz, jak odnieśliśmy się do złożonej nam propozycji? Albo inaczej – jak mogliśmy się odnieść do tej propozycji?

Niestety, z bólem serca, musieliśmy odmówić.

Zgodnie z obowiązującymi w Polsce przepisami, domowe warzenie piwa jest bowiem dozwolone wyłącznie na użytek własny, a uwarzone w ten sposób piwo nie może zostać przeznaczone do sprzedaży.

Domowe warzenie, a więc warzenie domowym sposobem – przy użyciu dużego garnka, plastikowych fermentorów oraz kuchenki gazowej.

Na użytek własny, a więc dla siebie, rodziny, przyjaciół i znajomych, których chcemy poczęstować.

Jeżeli chcielibyśmy nasze piwo sprzedawać, musielibyśmy zarejestrować swój mały domowy browar jako działalność gospodarczą. Jednocześnie musielibyśmy posiadać stosowne zezwolenia oraz spełniać odpowiednie wymogi sanitarne, nawiasem mówiąc te same, które obowiązują dla browarów rzemieślniczych, mających wybicie roczne na poziomie 300 hektolitrów.

Oczywiście jest to możliwe. Doskonałym przykładem może być tutaj najmniejszy obecnie działający browar w Polsce – browar kraftowy Łąkomin. Ciekawą alternatywą może być również otwarcie browaru restauracyjnego i rozpoczęcie współpracy z piwowarem domowym, który będzie mógł rozwinąć skrzydła, wykorzystując swoje własne receptury do warzenia na większą skalę. Wymagałoby to oczywiście dużo większych nakładów finansowych, ale zważywszy na dzisiejszą popularność piwa rzemieślniczego w Polsce – raczej nie będzie to chybiona inwestycja. Można znaleźć w Polsce wiele takich udanych przedsięwzięć, choćby Browar Port Gdynia czy siedlecka Brofaktura.  

Dlatego też należy uznać, iż komercyjna sprzedaż piwa w Polsce, nie licząc gigantów produkujących zwykłe lagery, zarezerwowana jest wyłącznie dla browarów rzemieślniczych oraz restauracyjnych. Granicę legalności warzenia piwa domowym sposobem stanowi zaś jego przeznaczenie – tylko na użytek własny oraz brak możliwości prowadzenia jego sprzedaży.

By spróbować piwa warzonego w domu póki co pozostaje więc tylko wyszynk w gościnie u piwowarów domowych! 🙂

Nie ma to jak pyszna kawa wypita na świeżym powietrzu wśród wiosennych promieni słońca w jednym z ulicznych ogródków letnich z widokiem na urokliwą starówkę, płynącą leniwie rzekę lub wzburzone morze, nieprawda? 🙂

Tymczasem przeglądając kilka dni temu jedno z forum gastronomicznych natrafiłam na pozornie proste pytanie.

 Jaką stawką jest oprocentowana sprzedaż kawy?

I tu, o dziwo, pytający nie uzyskał jednoznacznej odpowiedzi.

Pierwszy z odpowiadających stwierdził bowiem, że:

w przypadku sprzedaży kawy w punktach gastronomicznych obowiązuje 23% stawka VAT.

Inny natomiast wskazał, że:

sprzedaż kawy na miejscu oprocentowana jest 8% stawką VAT, zaś na wynos 5% stawką VAT.

Jak to zatem jest tak naprawdę z tą sprzedażą kawy?

Prowadząc działalność gastronomiczną z pewnością wiesz, że co do zasady usługi związane z wyżywieniem opodatkowane są 8% stawką VAT, zaś na wynos 5% stawką podatku VAT.

Wracając do naszej dzisiejszej bohaterki, sama zaś kawa opodatkowana jest 23% podatkiem VAT i w tym zakresie przepisy pozostają niezmienne od wielu lat.

Skąd zatem biorą się w tym zakresie opisane powyżej wątpliwości?

Otóż do dnia 31 marca 2013 roku, sprzedając kawę zawierającą mleko – latte czy cappuccino, można było skorzystać z preferencyjnej 5% stawki podatku VAT dla kawy sprzedawanej na wynos i 8% stawki podatku VAT dla kawy sprzedawanej w restauracji. Tłumaczono to tym, że tak naprawdę w takim napoju jest więcej mleka niż kawy.

Sytuacja uległa diametralnej zmianie począwszy od 1 kwietnia 2013 roku. Nowo obowiązujące przepisy przewidują bowiem, że obniżoną stawką podatku VAT może być objęta wyłącznie sprzedaż napojów zawierających tłuszcz mlekowy, ale tylko takich przy przygotowywaniu których nie jest wykorzystywany napar z kawy, niezależnie od udziału procentowego tego naparu w przygotowywanym napoju.

Od tego dnia nie powinieneś mieć Drogi Restauratorze wątpliwości, iż sprzedaż kawy – na wynos czy też na miejscu, czarnej czy białej – wymaga zastosowania 23% stawki podatku VAT.

Ale wbrew pozorom wątpliwości się jednak pojawiły 😉

O wydanie indywidualnych interpretacji zwrócili się bowiem właściciele stacji paliw, którzy sprzedawali na swoich stacjach kawę na wynos. Jak twierdzili oferowana przez nich kawa nie powstaje z naparu z kawy, lecz na bazie ekstraktu kawowego, który jest produktem zupełnie innego rodzaju.

Z taką argumentacją nie zgodził się jednak zarówno Minister Finansów, jak i sądy administracyjne obydwu instancji, zdaniem których ekstrakt kawowy jest niczym innym jak zagęszczoną esencją/wywarem z kawy, czyli naparem powstałym na bazie kawy. Idąc tym tokiem rozumowania NSA nie pozostawił wątpliwości co do tego, iż w chwili obecnej każda sprzedaż kawy opodatkowana jest 23% stawką podatku VAT.

Na koniec chciałabym zwrócić Twoją uwagę na jeszcze jeden szczegół – na przestrzeni ostatnich dwóch lat zmieniła się interpretacja Ministra Finansów, zgodnie z którą w przypadku sprzedaży gościom dania oraz kawy, danie opodatkowane było 8% stawką podatku VAT, a kawa 23% stawką podatku VAT. Prawdopodobnie w ramach uszczelnienia systemu podatkowego postanowiono jednak, co ciekawe – bez zmiany bądź też wprowadzenia jakichkolwiek przepisów w tym zakresie – iż od tej pory zarówno danie, jak i kawa opodatkowane będą jako całość 23% stawką podatku VAT. Podobnie, jeżeli Twój gość zamiast kawy zamówi piwo bądź inny napój alkoholowy.

Żeby było jeszcze ciekawiej – jeżeli jeden z gości zamówi obiad i sok, a drugi zamówi obiad i kawę – wtedy usługa wykonana na rzecz obydwu zostanie oprocentowana odmienną stawką VAT – czy tylko ja widzę tu pewien kuriozalny dysonans? 🙂