Oj dawno mnie tu nie było. To znaczy bywam codziennie, ale dawno nie miałam niestety czasu nic do Ciebie napisać. A tematów gorących i palących jest wiele, zwłaszcza tych, z którymi zwracają się do mnie w ostatnim czasie Restauratorzy. Na szczycie listy tematów, nad którymi intensywnie pracuję z moim Klientami znajdują się przede wszystkim umowa na organizację przyjęć okolicznościowych, naruszenie tajemnicy przedsiębiorstwa restauracji i … .

I temat, który od pewnego czasu czasu rozgrzewa Was do czerwoności.. A zwłaszcza od czasu wejścia w życie RODO 😉

Już kilku moich klientów w trakcie ostatnich miesięcy pisało do mnie:

Pani Mecenas, a co robimy z publikowanymi zdjęciami Gości restauracji? Przecież to też trzeba jakoś dostosować do tego RODO.

Tak, dokładnie, chodzi o rozpowszechnianie wizerunku naszych Gości.

Ma to szczególne znaczenie w dobie Internetu, kiedy w zasadzie każda restauracja ma własną stronę internetową, funpage na FB, a coraz częściej także konto na Instagramie. Czasem kusi nas, żeby w tym Internecie pokazać również naszych Gości – tych znanych, ale i tych nieznanych. Tych, którzy po prostu przyszli do nas kolację, jak i tych, którzy brali udział w jakimś organizowanym przez nas wydarzeniu.

Niestety w rozpowszechnianiu wizerunku naszych Gości nie tylko o RODO chodzi.

Choć oczywiście, jeżeli już ten wizerunek rozpowszechniamy, to jak najbardziej jako administrator danych musimy spełnić chociażby obowiązki informacyjne, które nakłada na nas RODO i skierować do osób, których wizerunek publikujemy klauzulę informacyjną, więc musimy również wypełnić obowiązki związane z RODO.

Prawo do publikowania wizerunku

Czym innym jest jednak samo posiadanie prawa do publikowania wizerunku, czym innym zaś ochrona danych osobowych. W RODO nie znajdziesz bowiem podstawy do publikowania wizerunku Gości. Samo opublikowanie wizerunku Gości i konieczność wypełnienia obowiązków związanych z RODO musi zatem poprzedzać posiadanie odpowiedniej podstawy – prawa do publikowania zdjęć naszych Gości.

Tej podstawy prawnej musisz szukać zaś raczej w przepisach regulujących prawa autorskie i prawa pokrewne aniżeli w przepisach RODO.

Jak już się domyślasz z tego co napisałam powyżej – nie w każdej sytuacji taka publikacja będzie możliwa, a często zależała będzie od spełnienia dodatkowych warunków po Twojej stronie, najczęściej uzyskania zgody osoby, której zdjęcie chcemy opublikować.

Zgodnie zatem z przepisami – co do zasady – rozpowszechnianie wizerunku wymaga zgody osoby na nim przedstawionej, przy czym mówimy tutaj o wizerunku – zatem czymś co daje możliwość rozpoznawalności. Jeżeli jakieś zdjęcie ma przedstawiać kawałek nogi lub ręki (które nie żaden sposób nie wskazują na to, kto jest ich właścicielem), z pewnością nie mamy wówczas do czynienia z rozpowszechnianiem wizerunku.

Ale są jeszcze 3 wyjątki, które pozwalają nam na publikowanie zdjęć bez uzyskiwania takiej zgody – możemy więc swobodnie publikować zdjęcia z naszej restauracji, nawet jeżeli przedstawiają one wizerunki osób, jeżeli:

  1. osoba, której zdjęcie chcemy opublikować otrzymała zapłatę za pozowanie, chyba że była pomiędzy nami jakaś dodatkowa wyraźna umowa, która by nam tego zakazywała,
  2. rozpowszechniamy wizerunek osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek ten utrwalono przy okazji pełnienia przez nią funkcji publicznych – politycznych, społecznych, zawodowych. Gościłeś lokalną drużynę siatkówki po zdobyciu przez nich mistrzostwa Polski na oficjalnej kolacji, pochwal się tym na stronie internetowej, ale jeżeli kilku siatkarzy odwiedziło Twoją restaurację wraz z rodzinami, aby zjeść prywatną kolację, aby wykorzystać i opublikować ich zdjęcia powinieneś uzyskać na to ich zgodę,
  3. dana osoba na tym publikowanym zdjęciu stanowi jedynie szczegół całości, takiej jak zgromadzenie, krajobraz, impreza publiczna – ta przesłanka jest na pewno najtrudniejsza do zastosowania. Powszechnie przyjmuje się, że powinieneś zrobić następujący test: zasłaniasz na zdjęciu daną osobę i oceniasz, czy to jakoś wpłynęło na obraz całości:
    – jeżeli tak  i okazuje się, że dana osoba była jednak postacią centralną i bez niej zdjęcie samo w sobie nie jest już tak atrakcyjne – powinieneś przed opublikowaniem zdjęcia poprosić ją o zgodę na taką publikację,
    – jeżeli nie i okazuje się, że nawet bez wizerunku tej osoby na zdjęciu tak naprawdę nic się nie zmieniło, usunięcie tej osoby w żaden sposób nie wpłynęłoby na obraz całości – możesz opublikować takie zdjęcie bez uzyskiwania zgody osoby, która jest na zdjęciu widoczna.

Musimy jednak w tym przypadku pamiętać o jednym – granica pomiędzy byciem nic nie znaczącym szczegółem a ważną postacią zdjęcia często stanowi bardzo cienką linię i może być tak, że mimo iż Ty uważasz że wizerunek danej osoby stanowi jedynie szczegół, osoba ta uważa zupełnie odwrotnie i zwraca się do Ciebie z żądaniem usunięcia zdjęcia, na którym się znajduje. Oczywiście roszczeń może być o wiele więcej, na razie zatrzymujemy się na tym najbardziej podstawowym, czyli żądaniu zaniechania naruszeń.

Co w takiej sytuacji?

To zależy tak naprawdę od Ciebie! Jeżeli naprawdę uważasz, że roszczenia osoby, którą widać na zdjęciu są niezasadne, że jest ona elementem całości i jej zgoda absolutnie nie była potrzebna, możesz jej to wszystko grzecznie powiedzieć lub napisać, a zdjęcie dalej niech sobie wisi w restauracji, na stronie www lub w mediach społecznościowych.

Jeżeli masz wątpliwości, zdjęcie nie jest takie do końca jednoznaczne, obawiasz, że nawet mimo wysłania umotywowanej odpowiedzi osobie, która zgłosiła swoje żądania usunięcia zdjęcia nie przekona jej to i prawdopodobnie ona dalej będzie walczyła o swoje, a w końcu nie jest to najważniejsze zdjęcie dla działalności restauracji w ogóle, możesz jej odpuścić, usunąć zdjęcie i zapomnieć o sprawie.

W takiej sytuacji zawsze potrzebne będzie indywidualne podejście do sprawy, rozważenie wszystkich za i przeciw i podjęcie decyzji. Jakie to w teorii proste. W praktyce trochę gorzej 😉

Wracając jednak do zgody.. jaka to ma być więc zgoda?

Wyraźna, nie dorozumiana. Konkretna i niewątpliwa – nie powinna to być zgoda ogólna, ale powinna jasno i konkretnie określać miejsce i charakter takiej publikacji. Jej forma nie jest określona przepisami prawa, ale pamiętaj że w przypadku jakichkolwiek wątpliwości będziesz musiał udowodnić, iż zgodę taką faktycznie uzyskałeś, dlatego w celach dowodowych zawsze mieć warto taką zgodę na piśmie. Co ważne – brak sprzeciwu nie oznacza zgody!

Zapytasz na pewno o zgodę udzielaną we wszelakich regulaminach (np. regulaminie restauracji) – to dość nieoczywiste zagadnienie. Powiem Ci tak: jest możliwe, aby zgodę taką wyrazić poprzez zaakceptowanie regulaminu, przy czym przynajmniej w mojej ocenie, akceptacja taka musi być świadoma i dobrowolna Jeżeli zatem organizujesz jakąś tematyczną kolację i chcesz opublikować zdjęcia z tego wydarzenia, publikujesz warunki uczestnictwa w takiej imprezie, mogą one zawierać punkt o tym, że uczestnik wyraża zgodę na publikowanie jego wizerunku – najwyżej nie weźmie udziału. Ale – jeżeli chcesz podobny punkt wpisać w regulamin restauracji zajmującej się organizacją wesel – trudno, aby zmuszać Gości weselnych do tego, żeby zgadzali się na publikację swoich zdjęć. Ja wiem, to tzw. dobrowolny przymus, ale moim zdaniem taki punkt w regulaminie może zostać dość łatwo zakwestionowany jako niezgodny z prawem.

***

Temat upubliczniania zdjęć jest to temat obszerny i wcale nie tak prosty, ale mam nadzieję, że po dzisiejszym wpisie wiesz już, że:

  1. najpierw musisz ustalić czy możesz upublicznić zdjęcie danej osoby bez jej zgody,
  2. jeżeli nie możesz – w kolejnym kroku musisz odebrać od tej osoby zgodę na przetwarzanie jej wizerunku,
  3. jeżeli masz podstawę do opublikowania zdjęcia albo zgodę, zdjęcie publikujesz i wypełniasz obowiązki informacyjne wynikające z RODO.

To tyle na początek. Do konkretnych stanów faktycznych, pewnie będziemy po wielokroć jeszcze wracali.

PS. Wiesz kiedy zaczęłam pisać ten artykuł? Jakoś tak w połowie sierpnia 😉 Zresztą, zobaczcie sami co napisałam we wpisie dotyczącym obalania mitów dotyczących kasy fiskalnej w gastronomii.

O tym, jak ważne jest posługiwanie się przy prowadzeniu swojej własnej gastronomii dobrymi wzorami umów przekonywałam Cię już wiele razy, chociażby we wpisie o dwóch ważnych słowach na literę U albo o tym jak ważna jest komparycja umowy.

Wiele razy pisałam również o prawie pracy i problemach związanych z pracownikami. W tych wpisach gdzieś tam ukradkiem pojawiał się również temat regulaminu pracy.

Od razu od kilku osób dostało mi się po głowie, no bo że niby po co, przecież restauracja zazwyczaj nie zatrudnia takiej liczby osób, aby konieczny był regulamin pracy, poza tym tworzymy w ten sposób nikomu niepotrzebną papierologię, że i tak nikt nie będzie tego stosował… i tak dalej i tak dalej.

To prawda, jeżeli nie zatrudniasz co najmniej 50 pracowników, nie musisz wprowadzać regulaminu pracy.

Niezależnie od tych krytycznych głosów, niezmiennie stoję jednak na stanowisku, że regulamin pracy to często bardzo przydatny instrument, który pozwala na tworzenie lepszej kultury pracy, a spisanie zasad obowiązujących pracowników w formie jednego regulaminu, który w przystępny sposób będzie opisywał ich prawa obowiązki raczej nie może zepsuć atmosfery na linii pracownik – pracodawca, ale wręcz przeciwnie – może tę atmosferę tylko polepszyć.

***

Mam nadzieję, że pracownicy gastronomii mnie za to nie znienawidzą, ale..

Stworzę teraz obraz trzech demonicznych pracowników, niech będą nimi Pan Maciek, Pani Agnieszka i Pani Kasia, a zatem..

Kojarzysz ten moment, kiedy podjeżdżasz do restauracji, idziesz na kuchnię.. pusto. Wychodzisz na podwórze od strony kuchni, a tam ploteczki, śmiechy.. i papierosy?

Kojarzysz ten moment, kiedy wchodzisz do kuchni, a tam nagminnie widzisz jak Pani Agnieszka korzysta ze sprzętu firmowego na własne potrzeby i to bez pytania. Albo rano zauważasz, że przynosi z domu sprzęt, który bez pytania sobie „pożyczyła”?

Kojarzysz ten moment kiedy mijasz Pana Maćka i przejść obojętnie nie możesz bo koło zapachu będącego pozostałością po wczorajszej imprezie przejść się nie da?

Kojarzysz ten moment, kiedy wchodzisz do restauracji, a Pani Agnieszka i Pani Kasia nie zwracają na Ciebie uwagi bo tak uważnie wpatrują się w swoje telefony komórkowe?

Kojarzysz jak bardzo jesteś wkurzony kiedy Pan Maciek nie usprawiedliwi swojej nieobecności w pracy albo dość długiego spóźnienia?

No dobra wystarczy.. wiem, że kojarzysz bo to są problemy, które pojawiają się w gastronomii nagminnie, niezależnie od tego, jak wielu wspaniałych pracowników codziennie w tej branży haruje do późnych nocnych godzin i zostawia serce na talerzu.

Problemy te jednak faktycznie istnieją, a samo zwracanie pracownikom uwagi często na niewiele się zda. Ale jak już coś jest na papierze.. to trochę co innego. Zwykle okazuje się, że jednak skutkuje. Wyrzucam poza margines oczywiście tych, którym na pracy nie zależy i wolą ją stracić niż stosować jakąkolwiek dyscyplinę pracy.

Dlatego właśnie, w przypadku takich nagminnie pojawiających się problemów, moim zdaniem warto, aby w restauracji wprowadzić regulamin pracy.

***

A jeżeli już zdecydujesz się na wprowadzenie u siebie regulaminu pracy, musisz wiedzieć, że przepisy obligują Cię, aby znalazły się w nim pewne konieczne zapisy, druga część postanowień które możesz zawrzeć w tym regulaminie jest natomiast dowolna, czyli powinna ona dotyczyć problemów związanych z organizacją i dyscypliną pracy, które u Ciebie w restauracji są kluczowe – nagminne, najpoważniejsze.. Trzeba po prostu zrobić rachunek sumienia i uregulować wszystko to, co najbardziej nas uwiera.

Do elementów obligatoryjnych będą należały takie kwestie jak:

  • określenie warunków przebywania na terenie restauracji – zarówno w czasie pracy, jak i po jej zakończeniu (tak na marginesie, może to dziwne, ale naprawdę wielu Klientów mówi mi o problemie z przebywaniem pracowników w restauracji po godzinach pracy),
  • wyposażenie pracowników, odzież, obuwie, środki ochrony indywidualnej i higieny osobistej,
  • systemy i rozkłady czasu pracy, a także przyjęty okres rozliczeniowy,
  • zasady wypłaty wynagrodzenia,
  • sposób potwierdzania przybycia i obecności w pracy i usprawiedliwiania nieobecności w pracy,
  • informacje o stosowaniu kar porządkowych.

Jak widzisz, całkiem sporo tych elementów, które koniecznie musi zawierać regulamin pracy. A dodatkowo jeszcze możesz w nim zawrzeć nieobowiązkowe elementy, takie jak:

  • kwestie badania trzeźwości pracowników,
  • kwestie dotyczące monitoringu,
  • kwestie dotyczące używania telefonów komórkowych i korzystania z Internetu,
  • kwestie posiłków dla pracowników,
  • kwestie przerw na wychodzenie na papierosa,
  • kwestie używania sprzętu firmowego dla celów prywatnych.

***

Jeżeli zdecydujesz się na wprowadzenie do swojej restauracji regulaminu pracy pamiętaj, że wchodzi on w życie po upływie 2 tygodni od dnia podania go do wiadomości pracownikom, a ponadto powinieneś również zapoznać z jego treścią każdego nowego pracownika, jeszcze przed dopuszczeniem go do pracy.

Jeżeli natomiast chodzi o sposób poinformowania obecnych pracowników, kodeks pracy mówi tylko tyle, że ma się to odbyć w sposób zwyczajowo przyjęty u danego pracodawcy. Oznacza to mniej więcej tyle, że powinieneś ich poinformować w taki sposób, w jaki informujesz o wprowadzeniu innych aktów, zarządzeń, itp.. czyli przykładowo poprzez wywieszenie go w miejscu, gdzie wszyscy pracownicy będą mieli do niego dostęp i będą mogli swobodnie się z nim zapoznać.

Oczywiście najlepiej, żeby zostało to odpowiednio udokumentowane w aktach pracowniczych.

***

Nie wiem, czy udało mi przekonać Cię, że regulamin pracy to dobra rzecz. Choć mam cichą nadzieję, że tak. I że wraz z uporządkowaniem organizacji pracy w Twojej restauracji, zniknie choć część Twoich pracowniczych problemów, albo nawet tylko jeden, nieważne czy to komórkowy, ubraniowy czy problem z trzeźwością czy nieobecnościami w pracy. Choć jeden. Ehhh.. a jest ich przecież tak wiele, prawda? 😉

 

PS. Nie zakładam tego, ale gdyby w Twojej restauracji działały związki zawodowe, musisz z nimi uzgodnić treść regulaminu pracy. Ci co zakładowe organizacje związkowe u siebie mają, a to czytają, wiedzą zapewne, że uzgodnienie regulaminu pracy to zaledwie wierzchołek góry lodowej, jeżeli chodzi o kwestię uzgodnień ze związkowcami 😉

Wróciłam. Dwa tygodnie beztroskiej, południowej laby szybko niestety dobiegły końca, a obowiązki nieubłaganie wzywały do ogarniętej prawdziwym babim latem Polski. W naszej pamięci  zostaną jednak piękne chwile na sycylijskiej ziemi. Niesamowita architektura włoskich miasteczek, pyszne włoskie jedzenie oraz piękne krajobrazy.

Na pierwszy powakacyjny wpis wybrałam dla Was.. podatki, a jakże! 🙂

O podatkach pisałam już nie raz nie dwa, gdyż niestety podatki w gastronomii to dość skomplikowany temat. A co istotniejsze i najważniejsze – Wy bardzo lubicie o podatkach czytać!

Pewnie pamiętacie wpis o opodatkowaniu kawy czy obowiązywaniu obniżonej 5% stawki podatku VAT.

Dziś natomiast zajmiemy się opodatkowaniem organizacji wesel i innych przyjęć okolicznościowych.

Nie natchnęło mnie na ten temat przypadkiem. Ostatnio sporządzam dla moich Klientów całkiem sporo umów o organizację tego typu przyjęć i na tym tle wyłania się ciekawy problem związany z opodatkowaniem takich imprez właśnie.

W umowach zazwyczaj znajduje się taki zapis:

Do wynagrodzenia umownego zostanie doliczony podatek VAT, według stawki obowiązującej w dniu wystawienia faktury VAT. 

Albo taki:

Strony ustalają, że cena menu za jednego uczestnika wynosi 250 złotych. (…) Wszystkie ceny podane w niniejszej umowie są cenami brutto.

Tak na marginesie, powinniśmy stosować zapis w takim kształcie jak  w drugim przykładzie. Jeżeli drugą stroną umowy jest konsument, zawsze powinien on mieć bowiem podaną całkowitą cenę usługi.  Nie jest rolą konsumenta zastanawiać się ani obliczać ile też podatku podatku VAT będzie musiał dopłacić.

I jeszcze jedna rzecz na marginesie – jeżeli boisz się, że zastosujesz zapis w kształcie podanym w drugim przykładzie, a między zawarciem umowy a organizacją przyjęcia zmienią się obowiązujące stawki podatku VAT, możesz zabezpieczyć się i na taką okoliczność – pisałam o tym w tym wpisie.

A wracając do meritum – niezależnie od tego, które z powyższych rozwiązań zastosujesz.. i tak nie unikniesz momentu, w którym trzeba będzie zdecydować.. jaką stawkę VAT zastosować 😉

Twój wybór polega w tym wypadku tylko na tym, że albo zrobisz to od razu – kalkulując cenę za ten symboliczny talerzyk albo też możesz odsunąć ten trudny proces decyzyjny w czasie i będziesz musiał podjąć ostateczną decyzję dopiero na etapie wystawiania faktury VAT.

Co zaś się tyczy samych stawek VAT – co do zasady – i o tym pewnie wszyscy wiemy – usługi gastronomiczne obciążone są 8% stawką podatku VAT i organizacja wszelakiego typu przyjęć nie jest tu wyjątkiem – wesela, chrzciny, komunie, urodziny..

Ale, ale.. a alkohol? A kawa? A napoje gazowane? Jak też pewnie wszyscy wiemy, ich sprzedaż opodatkowana jest już 23% podatkiem VAT.

Rozwiązanie tego problemu jest dość banalne. Wskazane wyżej różne stawki podatku VAT muszą bowiem znaleźć swoje odzwierciedlenie na wystawianej przez Ciebie fakturze VAT, na której muszą zostać ujęte co najmniej dwie pozycje:

  • usługa gastronomiczna (obejmująca w zasadzie wszystkie czynności składające się na organizację wesela czy innego przyjęcia okolicznościowego – od przygotowania jedzenia po obsługę i sprzątanie sali weselnej),
  • usługa polegająca na sprzedaży napojów objętych 23% stawką podatku VAT.

Swego czasu pojawiało się wiele indywidualnych interpretacji podatkowych w tym zakresie, można też znaleźć w tym temacie kilka wyroków sądowych. Obecnie wydaje się zaś, że sposób opodatkowania organizacji przyjęć okolicznościowych nie budzi w doktrynie ani orzecznictwie większych wątpliwości, a od dzisiejszego dnia zakładam, że jest  w pełni jasny również dla Was, którzy zaglądają na bloga! 🙂

A blog niedawno skończył już półtora roku. Ani się obejrzymy, a stuknie nam 2 lata 😉

Na koniec chciałabym odnieść się jeszcze do dwóch kwestii.

Po pierwsze, noclegi. Usługi krótkoterminowego zakwaterowania objęte są 8% stawką podatku VAT i taką właśnie stawkę za wynajem powinieneś stosować jeżeli oprócz organizacji przyjęcia zapewniasz również nocleg uczestnikom zabawy weselnej.

Po drugie, sam wynajem sali. Nietrudno sobie wyobrazić, że są sale weselne, które nie zapewniają wcale przygotowania jedzenia, obsługi czy udostępnienia zastawy stołowej. W takim przypadku mamy zatem do czynienia z klasycznym wynajmem. Dlatego też stosujemy wówczas 23% stawkę podatku VAT.

Oczywiście, czasem możliwe będzie skorzystanie również ze zwolnień podmiotowych w podatku VAT, ale zakładam, że Ciebie jako prężnie działającego przedsiębiorcę, w niewielkim stopniu będzie to zwolnienie dotyczyło.

PS. Miałam ostatnio niezwykłą przyjemność udzielić wywiadu na temat pracy adwokata, zakładania Kancelarii, konkurencji, bloga, Klientów i jeszcze kilku innych ciekawych tematów. Jeżeli chciałbyś posłuchać, zostawiam Ci linka i .. miłego słuchania!

Niespostrzeżenie nadszedł pierwszy dzień września.

Trochę szkoda bo lato nam zaraz minie, choć tak się składa, że dla mnie właśnie dziś rozpoczyna się dwutygodniowy urlop. Tak więc przez dwa tygodnie od dziś zamierzam się wygrzewać pod sycylijskim słońcem 🙂

A na czas kiedy m nie tu nie będzie zostawiam Was z nie byle czym. Planowałam ten wpis od dawna, ba! nawet się do niego solidnie przygotowałam i zrobiłam porządny research.

Ale po kolei..

Jakieś 2, może 3 miesiące temu zadzwoniła do mnie moja klientka, Pani Irena, która prowadzi restaurację w jednej z miejscowości na południu Polski. Głos miała nieco przerażony, słychać było wyraźnie podenerwowanie. Okazało się, że właśnie zakończyła rozmowę telefoniczną z terenowym przedstawicielem ZAIKS, który żądał od niej podania danych wszystkich par młodych, które w tym roku organizowały u niej swoje przyjęcia weselne.

Pani Irena, wiedziona intuicją, wspomaganą wszędobylskim RODO, odmówiła powołując się na ochronę danych osobowych. To jednak nie zraziło jej rozmówcy, który wskazał że ZAIKS ma na to paragraf i żadna ochrona danych nie ma tu nic do rzeczy, a jeżeli nadal będzie ona odmawiała podania tych nazwisk i numerów kontaktowych, to karę zapłaci nie kto inny jak.. właśnie ona.

Chyba się więc nie dziwisz, że dzwoniąc do mnie Pani Irena miała emocje na poziomie Etny tuż przed jej spodziewanym wybuchem? 😉

Czy zatem Pan inspektor terenowy miał rację i Pani Irena jak Pan Bóg przykazał powinna przekazać mu wszelkie posiadane dane? Czy wręcz przeciwnie – powinna stanowczo odmówić przekazania mu jakichkolwiek danych? Jak tak właściwe powinno być to uregulowane w umowie o organizację przyjęcia weselnego?

Żeby nie być gołosłowną, postanowiłam zaczerpnąć wiedzy u źródła, a więc u przedstawicieli ZAIKS z całej Polski. Mój niecny plan nie do końca się jednak udał, gdyż w zasadzie wszyscy jednym chórem odsyłali mnie do Warszawy bądź Sopotu. I to właśnie Dyrektor Oddziału w Sopocie udzielił mi wyczerpującej odpowiedzi. Co prawda to samo obiecał mi Dyrektor Oddziału w Warszawie, ale skoro nie udało u się odpowiedzieć w ciągu dwóch miesięcy zakładam, że jednak zrezygnował..

Powiem to od razu – nie z wszystkimi tezami z tej wypowiedzi się zgadzam, ale po kolei..

Fakty są następujące:

Obowiązek podpisania umowy licencyjnej spoczywa na organizatorze wesela.

Organizatorem wesela są zaś: właściciel restauracji lub para młoda.

Kiedy zatem to Ty jako restaurator jesteś organizatorem wesela i to na Tobie ciąży obowiązek zawarcia umowy licencyjnej?  W dwóch przypadkach:

  1. kiedy oprócz wynajmowania sali oraz zapewniania przygotowania menu weselnego i obsługi kelnerskiej, zapewniasz również oprawę muzyczną – nie jest tajemnicą, że cześć sal weselnych rzeczywiście oferuje parze młodej skorzystanie z zespołu muzycznego lub DJ-a, z którym współpracują i tym samym mamy do czynienia z kompleksową organizacją wesela,
  2. kiedy Ty sam, wychodząc niejako naprzeciw oczekiwaniom pary młodej, bierzesz na siebie w umowie o organizację przyjęcia weselnego odpowiedzialność za zawarcie umowy licencyjnej. Oczywiście, wysokość tej opłaty możesz doliczyć parze młodej do kosztu wesela, czy to jako jednorazową opłatę czy też dzieląc koszty na ilość uczestników wesela i podwyższając „cenę za talerz”. Nie musisz rzecz jasna tego robić. Jednak z co najmniej trzech powodów warto zastosować takie rozwiązanie:
  • stanowi to duże ułatwienie dla pary młodej, odejmuje im obowiązków, co może być dobrym posunięciem wizerunkowym,
  • jako restaurator możesz liczyć na zawarcie z ZAIKS stałej umowy na czas nieokreślony, w ramach której płacisz stałą, ryczałtową stawkę miesięczną obliczoną w oparciu o uśrednioną ilość organizowanych imprez oraz Tabelę Wynagrodzeń Autorskich ZAIKS, przy czym stawki te często mogą być atrakcyjne cenowo,
  • masz wtedy pewność, że umowa licencyjna została zawarta, a opłaty poniesione. Wiesz, że nagle nikt się do Ciebie nie zwróci o podanie danych pary młodej czy też – co gorsza – z żądaniem uiszczenia opłaty za bezumowne wykorzystanie cudzej twórczości.

Jeżeli z konstrukcji współpracy z parą młodą to nie wynika albo jeżeli nie przyjęliśmy na siebie obowiązku załatwienia formalności związanych z ZAIKS w umowie, obowiązek zawarcia umowy licencyjnej ciąży na parze młodej. Taka para młoda powinna zgłosić się do ZAIKS po tzw. licencję jednorazową, obejmującą samo wesele, ewentualnie również poprawiny.

Jak przyznał ZAIKS sporadycznie zdarzają się przypadki, że umowa licencyjna podpisywana jest z zespołem muzycznym bądź DJ-em, którzy obowiązek ten realizują na podstawie umowy zawartej z parą młodą. Co prawda ZAIKS wspomina również o umowach zawieranych w tym zakresie pomiędzy restauracją, w której odbywa się wesele a zespołem muzycznym, ale powiem szczerze, że takie sytuacje należą do rzadkości, choć oczywiście mogą się zdarzyć.

I teraz dochodzimy do momentu, kiedy przestaję tak całkowicie zgadzać się z ZAIKS. Otóż ZAIKS twierdzi, że sytuacja w której to para młoda jest zobowiązana do uzyskania licencji ZAIKS zawsze powinna być uregulowana w umowie, inaczej bowiem restaurator zobowiązany będzie do ponoszenia solidarnej odpowiedzialności odszkodowawczej, będąc uznawanym za podmiot, który pomaga parze młodej w nielegalnym korzystaniu z utworów objętych obowiązkiem uzyskania licencji poprzez udostępnienie im sali weselnej i organizację przyjęcia weselnego. Co więcej, w tę solidarną odpowiedzialność ZAIKS włącza również zespoły muzyczne, które najczęściej w ogóle nie znają treści umowy zawieranej pomiędzy restauratorami a parą młodą.

Zgodnie z ZAIKS:

Jeżeli właściciel lokalu nie chce podpisać z ZAIKS umowy licencyjnej na wesela, powinien zadbać o to, aby para młoda zgłosiła się po licencję i dla własnego bezpieczeństwa powinien sprawdzić czy umowa taka faktycznie została zawarta.

O ile jednak mogę zgodzić się z tym, że umowa na organizację przyjęcia weselnego powinna bezwzględnie zawierać postanowienia odnośnie tego, kto zobowiązany jest do zawarcia umowy licencyjnej z ZAIKS (po prostu – dla Twojego jako restauratora bezpieczeństwa), szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie, żebyś miał weryfikować co tydzień czy każda para młoda na pewno wywiązała się z przyjętego na siebie obowiązku. Skoro mieli w umowie taki obowiązek, powinni byli to zrobić i moim zdaniem nie jest Twoją rolą cotygodniowe dowiadywanie się w ZAIKS czy każda kolejna para z obowiązku tego się wywiązała.

No chyba, że takie straszenie ma zachęcić do przyjmowania przez restauratorów na siebie obowiązku zawierania umów licencyjnych. Z pewnością bowiem to dla ZAIKS dużo bardziej komfortowa sytuacja aniżeli obowiązek kontrolowania wszystkich sal weselnych po kolei, czy każda kolejna para młoda zawarła stosowną umowę licencyjną.

W mojej ocenie jednak, jeżeli to nie Ty zapewniasz oprawę muzyczną wesela, przyjęcie na siebie obowiązku zawierania umów licencyjnych z ZAIKS może wynikać wyłącznie z Twojej dobrej woli, a wystarczającym zabezpieczeniem dla Twoich interesów będzie precyzyjne uregulowani e tej kwestii w umowie zawieranej z parą młodą.

 

Prawo żądania od restauratora danych osobowych pary młodej

W kontekście identyfikowania osób obowiązanych do zawierania umów licencyjnych wyłania się nam jeszcze jedna kwestia. ZAIKS i inne organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi skądś muszą bowiem czerpać informacje o tym, kto takie umowy powinien mieć zawarte. Faktycznie jest zatem tak, że ZAIKS (albo szerzej: organizacja zbiorowego zarządzania prawami autorskimi) może się domagać udzielenia informacji oraz udostępnienia dokumentów niezbędnych do określenia wysokości dochodzonych przez nią wynagrodzeń i opłat.

Takie uprawnienie dla ZAIKS wynika z ustawy o zbiorowym zarządzaniu prawami autorskimi i prawami pokrewnymi. Jest to jednocześnie obowiązek dla wszystkich osób posiadających wiedzę w tym zakresie – do udostępnienia tych informacji organizacji zbiorowego zarządzania.

Prawo do ujawnienia tych informacji dla nas jako właścicieli sali weselnej wynika wprost z przepisów prawa i do takiego udostępnienia nie musimy mieć odrębnej zgody pary młodej. Zgoda taka byłaby bowiem jedynie iluzoryczna – ze zgodą czy bez, dalej mamy obowiązek udzielenia stosownych informacji. Ale – zgodnie z RODO – w informacji odnośnie przetwarzania danych osobowych przekazywanej parze młodej przy zawieraniu umowy (zazwyczaj w formie załącznika do umowy) powinniśmy zawrzeć m.in, informację o tym, że ich dane mogą być przekazywane organizacjom zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, o ile obowiązek taki będzie wynikał z przepisów prawa. Jest to nasz obowiązek jako administratora danych osobowych.

Jednocześnie, jeżeli nie przekażesz tych danych ZAIKS, może ono wnieść do Sądu wniosek o udostępnienie żądanych informacji. Co więcej, uniemożliwianie lub utrudnianie organizacjom zbiorowego zarządzania kontroli jest ‚niestety’ przestępstwem i może się zakończyć poniesieniem kary. Dlatego – odmowa udzielenia informacji ZAIKS jest możliwa. Ale czy opłacalna? W kontekście tego co napisałam powyżej, oceń sam.

***

Pewnie się zastanawiasz – a jeszcze nie odpowiedziałam na to pytanie – co wtedy odpowiedziałam Pani Irenie?

Poradziłam jej, aby poprosiła o pisemne zobowiązanie do przekazania jej tych danych, wraz z podaniem podstawy prawnej takiego żądania. Pani Irena nie miała bowiem w swojej umowie o organizację przyjęć żadnego postanowienia odnoszącego się zarówno do opłat ZAIKS, jak i przekazywania komukolwiek danych osobowych pary młodej.

Równocześnie też, Pani Irena zdecydowała się na gruntowne przejrzenie wzoru umowy, którym się posługuje i tym sposobem wprowadziłyśmy do jej treści odpowiednie uregulowania, które nie tylko zabezpieczają Panią Irenę na przyszłość (wskazują one bowiem zarówno zobowiązanego do pokrycia opłat ZAIKS, jak i w odpowiedni sposób informują parę młodą, że ich dane osobowe mogą zostać przekazane dalej), ale tworzą także jasną sytuację dla państwa młodych, którzy nie zawsze zdają sobie sprawę z obowiązku ponoszenia opłat związanych z ZAIKS, zaś brak dokonania tych opłat nie wynika wcale ze złej woli, ale często jedynie ze zwykłej niewiedzy. To zaś, że Ty jako restaurator wspomnisz przy podpisywaniu umowy o tym, że para młoda powinna pamiętać o ZAIKS często może nie przynieść oczekiwanego skutku, gdyż młodzi po prostu i tak o tym zapomną (co przy ilości obowiązków związanych z organizacją ślubu i wesela wcale nie może dziwić 😉 ). Co zaś jest napisane w umowie ma jednak inną moc sprawczą – zazwyczaj po prostu przywiązujemy do tego większą wagę i staramy się nie zapomnieć o tym dodatkowym obowiązku.

Morał z tego taki, że najważniejsza jest umowa. Dobra umowa zapewnia spokojniejszą współpracę, zarówno dla państwa młodych, jak i Ciebie jako restauratora. Co więcej, dobra umowa pozwala uniknąć wielu przykrych niespodzianek, tak w trakcie przygotowań do wesela, w czasie trwania wesela, jak i wiele miesięcy po jego zakończeniu.

Ale nie od dziś wiadomo, że jestem gorącą zwolenniczką dobrych umów 🙂

Tymczasem o opłatach ZAIKS w kontekście organizacji wesela wiesz chyba już wszystko. Taką mam przynajmniej nadzieję. Zatem mogę z czystym sumieniem oddać się poznawaniu smaków i krajobrazów słonecznej Sycylii 🙂

Dorsz z nocnego połowu to już hasło – slogan. Zna je każdy Polak. Idąc nabrzeżem portowym napotykamy się na niego dosłownie na każdym kroku. Podobnie w restauracjach próbujących przyciągnąć Gości tym, że właśnie u nich, a nie u konkurencji, możemy załapać się na świeżą rybkę.

Tak na marginesie, pisząc ten artykuł, na jednym z forum spotkałam się z oburzeniem, że to nieprawda, iż dorsza nie można łowić w sezonie wakacyjnym i o co w ogóle chodzi tym, którzy się czepiają tego dorsza. To prawda nie ma całkowitego zakazu łowienia dorsza latem, ale są za to bardzo znaczące ograniczenia 😉 Zważywszy zaś, na ilość dorsza sprzedawanego co roku nad Bałtykiem, trudno sobie nawet wyobrazić, jaka ilość tego dorsza musiałaby być codziennie łowiona. Więc chyba jednak coś jest na rzeczy z tym dorszem 🙂

Ale to nie wszystko. Kreatywność niektórych idzie jeszcze dalej.

Byłam ostatnio w jednej z nadmorskich restauracji, serwującej głównie dania z ryb i owoców morza. Siedzę, przeglądam menu, z którego dowiaduję się, że powinnam skusić się na świeże ryby z naszego Bałtyku. A poniżej wymienione:

  • dorsz – latem połów jest znacząco ograniczony, choć wbrew pozorom nie niemożliwy;
  • okoń – generalnie słodkowodny.. może występować w płytkich, przybrzeżnych wodach Bałtyku, takich jak Zatoka Botnicka,
  • halibut – pudło, w Bałtyku go brak,
  • sandacz – również próżno szukać go w bałtyckich wodach,
  • flądra – o to to! To główny cel połowów naszych rybaków i jest ogromna szansa, że uda Ci się zjeść ją świeżą.

Wiemy już, że mamy w tym przypadku do czynienia z nieuczciwą reklamą.. wszak właścicielom stosującym takie praktyki chodzi tylko o to, aby przyciągnąć do siebie turystów, a nie rzetelnie poinformować ich o serwowanym jedzeniu. Gość restauracji nie ma zaś obowiązku widzieć, które ryby są bałtyckie, a które nie. Ale za to ma prawo oczekiwać, że właściciele restauracji opisują i reklamują swoje dania zgodnie z tym, co faktycznie podają na talerzu.. I, że dania które są mrożone, w menu będą zawierały o tym odpowiednią wzmiankę. To naprawdę możliwe, będąc w maju na Krecie, każda restauracja serwująca ryby i owoce morza, którą odwiedziłam zawierała w menu informację o tym, czy Gościom oferowane są produkty świeże czy mrożone.

Z drugiej strony takie zachowanie godzi również w naszą konkurencję – Klient nieświadomy woli zjeść rybę świeżą niż mrożoną, zatem restaurator który uczciwe informuje, że ryby w jego restauracji są mrożone paradoksalnie może stracić w oczach Klienta, zamiast zyskiwać.

I co najlepsze, to że ryba jest mrożona, przecież wcale jej nie dyskwalifikuje. Jeżeli jest przechowywana zgodnie z wszystkimi wymogami sanitarno-higienicznymi, nie straci ani swojej jakości ani smaku. I tu pytanie retoryczne, o sensowność takich zachowań, jak opisane powyżej 🙂

Ale musimy też jasno powiedzieć – takie zachowanie jest po prostu nie fair. Tak wobec naszych Gości, jak i konkurencji.

Jak więc nazwać taką formę reklamy i co można z tym zrobić?

Czyn nieuczciwej konkurencji.

Czynem nieuczciwej konkurencji jest działanie sprzeczne z prawem lub dobrymi obyczajami, jeżeli zagraża ono lub narusza interes innego przedsiębiorcy lub klienta.

Do takich czynów zaliczymy więc m.in.:

  • fałszywe lub oszukańcze oznaczenie geograficzne oferwanych towarów,
  • wprowadzające w błąd oznaczenie towarów,
  • nieuczciwa reklama,
  • pomawianie lub nieuczciwe zachwalanie (pamiętacie, jak niedawno pisałam Wam o pomawianiu pewnej restauracji?),
  • naruszenie tajemnicy przedsiębiorstwa.

Z uwagi na temat tego wpisu, omówimy dziś trzy pierwsze z wyżej wymienionych.

Fałszywe oznaczenie pochodzenia towarów – czynem nieuczciwej konkurencji jest zatem opatrywanie towarów fałszywym lub oszukańczym oznaczeniem geograficznym, wskazującym bezpośrednio lub pośrednio na kraj, region lub miejscowość ich pochodzenia, ale też używanie takiego oznaczenia w działalności handlowej czy reklamie.

„Najlepsze rybki na Wybrzeżu. Tylko u nas zjesz ryby z naszego Bałtyku?”  Pasuje? Jak ulał..

No to kolejne.

Wprowadzające w błąd oznaczenie towarów – czynem nieuczciwej konkurencji jest takie oznaczenie towarów albo jego brak, które może wprowadzić klientów w błąd co do pochodzenia, ilości, jakości, składników, sposobu wykonania, przydatności (…).

„Tylko u nas świeże rybki z nocnego połowu!!!” Nadaje się? Pewnie, że tak.

Co ważne, z powyższego jasno wynika, że niezgodne z prawem jest nie tylko zapewnianie o tym, że ryby są świeże, ale także przemilczenie informacji o tym, że są mrożone.

I trzeci czyn nieuczciwej konkurencji na dziś, czyli..

Nieuczciwa reklama – przesłanek jest tu kilka, ale zacytować wystarczy choćby jedną: czynem nieuczciwej konkurencji w zakresie reklamy jest reklama wprowadzająca klienta w błąd i mogąca przez to wpłynąć na jego decyzję co do nabycia towaru.

„Świeża rybka prosto z Bałtyku!!!” I Klient myśli – no tak lepiej trochę dopłacić i zjeść świeżą rybę niż stare, mrożone atlantyckie.. i dlatego wybiera tą, a nie inną restaurację. A reklama ta była zgoda z prawem? I klient podjąłby taką, a nie inną decyzję będąc rzetelnie poinformowany? Niestety raczej nie.

Co ważne, czyny nieuczciwej konkurencji dotyczą relacji przedsiębiorca – przedsiębiorca.

Odpowiedzialność cywilna. Jeżeli nasz konkurent uważa, iż nasze zachowanie stanowi któryś z wymienionych wyżej czynów nieuczciwej konkurencji i uważa jednocześnie, iż zagraża to albo narusza jego interes, przysługują mu określone przepisami roszczenia, m.in.:

  • możliwość żądania zaniechania niedozwolonych działań i ich skutków,
  • możliwość żądania złożenia przez przedsiębiorcę naruszającego prawo oświadczenia odpowiedniej treści i w odpowiedniej formie – tzw. publiczne przeprosiny,
  • możliwość żądania naprawienia wyrządzonej mu szkody lub wydania bezpodstawnie uzyskanych korzyści.

Dodatkowo, z powyższymi roszczeniami mogą, obok przedsiębiorców, występować również organizacje krajowe lub regionalne, których celem statutowym jest ochrona interesów przedsiębiorców.

Co istotne – ciężar udowodnienia prawdziwości twierdzeń, informacji, wypowiedzi ciąży na przedsiębiorcy, któremu zarzuca się czyn nieuczciwej konkurencji.

Ale uwaga – fałszywe oznaczenie lub brak dokładnego oznaczenia sprzedawanych towarów, a także nieuczciwa reklama stanowią także wykroczenie, zagrożone grzywną lub karą aresztu.

Nieuczciwa praktyka rynkowa.

Jest ona niczym innym jak stosowaniem przez przedsiębiorców – w naszym przypadku restauratorów – wobec konsumentów – klientów – praktyk sprzecznych z dobrymi obyczajami, takich które w istotny sposób zniekształcają lub mogą zniekształcić zachowanie rynkowe przeciętnego konsumenta (uważamy za takiego konsumenta dobrze poinformowanego, ale niemającego wiedzy fachowej w danym temacie, takiego który nie jest lekkomyślny, ale swoje decyzje podejmuje ostrożnie i uważnie) przed zawarciem umowy, w trakcie jej zawierania lub po jej zawarciu.

Słowem – chodzi tutaj o działanie wprowadzające w błąd, które powoduje lub może powodować, że nasz Gość podejmuje decyzję dotyczącą umowy czy też zamówienia, której inaczej by nie podjął. Takie wprowadzanie w błąd może dotyczyć między innymi cech produktu – jego pochodzenia geograficznego, handlowego, ilości, jakości, sposobu wykonania, składników, dat produkcji, przydatności.

Przypadek bałtyckiego halibuta pasuje tu w sam raz, nieprawda?

Musimy wiedzieć, że możemy dopuścić się stosowania nieuczciwych praktyk rynkowych nie tylko przez nasze działanie, ale także zaniechanie (a więc zatajenie jakichś informacji przed naszymi Gośćmi).

W ustawie wymieniono nawet kilkadziesiąt nieuczciwych praktyk rynkowych – tzw. czarna lista, które w każdych okolicznościach muszą być uznane za wprowadzające w błąd. Obejmują one o wiele więcej informacji niż zakaz nieuczciwego oznaczania produktów, jak chociażby:

  • prezentowanie uprawnień przysługujących konsumentom z mocy prawy, jako cechy wyróżniającej daną ofertę,
  • twierdzenie, że towar będzie dostępny jedynie przez bardzo ograniczony czas lub że będzie on dostępny na określonych warunkach (takich jak cena) przez bardzo ograniczony czas, jeżeli jest to niezgodne z prawdą i ma na celu wyłącznie nakłonienie klienta do podjęcia natychmiastowej decyzji o złożeniu zamówienia,
  • prezentowanie produktu jako „gratis”, „darmowy”, jeżeli konsument musi uiścić za niego jakąkolwiek należność,

dlatego też nieuczciwym praktykom rynkowym poświęcę osobny wpis tu na blogu, dziś tylko staram się zasygnalizować, jakie zachowania mogą zostać uznane za nieuczciwe praktyki rynkowe w kontekście nieuczciwej reklamy oraz nierzetelnego, wprowadzającego w błąd informowania o oferowanych daniach.

Co najważniejsze, nieuczciwe praktyki rynkowej dotyczą relacji przedsiębiorca – konsument.

Dlatego nasz Gość, który uzna że jego interes został zagrożony lub naruszony przez nasze działanie może żądać od nas:

  • zaniechania tej praktyki oraz usunięcia skutków jej stosowania,
  • złożenia jednokrotnego lub wielokrotnego oświadczenia odpowiedniej treści i w określonej formie – tzw. publiczne przeprosiny,
  • naprawienia wyrządzonej szkody na zasadach ogólnych,
  • zasądzenia odpowiedniej sumy pieniężnej na określony cel społeczny.

Co ważne, z roszczeniami tymi może wystąpić również m.in. miejski bądź powiatowy rzecznik konsumentów.

UOKiK ma zresztą w opisanych powyżej przypadkach dużo dalej idące kompetencje, ale to z pewnością temat na osobny wpis.

Podobnie jak w przypadku czynów nieuczciwej konkurencji, także tutaj ciężar dowodu spoczywa na tym, kto rzekomo dopuszcza się nieuczciwych praktyk rynkowych, a więc to przedsiębiorca – restaurator jest w nieco gorszym położeniu procesowym.

***

Oczywiście, reklama to jedno. Jeżeli chodzi zaś o gastronomię, musimy pamiętać jeszcze o jednym aspekcie. Takie zachęcanie Gości za pomocą nieuczciwej reklamy jest niczym innym jak sprzedawaniem towaru niezgodnego z opisem. Niestety często droga reklamacji będzie w tym przypadku utrudniona.. Podobnie jak w przypadku, o którym pisała niedawno Pani Joanna, przebywająca na wakacjach w Kołobrzegu (komentarz pod wpisem dotyczącym gramatury potraw).. otóż zamówiła ona rybę, która na talerzu nie wydawała się jakaś ogromna, za to na rachunku widniało 270 g ryby za ponad 50 złotych.. Ja wiem.. może okazać chociażby zdjęcie, może zarejestrował to monitoring.. ale nie zawsze nasz Gość pomyśli o tym, żeby takie zdjęcie zrobić.. zwłaszcza, że paragon fiskalny z nabitą ceną i wagą Pani Joanna otrzymała dopiero po zjedzeniu owej drogocennej ryby..

Dlatego też mimo iż prawo do reklamacji w restauracji jak najbardziej istnieje – pisałam Wam o tym całkiem niedawno – ze względu na specyfikę tej branży, często Goście mają utrudnione zadanie, jeżeli chodzi o wykazanie swojej racji. Podobnie będzie z naszymi dzisiejszymi rybami z nocnego połowu.. nasz nieświadomy Gość, prawdopodobnie zarówno w momencie otrzymania zamówienia, jak i płacenia za nie nie zdaje sobie bowiem sprawy z tego, że zjadł rybę nie bałtycką, a atlantycką. Wróci do domu, pochwali się w pracy, ile to zjadł świeżych ryb w tym Mielnie czy Dziwnówku i dopiero jakiś miły współpracownik uświadomi go, jak bardzo się myli. Myślę, że nasz Gość nie będzie myślał w tym momencie o składaniu reklamacji. A co zrobi? Znajdzie nas w Internecie i tam  prawdopodobnie wyrazi swoją opinię.

Ale może nas także odwiedzić Gość zawzięty. Ten, mimo że wyrazi opinię w Internecie, wyślę do nas maila lub pismo z reklamacją, a dodatkowo do wiadomości wyśle to także organizacjom konsumenckim. Po prostu.. nasza nieprawdziwa reklama na tyle go urazi, że nie będzie mu szkoda czasu ani energii na to, żeby jednak skutecznie zawalczyć z takimi praktykami.

Oczywiście nie można wykluczyć, że trafi się nam i Gość wyedukowany, który doskonale wie, że ten halibut, o którego dopytuje kelnerkę nie został złowiony dzisiejszej nocy w bałtyckich wodach. Ale dopytuje, może nagra, zrobi zdjęcie reklamy i menu, a może nawet podzielić się z tą wiedzą z odpowiednią organizacją strzegącą interesów konsumentów. Często zdarza się też tak, że w momencie kiedy po między kelnerem a Gościem wywiązuje się dyskusja na temat świeżości i pochodzenia ryb, słyszą ją inni Goście restauracji, którzy niespodziewanie dowiadują się całej prawdy o zamówionym przez nich daniu i często kończy się to zmianą planów co do złożenia zamówienia albo złożeniem stosownej reklamacji.

***

Dlatego analizując problem nieuczciwej reklamy powinniśmy tak naprawdę brać pod uwagę trzy aspekty:

  1. konsekwencje stosowania nieuczciwych praktyk rynkowych oraz czynów nieuczciwej konkurencji,
  2. konsekwencje związane z prawem do złożenia reklamacji,
  3. konsekwencje wizerunkowe.

Obserwując polski rynek usług gastronomicznych można dojść do przekonania, że ta nieuczciwa reklama to i tak już tylko margines złych gastronomicznych zachowań. Polska gastronomia przechodzi pod tym względem prawdziwą rewolucję.. podawanie składu potraw, alergeny, gramatura potraw.. Ale i tak pomyślałam, że warto się i z tą reklamą rozprawić, żeby nam te dorsze z tego nocnego połowu nie robiły takiego „negatywnego pijaru” 🙂