Marta Kosecka

adwokat

Prowadzę Kancelarię Adwokacką w Gdyni. Na co dzień doradzam przedsiębiorcom w zakresie szeroko pojętego prawa gospodarczego i handlowego, a także prawa pracy. Posiadam bogate doświadczenie w obsłudze podmiotów gospodarczych.
[Więcej >>>]

Współpraca Sklep

Tak wiem, pakiet antykryzysowy. To znaczy, wróć, tarcza antykryzysowa. ZUSy, podatki, wynagrodzenia pracownicze. O wszystkim tym obiecałam napisać. I obietnicy zamierzam dotrzymać. Chciałabym jednak przekazać Wam rzetelne informacje. Nie pisać o zapowiedziach medialnych czy hasłowych sformułowaniach zamieszczanych na ministerialnych stronach internetowych. Chciałabym napisać Ci o rozwiązaniach przyjętych i obowiązujących. Dlatego czekam.

A tak swoją drogą to już wiemy, że raczej te rozwiązania, na które czekamy będą niewystarczające. Niestety. I po ich analizie, będziemy jednak musieli szukać innych rozwiązań, które można zastosować w tej kryzysowej sytuacji.

[EDIT] O wszystkich rozwiązaniach przygotowanych w ramach tzw. tarczy antykryzysowych napisałam dla Ciebie w ebooku, który możesz pobrać za darmo na blogu, klikając w ten link. Wystarczy, że zapiszesz się na bezpłatny newsletter, a cały gastronomiczny niezbędnik, zawierający ponad 70 stron porad prawnych na czas pandemii i nie tylko, będzie Twój 🙂

Ale na ten moment wiemy już także, że jeżeli chodzi o czynsz za najem lokalu, rządzący niestety nie wyciągnęli pomocnej dłoni. To znaczy wyciągnęli, szkoda tylko że wyłącznie do najemców powierzchni w dużych galeriach handlowych.

Branża gastronomiczna musi radzić sobie sama.

Co zatem robić kiedy restauracja zamknięta albo ledwo co zarabia na jedzeniu na dowóz, a czynsz za najem lokalu wynosi kilka bądź nawet kilkanaście tysięcy złotych?

Już na wstępie Ci powiem, że sytuacja wcale nie jest prosta. I nie ma jednego cudownego rozwiązania, którym moglibyśmy zmusić wynajmującego do odstąpienia od pobierania czynszu za najem.

Najpierw jednak definicja. Czym tak naprawdę ten najem jest?

Przez umowę najmu wynajmujący zobowiązuje się oddać najemcy rzecz do używania na czas oznaczony bądź nieoznaczony, a najemca zobowiązuje się płacić wynajmującemu umówiony czynsz.

Czy definicja najmu obejmuje osiąganie zysku? Czy używanie rzeczy obejmuje osiąganie zysku? Niestety nie.

Najem to nie dzierżawa. Nie obejmuje pobierania pożytków z przedmiotu najmu. Dlatego Ty będziesz tłumaczył swojemu wynajmującemu, że nie możesz prowadzić swojej działalności albo prowadzisz ją jedynie w ograniczonym zakresie. A Twój wynajmujący będzie tłumaczył Ci, że OK on to rozumie, ale nadal używasz tego lokalu. Nadal trzymasz w nim swoje rzeczy, nadal masz klucze. Nadal możesz swobodnie nim dysponować. Co gorsze, to raczej on będzie miał w takim wypadku rację.

Co zatem zrobić? Czy naprawdę nie ma żadnego wyjścia?

Przeanalizujmy.

1. Wypowiedzenie umowy najmu

Część osób twierdzi, że trzeba po prostu wypowiedzieć umowę najmu.

Czy to dobry pomysł? Absolutnie nie!

Przecież zakładamy, że większość, o ile nie wszyscy, jak pandemia się skończy będą chcieli nadal prowadzić swoją działalność. Po co zostawać bez lokalu, organizować przeprowadzkę. A potem wynajmować nowy lokal i dostosowywać go do działalności Twojej restauracji. Nie mówiąc już o tym, że przecież nasi Klienci są przyzwyczajeni do miejsca, w którym znajduje się nasza restauracja, a jej przeniesienie to duże wyzwanie marketingowe. Przecież to kolejne niepotrzebne koszty. Koszty, których tak bardzo chcemy uniknąć.

Poza tym, w umowach masz przeważnie określony czas wypowiedzenia, często nawet półroczny. Zanim on upłynie, pewnie będzie już po strachu i działalność będzie mogła być kontynuowana. A czy przepisy prawa dają nam możliwość natychmiastowego wypowiedzenia umowy najmu? Raczej nie. Jak napiszę jeszcze powyżej, z powodu nadzwyczajnej zmiany stosunków, o rozwiązaniu umowy może orzec Sąd. Ale to wyłącznie decyzja Sądu. Najemca czy wynajmujący nie mogą samodzielnie zastosować takiego rozwiązania.

O wypowiadaniu umowy najmu już kiedyś pisałam, możesz przenieść się do tego wpisu klikając tu.

Wypowiedzenie mogłoby mieć tylko jedno uzasadnienie (oczywiście oprócz całkowitej likwidacji restauracji – ale ten scenariusz stanowczo odrzucamy!) Mianowicie, może się okazać, a nawet prawdopodobnie będzie tak, że po epidemii ceny lokali drastycznie spadną. Może wówczas udałoby się wynająć lokal za o wiele niższą cenę. Ale to tylko gdybanie. I jak sądzę rozwiązanie, na które nie zdecyduje się zbyt wielu przedsiębiorców.

2. Porozumienie z wynajmującym

Może powinnam napisać o tym na koniec, ale napiszę już tu. Dlatego, że to powinno być rozwiązanie najpopularniejsze i najczęściej stosowane przy uregulowaniu umów najmu. Skontaktuj się więc z wynajmującym, najpierw do niego zadzwoń, a potem wystosuj oficjalnego maila. Przedstaw jak wygląda sytuacja Twojej restauracji, powołaj się na Waszą dotychczasową bezproblemową współpracę. Jeżeli wynajmujący początkowo będzie niechętny obniżce czynszu, wspomnij o tym że obecnie raczej nie znajdzie innego najemcy, więc no.. lepszy rydz niż nic 😉

Oczywiście, musimy mieć na uwadze, że często nie będzie to obniżka 100%. Wynajmujący też człowiek i pieniądze do życia są mu potrzebne. Owszem, powinien nas zrozumieć i czynsz obniżyć, ale musimy zdawać sobie sprawę z tego, że pewnie część czynszu będzie chciał uzyskać. I może mieć w tym sporo racji. Zwłaszcza w kontekście tego o czym pisałam na początku. Nie możemy utożsamiać najmu z osiąganiem zysku. A skoro lokal zajmujemy, zasadne jest osiągnięcie porozumienia, czyli najczęściej ustalenia odpowiedniej obniżki czynszu. Zwłaszcza, jeżeli faktycznie działamy z dowozami lub daniami na wynos.

I oczywiście kwestia podstawowa – cokolwiek ustalicie, ustalcie to na piśmie!

Tak żeby to co ustalicie było pewne. Żeby wynajmujący nie próbował później twierdzić, że ustalenia były inne, albo co gorsza, że w ogóle ich nie było.

A co jeżeli nie pójdzie tak łatwo. I wynajmujący będzie obstawał przy tym, że bez względu na wszystko należy się mu cały czynsz? A wtedy to już trzeba użyć argumentów prawnych. A najlepiej już trochę tych prawnych argumentów użyć na samym początku. Na pewno nie zaszkodzi 😉

[UWAGA!] W moim sklepie online czeka na Ciebie wzór wniosku o obniżenie czynszu za najem lokalu z uwagi na COVI-19. Wzór wniosku zawiera szereg argumentów – prawnych  i nie tylko, które mają za zadanie przekonać wynajmującego, że sytuacja jest nadzwyczajna, a ich obowiązkiem jest obniżenie czynszu za najem lokalu. Pamiętaj również, że epidemia wcale jeszcze nie minęła. I pewnie przez długi czas jeszcze nie minie. Sama gastronomia zaś nadal nie pracuje jeszcze na pełnych obrotach. Dlatego nadal uzasadnione jest wnioskowanie o obniżenie czynszu za najem lokalu. I to zarówno wtedy, gdy nigdy jeszcze nie składałeś takiego wniosku, jak i w sytuacji, w której poprzednio obowiązujące porozumienie przestało już obowiązywać. Wiem bowiem, że często wynajmujący proponowali przykładowo 3-miesięczne obniżki czynsz.

Wzór wniosku możesz kupić, klikając w ten link.

3.  Argumenty prawne.

Teorii w jaki sposób można ugryźć temat od strony prawnej jest co najmniej kilka. Bardzo krótko postaram Ci się je tutaj opisać. I napisać dlaczego niektóre z nich, choć z nazwy wydają się być rozwiązaniami nadzwyczaj dopasowanymi do obecnej sytuacji nie koniecznie są takie z punktu widzenia prawa.

Musimy także pamiętać, że sytuacja jest szczególna. Dotychczasowe orzecznictwo niewiele może nam pomóc bo nigdy żaden polski Sąd w podobnej sytuacji nie orzekał. Więc jak wszystko się skończy, Sądy będą orzekały i rozstrzygały ewentualne spory. Bo na pewno wiele tych spraw znajdzie swój finał w Sądzie. Tego nie unikniemy.

Dlatego tak ważne jest to, aby już teraz odpowiednio przekonująco wyłożyć swoje racje wynajmującemu. Zapewne wielu z nich po takim „fachowym piśmie” zmieni swoje zdanie co do obniżenia czynszu za najem lokalu, mimo iż początkowo byli temu niechętni. A z drugiej strony jeżeli i tak ostatecznie odmówi, dobrze już teraz odpowiednio przygotować się na ewentualny proces.

Siła wyższa i zwolnienie z odpowiedzialności.

Ten termin od jakichś dwóch tygodni wszyscy powtarzamy jak mantrę. Sama pisałam już o sile wyższej chociażby we wpisie o organizacji imprez okolicznościowych w czasach pandemii (link).

Jak ma się ona jednak do umowy najmu lokalu?

Tak jak pisałam poprzednio, siła wyższa powoduje, że strona która nie wykonała swojego zobowiązania nie ponosi za to odpowiedzialności, o ile udowodni, że zachodzi związek przyczynowy między zdarzeniem wywołującym siłę wyższą a niewykonaniem umowy. Siła wyższa powoduje, że nie ponosisz negatywnych konsekwencji niewykonania umowy – to znaczy nie płacisz kar umownych, odszkodowań. Nie powoduje jednak, że znika świadczenie główne w postaci obowiązku zapłaty czynszu. Owszem, być może z opóźnieniem, bez odsetek, ale najem lokalu trwa, a obowiązek zapłaty pozostaje.

Oczywiście jeżeli w umowie masz klauzulę siły wyższej może ona inaczej uregulować skutki jej wystąpienia. Wtedy powyższe Cię nie dotyczy. Choć z doświadczenia wiem, że takie klauzule znajdują się w niewielu umowach.

Niemożliwość świadczenia, za którą nie odpowiada dłużnik/żadna ze stron.

Przepisy art. 475 i 495 kodeksu cywilnego przewidują odpowiednio, że jeżeli świadczenie stało się niemożliwe na skutek okoliczności za które dłużnik/żadna ze stron nie ponosi odpowiedzialności, zobowiązanie wygasa/strona która miała to świadczenie spełnić, nie może żądać świadczenia wzajemnego.

Tu również wracamy do pierwotnego problemu. Najem lokalu trwa, a umowa najmu jest umową dwustronnie zobowiązującą. Tak więc jeżeli Ty twierdzisz, że nie musisz płacić, nie możesz żądać od wynajmującego, aby dalej wynajmował Ci lokal. Poza tym, w mojej ocenie, żadne ze świadczeń nie jest w tej sytuacji niemożliwe. Wynajmujący może bowiem nadal wynajmować Ci lokal (i to czyni). A Ty masz (przynajmniej obiektywnie) możliwość płatności czynszu. Niestety, ale ocena czy świadczenie jest niemożliwe do spełnienia, musi być bowiem oceną obiektywną, a nie subiektywną. Obiektywnie zaś, zapłata czynszu jest jak najbardziej możliwym do spełnienia świadczeniem.

Dlatego mimo szumnych nazw, zarówno siła wyższa, jak i niemożliwość świadczenia, niekoniecznie odnoszą się do umów najmu lokalu w trakcie pandemii. Ale mamy jeszcze jedno rozwiązanie. To najsłuszniejsze.

Rebus sic stantibus. Nadzwyczajna zmiana stosunków.

Dlatego, o ile w przypadku umów o organizację przyjęć mówimy o sile wyższej (pisałam o tym tu), w przypadku najmu lokalu powinniśmy mówić o nadzwyczajne zmianie stosunków. Jest to klauzula, która stanowi wyjątek od zasady, że umów należy dotrzymywać. Ma wyjątkowy i nadzwyczajny charakter. Ale i nasza obecna sytuacja jest wyjątkowa i nadzwyczajna. Należy więc spodziewać się, że to właśnie opierając się na tej klauzuli, Sądy będą rozstrzygały spory z najmem lokalu w tle. Jak więc brzmi ta klauzula?

Jeżeli z powodu nadzwyczajnej zmiany stosunków spełnienie świadczenia byłoby powiązane z nadmiernymi trudnościami albo groziłoby jednej ze stron rażącą stratą, czego strony nie przewidziały przy zawarciu umowy, sąd może po rozważeniu interesów stron, zgodnie z zasadami współżycia społecznego, oznaczyć sposób wykonania zobowiązania, wysokość świadczenia lub nawet orzec o rozwiązaniu umowy. Rozwiązując umowę sąd może w miarę potrzeby orzec o rozliczeniach stron.

To jest właśnie to antidotum, które powinniśmy stosować w sytuacji, w której nasz wynajmujący nie będzie chciał nawet słyszeć o obniżce czynszu. To właśnie w klauzuli rebus sic stantibus chodzi o zmianę stosunków, której strony nie mogły przewidzieć w chwili zawarcia umowy. Nikt z nas nie ma chyba jednak wątpliwości, że tego co dzieje się teraz, nie mógł przewidzieć nikt.

Ale musisz też zauważyć, że Sąd w takim wypadku oznaczy sposób wykonania zobowiązania i wysokość świadczenia. Czyli prawdopodobnie obniży czynsz za najem lokalu, a nie zwolni Cię całkowicie z jego ponoszenia. Musimy być tego świadomi, chociażby negocjując z wynajmującym.

Powołując się na tę klauzulę możemy obniżyć czynsz polubownie, a jeżeli to się nie uda, pozostanie nam droga sądowa. Dlatego dobrze pisemnie uświadomić wynajmujących, że są przepisy, które taką sytuację przewidują. Że mogą one zostać zastosowane, I co świadczy o tym, że zostaną one zastosowane przez Sąd. Na Twoją korzyść i zarazem niekorzyść wynajmujących. W wielu przypadkach sporów na tle umów o najem lokalu taka dobrze dobrana argumentacja może pomóc w uniknięciu sporu sądowego w ogóle.

Choć oczywiście całkowicie takich sporów pewnie nie unikniemy. I to nie tylko dlatego, że wynajmujący w ogóle nie będą skorzy do obniżania czynszów za najem lokalu. Bo przecież spory mogą powstawać też na tle tego, ile taka obniżka właściwie powinna wynosić.

4. Po prostu przestanę płacić czynsz za najem lokalu

Czy dobrym pomysłem jest po prostu przestać płacić? Nie.

Nie rób tego. A przynajmniej staraj się tego nie robić. Wiadomo, że nie zawsze będzie to możliwe.

Jeżeli bez próby walki o to, żeby czynsz obniżyć po prostu przestaniesz płacić, będzie to działało wyłącznie na Twoją niekorzyść. Samowolny brak płatności może oznaczać nie tylko wypowiedzenie umowy najmu. Jeżeli sprawa trafi do Sądu, dobrze jeżeli będziesz w stanie wykazać swoją aktywność w polubownym załatwieniu sprawy.

Ja wiem, że na forach gastronomicznych można przeczytać, że w zasadzie to wszystko możemy odpuścić bo i tak nikt nam nic nie zrobi. Takie dobre rady miał dla nas między innymi Pan Marcin:

A dajcie spokój ludzie! Nic nie płaćcie. Żaden Sąd nie każe Wam zapłacić za taki czynsz!

A poza tym! Nie będziesz mieć pieniędzy, to i tak nie zapłacisz. Nawet komornikowi.

Tak jak pisałam już wyżej. To nie do końca jest tak, że najem nie może być wykonywany bo on trwa. Ale ponieważ nie możesz normalnie prowadzić w tym najmowanym lokalu działalności, na pewno zasadna jest obniżka czynszu. Ale nie możemy zakładać, że Sądy nie będą zasądzać tych płatności w wyrokach! Nie wiem skąd takie założenie. Przecież to nie z winy wynajmującego zamknięto restauracje. Oni się ze swych umów wywiązują. Dlatego dbajmy o swoje interesy, ale bądźmy przy okazji sprawiedliwi i solidarni z innymi 🙂 Obniżka? Jak najbardziej. Liczenie na to, że Sąd powie: „Restauratorze! Masz rację, nic nie musisz płacić!” No nie.

A co do egzekucji. To również nie jest takie proste. Większość małych restauracji prowadzona jest jako jednoosobowe działalności gospodarcze, spółki cywilne. Przecież w takiej sytuacji odpowiadamy za zobowiązania całym swoim majątkiem. Taki dług może ciągnąć się za nami przez całe lata. Dlatego powinieneś zrobić wszystko, aby on nie narastał. I absolutnie wystrzegać się podejścia Pana Marcina. Bo może ono przynieść więcej szkody niż pożytku.

Podsumowując, jeżeli chodzi o najem lokalu, słowa klucze to:

  1. nadzwyczajna zmiana stosunków,
  2.  obniżenie czynszu,
  3. porozumienie, koniecznie na piśmie.

Powodzenia! A gdybyś potrzebował pomocy, pamiętaj, że jestem do dyspozycji 🙂

PS. Liczę na to, że w kolejnym wpisie będę wreszcie mogła się odnieść do sytuacji z pracownikami i należnościami publicznoprawnymi. To znaczy pewnie w kilku kolejnych wpisach, bo regulacje zawarte w nowej ustawie i to co zostało w niej pominięte, to na pewno będzie materiał na niejeden blogowy wpis.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 507 025 782e-mail: kontakt@adwokatkosecka.pl

Wiem, że w niedzielę zapowiadałam nieco inną tematykę wpisu. Miało być o ZUS-ach, podatkach, pomocy Państwa w dopłatach do wynagrodzeń pracowników. Co z tego kiedy u jednego z Ministrów wykryto zakażenie koronawirusem, reszta rządu została poddana badaniom, a dzisiejsza Rada Gabinetowa u Prezydenta została odwołana. Tym samym odwlecze się trochę w czasie ogłoszenie założeń czy też nawet projektu nowej specustawy dotyczącej gospodarki.

Ale nic straconego. Napiszę dzisiaj o innym, ale wydaje mi się niemniej ważnym problemie. Problemie, który od niedzieli wieczora bez końca przewija się na wszystkich gastronomicznych grupach.

Tak, wiem, że w niedzielę wieczorem w jednej ze stacji telewizyjnych mogliśmy się dowiedzieć, że nie ma obecnie przeszkód co do tego, aby… organizować wesela i inne przyjęcia okolicznościowe.

Pokazał mi tego newsa mój mąż, który sam przecierał oczy ze zdziwienia.

A dokładnie, zadane pytanie brzmiało:

Czy zakaz zgromadzeń powyżej 50 osób dotyczy również wesel? Zwłaszcza, ze przyjeżdżają goście z Polski i świata.

Odpowiedź natomiast brzmiała:

Możecie się Państwo bawić.

Dokładna użyta tam argumentacja była taka, że wesele nie jest zgromadzeniem publicznym. Że za takie może być uznane tylko zgromadzenie na wolnej przestrzeni, nieoznaczonej imiennie liczbie osób, w celu przeprowadzenia obrad lub wyrażenia opinii w danej sprawie, wobec czego wesele raczej się nie kwalifikuje.

koronawirus, wesela, gastronomia, restauracja

I wiecie co?

Ja poniekąd jestem w stanie się z tą interpretacją zgodzić!

Zdziwieni? 😉

Jestem się z nią w stanie zgodzi o tyle, że nie ma przeszkód aby obecnie kilka, kilkanaście bądź nawet kilkadziesiąt osób z rodziny wspólnie się spotkało.

Choć to bardzo nierozsądne i każdemu odradzam tego typu spotkań!

Nie mogę się jednak zgodzić się z wielokrotnie powielaną w dyskusjach w kilku grupach gastronomicznych informacją, że w najbliższych dnia bez przeszkód można zorganizować w restauracji wesele czy inne przyjęcie okolicznościowe.

W kilku z nich sama wzięłam udział. Moi rozmówcy przekonywali mnie, że:

nie mogą się odbywać zgromadzenia publiczne powyżej 50 osób, a impreza prywatna nie jest zgromadzeniem publicznym w myśl przepisów

jeżeli lokal jest zamknięty i obsługuje tylko określoną grupę to nie ma przeciwwskazań żeby wywiązać się z umowy.

Moim zdaniem autorka wypowiedzi w stacji telewizyjnej odnosiła się bowiem wyłącznie do kwestii zgromadzeń publicznych, pomijając przy tym ograniczenia w prowadzeniu działalności gastronomicznej. Bo i pytanie w zasadzie nie tego dotyczyło. Dlatego też wyprowadzanie z tej wypowiedzi wniosku, że restauracje mogą organizować przyjęcia weselne i inne jest jednak moim zdaniem zbyt daleko idącą interpretacją.

Tymczasem leży przede mną rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 13 marca 2020 roku w sprawie ogłoszenia na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej stanu zagrożenia epidemicznego.

Zgodnie z § 5 ust. 1 pkt 1 lit. a (tak wiem, strasznie dużo tych numerków 😉 tego rozporządzenia:

Od 14 marca 2020 roku do odwołania ustanawia się czasowe ograniczenie prowadzenia przez przedsiębiorców działalności polegającej na przygotowywaniu i podawaniu posiłków i napojów gościom siedzącym przy stołach lub gościom dokonującym własnego wyboru potraw z wystawionego menu, spożywanych na miejscu (ujętej w Polskiej Klasyfikacji Działalności w podklasie 56.10.A), z wyłączeniem realizacji usług polegających na przygotowywaniu i podawaniu żywności na wynos lub jej przygotowywaniu i dostarczaniu oraz działalności restauracyjnej lub barowej prowadzonej w środkach transportu (…).

W tym wypadku bez wątpienia nakładają się na siebie dwie kwestie – kwestia organizowania zgromadzeń i kwestia ograniczenia działalności w branży gastronomicznej. I o ile można zorganizować prywatne zgromadzenie w formie wesela, o tyle w mojej ocenie nie można go urządzić w restauracji, domu weselnym etc.

Restauratorzy mają bowiem odgórny zakaz prowadzenia działalności polegającej na przygotowywaniu i podawaniu posiłków i napojów gościom siedzącym przy stołach. Jak to pogodzić z weselem, gdzie Goście siedzą przy stolikach, a posiłki są im podawane do stolika?

Czym różni się takie wesele od normalnej działalności restauracji, gdzie 12 Gości siedzi przy 3 stolikach i konsumuje posiłek? Jakie byłoby ratio legis wprowadzania zakazu prowadzenia działalności restauracyjnej „na miejscu”, gdyby jednocześnie można było organizować przyjęcia zamknięte? Czy wystarczyłoby wówczas przyjąć rezerwację na 20 osób i zamknąć restaurację dla osób z zewnątrz?

Rozumiem, że sytuacja jest trudna. Że restauratorzy chcą pracować. Zarabiać, dawać pracę. Ale powyższe rozwiązania stanowiłyby jednak w mojej ocenie obejście prawa. Sens wprowadzenia tych ograniczeń jest jasny: nie powinno na sali w restauracji przebywać w tym samym czasie nawet kilka bądź kilkanaście osób. Dlatego po odbiór zamówień na wynos powinniśmy wchodzić pojedynczo. Dlatego pojedynczo wchodzimy na pocztę. Do piekarni.

Dlatego też w mojej ocenie restaurator nie może zgodzić się zorganizowanie przyjęcia okolicznościowego – nie tylko wesela, ale także chrzcin, rocznic, spotkań firmowych.

*

Moim zdaniem jedyną formą zorganizowania przyjęcia okolicznościowego jaką można obecnie zorganizować to dowóz na wynos jedzenia  pod adres wskazany przez Klienta. To ile osób spożywało będzie ten posiłek i biesiadowało u Klienta pozostaje poza zakresem odpowiedzialności restauratora. I taka forma przyjęcia pozostaje zgodna z odpowiedzią na pytanie, czy zakaz zgromadzeń dotyczy również wesel. Zakaz zgromadzeń nie, zakaz prowadzenia działalności restauracyjnej w mojej ocenie tak.

Jeżeli natomiast restaurator sam zorganizuje u siebie takie przyjęcie, jest narażony na kary, o których pisałam w poprzednim wpisie. Możesz szybko się do niego przenieść klikając w ten link.

A musimy pamiętać, że Sanepid od poniedziałku ostro kontroluje czy Goście siedzą przy stolikach w restauracji. Sprawdzają nawet czy nie siedzą przy stolikach wystawionych na zewnątrz. W takiej sytuacji organizowanie wesela na 100 osób w restauracji nie wydaje się być rozsądnym pomysłem.

O zadatkach i zaliczkach raz jeszcze.

Pisałam o tym, w piątkowym wpisie (kliknij tu, aby się do niego przenieść), ale w związku z licznie pojawiającymi się w tym temacie pytaniami, i tu raz jeszcze krótko te pytania podsumuję.

Na początek przypomnę, że:

  • od 14 marca do odwołania mamy w Polsce stan zagrożenia epidemicznego,
  • działalność restauracyjna została znacząco ograniczona,
  • organizacja przyjęć jest niemożliwa, co niewątpliwie jest spowodowane tzw. siłą wyższą – nie ma w tym winy żadnej ze stron umowy.

Co zatem dzieje się z zawartymi umowami na organizację przyjęć?

Strony powinny się naradzić co dalej. Czy rozwiązują umowę czy przenoszą przyjęcie na inny termin. Jeżeli strony zdecydują się na rozwiązanie umowy, kierując się literalnie przepisami, zadatek powinien zostać zwrócony, zaliczka też. Zadatek dlatego, że żadna ze stron nie jest odpowiedzialna za rozwiązanie umowy, a zaliczka dlatego, że co do zasady zawsze jest zwrotna, jeżeli do organizacji przyjęcia nie doszło.

Jedyny wyjątek to sytuacja, w której w momencie kiedy dowiedziałeś się, że przyjęcie nie dojdzie do skutku, poniosłeś już uzasadnione koszty organizacji imprezy. Będzie to przykładowo dotyczyło imprez z weekendu 13-15 marca. Zakładam, że w ubiegłym tygodniu część Klientów potwierdzała jeszcze imprezy, więc i Ty poniosłeś w związku z tym określone koszty.

Co ważne, zwrotu wydatków możesz się domagać zawsze – nie tylko wtedy kiedy zgodnie z umową pobrałeś zaliczkę!

Tak jak jednak pisałam już w poprzednich wpisach zachęcam Was, aby próbować się dogadać z Klientami. Sytuacja jest wyjątkowa. Może Klienci, rozumiejąc ją, zgodzą się przykładowo na oddanie im tylko połowy zadatku?

Na pewno warto próbować.

Co z weselami kwietniowymi? Majowymi?

Już na koniec. Ostatnia kwestia. Czy mogę dziś odwołać wesele, które ma się odbyć 25 kwietnia? Czy Para Młoda może odwołać już dziś wesele, które miało się odbyć 9 maja, a ja mam im zwrócić zadatek?

Moja rada: poczekajmy! Nie wiemy dziś jak się rozwinie sytuacja.  Możliwość powołania się na siłę wyższą jest absolutnie wyjątkową sytuacją. Nie powinno się tego nadużywać. Nie wiemy dziś do kiedy potrwa w Polsce stan zagrożenia epidemicznego. Powinniśmy reagować na bieżąco. Nie pochopnie, ale rozważnie. Z uwzględnieniem interesu restauracji i Klienta.

Dlatego powiem Wam co poradziłam dziś Pani Marcie, która chciała odwołać imprezę z końca kwietnia.

Poradziłam jej, żeby poczekała do początku kwietnia. Powiedziałam jej, że nie dziwię się, że restauracja póki co nie chce zrezygnować z należącej jej się kary umownej przewidzianej na taki wypadek. Że słusznie uważa, iż nie wiadomo czy pod koniec kwietnia  powołanie się na siłę wyższą, nadal będzie uzasadnione.

I jest to rada albo apel głównie dla Klientów restauracji, konsumentów. Poczekajcie! Jeżeli wesele albo inne przyjęcie nie odbędzie się z powodu działania siły wyższej i tak odzyskacie swoje pieniądze wpłacone chociażby tytułem zadatku. Nie przyciskajcie obecnie restauratorów do muru w sprawie imprezy, która ma się odbyć za miesiąc lub dwa.

Uwierzcie, oni mają obecnie wystarczająco dużo problemów na głowie.

Dlatego ponownie to napiszę: wspierajmy się w tym ciężkim czasie!

 

PS. Nie spodziewałam się, że będę to pisała w takich okolicznościach, ale dokładnie dziś blog obchodzi swoje 3 urodziny. Tak, tak. Dokładnie 17 marca 2017 roku zamieściłam tu pierwszy wpis! Jeżeli jesteś ciekawy, o czym wówczas pisałam, kliknij w ten link, a z pewnością się dowiesz! Życząc Wam i sobie kolejnych blogowych rocznic, pozdrawiam Was tymczasem serdecznie, życzę dużo zdrowia i jak najszybszego powrotu do „normalności” 🙂

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 507 025 782e-mail: kontakt@adwokatkosecka.pl

Choć dziś niedziela, wracam do Was z drugim wpisem poświęconym skutkom koronawirusa w branży gastronomicznej. Wpis ten dosłownie zaczyna się tam, gdzie kończy poprzedni, piątkowy wpis. Możesz do niego zajrzeć klikając w ten link.

W momencie jego publikacji  trwała bowiem konferencja prasowa z udziałem premiera Mateusza Morawieckiego, w trakcie której ogłosił, iż wszystkie placówki gastronomiczne – restauracje, bary, kawiarnie, puby zostają zamknięte, mogą jednak świadczyć usługi w dowozie i na wynos.

Co to oznacza dla naszej branży?

Oznacza to, że możesz dowozić jedzenie do Klientów, pod wskazany przez nich adres. Najlepiej w takim wypadku jeżeli płatność zostanie opłacona z góry, płatnością bezgotówkową, a jedzenie pozostawione pod drzwiami zamawiającego.

Oznacza to również, że Klienci mogą zamawiać jedzenie telefonicznie bądź online i odbierać je na miejscu w restauracji. Powinieneś jednak zadbać o maksymalny zabezpieczenie takich odbiorów, aby nie dać miejsca na rozprzestrzenienie się wirusa. Płatności powinny odbywać się bezgotówkowo – przelewem bądź kartą płatniczą. Jedzenie powinno być zaś wydawane na zewnątrz restauracji. Ewentualnie, jeżeli przykładowo nie posiadasz bezprzewodowego terminala płatniczego, możesz wpuszczać odbierających do środka jednak powinni wchodzić oni pojedynczo, tak aby zminimalizować ryzyko przenoszenia zakażenia.

Bezwzględnie natomiast zabroniona jest konsumpcja na sali!

Co nam grozi w przypadku złamania tego zakazu? Takie pytania też się pojawiają. Grozi Ci grzywna, do 5.000 złotych. Ale serio, nie o grzywnę tu chodzi. Jeżeli okazałoby się, że jedno z ognisk zakażenia znajdowało się w Twojej restauracji znalazłyby się na tę okoliczność i inne paragrafy. Z Kodeksu karnego, nie Kodeksu wykroczeń. Ale to nawet nie o to chyba chodzi.. Sądzę, że chodzi po prostu o to, aby chronić się wzajemnie, nie narażać innych, nie prowokować sytuacji, w których może dojść do przeniesienia wirusa. O to, aby w całej tej sytuacji nie mieć sobie nic do zarzucenia 🙂

Pomyśl, że gastronomia i tak nie jest w najgorszej sytuacji. Hotele, sklepy w galeriach handlowych, fryzjerzy, zakłady kosmetyczne, siłownie. Branża turystyczna. Wszyscy zamknęli się na cztery spusty. W ogóle nie świadczą usług, nie mają możliwości dowiezienia swoich usług czy świadczenia ich online. Także gastronomio, nie jest tak źle.

I będzie dobrze! 🙂

Nie mogę realizować zamówień w dowozie i na wynos, co wtedy?

To pytanie w ciągu kilku ostatnich dni kierowało do mnie wielu restauratorów. Pojawiło się ono również co najmniej kilkanaście razy na różnych grupach przeznaczonych dla branży gastronomicznej.

Czy mogę wysłać pracownika na urlop?

Zamknięcie restauracji nie jest spowodowane przyczyną leżącą po stronie pracowników. Dlatego nie powinni oni ponosić negatywnych konsekwencji takiego stanu rzeczy. W takiej sytuacji nie można wysłać pracowników na urlop wypoczynkowy ani żądać od nich, aby skorzystali z urlopu bezpłatnego (ten udzielany jest na wniosek pracownika). A co z zaległym urlopem? W mojej ocenie, ale także w ocenie Państwowej Inspekcji Pracy, możesz obecnie wysłać pracownika na zaległy urlop.

Jednocześnie musisz jednak pamiętać, że wysłanie pracownika na urlop (oprócz urlopu bezpłatnego) nie jest rozwiązaniem idealnym. Dlaczego? Dlatego, że urlop jest.. płatny.

Wysłanie pracownika na przymusowy urlop, bieżący czy zaległy, w żadnym stopniu nie rozwiązuje zatem problemu konieczności wypłacania takim pracownikom wynagrodzenia. A to właśnie jest jednym z największych zmartwień restauratorów.

Zasiłek opiekuńczy i chorobowy.

Jeżeli wśród Twoich pracowników są rodzice, być może przynajmniej część z nich zdecyduje się na skorzystanie z dodatkowego zasiłku opiekuńczego. Dodatkowy zasiłek opiekuńczy wprowadzony został specustawą z dnia 2 marca 2020 roku i przysługuje za okres nie dłuższy niż 14 dni, choć należy się spodziewać, że okresy te będą ustawowo przedłużane. Kłopot w tym, że zgodnie z zapisami ustawowymi, zasiłek ten przysługuje tylko na dzieci, które nie ukończyły jeszcze 8. roku życia. I choć ten problem podnoszony jest już od kilku dni, póki co ustawodawca w żaden sposób nie zareagował i nie podjął w tym zakresie żadnych wiążących działań. W przypadku dzieci chorych pozostaje możliwość skorzystania z zasiłku opiekuńczego na zwykłych zasadach.

Jeżeli zdarzy się, że Twój pracownik zachoruje (nie chodzi tu tylko o koronawirus, ale i każdą inną chorobę) i przedstawi L4, będzie się mu należało wynagrodzenie bądź zasiłek chorobowy.

W takiej sytuacji z własnych środków wypłacasz wynagrodzenie chorobowe za pierwsze 33 dni choroby, a w przypadku osób powyżej 50. roku życia za pierwsze 14 dni, następnie ten obowiązek przejmuje ZUS i wypłaca zasiłek chorobowy. Oczywiście, musisz pamiętać jeżeli jesteś dużym pracodawcą, zgłaszasz do ubezpieczenia chorobowego ponad 20 ubezpieczonych, to Ty jako płatnik składek ustalasz prawo do zasiłków i je wypłacasz.

Kwarantanna.

Jeżeli zdarzy się, że koronawirus dotknął również Twojego pracownika, będzie on zakażony, chory na koronowirusa bądź podejrzany o zakażenie lub chorobę zakaźną albo okaże się, że miał styczność z ogniskiem zakażenia, państwowy inspektor sanitarny lub państwowy inspektor graniczny może wydać decyzję o poddaniu takiej osoby izolacji lub kwarantannie.

W takim wypadku, Twojemu pracownikowi również należy się wynagrodzenie za czas choroby bądź zasiłek chorobowy.

Przy  okazji, raczej nie możesz poddawać obowiązkowo wszystkich pracowników mierzeniu temperatury. Nie powinieneś również jako pracodawca wypytywać o szczegóły z ich życia prywatnego. Gdzie byli, co robili, z kim się spotykali, czy nie są potencjalnym źródeł zakażenia. Musimy tutaj liczyć na dużą odpowiedzialność naszych pracowników. Że dla dobra nas wszystkich nie będą zatajali tego, że się źle czują czy też że powinni zostać objęci kwarantanną.

Praca zdalna i przesunięcie do innej pracy

Działaniem pożądanym i rekomendowanym na rynku pracy w ogóle w obecnej sytuacji pozostaje polecenie pracownikowi pracy zdalnej.

Wynika to wprost z przywoływanej wyżej specustawy:

W celu przeciwdziałania COVID-19 pracodawca może polecić pracownikowi wykonywanie, przez czas oznaczony, pracy określonej w umowie o pracę, poza miejscem jej stałego wykonywania (praca zdalna).

Jest to bez wątpienia genialne rozwiązanie w walce z pandemią koronowirusa. Rozwiązanie, które nie naraża pracodawcy na ponoszenie kosztów wynagrodzeń pracowników w sytuacji, w której praca ta nie jest faktycznie świadczona. A jednocześnie pozwala na niemal pełne wdrożenie w życie hasła #zostanwdomu.

W przypadku branży gastronomicznej jest w tym jednak pewien szkopuł. No bo jak można pracować zdalnie będąc kucharzem, kelnerką albo barmanem? Wszyscy wiemy, że w tej branży możliwość podjęcia pracy zdalnej jest znacznie ograniczona. Ale na pewno nie niemożliwa, choć w ograniczonym zakresie.

Pomyśl jak możesz wykorzystać swoich pracowników w domu? Może zatem:

  • trzeba popracować nad marketingiem i promocją restauracji, rozwinąć profile w mediach społecznościowych,
  • masz 1000 zaległych opinii w Google i na profilu na FB, na które mogą odpowiadać Twoi pracownicy w czasie kiedy będą pracowali zdalnie,
  • pora wykonać nowe zdjęcia serwowanych dań,
  • znajdziesz kursy online, z których mogliby skorzystać Twoi pracownicy – marketingowe, kucharskie, z obsługi klienta,
  • Szef Kuchni może tworzyć nowe karty menu, niekonicznie te wiosenne, ale także letnie i jesienne, może w warunkach domowych ulepszać receptury poszczególnych dań,
  • Ty jako właściciel oraz menager restauracji możecie pracować nad dokumentacją, procesem rezerwacji, RODO, opracować nowe wzory umów na organizację przyjęć, dokumentację pracowniczą, regulamin pracy.

Jak widać możliwości wbrew pozorom jest naprawdę wiele. Na pewno nie wymieniłam powyżej nawet połowy z nich 😉 Koronawirus może być zatem dobrą okazją do tego, aby nadrobić to, na co zwykle w natłoku pracy brakowało nam czasu. Jednocześnie pamiętaj, że podejmując jakieś działania naprzód, w momencie kiedy epidemia minie, a życie wróci do normy, będziesz o krok do przodu od Twoich konkurentów. Przesunięcie pracowników do pracy zdalnej, oczywiście na tyle, na ile to w naszej branży możliwe, powoduje również, że nie musisz wypłacać pracownikom wynagrodzenia za czas postoju. A więc za czas, w którym faktycznie nie świadczą oni pracy.

Wynagrodzenie za czas postoju.

Jak wszyscy wiemy, co do zasady wynagrodzenie przysługuje wyłącznie za pracę wykonaną.

Za czas niewykonywania pracy wynagrodzenie przysługuje natomiast tylko wtedy, kiedy wyraźnie stanowią o tym przepisy prawa. Takim przepisem prawa jest art. 81 Kodeksu pracy, który reguluje prawo do wynagrodzenia za czas tzw. przestoju.

Przestoju, a więc sytuacji, w której pracownik jest gotowy do świadczenia pracy, ale nie może jej wykonywać z przyczyn leżących po stronie pracodawcy. Nieważne przy tym jest to, czy sam pracodawca jest winien tego, że zakład pracy może pracować czy też nie. Niezależnie od przyczyny zamknięcia restauracji, jeżeli pracownik był gotowy do podjęcia pracy, a nie mógł tego zrobić, należy się mu wynagrodzenie.

W jakiej wysokości? W takiej jaka wynika z osobistego zaszeregowania pracownika, określonego stawką godzinową lub miesięczną, a jeżeli taki składnik wynagrodzenia nie został wyodrębniony przy określaniu warunków wynagradzania – w wysokości 60% wynagrodzenia (przy pracy na akord bądź w systemie prowizji).

W praktyce oznacza to konieczność wyliczenia stawki godzinowej i przemnożenie jej przez czas przestoju.

W każdym jednak wypadku wynagrodzenie postojowe nie może być niższe, niż minimalne wynagrodzenie za pracę.

Wiem, to trochę niesprawiedliwe. Przecież Ty jako właściciel też ponosisz starty w takiej sytuacji. Musisz płacić czynsz, raty kredytowe i leasingowe, a do tego musisz utrzymać się w prywatnym życiu. Z drugiej jednak strony, nie jest winą pracowników to, że zaatakował koronawirus i zamknięto restauracje. Oni też mają rodziny i kredyty.

Przepisy prawa stoją jednak w tym wypadku po stronie pracownika, który jest słabszą stroną umowy o pracę. Jeżeli restaurację zamknięto, a pracownicy  byli gotowi do wykonywania pracy, należy im za to zapłacić.

Jednocześnie istnieje duża szansa, że z pomocą pracodawcom (przynajmniej częściową) przyjdzie Państwo. Obecnie trwają prace nad pakietem osłonowym dla firm w związku z koronawirusem. Szczegóły mamy poznać we wtorek, 17 marca. Jednak już dziś na stronach informacyjno-usługowych dla przedsiębiorców można znaleźć wstępną propozycję wsparcia w wypłacie wynagrodzeń dla pracowników w trakcie przestoju restauracji.

Ujawniona propozycja zakłada, że w przypadku przestoju, pracownikom przysługiwałoby:

  • świadczenie z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych do wysokości 100% zasiłku dla bezrobotnych (823,60 zł), zwiększone o kwotę składek na ubezpieczenia społeczne,
  • wynagrodzenie finansowane ze środków pracodawcy

w łącznej wysokości co najmniej minimalnego wynagrodzenia za pracę.

Taka jest propozycja. Jej treść znajdziesz, klikając w ten link. Jaki natomiast będzie ostateczny kształt przyjętych rozwiązań, zobaczymy.

Czy mogę obniżyć wymiar pracy pracowników? Porozumienie z pracownikiem.

Wiem, że takie rozwiązania chodzą Wam po głowie. Już kilku moich Klientów pytało się czy dobrym rozwiązaniem byłoby obniżenie pracownikom wymiaru czasu pracy. Zamiast całego etatu daję mu 1/4 albo nawet 1/8 i automatycznie obniżam wysokość wynagrodzenia do wypłaty.

W mojej ocenie nie możesz tego zrobić. To znaczy możesz, ale tylko wtedy kiedy zgodzi się na to pracownik. Choć i tu widzę pewne ryzyko, o którym zaraz napiszę. Jeżeli natomiast pracownik się nie zgodzi, musiałbyś wręczyć mu wypowiedzenie zmieniające, co powoduje że nie będzie to rozwiązanie „na już”. Może okazać się, że skutek nastąpi dopiero wtedy, kiedy restauracja będzie pracowała już na pełnych obrotach.

Tak jak pisałam, możesz umówić się z pracownikiem na zmniejszenie wymiaru czasu pracy. Ale w tym wypadku musisz też uważać. Porozumienie, zgodnie z którym pracownik od jutra świadczy pracę w wymiarze 1/8 albo wypowiedzenie zmieniające, w którym proponujesz 1/20 etatu może zostać zanegowane przez Państwową Inspekcję Pracy jako próba obejścia prawa. Dodatkowo, jeżeli pracownikowi takie rozwiązanie się nie spodoba i odda sprawę do Sądu, istnieje duże ryzyko przegrania takiej sprawy.

Bez wątpienia najlepszym sposobem na rozwiązanie problemów z pracownikami jest.. porozumienie z nimi. Sytuacja jest szczególna. Zakładam, że jeżeli pracownicy zobaczą, że się o nich martwisz, że nie chcesz zostawić ich na lodzie, ale wypracować rozwiązanie, które pozwoli zarówno na zabezpieczenie ich źródła utrzymania, jak i zabezpieczenie interesu restauracji, będą skłonni na wiele ustępstw. A zamiast żądań płacowych sami zaproponują co możecie zrobić w zaistniałej sytuacji.

Jeżeli masz zgrany zespół spróbuj wypracować z nimi rozwiązanie, które satysfakcjonowało będzie obie strony. Może część płatności rozłożycie na raty, może faktycznie zdecydujecie, że obniżacie wymiar czasu pracy o połowę. Takie porozumienie może być terminowe. Ustalcie, że to tylko na czas panującego stanu zagrożenia epidemiologicznego.

Jestem przekonana, że wiele restauracji właśnie w taki sposób może rozwiązać ten pracowniczy problem.

Miałam Wam jeszcze napisać dziś o problemach z umowami cywilnoprawnymi, ale wybaczcie, zrobię to w kolejnym wpisie. Ten jest wystarczająco długą lekturą 😉

O ZUS-ach, podatkach i możliwości obniżenia bądź uniknięcia płatności za czynsz najmu lokalu również napiszę w kolejnym wpisie. Postaram się, aby było to we wtorek. We wtorek ma się bowiem pojawić kolejna specustawa, tym razem regulująca ułatwienia dla przedsiębiorców w tym szczególnym czasie. Miejmy nadzieję, że w nowej specustawie pojawią się również dodatkowe rozwiązania wspomagające pracodawców w płatności wynagrodzeń. Czekamy cierpliwie. Oby! 🙂

Póki co, jeżeli restauracja nie pracuje, a pracownik nie skorzysta z jakiejś formy zasiłku opłacanego ze środków ZUS i nie jest w stanie pracować zdalnie, powinieneś wypłacać mu wynagrodzenie za czas przestoju w pracy restauracji.

Takie stanowisko potwierdzone zostało w oficjalnym poradniku wydanym przez Ministerstwo Pracy, Rodziny i Polityki Społecznej, z którym możesz zapoznać się tu.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 507 025 782e-mail: kontakt@adwokatkosecka.pl

Zadatek w czasach zarazy.

Marta Kosecka13 marca 202011 komentarzy

Wiem, że od dawna się nie odzywałam. Ot, po prostu dużo pracy. Nie sądziłam również, że kolejny wpis będzie musiał się pojawiać w takich, a nie innych okolicznościach.

Tymczasem sytuacja, jaka dotknęła naszej gastronomicznej branży jest dosyć szczególna, nawet na tle ogólnej epidemii. Większość  z Was zauważyła znaczące spadki obrotów, część z Was zdecydowała się na zamknięcie swoich lokali, jeszcze inni koncentrują się na zamówieniach realizowanych w dowozie. Wiem, że wiele rezerwacji imprez firmowych i rodzinnych zostało odwołanych.

Dlatego mam nadzieję dziś i w kolejnych dniach zamieścić tu cykl artykułów, który pomoże Wam – restauratorom – odnaleźć się w tej nowej dla nas wszystkich rzeczywistości, uporządkować pewne kwestie, ale przede wszystkim zabezpieczyć swoje interesy pod względem prawnym jak tylko da się w obecnej sytuacji najlepiej..

Będzie dobrze, głowa do góry! 🙂

Na pierwszy ogień pójdą umowy na organizację przyjęć okolicznościowych, a przede wszystkim zawarty w nich zadatek.

Na jednej z grup przeznaczonej dla branży gastronomicznej pojawił się wczoraj następujący problem:

W restauracji Pana Karola miało odbyć się przyjęcie firmowe dla 50 osób. Na dzień przed przyjęciem, około godziny 17.00 Zamawiający zadzwonił i odwołał całą imprezę. Argumentował to tym, że Goście boją się wziąć w niej udział. Na podstawie umowy została wcześniej wpłacona zaliczka, opiewająca na około 50% wysokości wynagrodzenia umownego. Pan Karol zastanawiał się co zrobić w tej sytuacji? Zwrócić zaliczkę i zostać z  zakupionym towarem czy też może zwrócić jedynie część zaliczki?

Pan Karol podkreślił również, że pracuje w branży wiele lat i nigdy coś takiego się mu nie przytrafiło, stąd jego niepewność i niewiedza, jakie kroki podjąć..

Jest to sytuacja, która nie zdarzyła się dotąd pewnie wielu z Was. I pewnie przez wiele lat po zakończeniu tej epidemii się nie przydarzy. Oby! Jednocześnie w najbliższych dniach z takim problemem zmierzy się pewnie wielu z Was. Dlatego spróbuję dziś podpowiedzieć Wam jak zachować się w takiej sytuacji, aby pozostać w zgodzie z prawem, bacząc przy tym na swój interes ekonomiczny.

Najpierw jednak przyjrzyjmy się komentarzom pod wczorajszym postem. Wśród dokładnie 88 komentarzy, które pojawiły się pod wpisem Pana Karola każdy bowiem miał swój pomysł na rozwiązanie tej kwestii. Pojawiały się więc głosy, że:

„Nie ma opcji oddania zaliczki! Jest to bezzwrotna forma rezerwacji czegokolwiek”

„Zaliczka jest zwrotna, zadatek nie jest zwracany”

„Następnym razem weź zadatek, nie zaliczkę”

„Prawnie rzecz biorąc zaliczkę trzeba zwrócić, dlatego też większość z nas bierze zadatki, tu zwrot się nie należy chyba że, to lokal rezygnuje, wtedy trzeba zwrócić podwójną kwotę”

„można zatrzymać zaliczkę tytułem poniesionych kosztów, które jesteśmy w stanie wykazać”

„zaliczka zostaje, realizuje się nowy termin”

„zawsze biorę zadatek, nie zaliczkę”

„zaliczka jest po to, że jak gość się wycofa, to restauracja nie jest stratna”

„zaliczka zostaje, to nie z winy restauracji przecież”

„powody odwołania nie powinny Cię interesować  bo ważny powód w tym wypadku to ciężkie kalectwo/choroba/śmierć lub  urzędowy zakaz, a takiego nie było” (czy aby na pewno w obecnej sytuacji nie musiało to interesować właściciela restauracji?)

„Brać zadatek!”

„Magiczne słowo ZADATEK. A nie zaliczka. Chociaż tyle”

Czy jednak, aby na pewno w obecnej sytuacji aktualne pozostają rozwiązania kodeksowe i umowne, zgodnie z którymi jeżeli jedna ze stron rezygnuje z wykonania umowy, druga strona może od umowy odstąpić i zachować wpłacony zadatek?

Ale po kolei.

Jak sprawy się mają w normalnej sytuacji w kraju i na świecie pisałam już na blogu wielokrotnie.

Między innymi we wpisie o:

z którymi zapoznasz się klikając w aktywne linki.

W tym miejscu tylko krótko je przypomnę.

Zaliczka jest świadczeniem zwrotnym!

Co do zasady. Jeżeli bowiem wykażesz, że do momentu rezygnacji z organizacji imprezy poniosłeś już określone, uzasadnione, wydatki na jej organizację, możesz zatrzymać określoną część zaliczki. Musisz tylko umieć to udowodnić co w przypadku rezygnacji z imprezy „dzień przed” będzie banalnie proste. Nikogo nie zdziwi chyba, że wszystkie towary zostały już zamówione, a nawet dostarczone.

Oczywiście jeżeli pobierasz dużą zaliczkę możesz nie być w stanie wykazać całej kwoty, wtedy oddajesz to, czego nie jesteś w stanie wykazać. Jeżeli tego nie zrobisz albo nie będziesz w stanie wykazać jakiego rzędu koszty poniosłeś, zaliczki nie oddasz, a sprawa trafi do Sądu istnieje duże ryzyko przegrania takiej sprawy. Wydatki, które pokrywa zaliczka muszą bowiem zostać wykazane.

Ale nie mają racji Ci, którzy twierdzą, że zaliczka jest bezwzględnie zwrotna i zawsze należy ją zwrócić.

 

Zadatek jest świadczeniem bezzwrotnym!

Zadatek jest formą odszkodowania, to prawda. Niezależnie od poniesionych kosztów imprezy masz prawo zastrzec w umowie, że w przypadku niewykonania umowy przez jedną ze stron, druga strona może od umowy odstąpić i zachować wpłacony zadatek, a jeżeli sama go dała, żądać zapłaty sumy dwukrotnie wyższej.

Musisz jednak pamiętać, że te przepisy nie działają bezwzględnie. Kodeks cywilny przewiduje bowiem, że jeżeli niewykonanie umowy nastąpiło na skutek okoliczności, za które żadna ze stron nie ponosi odpowiedzialności, zadatek powinien zostać zwrócony, a obowiązek zapłaty sumy dwukrotności zadatku odpada.

Zdarza się bowiem tak, że żadna ze stron nie ponosi odpowiedzialności za niewykonanie umowy, kiedy dzień przed ślubem para młoda ulega ciężkiemu wypadkowi, kiedy pył wulkaniczny unieruchamia lotniska na 5 dni przed organizacją wesela, ale także kiedy powódź zalewa Twoją restaurację na dzień przed komuniami.

Dlatego też nie mają racji Ci, co twierdzą, że zadatek w sytuacji odwołania imprezy nigdy nie podlega zwrotowi.

Z jaką sytuacją mamy do czynienia obecnie?

WHO ogłosiła koronowirusa COVID-19 pandemią. W Polsce wprowadzono stan zagrożenia epidemicznego, zamknięto placówki oświatowe i kulturalne, ograniczono pracę sądów, urzędów, nawołuje się do pozostania w domu osób, które nie muszą z niego wychodzić. Czy możemy zatem twierdzić, iż nic się nie dzieje?

Czy wobec tego możemy wymagać od naszych Klientów, aby nie odwoływali imprez, na których miało się bawić kilkadziesiąt osób? I vice versa – czy nasi Klienci mogą mieć do nas pretensje z powodu tego, że zachowując się odpowiedzialnie odwołujemy organizację takich imprez?

Sądzę, że wszyscy zgodzimy się, że odpowiedź na oba te pytania musi być przecząca.

A skoro tak, to nie możemy uznać, aby do organizacji imprezy bądź przyjęcia nie doszło z winy którejkolwiek ze stron. Jest to sytuacja niezależna od obydwu stron.

Czy w takim razie w prosty sposób możemy przyjąć, że w przypadku odwołania imprezy należy się nam zadatek i już?

W mojej ocenie nie.

Każda taka sytuacja na pewno wymagała będzie indywidualnej oceny.

Ocenie podlegała będzie:

  • treść umowy, jeżeli była zawarta oczywiście,
  • termin kiedy impreza miała bądź ma się odbyć oraz to z jakim wyprzedzeniem jedna ze stron zdecydowała o jej odwołaniu,
  • aktualne wytyczne władz państwowych, formalnie wprowadzane restrykcje.

Inaczej bowiem ocenimy sytuację, w której impreza miała się odbyć za tydzień, a druga strona zapewniała Cię, że jak najbardziej jej organizacja jest aktualna, po czym na dzień przed imprezą powiadomiła Cię, że jednak boi się jej organizować. W takiej sytuacji z pewnością zatrzymanie zadatku może okazać się zasadne.

Jeżeli jednak dziś, 13 marca 2020 roku o godzinie 17.00 mamy 68 zarażonych, zewsząd straszą wprowadzeniem stanu wyjątkowego, dzieci i młodzież szkolna ma bezwzględny obowiązek siedzenia w domu i druga strona zawiadomi Cię, że rezygnuje z organizacji imprezy w przyszły weekend, w mojej ocenie umowa nie dojdzie do skutku bez winy żadnej ze stron i nie jest zasadne zatrzymywanie w tej sytuacji wpłaconego zadatku.

Sytuacja, o której tu piszemy ma znamiona siły wyższej.

Siła wyższa to zdarzenie niezależne od Strony, nieprzewidywalne, niemożliwe do zapobieżenia, które nastąpi po dniu zawarcia umowy. Siła wyższa powoduje, że strona, która nie wykonała swojego zobowiązania nie ponosi za to odpowiedzialności, o ile udowodni, że zachodzi związek przyczynowy między zdarzeniem wywołującym siłę wyższą a niewykonaniem umowy.

Niewykonanie umowy z powodu siły wyższej nie powoduje jednocześnie automatycznie, że umowa wygasa. Przeciwnie, strony powinny wspólnie uzgodnić co dalej. Czy rozwiązują umowę czy też przesuwają termin jej wykonania na okres , w którym siła wyższa minie.

Jeżeli zdecydujecie, że rozwiązujecie umowę, w mojej ocenie zadatek podlega zwrotowi.

A zaliczka? Tak jak pisałam powyżej, to zależy od indywidualnej oceny – jeżeli poniosłeś już koszty organizacji imprezy, a jej odwołanie następuje na kilka godzin przed, moim zdaniem zasadne jest jej zatrzymanie. Jeżeli masz czas, aby odpowiednio zareagować – odmówić dostawy bądź wykorzystać je w inny sposób, zaliczka powinna zostać zwrócona.

Na pewno jednak zanim zachowasz zadatek, w sytuacji w której impreza nie dochodzi do skutku z powodu siły wyższej musi to być przemyślana decyzja. Za kilka miesięcy może bowiem okazać się, że straty przewyższą chwilowy zysk. Epidemia się uspokoi, Sąd zaczną normalnie pracować, a Klienci domagać się niesłusznie zatrzymanych zadatków.

Wiem, że konieczność zwrotu zadatku w pewnych sytuacjach spowoduje, iż część restauratorów niepobierających zaliczek może zostać z niczym. W takiej sytuacji możesz jednak domagać się zwrotu uzasadnionych wydatków, poczynionych do dnia rozwiązania umowy.

Zdecydowanie najlepiej załatwić sprawę polubownie.

Dlatego spróbuj zaproponować drugiej stronie zmianę terminu bądź chociażby zmianę zasad wykonania umowy. Zawsze możesz przecież dostarczyć zamówienia na wynos, oczywiście o ile nie jest to wesele.

Możesz również zaproponować zawarcie ugody. Możecie ustalić, że podzielicie się zadatkiem, połowę zwracasz Klientowi, zaś druga połowa niech stanowi dla Ciebie odszkodowanie. Sądzę, że wielu Klientów zrozumie Twoją sytuację i nie będzie żądało zwrotu zadatku w pełnej wysokości.

Pamiętajcie również, aby tego typu ustalenia zawierać na piśmie. Spisz krótkie porozumienie, wystarczą dwie strony A4. Napisz:

  • do której umowy to porozumienie,
  • kto je zawiera (zawsze tylko PESEL, nigdy numeru dowodu osobistego),
  • co ustaliliście, czy umowę rozwiązujecie czy przesuwacie jej wykonanie w czasie,
  • czy zadatek, zaliczka. ulegają zwrotowi czy zaliczeniu, kto komu zwraca, ile i w jakim terminie.

Jeżeli umowę rozwiązujecie, zrzeknijcie się wzajemnych roszczeń. Tak abyś miał pewność, że tym właśnie porozumieniem następuje całkowite rozliczenie stron umowy i że w przyszłości Klienci nie będą wysuwali do Ciebie jakichkolwiek żądań z tytułu tejże umowy.

A kiedy cały ten koronawirus minie, zrewiduj wzory umów z których korzystasz. Gdyby ten wzór zawierał klauzulę siły wyższej, większość z Was nie musiałaby się dzisiaj zastanawiać jak postąpić. Regulowałaby to zawarta umowa.

Wiem, że takie postanowienia często uznawane były za przesadzone. Aktualnie życie po raz kolejny pokazuje nam jednak, że musimy być przygotowani na wszystko. Nawet na najmniej prawdopodobną sytuację, wydającą się nam całkowicie abstrakcyjną.

A o klauzuli siły wyższej niedługo napiszę tu coś więcej, obiecuję.

*

Drogi restauratorze!

Jeżeli masz jakiekolwiek pytania bądź wątpliwości związane z obecną sytuacją, potrzebujesz wsparcia prawnego, jestem do Twojej dyspozycji. Zgłaszajcie swoje pytania, postaram się odpowiedź w komentarzu bądź osobnym wpisie, a jeżeli sytuacja będzie tego wymagała – udzielić indywidualnej porady prawnej.

Sytuacja jest niecodzienna dla nas wszystkich, ale mimo wszystko na wiele z Twoich pytań bądź wątpliwości prawo daje odpowiedź, a przynajmniej podpowiedź, jak możemy się zachować, aby jak najlepiej zabezpieczyć swoje interesy.

Dlatego możesz napisać do mnie tu na blogu, w komentarzu, poprzez formularz kontaktowy, na kontakt@adwokatkosecka.pl lub skontaktować się telefonicznie pod numerem 507-025-782.

[EDIT]: 13 marca 2020 roku około godziny 20:00 Premier Mateusz Morawiecki ogłosił, iż czasowo zawieszono działalność restauracji, kawiarni, pubów i innych placówek gastronomicznych, za wyjątkiem zamówień realizowanych w dowozie i na wynos.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 507 025 782e-mail: kontakt@adwokatkosecka.pl

Piwa niskoalkoholowe i bezalkoholowe robią obecnie w naszym kraju furorę. Nie może to dziwić. Są one bowiem doskonałą alternatywą dla tych, którzy z różnych względów nie mogą pić alkoholu, którym brak mocnej głowy albo planują dłuższe biesiadowanie i niekoniecznie chcą, aby następnego dnia głowa ich bolała 🙂

Pod względem prawnym chyba ciągle jednak niewiele jeszcze wiemy o piwach niskoalkoholowych i bezalkoholowych.

Zazwyczaj przyjmujemy, że piwa niskoalkoholowe to takie, w których zawartość alkoholu waha się od 1 do 3-4%. Ale pamiętajmy, że to granica umowna. Prawo nie reguluje tej kwestii. Piwa niskoalkoholowe nie mają żadnego szczególnego statusu, nie pobiera się od nich obniżonej akcyzy, nie można sprzedawać ich nieletnim etc.

Wyraźna jest za to granica, która odróżnia piwa alkoholowe/niskoalkoholowe od tych bezalkoholowych.

Ustawa o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi wyraźnie precyzuje bowiem, iż:

napojem alkoholowym jest produkt przeznaczony do spożycia zawierający alkohol etylowy pochodzenia rolniczego w stężeniu przekraczającym 0,5% objętościowych alkoholu.

Wszystkie  napoje, które zawierają mniej niż 0,5% alkoholu, alkoholem zatem nie są i nie podlegają pod regulacje ustawowe. To ważne, o czym napiszę jeszcze za chwilę. Stężenie alkoholu podobnego rzędu spotkać możesz choćby w kefirze czy soku jabłkowym.

Ale dlaczego w ogóle o tym piszę w kontekście restauracji?

Czy, aby sprzedawać piwo o zawartości 1% alkoholu muszę posiadać zezwolenie na sprzedaż alkoholu?

Takie pytanie zadała ostatnio na jednym z forów gastronomicznych Pani Agata. Wydało mi się ono na tyle ciekawe, że postanowiłam odpowiedzieć na nie w ostatnim wpisie w Starym 2019 Roku 🙂 A przy okazji poruszyć jeszcze co najmniej dwie kwestie związane ze sprzedażą piwa niskoalkoholowego i bezalkoholowego w Twojej restauracji.

 

Odpowiadając jednak najpierw na pytanie Pani Agaty, zezwolenie na sprzedaż alkoholu musisz posiadać zawsze, chcąc sprzedawać piwo w rozumieniu ustawy, a więc piwo, w którym zawartość alkoholu przekracza 0,5%.

Dlatego też tak, jeżeli chcesz sprzedawać w swojej restauracji piwo niskoalkoholowe, musisz posiadać zezwolenie na sprzedaż piwa. Nawet gdyby to piwo miało tylko 1% alkoholu.

Inaczej rzecz ma się z piwami bezalkoholowymi. Z prawnego punktu widzenia nie są one napojami alkoholowymi, nie podpadają pod ustawę, a co za tym idzie ich sprzedaż nie wymaga uzyskania zezwolenia.

A tak przy okazji, zezwolenia oczywiście, a nie koncesji, już kiedyś rozprawialiśmy się z tym mitem, mam nadzieję, że jako mój stały Czytelnik dobrze o tym pamiętasz 🙂 A dla tych, którzy są tu nowi, podrzucam link do tego wpisu, wystarczy kliknąć.

Sprzedaż piw bezalkoholowych nieletnim.

No właśnie. Skoro piszę już o piwach niskoalkoholowych i bezalkoholowych, warto wspomnieć o budzącym wiele kontrowersji temacie sprzedaży piwa bezalkoholowego nieletnim. Temat budzi wiele kontrowersji, co musi dziwić bo przecież skoro piwo nie zawiera alkoholu, to nie podpada pod regulacje ustawowe, a co za tym idzie sprzedaż napojów niezawierających alkoholu nie powinna mieć jakiegokolwiek związku z zezwoleniem na sprzedaż alkoholu.

A jednak.. zamieszanie wywołało opublikowanie stanowiska PARPA, zgodnie z którym sprzedaż osobom nieletnim piwa bezalkoholowego będzie budzić wątpliwości wychowawcze oraz może naruszać cele ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, związane z profilaktyką i rozwiązywaniem problemów alkoholowych szczególnie wśród dzieci i młodzieży, gdyż spożywanie przez dzieci oraz młodzież piwa bezalkoholowego wyrabia nawyki konsumpcji piwa w życiu dorosłym.

Co ciekawe, w tym samym komunikacie PARPA potwierdza, iż produkt który nie stanowi napoju alkoholowego w rozumieniu ww. ustawy nie podlega regulacji art. 15 ust. 1 pkt 2) ustawy, a więc zakazowi sprzedaży osobom do lat 18, sprzedawca nie posiada również uprawnienia do weryfikacji wieku nabywcy za pomocą jego dowodu osobistego.

Po co więc PARPA (wbrew obowiązującym przepisom) sugeruje, że sprzedaż piwa bezalkoholowego nieletnim może stanowić naruszenie regulacji ustawy? A w domyśle, że może stanowić naruszenie warunków udzielonego zezwolenia na sprzedaż alkoholu po to  by w następnym zdaniu (zgodnie z prawem) stwierdzić, iż taka sprzedaż nie stanowi naruszenia zakazu sprzedaży napojów alkoholowych nieletnim (bo stanowić nie może)? Nie wiadomo.

Wiadomo natomiast, że w branży gastronomicznej i spożywczej, stanowisko PARPA wywołało niepotrzebne poruszenie.  Poruszenie na tyle duże, że PARPA wydała kolejne oświadczenie, w którym jednocześnie postanowiła bronić swojego stanowiska i dowieść, że sprzedaż napojów bezalkoholowych nieletnim nie jest jednak niezgodna z przepisami ustawy. Pojawia się więc teoria wykroczenia z art. 135 Kodeksu wykroczeń, która jest jednak tak daleko idąca i tak odrealniona że podaruję Ci jej omawianie 😉

Dla porządku tylko, zostawiam tutaj link do stanowiska PARPA.

Podsumowując, piwo bezalkoholowe nie jest napojem alkoholowym w rozumieniu przepisów prawa. Jego sprzedaż nieletnim nie narusza przepisów prawa. Nie stanowi również naruszenia warunków zezwolenia na sprzedaż alkoholu.

W mojej ocenie to jedyna możliwa interpretacja tego zagadnienia prawnego. Wiem, że niektórzy prawnicy podchodzą do tego ostrożnościowo, wskazują że trzeba uważać, że organy wydające zezwolenie na sprzedaż alkoholu mogą się do tego doczepić. Ale moim zdaniem to naprawdę zbyt ostrożnościowe podejście. Interpretacja prawna jest w tym wypadku jasna i nie budzi raczej żadnych wątpliwości.

Sprzedaż piw domowych

Dobrze, a czy w takim razie możesz sprzedawać w swojej restauracji piwo domowej produkcji? Nie, nie mówię tu o małych, kraftowych, restauracyjnych czy kontraktowych browarach (bo te funkcjonują na rynku na takich zasadach jak piwo koncernowe), ale o piwie, które piwowar uwarzył samodzielnie w domu. Nie wiem, ilu z Was to pamięta, ale odpowiadałam już na to pytanie na blogu. Dawno temu bo 20 kwietnia 2017 roku. Odpowiedź niestety brzmi: nie. Nie można sprzedawać w restauracji piwa domowej produkcji. A żeby dowiedzieć się dlaczego nie można, odsyłam Was tamtego wpisu. Tutaj zostawiam link.

***

Czas na podsumowanie.

A skoro napisałam już o historycznym wpisie.. postaram się w tym miejscu, choć w kilku zdaniach podsumować mijający 2019 rok.

Zmiany w prawie.

Nie mieliśmy w tym roku jakichś spektakularnych zmian w prawie. Z wieloma z Was nadal pracowałam w tym roku nad wdrożeniem RODO i z pewnością wiele jeszcze mamy w branży gastronomicznej w tym temacie do zrobienia. Pamiętasz wpis o najczęstszych błędach przy wdrażaniu RODO w restauracjach? Jeżeli nie, proszę, tutaj link.

Począwszy od 1 stycznia 2019 roku Sanepid nie zatwierdza już przed rozpoczęciem działalności domowych cukierni. Wystarczy złożyć sam wniosek o wpis do rejestru zakładów i po uzyskaniu wpisu możesz rozpoczynać tworzyć swoje małe cuda. Link do wpisu na ten temat podrzucam tu.

Wreszcie po wielu bojach i długim oczekiwaniu w Sejmie udało się również w 2019 roku uchwalić wprowadzenie kas fiskalnych online. Od  1 lipca 2020 roku branża gastronomiczna zostaje zatem objęta nowym obowiązkiem, obowiązkiem korzystania z kas fiskalnych online. Odpowiedź na 12 najczęściej zadawanych w tym temacie pytań, znajdziesz pod tym linkiem.

W maju 2019 roku wprowadzono również nowelizację Kodeksu pracy. Pozmieniała ona trochę chociażby w temacie danych osobowych pracownika. Więcej na ten temat pisałam tu.

O czym będzie jeszcze było głośno?

A chociażby o stosowaniu przez jeden z wiodących portali pośredniczących w realizacji dostaw, procedury weryfikacji restauracji i jej właścicieli. Firma ta, mając status pośrednika płatności, obowiązana jest identyfikować i weryfikować swoich kontrahentów przedsiębiorców. Więcej napisałam w tym temacie pod tym linkiem. Do dziś mam jednak nieodparte wrażenie, że nie wszystkich udało mi się przekonać, iż taka procedura jest jak najbardziej OK.

Głośno było również o.. dyskryminacji. Po tym jak jedna z poznańskich restauracji wprowadziła ograniczenia w korzystaniu z ich usług przez dzieci, część osób zarzuciło jej dyskryminację. Sytuacja ta sprowokowała dyskusję o tym co jest, a co nie może być dyskryminacją w branży gastronomicznej. Tematu tego nie mogło zabraknąć również na blogu. Odniosłam się więc do 2 rodzajów (rzekomej) dyskryminacji. Wobec Klientów (link tu) i wobec pracowników (link tu).

Trochę statystyki.

To kolejny rok z rzędu, kiedy nie zmieniają się najpopularniejsze wśród wpisów na blogu. Książeczka sanepidowska, gramatura potraw w menu i maksymalna cena detaliczna na papierosy, niezmiennie otwierają statystyki bloga. Wśród tegorocznych wpisów zdecydowanie króluje zaś wpis na temat ksero dowodu osobistego pracownika.

Nie zmieniają się również wpisy, które czytacie najmniej chętnie. Goście w strojach plażowych, franczyza i sprawdzenie statusu kontrahenta niezmiennie otwierają więc dół statystyki. Niezmiennie zatem również zachęcam do ich przeczytania 🙂

A teraz podziękowania i pozdrowienia.

To kolejny rok z rzędu, w którym dzięki blogowi miałam okazję współpracować z wieloma wspaniałymi osobami.

W marcu tradycyjnie już pojawiłam się na targach gastronomicznych w Warszawie, gdzie na zaproszenie POSbistro udzielałam konsultacji prawnych. Nasza współpraca z POSbistro zaowocowała jednak również innymi ciekawymi i wartościowymi projektami, jak chociażby stworzenie checklist dla franczyzobiorców  i franczyzodawców, do których tutaj zostawiam Wam linka. Dziękując za miłą i owocną współpracę, pozdrawiam Izę i całą wspaniałą ekipę z POSbistro.

To już również praktycznie trzeci rok,  w którym piszę dla Was co miesiąc artykuły w czasopiśmie Szef Kuchni Gastronomicznej. Z wieloma z nich możecie zapoznać się na stronie internetowej miesięcznika, dokładnie w tej zakładce. Pozdrawiam z tego miejsca serdecznie Panią Dagmarę i Panią Kasię oraz całą redakcję Szefa Kuchni!

W 2019 roku udało mi się także nawiązać współpracę z Akademią Gastronomii, firmą doradczo-szkoleniową z Sopotu. W listopadzie udało mi się poprowadzić w ramach organizowanych przez nich szkoleń pierwsze szkolenie z prawa w gastronomii. Mam nadzieję, że w Nowym 2020 Roku tych szkoleń będzie znacznie więcej! Edukacja prawna jest bowiem w naszej branży niesamowicie ważna. Uparcie będę o tym przekonywała 🙂 A jeżeli chcesz dowiedzieć się czegoś więcej na temat zakresu i organizacji szkolenia, po prostu kliknij w link. A ja tymczasem pozdrawiam Panią Edytę, właścicielkę Akademii, z którą wspólnie te szkolenia dla Was przygotowujemy 🙂

Przede wszystkim jednak miałam okazję poznać i rozpocząć współpracę z wieloma cudownymi restauratorami, praktycznie z każdego zakątka naszego pięknego kraju! Od Tatr, przez Bieszczady, Kielecczyznę, Wielkopolskę, po piękne Podlasie z jednej i pojezierze Szczecińskie z drugiej strony. Dziękuję każdemu z Was, współpraca z Wami to prawdziwa przyjemność!

 

Jak widzisz, dla bloga był to kolejny, bardzo owocny rok! Ale mam nadzieję, że kolejny okaże się być jeszcze lepszym. Bo wiele jeszcze mamy w branży HORECA do zrobienia 🙂 Życzę Wam zatem, aby Wasi Goście dzisiaj dopisali, wieczór sylwestrowy okazał się być bardzo udany, a przez cały kolejny rok życzę Wam samych cudownych Gości, wspaniałych pracowników, a przede wszystkim stabilności prawa i małego zainteresowania ze strony instytucji kontrolnych! 🙂

PS. W chwilach przerwy udało mi się odwiedzić wiele ciekawych europejskich miejsc. Zimowa Słowenia, greckie Rodos, genialna Kalabria, fascynująca Lizbona i przedświąteczny Londyn. Jeżeli jesteście ciekawi zdjęć oraz moich wrażeń z tych podróży, zapraszam Was na mój profil na Instagramie (tu!). Pokazuję tam trochę pracy adwokata od kuchni i mojego prywatnego życia.

A teraz już ostatecznie, pozdrawiam Was ciepło i sylwestrowo z niemieckiego Düsseldorfu 🙂

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 507 025 782e-mail: kontakt@adwokatkosecka.pl